Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Kiedy udami ciasno mnie oplatasz,

Gdy czuję gładkich ud na sobie splot

I gdy za drzwiami jarzy się poświata,

Rozplatasz ruchem włosy spięte w kok.

 

Smukłe ramiona twoje w krąg rozpięte.

Wygięte ciało z rozkoszą wspina się.

Splątane z sobą usta jak zaklęte.

Błądząca dłoń na plecach ściska mnie.

 

Czas gdzieś unosi w górę rytm zegara

I jakby takt zatrzymał się na parę chwil,

A spod lampionów sączy się poświata,

Które, choć z dala, rozpaliły seksapil.

 

Magiczne oko radia światłem prószy

I dźwięków świat otacza miękko nas.

Jesteśmy sami w aksamitnej pluszy,

Szczęśliwi małą wieczność, krótki czas.

 

W płomyku światła miłość się wytrąca,

Spowija nas, przenika w lepki mrok.

Zielona smuga mruga, ciepła i kojąca.

Na korytarzu słychać szmer i każdy krok.

 

Czekam jak zrzucisz suknię z podniecenia

I złoty brokat opadnie z blaskiem wraz.

Podejdziesz naga i jakby od niechcenia,

Ujmiesz za brodę, szepcząc - Jeszcze raz..

 

 

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

(wersja udźwiękowiona)

Opublikowano

@Father Punguenty Nie przepadam za erotykami. Chyba. Ale ten czytało się przyjemnie.

Pozdrawiam.

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Rymy gramatyczne i dokładne: No i co w tym złego? Że ładnie się rymuje? Nonsensowna uwaga.

Miałkość wyrazu: Mógłbyś to rozwinąć bo jakoś nie bardzo rozumiem.

Brak rytmu, taktu, nic: Bzdura. Akurat rytm jak najbardziej jest. Kolejna nonsensowna uwaga.

Podrzędna poezja, jeśli w ogóle: Nie tobie oceniać. Uważasz, że reprezentujesz lepszy poziom? I znowu nonsensowna uwaga.

Opublikowano (edytowane)

@Tectosmith Moment, to moja opinia. Mam do niej prawo, komentarz nie ma na celu obrażenia autora, tylko wskazać błędy, które według mnie istnieją.

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Nie, uważam, że mam prawo do komentarza i swojej opinii, tak samo, jak Ty. Każdy czytelnik, w tym ja, ma prawo do swojej opinii i wyrażenia tego w komentarzu, po co ten bulwers. Chyba że tutaj można pisać wyłącznie pozytywne komentarze. Tak to czuję i tyle.

Edytowane przez W.M.J (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

I tutaj twoja Opinia nie zgadza się z moją opinią i nadal uważam, że piszesz nieprawdę. Wskazałeś błędy, które dla mnie błędami nie są a komentarz, jaki nie wprowadza nic konstruktywnego i jest jak najbardziej obraźliwy. Powtarzam więc:

 

Rymy gramatyczne i dokładne: No i co w tym złego? Że ładnie się rymuje? Nonsensowna uwaga.

Miałkość wyrazu: Mógłbyś to rozwinąć bo jakoś nie bardzo rozumiem.

Brak rytmu, taktu, nic: Bzdura. Akurat rytm jak najbardziej jest. Kolejna nonsensowna uwaga.

Podrzędna poezja, jeśli w ogóle: Nie tobie oceniać. Uważasz, że reprezentujesz lepszy poziom? I znowu nonsensowna uwaga.

 

Rozwiń proszę moje uwagi na temat twojej "opinii" jeśli potrafisz oczywiście.

Opublikowano

@Tectosmith Komentarz tyczy wiersza nie użytkownika, jeśli ktoś nie jest gotowy na krytykę, obojętnie czy robi zdjęcia, maluje, rzeźbi, nie powinien tego robić. Nasze opinie nie muszą być zgodne, to nawet lepiej.

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Ja wcale nie twierdzę, że wskazują prawdę, takie są moje odczucia, mam prawo do nich. Ciekawe, że autor wziął to "na klatę" a Ty chcesz, abym tłumaczył co i dlaczego. Oczywiście, że potrafię, ale nie muszę tego robić dla czytelnika, jak autor będzie chciał mogę jeszcze swoje myśli rozwinąć. Miłego dnia.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Bo to co napisałeś to po prostu bzdury. A nie rozwiniesz moich uwag bo nie potrafisz.

