Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Na skąpanej w słońcu łące leżał człowiek. Leżał zupełnie jakby zamierzał tak zostać do końca życia. Z całej jego bezwładnej, zrelaksowanej pozy biło ciche postanowienie, że nigdzie się już nie ruszy. W jasności lejącej się z nieba jego obecność miała w sobie coś ledwo uchwytnego, wyglądał jak wykrojony z gęstej mgły ludzki kształt. Pewnie dlatego, że jego ubranie, włosy i skóra były jednolicie białe. Nawet łzy spływające wolno po policzkach przypominały krople mleka. A krew wsiąkła już dawno w ziemię, spłynęła po nim, nie pozostawiła najdrobniejszego śladu, na nieskazitelnej bieli skóry nie widać było nawet czerwonej smużki. Mężczyzna zdawał się rozpływać w świetle słońca...
Kiedyś miał kruczoczarne włosy, śniadą skórę i niebieskie oczy, w które lubiło wpatrywać się wiele kobiet. On też zresztą nie czuł strachu przed zaglądaniem ludziom w oczy, jakoś nigdy nie zdarzyło się, by dojrzał tam coś odstręczającego. Gatunek ludzki był dla niego pełen tajemnic, godził się z jego ukrytą zwierzęcością, z utajonymi pragnieniami, które tylko w oczach znajdywały swe odbicie. Były one dla niego głębokimi studniami z ukrytymi na dnie skarbami. Jednak pewnego dnia spojrzał w studnię bez dna. Zmrużył oczy, gdyż niemożliwym wydało mu się, by ktoś tak dobrze ukrył przed nim swą tożsamość. Wtedy poczuł, że nie jest to studnia, a przepaść, a on spada w nią jak kamień. Zachwiał się i przytrzymał pnia drzewa, ale mimo że jego ciało utrzymało się w pionowej postawie, jego dusza zatonęła w czarnych oczach, a on sam, nie wiedząc o tym, bezpowrotnie zatracił się w błogim uczuciu spadania. Nieprzytomnym wzrokiem powiódł po twarzy, która była rumiana, zdrowa, o czerwonych ustach. Przesunął wzrok na ramiona, na które opadały lśniące pukle włosów, potem zorientował się, że ma przed sobą kobietę. Właścicielka niezwykłych oczu uśmiechnęła się zniewalająco, a chociaż uśmiech jej był puszczony w powietrze, gdyż w tej akurat chwili rozmawiała z kimś innym, mężczyzna wmówił sobie, że był przeznaczony tylko dla niego. Od tej pory wykorzystywał każdą chwilę, aby nawiązać znajomość z kobietą i spytać się, jak to jest możliwe, że jej oczy nie mają dna. Chodził za nią krok w krok, uważając jednak, by nie spostrzegła się, że ktoś ją śledzi. Po jakimś czasie zorientował się, iż nie jest jedynym jej wielbicielem. Gdziekolwiek była ona, tam zaraz pojawiała się grupka postaci, odzianych w ciemne płaszcze i głębokie kaptury. Mężczyzna uznał, że w ten sposób kryją się przed sobą, starają się nie pokazać rywalowi swej twarzy. Przypominali mu bandę skrytobójców, kręcących się w kółko, albowiem musieli jednocześnie unikać ciosu w plecy i bacznie wyglądać okazji, by zadać śmiertelny cios przeciwnikowi. Wiecznie kryli się w cieniu, nie zauważani przez innych ludzi, ślepi na wszystko oprócz kobiety, za którą podążali jak ćmy za światłem świecy. On błąkał się wśród nich, zupełnie zagubiony i wbrew własnej woli odizolowany, mimo że zamaskował się pod takim samym płaszczem, a głowę skrywał w cieniu kaptura.. Nauczył się naśladować ich posuwisty, ociężały krok, oszczędne ruchy i mrukliwe głosy, które wydawali jako namiastkę ludzkiej mowy. Tak męcząc się i tłamsząc swoją łaknącą światła naturę, włóczył się za bandą obdartusów, zawsze nieco z boku lub z tyłu, osamotniony w swej wędrówce za kobietą o oczach bez dna.
