Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

puste łzy już (n i e) płyną
słowa (n i e) bolą brzmieniem
ludzie ciągle (n i e) krzywdzą
złe myśli (n i e) istnieją
ogień (n i e) zawsze parzy
miłość (n i e) jest cierpieniem

myśl (n i e) tylko o sobie
(n i e) bądź tym egoistą
(n i e) mów że jesteś Bogiem
(n i e) bądź jak wszyscy inni
(n i e) słuchaj kazań innych
(n i e) zapominaj o mnie…

Opublikowano

mi toże (niet)
a wiesz dlaczego?
bo tak bez uzasadznienia mogłabym wyjść na poprostu wredną...
chodzi o to, że całosć pachnie logiką...to (nie) dobrze... a poza tym, chociaż ma przesłanie, to forma RAZI.... bo pomysł z nawiasami jest ok... ale weź pod uwagę, ze to też sie kiedyś znudzi... i co wtedy będzie można w twoich wierszach znaleźć?

Opublikowano

Dziękuję Państwu za komentarze.
Nie piszę tylko wierszy z nawiasami. To mój najnowszy pomysł. Podejrzewam, że i mnie samej niedługo się znudzi... Wtedy popracuję nad czymś innym. A co do logiki, to wiersz, według mnie, powinien być w miarę zrozumiały...
Mam jednak pytanie do p. Agnieszki Gruszko: Co razi Panią w formie tego wiersza?
Bardzo serdecznie pozdrawiam.

Opublikowano

DO P. PELMANA
To nie wiersz "gotowiec", tylko wiersz uniwersalny wink.gif Adresuję go do wszystkich ludzi, bo każdy może znaleźć w nim prawdę o świecie dla siebie. A co do ostatniego zdania, to wyciągnęłam z niego dwa wnioski:
1. Rzeczywiście urodziłam się nie w tej epoce, w której powinnam (ale to wiedziałam już troszkę wcześniej wink.gif )
2. Jednak mój tekst zrobił na Panu pewne wrażenie, co bardzo mnie cieszy (świadczy o tym odwołanie do tekstu wink.gif )
Pozdrawiam Pana bardzo serdecznie

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   Klaustrofobia podziemi rosła, im bardziej puste okazywały się kolejne pomieszczenia, nagie i ascetyczne w swoich małych pokutach. Brakowało jednego przejścia, aby cały poziom tworzył jeden spójny cykl, krąg piekieł, albo aureolę na głowie kościoła przemysłu. 

        Zderzony z ostatnią ścianą, Karol odwrócił się, żeby spojrzeć na ślady butów wybite w zalegającym prochu. Nie martwiąc się o pobrudzone spodnie, usiadł na ziemi i, aby nie musieć zamykać oczu, wyłączył latarkę. Rozczarowanie. Nienasycenie. Karol był zawiedziony - nawet nie fabryką, lecz samym sobą. Ciemność trzymała go w serdecznym uścisku, ale nadal dało się wyczuć drżenia przestrzeni z każdym przejeżdżającym samochodem, a spomiędzy zawieszonej pleśni przebijał się zapach płynu do prania. Może właśnie o to chodziło? Centrum zniewolenia jesteśmy my sami, próbujemy uciekać w egzotyczne kraje lub kariery, a mimo tego i tak nie możemy nigdzie znaleźć miejsca brutalnie prawdziwego, brudnego absolutu istnienia. Człowieka chowa się czystego, a dopiero jego zadaniem jest samogwałt - wyrwanie ze swoich trzewi czegoś, czym faktycznie można by powiedzieć, że się jest (bo przecież chyba nie ,,piątoklasistą”?). Mały chłopczyk zastanowił się nad zdjęciem z siebie wszystkich ubrań (o zgrozo - ubrań ,,do szkoły”), nad pozbyciem się fetoru higieny. Nie, to nie to, to byłoby głupie - myśli chłopaka wróciły z powrotem pod ziemię.

        Strużki wody zostawiały rude ścieżki spływając powoli po ścianach. Kiedy Karol z rodzicami mieszkali jeszcze w biedzie, w nędznym domku pod miastem, całe dnie upływały mu w jego ,,bazie” - wciśniętej pomiędzy rosnące na działce drzewa a siatkę ogrodzenia. Ze wstydem wspominał do dzisiaj dzień, kiedy grupka dzieci w jego wieku, w czystych ubraniach, na kolorowych rowerach, zapuściła się w jego ulicę (co było na tyle niezwykłą rzadkością, że jest to jedyna taka sytuacja, jaką Karol pamiętał), aż spotkali go, skulonego w swojej kryjówce. Z dziecinną ochotą próbowali z nim zacząć rozmowę, lecz on, jak nieoswojony dzikus, nie był nawet w stanie spojrzeć im w oczy. Speszeni, ruszyli dalej błotnistą drogą, która prowadziła chyba tylko do jakiejś żwirowni (sam Karol nigdy nie zagłębił się w tę uliczkę dalej niż koniec jego działki), najpewniej zapominając o dziwaku już w następnej minucie. Lecz Karol pamiętał to do dzisiaj. Pamiętał, jak po długiej minucie wreszcie dotarł do niego sens sytuacji, rzucił się on wtedy biegiem przez działkę, wyskakując spomiędzy krzaków na otwarte pole, biegł przez wysoką trawę z nadzieją zobaczenia jeszcze błysku ich plecaków, lecz przywarł wreszcie policzkiem do ogrodzenia, a na uliczce panowała absolutna cisza. Karol-dzikus wyrywał się z jakiegoś rezerwatu, wracając teraz na powierzchnię świadomości chłopca, jakby między rurami piwnicznej kotłowni odnalazł komfort zapomnianej bazy. 

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...