Chcesz się bawić w krytyka to rób to mądrze, konstruktywnie i zasadnie.

Mogłeś przecież napisać, że ci się nie podoba zamiast wywlekać nie istniejące błędy, prawda? Ale chciałeś sie przyczepić, chciałeś, żeby zabolało, chciałeś kogoś umniejszyć i to zrobiłeś.

Jeszcze raz:

Mądrze, Konstruktywnie i Trafnie.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Nie mam ku temu żadnych powodów, mam prawo do swojego zdania i proszę przestać mi coś wmawiać.
 

Tobie nie muszę niczego tłumaczyć, autor zrozumiał i proszę dać mi spokój.

 

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Nic ci nie wmawiam. Napisałeś nie prawdę i tyle. A przyczepić się przyczepiłeś jak twierdzisz bez powodu co rozumiem, że dla zabawy. Oczywiście, że masz prawo do swojego własnego, nie powtarzalnego zdania. Ale jeśli już chcesz się tym twoim zdaniem podzielić to zrób to tak, żeby to twoje zdanie było zasadne. Świadczyć nie prawdę jest bardzo łatwo i możesz sobie tego pogratulować.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

A ja myślę, że sprzeczać się trzeba bo WMJ racji wcale nie ma. Ma jednak prawo do własnego zdania oczywiście.

Po pierwsze:

Rymy gramatyczne i dokładne;

Tok jakby powiedzieć artyście, że nie wolno malować łyżeczką do kawy albo że rysując ołówkiem nie można używać węgla drzewnego i tak dalej. Się nie robi, się nie łączy - to tylko szukanie dziury w całym.

Wbrew pozorom to nie forma czyni sztukę, ale sztuka formę. Powyższe uwagi powinny być więc okraszone wytłuszczonym "MOIM ZDANIEM"

 

Miałkość wyrazu: 

Prosiłem o rozwiniecie tego zarzutu i oczywiście się nie doczekałem. Może więc Ty "zetjot" się podpiszesz pod tym bo niby WMJ ma dużo racji i mi wyjaśnisz czym jest "miałkość wyrazu"?

 

Brak rytmu, taktu, nic:

Wbrew temu co twierdzi WMJ a także Ty zetjot ja w wyżej wymienionym wierszu dostrzegam jednak jakiś rytm i uważam, że mam prawo postrzegać ten wiersz rytmicznie i że wcale nie musi się to trzymać wymienionych przez ciebie zasad. Przyznaję jednak, że w tym miejscu można by się kłócić, ale, podkreślam ponownie, to nie forma tworzy sztukę.

 

Podrzędna poezja, jeśli w ogóle:

Bardzo proszę ZETJOT. Twierdzisz, że WMJ ma sporo racji. Znaczy, że także uważasz wyżej wymieniony utwór za niegodny miana poezji?

 

Tak, nadal uważam, że jest o co się sprzeczać.

Opublikowano

@zetjot Wow! Chętnie zapiszę się na korepetycje:-) Pozdrawiam!

@Kwiatuszek @Father Punguenty Nie przepadam za erotykami, ale ten ma w sobie to " coś", co nie pozwala przestać czytać dalej. Bardzo mi się podoba. Opinie czy coś jest dobrze czy też źle należy traktować jako lekcję. Gdyby ludzie tu pisali idealne wiersze jak Szymborska to pewnie nie byłoby ich na tym forum tylko w wydawnictwach. Oczywiście i tacy tu się zdarzają, których bardzo cenię. Daję serduszko:-) Pozdrawiam!

Opublikowano

....strasznie Wam dziękuję za wpisy.

Nie sądziłem że ten utwór wywoła aż taką dyskusję.

Piszę wiersz tak jak czuję, lub jak mi się wydaje że będzie dobrze, a o wielu atrybutach 'technicznych' nawet nie mam pojęcia (z racji wykształcenia nigdy naprawdę nimi się nie zajmowałem/studiowałem/itp. )

Przypuszczam, ze gdybym zaczął liczyć, mierzyć, rachować, trasować itd. to nic bym nigdy nie napisał, bo stres 

'formistyczny' zasypałby sam pomysł i chęć.