Pewnego dnia zatrzymali się w podziemnych mieście, gdzie kobieta spotkała się z grupą znajomych. Jej wielbiciele przycupnęli cicho przy wejściu do sali balowej. Chłód i wilgoć ciągnęły od trony zatęchłych kanałów, szczury piszczały w rurach, a wygłodniali, zabiedzeni skrytobójcy wytrwale kręcili się pod drzwiami, co i raz w dłoni któregoś błyszczał nóż, i ktoś osuwał się bezwładnie na ziemię. Mężczyzna jak zwykle stał z tyłu, nie miał odwagi wejść między nich. Z tymi swoimi błyszczącymi głodem ślepiami, chwytliwymi dłońmi, które przeobraziły się w szpony, przypominali mu bandę brudnych szczurów. Brzydził się nimi, ich szarością, bezbarwnością, anonimowością. Znowu ogarnęła go pogarda dla samego siebie, ponieważ dał się tak poniżyć i dla jednej kobiety dołączył do tych nieszczęśników. Zaraz jednak przypomniała mu się głębia jej oczu, pomyślał, że dla odkrycia ich tajemnicy gotów jest zrobić wszystko. Ale czy to, co zrobił do tej pory, było wszystkim? Czy starał się wystarczająco? Czy włóczenie się z tymi obmierzłymi stworami mogło choć na krok przybliżyć go do celu? Ogarnięty nagłym przeczuciem, czy też w przypływie odwagi, tupnął ze złością nogą, aż odgłos jego tupnięcia rozniósł się korytarzami daleko, daleko, prawie na samą powierzchnię. Gromada skrytobójców zamarła w bezruchu, szczurze oczy wpatrzyły się w niego z uwagą. Mężczyzna zdarł z głowy kaptur, ukazując swą bladą od przebywania w ciemnościach twarz i długie do ramion, kruczoczarne włosy, które rozrzucił na boki, potrząsając głową jak lew. Posłał swym milczącym towarzyszom dumne spojrzenie błękitnych oczu i podszedł do wrót, roztrącając ich na boki. Dłonią zwiniętą w pięść załomotał w odrzwia. Odpowiedział mu zdławiony pomruk, zaraz jednak wrota otworzyły się. Czyjeś ręce chwyciły go za ramiona i wciągnęły do środka. Przez domykające się wrota dojrzał jeszcze wyciągnięte ku niemu szponiaste dłonie, a potem spłynęły na niego potoki niebieskiego światła. Oślepiony stał w miejscu, a tymczasem czyjeś dłonie zdarły z niego przetarty płaszcz, rozczesały włosy – a może był to tylko wiatr? –, owiał go upajający zapach kwiatów. Kiedy wzrok przyzwyczaił się do nadmiaru światła, zobaczył, że stoi pośrodku pięknej łąki, a przed nim znajduje się kobieta o oczach bez dna. Bez słowa chwycił jej ręce w dłonie i przycisnął do ust.
- A więc warto było – wyszeptał z uśmiechem. Owiewał ich ciepły wietrzyk, niosący zapach kwiatów, wszystko wokół aż kipiało od żywych kolorów. Mężczyzna zapatrzył się w oczy kobiety, ponieważ chciał wykorzystać szansę i odczytać ich sekret. Były czarne jak węgiel, matowe, nie przypominały oszlifowanego obsydianu, jak sobie to nieraz wyobrażał. Jej oczy przerażały go i zachwycały jednocześnie, tak jak przeraża i zachwyca spojrzenie samej Śmierci... Ledwo o tym pomyślał, wzdłuż pleców przebiegły go zimne dreszcze. Kobieta delikatnie oswobodziła dłonie z jego uścisku i uśmiechnęła się szeroko, a wtedy ujrzał lśniące bielą, ostre zęby, zaś kiedy się odezwała, owionął go zapach popiołu.
