Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

w tył spoglądam z lękiem
i nogi o próg wycieram
drzwiami
przytrzaskuję obawy
i uszczelniam

zapałka zapalona
doprowadzi do szczeliny
ogień gaśnie
dobry znak

zasypiam
głowę głęboko chowając

gdy kolana pod brodą
słyszę

jak przez szczelinę
przeoczoną
kropla po kropli
odnajduje mnie

Opublikowano

Piotruś - bardzo przemóił do mnie twój wiersz. Świetny.

w tył spoglądam z lękiem
i nogi o próg wycieram
drzwiami
przytrzaskuję obawy
i uszczelniam

pozdrawiam - Mirka

Opublikowano

________________________
zasypiam
głowę głęboko chowając

gdy kolana pod brodą
słyszę
___________________________


Bardzo dobry wiersz, moze dlatego ze obudzil wspomnienia.
Znalazlam w nim potrzebe zapewnienia sobie bezpieczenstwa, ale moze to wlasnie wynik moich wspomnien.
Dziekuje za ten wiersz.

Opublikowano

A mnie się ten wierszyk skojarzył z reklamą:"bo zupa była za słona"
Czytając go czułą sie jakbym patrzyła na thriller w którym ofiara ucieka przed mordercą-cały czas dopingowalam ci,żebyś zdążył..zatrzasnąć te drzwi..i udało ci sie..choc przez szczelinę ciągle było widać horror rozgrywający się w domu..jak z piosenki Pink
"Mummy please stop cryin'
I can't hear the sound..."
Dalej widze te slajdy dramatów przed moimi oczami...dziękuje ci,że udało ci sie wzbudzic we mnie tyle refleksji..ponieważ moja ocena jest troszke chaotyczna -powiem jaśniej-extra:)pozdrawiam

Opublikowano

Prostota i logika to główne atuty tego wiersza – podoba mi się takie pisanie. Konsekwentnie wprowadzasz czytającego w nastrój oczekiwania na przyjście kogoś/czegoś strasznego. Zarówno tytuł , jak i zakończenie nie dają odpowiedzi kto lub co ma odnaleźć p.l.-a, to powoduje, iż wiersz staje się w pewnym stopniu uniwersalny – strach jest bowiem wielopostaciowy.
Dokonałabym tylko delikatnego retuszu zapisu - z pierwszej strofy usunęłabym obydwa „i”, z ostatniej „jak”, ale to tylko taka luźna sugestia, wiersz jest Twój , więc sam zdecydujesz.

Serdecznie pozdrawiam
Aneta

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Księżyc zawsze  ma nieswoją twarz. Czasem stara się odzyskać rysy, zgubić ten profil.   Spogląda na mnie z uśmiechem, mruży któreś oko, ale brak mu życzliwości.   Targany zazdrością żałuje,  że nie skrył się za wzgórzami i patrzył, gdy oddychaliśmy głośniej.          
    • W  Weronie...   stoi dom który  nie jest twoim domem  balkon który nie jest  twoim balkonem nie czeka na  letnie śpiewy w poświacie miesiąca   byłaś Julią teraz nie jesteś  byłaś na balkonie oko błękitu nie było łagodne  a w kawie nie było Norwida  stał dom - dom pobielany bo dwór to nie był    ani gościniec  ani droga do Werony jesteś Julią  w negatywie  bo kochasz na stałe i wciąż jeszcze żyjesz  serce - piosnka Norwida  
    • Przeczytałem, na filmie się pośmiałem, przy wierszyku zamyśliłem. Serdeczności. 
    • Żyjemy by kochać  I być kochanym    A potem umieramy Odchodząc z niczym    Nadzy jak nas  Pan Bóg stworzył    I nie odradzamy się    Może tylko w myślach  Najbliższych nam osób    A zabawa dalej  Gdzieś tam trwa...
    • Słoik z miodem stoi tam, gdzie go postawiłaś. Zaschnięta żółta kropla na gwincie – twój ostatni odcisk palca, którego nie mam śmiałości zetrzeć. To teraz mój relikwiarz. W sypialni zapach jest najgorszy: mieszanka twoich perfum i tej dusznej, słodkawej woni, którą przyniosłem na swetrze z oddziału. Nie wietrzę. Boję się, że jak otworzę okno, to wywieje stąd resztki twojego imienia. Próbuję czytać, ale litery są jak martwe owady. W łazience dwie szczoteczki do zębów – jedna wciąż mokra, druga sucha od tygodnia, sztywna, jakby skamieniała z przerażenia. Patrzę na nią i czuję, jak drętwieje mi szczęka. Nie ma żadnego „ja” ani „to”. Jest tylko numer autobusu, który zawsze spóźnia się o 18:12, i fakt, że kupiłem dwa chleby, choć nie mam kogo karmić. Stoję nad zlewem i kruszę ten nadmiar do kosza, bo nawet ptaki na parapecie wydają się zbyt głośne, zbyt żywe, zbyt pewne jutrzejszego ziarna. Kiedy kładę się spać, przesuwam się na samą krawędź. Zostawiam ci miejsce. Zimna połowa materaca jest teraz jedynym dowodem na to, że kiedykolwiek istniał jakiś porządek świata. Słucham, jak stygną kaloryfery – to jedyny dialog, na jaki mnie jeszcze stać.
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...