Jedyną rzeczą ważną jest intuicja pod kątem treści oraz rytmu i wrażenia estetycznego - a to oceniają głównie czytelnicy.

Tak mi się przynajmniej wydaje.

 

Pozdrawiam jeszcze raz.

 

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Rafael Marius z pięknej toalety:) jutro mam ślub z stylu włoskim w plenerze w ciągu dnia do wieczora:) inaczej, bo w zieleni na zielonej łące pośród kwiatów i w koronkach drzew:) w nocy nie ma takiego efektu obcowania z naturą jak w dzień:) będzie to śliczny ślub:)

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • w gwieździstym niebie nie było Ciebie  w toni oceanu pustka bez Ciebie  w wietrze gorącym i porywistym nie ma Ciebie  w ogniu ogniska i dymie brak Ciebie    na ulicy paryskiej, na prawym brzegu Wisły  na Kazimierzu w Krakowie lśniącym historia  na rogatkach miast na szczytach gór  był tylko upiór mój miłości romantyczna    w setkach spojrzeń w barze i metrze  w ulicach gwarnych zaułkach niewiernych na nocnych traktach  blichtru i sławy  nie było Ciebie i nie ma sprawy    W oczu błękicie burzy blond włosów nie ma Ciebie  w biodrach tańczących   piersiach gorących  brak Ciebie  w upojnej nocy i doświadczeniu Déjà vu nie ma Cie  po co to życie tak atrakcyjne gdy Tej Jednej nie było nigdzie    
    • Przedświt pachniał dziś wonnym dymem, kadzidłem miłosnych uniesień i słodką nutą wróżb. Sobótka dobiegała końca. Zawezwane dusze czmychały  przed pierwszym brzaskiem. Ich nogi bezszelestnie muskały młode paprocie. Ich głowy nikły z wątłym pluskiem  w toni rzeki. Niektóre bierzyły po śladach północnic, hen w najdalsze połacie  wyrwanych borom pól. Były i takie psotne zjawy  co schować chciały się  w ludzkich obejściach i chatach. W progach zatrzymywały je  amulety i kręgi solne a także strażniczy wrzask  deptanego Domowika. Wołał on na pomoc imię Łady i Dziewanny  rozganiając zjawy na cztery wiatry. Byle dalej od wsi.     Ogniska rozsiane gęsto przy brzegu, gasły z wolna. Drwa oddały już całe swe ciepło. Rozżażone bierwiona  trzaskały jeszcze z cicha zapadając się coraz głębiej w popiół. Wianki te nie porwane z nurtem, były porozrzucane wszędzie wokół. Częściej zagubione w ekstazie tańca  niż zerwane  zwierzęcym pragnieniem  kobiecych krągłości. Ludzie posnęli w kręgach. Upojeni miodem. Zdjęci czarem. Zmęczeni całonocnym świętem  ku czci Kupały. Tylko żercy nadal medytowali  w samotnym azylu leśnych uroczysk. Rozmawiali z drzewami i wodnymi pannami. Błagali duchy przodków  o wstawiennictwo u Welesa. Tam plusnęła ogonem ryba. W gęstwi leśnej zaskrzeczał lis. Ostatni pochuk wydała płomykówka. Tarcza Swaroga wyjrzała zza horyzontu. Najkrótsza noc odeszła w pokoju.     W tej samej chwili  stojący przed swą chatą wojownik  ujął w silne dłonie łuk. Zabrał ze sobą  kilka solidnie wystruganych strzał  o barwnych, sztywnych lotkach. Poprawił u pasa  zakrzywiony nóż myśliwski. I z imieniem Roda na ustach  wszedł pewnie w ciemny jeszcze bór. Nikt nie może naruszać świętości lasu  w kupalne święto. Kto by tego nie uszanował  i wstąpił z bronią do kniei  tego zamęczyłyby wilki Leszego. A kto niewinne zwierzę by poranił  lub zabić raczył. Tego cały ród wygasłby w męczarniach  moru lub głodu. A Bieda klepałaby go po plecach do ostatka. Zresztą lepiej było zaczekać  na pierwszy blask słońca  który zamykał przejścia do Nawii. Świat umarłych nikł  by żywi nie mogli do niego przystąpić. Dopiero wtedy las stawał się  znów zielonym dobrodziejem. A wstępujący do niego myśliwi czuli, że wracają na domowe ścieżki losu.   