-Przeze mnie mówią wieki. Jestem starsza od wszystkich ludzi, i żyję bez końca, albowiem jedynym moim pokarmem jest ich życie. Nie powiem ci, kim jestem, bo i tak nie zrozumiesz. Nie uwierzysz, że są starsi ode mnie, a niektórzy sięgają nawet prapoczątków waszej historii. Wsadziłbyś nasze istnienie między bajki i zwariował, a mi potrzebny jest twój nieskażony niczym umysł i zdrowe ciało. – przerwała, machnęła ręką, wrota otwarły się i przeszli przez nie skrytobójcy. - Oni są moimi sługami. Zwiemy ich ghulami, to tacy jak ty, ale przeciwieństwie do ciebie nie są oślepieni miłością, tylko głodem. Oderwałam ich od światła, które potrzebne im jest do życia. Dlatego musiałam zmienić ich dietę, by przedłużyć ich istnienie. Karmię ich krwią. – ruchem szybszym niż myśl zrobiła paznokciem nacięcie na przegubie jego dłoni. Mężczyzna nawet się nie poruszył - Jeśli naprawdę mnie kochasz, przedłuż moją nieśmiertelność. Daj mi to, co jest w tobie wiecznie żywe. Daj mi swe barwy.
Chodź, utoń w mych oczach. Są bez dna, gdyż tylko wtedy mogłabym poznać tajemnicę istnienia. Tylko wieczna pustka jest w stanie oddać smutek mej nieśmiertelności. Tylko czerń najgłębsza z możliwych, barwa nieistniejąca w twoim słonecznym świecie, umożliwia mi egzystowanie wśród żywych... Nie bój się – zbliżyła się doń, ujęła jego twarz w dłonie i wtedy zauważył, że są one szponiasto zakończone. Zbliżyła nienaturalnie czerwone usta do jego ust. Chciał się wyrwać, ale nie miał siły. To dusza, uwięziona w oczach bez dna, wzywała go do siebie – Przecież należysz do mnie. Dla mnie zrezygnowałeś z dnia. Dla mnie więc zrezygnuj z życia...
Wieczorem w jednej z wykwintnych restauracji można było ujrzeć kobietę niezwykłej urody w otoczeniu orszaku złożonego z równie pięknych mężczyzn. Wszyscy byli młodzi, zadbani, a ona stała wśród nich jak królowa, panująca nad barwami, mieniąca się tym wszystkim, co żywe. Widywano ich później na balach, w salach królów i baronów, zawsze nocą, albowiem za dnia gdzieś znikali. Ponoć ktoś widział, jak chowali się do kanałów, ale kto da wiarę, że taka piękność mogłaby mieszkać w tak obskurnym miejscu?