Bór, im dalej prowadziła  wydeptana stopami myśliwych i szeptuch ścieżka, rozpoznawał znajome rysy człowieka.  Drzewa witały go ukłonem gałęzi. Szelestem drobnych liści. Runo szemrzało niespokojnym echem, budząc z lękliwego, płytkiego snu  płochliwe zające i wiewiórki. Dzięcioły już zaczęły swą pracę. Rytmiczny stukot przypominał swym tembrem  odgłosy obijania mieczy o owalne tarcze. Myśliwy przeżył kilka potyczek  i tysiące polowań. Polowania były trudniejsze. Wymagające cierpliwości i sprytu, w przeciwieństwie do chaosu bitew. Zwierzęta wyczuwały zazwyczaj, zbliżającą się śmierć  i nigdy nie oddawały życia bez walki. Dlatego oddychał płytko, stąpał bezszelestnie. Oczy wbijał to w szarzejący dukt  to w wielokolorowe runo. Szukał śladów.  I po chwili znalazł je.     Trop jelenia odbity był wyraźnie na piaszczystym wzniesieniu. Zwierzę zakopało się widać lekko  w sypkiej przeszkodzie bo piasek był roztrącony na boki dość mocno. Jeleń skręcił w stronę  rosnących tu gęściej dębów. Szukał strawy w postaci młodych pędów   w trzewiach powalonych pni  i przy połaci jagód, rozplenionych tu niczym fioletowe kwiatuszki.     Myśliwy mocniej ścisnął łuk, bo usłyszał lekkie poruszenie  w gęstwinie przed sobą. Upłynęła ledwie chwila  gdy ujrzał także łeb z porożem  wyłaniający się zza potężnego, pooranego zmarszczkami czasu pnia dębu. Jeleń cicho zaryczał i strząchnął się mocno. Nie wyczuł jeszcze woni ludzkiej. Myśliwy ukląkł za strzelistymi paprociami. Wziął strzałę.  Nałożył ją i wygiął cięciwę  gotów w każdej chwili ją zwolnić. Zwierzę  dopiero teraz wyczuło niebezpieczeństwo. Jeleń rzucił się wstecz  i skręcił tułów gotów do rychłej ucieczki. Będąc w połowie zwrotu, został trafiony w brzuch  pierzastym pociskiem. Zaryczał przeciągle, smutno. I rzucił się w agonii przez las, tratując wszystko na swej drodze. Myśliwy powoli się wyprostował  i spokojnie w pełnym skupieniu  ruszył szlakiem świeżej krwi. Teraz wystarczyło czekać  a gdy będzie trzeba, powtórzyć śmiertelny cios.   Krwawy trop  to znaczył teren nieprzerwaną strugą posoki to urywał się na kilka kroków by znów błysnąć szkarłatem na korze drzew  czy liściach narecznic. Kluczył jak samo zranione zwierzę ale nie na tyle by zgubić pościg doświadczonego łowcy. Trafił idealnie i wiedział o tym  że śmierć zwierzęcia  jest kwestią bardziej minut niż godzin. Jeleń upuścił już wiele krwi  i słabł sądząc po coraz mocniej i wąsko stawianych kopytach. Na jednym z buków  pozostawił cały odbity w krwi bok. Ale jeszcze tym razem  miał siłę by ruszyć dalej. Lecz nie na długo. Gęstwina rzedła.  Nie dalej jak sto kroków, przejdzie zapewne w naturalną polanę lub porębę. Tam z pewnością odnajdzie martwe zwierzę. Myśliwy zarzucił łuk na mocarne plecy i pewniejszym chwytem objął rękojeść noża. Krwi było coraz więcej  i prowadziła wprost w rozwidlenie.     