A na skąpanej w słońcu łące leżał człowiek. Jego otoczona kwiatami głowa lśniła bielą, chociaż nie był on stary, to tylko życie wycisnęło swe piętno na jego delikatnej twarzy i odebrało kolor tęczówkom, włosom i skórze. Był teraz człowiekiem z kości słoniowej, z mlecznego leukoszafiru. Owa barwa odzwierciedlała też stan jego ducha, wewnątrz czuł się oczyszczony, gotowy. Oczyma, w których ostały się jeszcze resztki dawnego błękitu, patrzył śmiało w niebo, prosto w słońce. I kiedy owa ognista kula zaczęła się nagle ku niemu przybliżać, kiedy poczuł, że unosi się prosto w objęcia śnieżnej bieli, z jego piersi wyrwało się pełne ulgi westchnienie. Wiedział, że nareszcie umiera.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Piętnaście milionów lat temu, gdy ziemia mocą ognia przygotowywała swe oblicze na przyjęcie życia, tereny obecnej Leśnej zostały szczególnie naznaczone. Podczas ruchów górotwórczych wypiętrzających Sudety, aktywny podówczas wulkan stał się miejscem świętym i szczególnym. Zanim człowiek postawił stopę na ziemi, to bogowie sprawowali na niej władzę. Nasycali ją energią, tworzyli miejsca mocy, które po dziś dzień mają służyć wszystkim żywym istotom. Podówczas, na południowy zachód od obecnego centrum miasta, na ziemię zstąpił sam Światowid, najpotężniejszy z bogów, czczony przez Słowian zachodnich. Naznaczył te tereny, zasilił mocą odwagi, równowagi, waleczności i ochrony. Do dnia dzisiejszego znajduje się w tym miejscu uśpiony wulkan, Stożkiem Światowida zwany. Moc tego miejsca niejednokrotnie dawała o sobie znać, a bezprawie i zło ludzkich serc, chcące te ziemi sobie podporządkować, budzą samego Światowida, sprowadzając jego gniew.  W XIII wieku ziemie Polski najechali Mongołowie pod wodzą Ordu. Dziesięć tysięcy wojowników bezwględnie parło do przodu, pozostawiając za sobą śmierć, pożogę i łzy niewinnych ludzi. Waleczność i pobożne serce ówczesnego księcia Śląska, Krakowa i Wielkopolski - Henryka II Pobożnego, nie uchroniły ziem Leśnej przed nadchodzącym nieszczęściem. Oddziały Tatarów rozgromiły armię księcia, a jego samego okrutnie zamordowano. Miało to miejsce w bitwie pod Legnicą dnia 9 V 1241 roku. Henryk II Pobożny nie doczekał się pomocy z zachodu, tracąc życie w nierównej walce. Armia Ordu parła dalej do Nysy, chcąc zając ziemie Królestwa Czeskiego.  Pięknego, czerwcowego poranka młoda dziewczyna, imieniem Agnieszka, udała się na zbiór ziół. W tym czasie zerwane miały bowiem największą moc. Przepełnione energią Słońca i mocą ognia uzdrawiały i chroniły przed wszelkim złem. Agnieszka wiedziała o tym. Babka ją tego nauczyła, a wiedzy tej nakazała strzec niczym oka w głowie. Ludziska w osadzie z szacunkiem traktowali rodzinę Agnieszki. Sam wójt Sulisław niejednokrotnie radził się jej babki w sprawach ważnych, a i z dobrodziejstw ziół korzystał.  Zbliżała się kupalnocka i Agnieszka musiała zebrać dziurawiec, który zdrowie, szczęście oraz ochronę miłości przynosił. Ważny był także rumianek, odpowiedzialny za dobrobyt i wieszcze sny. Nie wolno było dziewczynie zapomnieć o lipie oraz wrotyczu. Pierwsza potężną ochronę ściągała i uzdrawiała z najpoważniejszych chorób, drugie zioło niezbędne było do odpędzania gorączki i uzdrawiało najcięższe rany. Najostrożniej z piołunem należało się obchodzić. W nadmiarze mógł nawet uśmiercić, ale w odpowiedniej dawce sprowadzał wieszcze sny i przywoływał opiekuńcze duchy. Babka wykorzystywała go głównie w kadzidłach, a rzadziej do leczenia chorób i niedomagań po obfitych ucztach. Skupiona na swym zadaniu dziewczyna, nie zauważyła jak doszła do świętego miejsca, przed którym ostrzegała ją staruszka. Oczom Agnieszki ukazał się kamienny i wysoki stożek, na którego szczycie rosły przepiękne paprocie. Nagle ucichł śpiew ptaków, a promienie słoneczne poczęły jakby jaśniej świecić. Wszystko spowiła nieziemska poświata, liście, trawy i skały mieniły się niczym wykonane ze złota. Czas jakby stanął w miejscu, a wszelki ruch zaniknął. Nawet drobne listki tkwiły w bezruchu. Dziewczynę coś przyciągało do skał i nakazywało podejść. Upuściła kosz z zerwanym dziurawcem, a nogi same wiodły ją ku majestatycznemu miejscu. Wtem wszystko co widziała zniknęło. Otaczał ją blask i feeria barw, niczym tańczące struny muskające jej ciało. Podnosząc dłonie ku twarzy, widziała jak struny przeskakują, emanując magicznym światłem. Dziewczyna czuła spokój i radość.  Czego szuka twe serce?-usłyszała pytanie, które płynęło zewsząd. Jakby z niej i spoza jej ciała. Nie było przestrzeni, z której dźwięk by nie dobiegał.  Prawdy i ochrony dla ludzkich serc.- odpowiedziała spokojnie i stanowczo. Słowa wypłynęły jakby spoza jej świadomości, wprost z serca i z duszy.  W tym momencie jej oczom ukazał się piękny mężczyzna, odziany w srebrną, długą szatę ze złotym rogiem u pasa.  Wielu drogi do tej krainy szukało i wielu śmierć poniosło. Wielu złe serce miało i biedę na leśną krainę sprowadzili. Tyś wybrana została zanim twe stopy ziemi dotknęły. Ten oto róg ochroni i obfitość sprowadzi. Miodem napełniony ogień świętej ziemi rozpali, zło odegna i  rozbudzi dobro w ludzkich istotach. Przyjmij go i w Noc Kupały napełnij patoką. Następnie rozlej po trzy krople u granic osady,  poczynając od wschodu, przez południe i  północ na powrót w miejsce pierwszej kropli wracając. Niebezpieczeństwo nadchodzi, ludzi czas wyprowadzić i prawego wójta powiadomić. Nim kur trzeciego dnia po nocy ognia zapieje zło i śmierć zechcą te ziemie całkowicie opanować. Róg ma moc również przywracania życia, ale strzeż się korzystać z tego daru, gdy twe  serce i dusza  nie będą w zgodzie. Idźże teraz czym prędzej i ocal tę krainę. Moce natury będą waszym wsparciem. Pospieszaj się!- W tym momencie wszystko zniknęło. Nie było już magicznych strun światła, ni pięknego mężczyzny. Agnieszka na powrót stała przed kamiennym stożkiem, a śpiew kosa przywrócił ją do rzeczywistości. Tylko w prawej dłoni złoty róg dzierżyła, znak prawdziwego widzenia i spotkania z nieziemską istotą. Czym prędzej pozbierała dziurawiec, który wypadł z koszyka, a boski dar schowała pod fartuchem i ku domostwu pobiegła. Już od drzwi, zdyszanym głosem, nawoływać rodzicielkę i babkę poczęła. Opadła na krzesło i nie mogąc słowa z siebie wydusić, złoty podarek na stole położyła. Matka jęknęła przerażona, a babka z uśmiechem powiedziała: -Wypełniło się- Agnieszka nic nie rozumiejąc wpatrywała się to w matkę, to w babkę. Wówczas staruszka wyjawiła jej sekret tych ziem.  Było to w czasach nim książę Mieszko nową wiarę na te ziemie sprowadził i cześć cesarzowi okazał. Zamieszkiwało podówczas te ziemię plemię, Połabianami zwane. Tajemniczy i potężny był to lud. Znali język natury i pismo bogów. Raz na 100 lat rodziła się w plemieniu dziewczynka, naznaczona przez Siły Wyższe. Światowid, którego było dane ujrzeć Agnieszce, pojawiał się pośród ludzi, chronił ich, sprowadzał obfite plony, a kapłana i wybraną nauczał. Tylko ona miała dar rozpalania miłości i władania jej mocami. Każdego roku złoty róg napełniano miodem podczas nocy ognia. Ten słodki nektar został zesłany ludziom, aby rozpalać w nich dobro i radość, karmić ciało i duszę. Kapłan i wybrana upijali po łyku boskiego płynu, po czy ziemię wokół osady jego kroplami naznaczali. Tak obfitość, zdrowie i harmonia były na cały rok sprowadzane. Gdy nowa wiara nastała w kręgi kapłana wkradło się zło i do zguby osadę doprowadziło. Mroczni wysłannicy chcieli posiąść róg i jego moc. Wykradli boski podarunek i uciekli z nim. Od tego czasu osadę naznaczały głód, pożary i choroby, a Światowid nigdy więcej się nie ukazał. Złodziei nie odnaleziono, ani nikt o rogu nigdy więcej nic nie słyszał. Kapłani nadal następowali po sobie, ale wybrana na świat nie przychodziła. Roniono łzy, mówiąc że dopóty zło na tych ziemiach będzie, dopóki czyste i pełne miłości serce nie zjednoczy ludzi.  