Gdy wyszedł na skraj poręby,  pierwsze co uczuł to  nagły, lodowaty powiew wiatru. Był jak boski szept. Zmroził mu kark  a pot od razu wystąpił na jego skroniach. Źrenice stężały w skupieniu. Gdzieś z bardzo daleka  dało się słyszeć jakby śpiew. To głosy dziewek. Akompaniował im głos fletni. Melodia była mu znana dobrze  i bardzo wesoła a wręcz frywolna  jak sama treść pieśni, której nie przystało śpiewać  pannom na wydaniu. Wreszcie spóźniony korowód kupalny  oddalił się na zachód.  Zostawiając go na pastwę puszczy i ciszy. Dopiero teraz mógł skupić się znów na tropie. Prowadził do centrum poręby, gdzie zamiast  spodziewanego, martwego byka, leżał w kałuży krwi człowiek. Spał lub był martwy. Leżał na wznak z lekko podkuloną nogą. Dopiero po chwili dało się stwierdzić,  że nie była to jego krew a tropionego jelenia. Jej ślad się urywał a człowiek ów leżał dokładnie w miejscu w którym powinien spoczywać trup zwierzęcia. Zwierzę nie mogło dalej uciec  a człowiek przywędrował widać z nieba  bo brak było wokół  jakichkolwiek śladów ludzkich stóp.     Był młody jeszcze acz już silny jak tur. Długie jasne włosy  spływały mu falą na muskuły. Delikatny zarost dodawał mu mężności. Ubiór jego był jednak przedziwny. Charakteryzował niewolników  lub najbiedniejszych kmieci. Wszystko było okropnie brudne, podarte  i znoszone do cna. Nie miał przy sobie pasa ani broni. Jedynie bukłak na wodę lub wino i co jeszcze bardziej przedziwne  obok niego na trawie spoczywały też niespotykane  bo kremowe skrzypce  wykonane jednak jak najstaranniej  i widać było,  że są mu rzeczą w życiu najbliższą.  Bard widać miejscowy lub wędrowny. Może przyłączył się nocą  do jednej z grup biesiadników. Upił się a teraz  pokutował kamiennym snem na odludziu. A może czar to jeszcze i widmowy zwid, co został tu z ludźmi  bo Weles zatrzasnął przed nim wrota Nawii. Zwierzę było przy nim  jeszcze przed kilkoma minutami, dlatego myśliwy i tak by go obudził i żądał wyjaśnień.   Zanim jednak wykonał ku niemu  choć nieśmiały krok. Chłopak otworzył oczy,  przewrócił się niezdarnie na bok i jego wzrok spotkał się ze wzrokiem myśliwego. Patrzyli na siebie podejrzliwie długo, wreszcie chłopak zamierzał wstać  ale jego dłoń spoczęła w kałuży krwi. Obejrzał najpierw ją   a potem odskoczył jak oparzony,  macając się po torsie w poszukiwaniu rany. Rozmazał po sobie całą krew. Zbladł i wyglądał teraz  jak najprawdziwszy upiór. Spoglądał na łuk i nóż. Był przerażony i nie zamierzał tego ukrywać. Zerwał się jeszcze raz,  porwał z ziemi skrzypce i przytulił je niczym dziecię do piersi. Postrzeliłeś mnie!? Bezbronnego!? Nie mam przy sobie nic, ani monet ani żadnych kosztowności.     Myśliwy wystąpił przed niego  i opuścił dłonie na znak dobrych zamiarów. Postrzeliłem jelenia, tropię go. A ślad jego krwi urywał się na Tobie. Skąd tu przybyłeś i jak? Nie dojrzałem wokół Twoich śladów. Czy widziałeś rannego śmiertelnie byka? Był tu na kilka minut przede mną. Szalał w agonii. Obudziłby Cię z pewnością.  Wiem, że tu był spójrz ile upuścił krwi. Chłopak nie podszedł nawet o krok. Ale obejrzał krew wokoło  i zaczął wierzyć w to  że nie pochodzi ona z jego żył.     