Ty z plemienia Połabian się wywodzisz, jako i ja, jako i twoja matka. Ty jesteś wybraną, nosząc znamię ognia. Odnalezienie rogu przyniesie zbawienie tym ziemiom. Czym prędzej idziemy Agnieszko do wójta.- oznajmiła staruszka i jako żywo chustę na głowę narzuciła, wnuczkę za rękę mocno złapała, a córce róg schować nakazała. Po czym żwawo do Sulisława obie poszły.  Wójt opadł na krzesło. Powietrze z płuc wypuścił i zbladł. Wiedział, że armia pod wodzą Ordu, syna Dżocziego, na zachód się kieruje, ale miał nadzieję, że te ziemie ocali. Słowa kobiet przyjął z powagą, bowiem o mocach drzemiących na świętym wzniesieniu słyszał. Jeszcze dzisiaj zarządzę wymarsz ludności po nocy ognia. Ukryjemy się w lesie i na pomoc będziemy oczekiwać.- powiedział z wiarą i stanowczością.  Wójcie działajcie prędko, acz ryzyka nie podejmujcie. Ludności jest mało, a i gro słabowitych. Wiem, że chęć walki i obrony twe serce przepełnia, ale tym razem ludzi trzeba ocalić, a dobytek przyjdzie nam odbudować.- odpowiedziała staruszka.  Tak też wójt uczynił. Osada opustoszała, a ludność w pobliskim lesie, po drugiej stronie rzeki schronienie znalazła. Nad ranem ujrzeli łunę ognia nad domostwami. To tureccy najeźdźcy palili i plądrowali ich dobytki. Wójt bezradnie i ze złością miotał się, chcąc czym prędzej do walki ruszyć, ale słowa staruszki były dla niego ostrzeżeniem. Agnieszka ze łzami w oczach patrzyła na ludzki smutek, płacz i bezradność. Bez namysłu ujęła spod fartucha złoty róg, odeszła na bok i poczęła w niego dmuchać, chcąc wydobyć jakikolwiek dźwięk. Jej serce i dusza zjednoczyła potężną siła, acz kierował nią nieznany motyw,  czysta miłość zalała jej wnętrze  a odwaga nie pozwoliła stać bezczynnie. Niestety, żadnego dźwięku róg nie wydał, dziewczyna bezradnie patrzyła na mieniący się kawał złota. Rozpłakała się i usiadła pod dębem, nie wiedząc czemu boskie siły opuściły leśnian. Wnet wiatr się wzmógł, a drzewa poczęły śpiewać głośną pieśń. Zewsząd było słychać łoskot, tętent kopyt i świst strzał. Ludzie z przerażeniem gromadzili się jeden obok drugiego, nic nie widzieli, jeno słyszeli. Nagle zza dębu, pod którym siedziała Agnieszka, wyszedł potężny mężczyzna, a za nim było widać cienie armii leśnych ludzi. Nikomu nie trzeba było mówić któż to przed nimi stoi. Wszyscy wiedzieli, że to sam Karkonosz przyszedł im z odsieczą. W wójta i w ludzi wstąpiła potężna wola walki. Runęli wraz z Karkonoszem na najeźdźców. Na to wszystko przybyły posiłki mieszczan z Gryfowa i drużynników z zamku Gryf. Wróg nie miał najmniejszych szans. Tatarzy uciekali w popłochu, jeno kilku z życiem uszło. Nikt poza leśnianiami ducha gór i jego armii nie widział, a posiłki z Gryfowa dziwiły się, jak wielka moc w osadnikach drzemała.  Niestety po czasach światła i dobra ponownie zło na ziemie Leśnej nadciągnęły, a róg zaginął. Złe rządy poczęły nastawać i ludzi dzielić. Od tamtej pory pożary, powodzie i choroby jęły ziemie leśnej osady nękać, a wybrana do tej pory się  nie narodziła. Dopóty kłótnie, zwady i bieda będą się tutaj szerzyły, dopóki nie narodzi się dziewczynka o sercu pełnym miłości i dobra, której Światowid róg we władanie odda. Co roku przed kupalnocką przejście do boskiej krainy się otwiera i czeka na wybraną.
    • nie ma czasu na sny ani na marzenia jest twardy jak przydrożny głaz   nie ma czasu na łzy ani na uśmiechy jest jak wiatr nie boi się burz   ne ma czasu na miłość mówi że ona to nie wolność że to są  trudne drzwi   nie ma czasu na nic ciągle myśli o niczym lubi ciemność nocy nie brzydzą go wszy
    • @Jacek_Suchowicz Jacku Twoje poetyckie odpowiedzi mnie rozczulają.Dobrego dnia..dziękuję od

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • Na brudnych robotach wziąłem i sobie uświadomiłem, że jestem czysty człowiek. Nawet na brudnych robotach ja akurat grałem fair, co wcale nie jest ani mitologią, ani mitomanią. Właściwie wyszło lub nie wyszło to trochę „niechcący”. Wyszło im to nawet z raportów wszelakich, które kazali pisać mi i postronnym z tych brudnych robót i ze szczegółami. Oczywiście niniejsze jest tylko punktem widzenia i punktem siedzenia wśród najróżniejszych spraw uświadomionych i nieuświadomionych. Jakby nie było i tak sobie trzeba wybaczać. Niektórych spraw nie da się nawet bardziej rozdrapać. Wysłuchała mnie jakaś dziewczynka, choć trzeba przyznać, że zupełnie pełnoletnia i wygląda na to, że uwierzyła w ten scenariusz i te zdjęcia, lepsze nawet niż bo ja wiem z Leona Zawodowca. W dalszym ciągu jest aktualne podejrzenie, że ktoś tam im mocno miesza. Dużo by mogło za tym przemawiać. Potem powstały liczne opowieści, a real już nie układał się jak dawniej. Teraz no to panie idzie czasem jak po grudzie, zresztą w wielu aspektach. Tylko pisze się jakoś łatwiej, bo jest o czym pisać. Liczba niektórych teczek tylko potwierdza moje domysły i rozważania. Jest dobrym materiałem na kolejne spekulacje. Wychodzi z tego jakaś duża walka. Nawet mały koncert w wąskim gronie bywa teraz dla mnie niemałą odwagą. Nigdy już mnie nie proś o jakiekolwiek bezpieczeństwo. Wiadomo nie od dziś, że sprawy frontowe nie były, nie są i nigdy nie będą dla każdego.   Warszawa – Stegny, 06.04.2025r.
    • zbrodnia buduje potęgę    błotnista tundra nie sprzyja mamutom  zabrały ze sobą tygrysy  polodowcowe cmentarzyska    w poszukiwaniu przestrzeni życiowej  Cezar ruszył na Galów  Ukraina już kiedyś objawiała się Niemieckim Missisipi  przegonić ludność na bagna    dziś potomkowie Indian szukają duchów i odczytują ten niesprawiedliwy piktogram poludzkie cmentarzyska    ziemia gdzie pod nadprożem murszeją łożyska synów  a czas rozsypał fosfor kości praojca     na nic szable w zębach  gdy nie ma    pokarmu                          
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...