Byłem tu przez całą noc. Grałem w samotności. Dla lasu. Aż sen mnie zmógł Dziś była noc kupalna. Nieroztropnie wchodzić z bronią w święty bór. Myśliwy podszedł jeszcze bliżej. Wszedłem do kniei wraz z tarczą Swaroga. Nie grozi mi nic od strony bogów. Nie tylko bogowie podążają ścieżką zemsty. A Ty nie rzekłeś, jaką z nich przybyłeś. Młodzieniec zawahał się chwilę. Przybyłem z odległej krainy. Bardzo odległej. Skąd wychodzi niewielu takich jak ja. Myśliwy skupił wzrok na instrumencie. A te skrzypce?  Piękne i misternie wykonane. Nie drewno służyło do ich budowy. Grasz na nich dla duchów?     Młodzieniec po raz pierwszy stanął w pełnym świetle i uniósł delikatnie twarz. Przypominał mu dawne czasy. Wojnę na południu, gród w ogniu i tożsamego młodzieńca, którego zabił celną strzałą w samo serce. To było dawno,  lecz chłopak wydawał się zjawą tamtych dni. Ujął skrzypce niczym amulet i przemówił głosem  głębszym, starszym, magicznym. To skrzypce umarłych. Wykonałem je sam  z moich własnych kości. Twoja strzała strzaskała mi serce  a kości były całe. Piękne i kremowe. Jak te skrzypce. Grając na nich  otwieram bramę welesowych krain. Między nimi wędruję. W Nawii mój dom. A tu na ziemi, już tylko mój cel. Moja zemsta. Krwawa i sprawiedliwa. Twoja śmierć przyjacielu.     Znów posłyszałem korowód. Wracał z pieśnią. Inną. Żałobną. Tragiczną i smutną. Jak ta godzina. Fletom i piszczałkom odpowiedziały skrzypce. Młodzieniec grał. A im dłużej grał  tym szerzej otwierały się  wrota zaświatów na skraju poręby. Wreszcie stanęły otworem. W ogniu i sadzy. Potępione dusze. Ich twarze ryczały w agonii. Ich ciała płonęły, zwęglone do cna. Korowód panien wyszedł zza drzew. Wszystkie były ubrane w białe, żałobne szaty. Ich paprociowe wianki nosiły ślady krwi. Bardowie byli okaleczeni. Bez rąk, nóg, oczu,  trędowaci lub chorzy na dżumę. Ich szaty przeszły zgnilizną. Korowód prowadziły dwa ogary. Były upiorami Welesa. Wściekłe, pełne żądzy mordu. Ich pyski wypełnione ogniem. Skóra spalona i pokryta liszajem. Ogony ścięte u nasady. A oczy jak śmierć puste. Pewne swego szaleństwa. Doskoczyły do mnie. Nie imał się ich nóż ani strzała.   Wieczór zapadł nad wioską. Jedynie w jednej chacie nie płonął ogień. Jej opiekun wyszedł spod progu, zapalił niewielki ogarek. Rozpalił ogień Oporządził izbę. Zgotował strawę. Posprzątał obejście. Jego pana nie było. Nie martwił się. Mogło go nie być i kilka dni. Łowy bywały długie i męczące. Domowik złożył dzięki do Roda  o szczęśliwy powrót swego pana. Wtedy to ktoś załomotał w drzwi. Domowik ruszył ku progowi  i otworzył. Na progu stała leśna panna. Naga. Jedynie w wianku. Bez słowa wręczyła mu zawiniątko  w postaci dziwnych, kremowych skrzypiec i wianka z paproci. Wianek był cały zakrwawiony. Krew pachniała jeszcze świeżością. A skrzypce. Wyglądały jak wykonane z kości. A grały tak pięknie  jak te które można usłyszeć  czasem nocą w kniei. Mówi się, że  korowody umarłych  przygrywają sobie na takich. A wytwarza się je z kości tych, których dotknęła zemsta,  zbłąkanych, nieszczęśliwych dusz.                
    • @Waldemar_Talar_Talar

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • Bardzo mi się podoba, wiersz o fundamentach, potrzebie i sensie pisania i nie tylko, bo też życia, przemijania. Wiersz ma swój rytm i się dobrze czyta, a wątpliwości przeplatają się z tezami, co zatrzymuje i skłania zastanowienia. Pozdrawiam. 
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...