Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

W wigilijny zmierzch, ośnieżona cisza przytula leśne drzewa, srebrzystą tajemnicą oczekiwania. Można by rzec, że coś wisi w powietrzu. Nie dosłownie, lecz namacalnie. Tylko co jakiś czas, słychać niewielkie plaśnięcia. To splecione kryształkami śnieżynki, z przykrytych lśnieniem gałązek, szybują na ziemię z kierunku nieba i migoczącej gwiazdki. Jakby chciały coś powiedzieć tym ukierunkowaniem… lub wygnać Obecność z norki.

 

Ciche odgłosy przybierają na sile, uporczywym, acz radosnym natręctwem. Aż poświata księżycowa splata jasne, śnieżne chwile, w nieco spłoszone migotanie zmrożonego czasu, który strasznie skrzypi przemijaniem, gdyby po nim chodzić.

 

Obecność coś budzi z zimowego snu. Jakieś tajemnicze dźwięki, wplecione w cisze lasu. Nie jest zadowolona z takiego obrotu sprawy. Oj nie. Absolutnie. Jeszcze by chętnie pospała, ale cóż. W końcu wychodzi. Może wreszcie dzięki temu ucichną i będzie mogła wrócić do snu.

 

Pomału noc, maluje zmierzch. Dziwne odgłosy szybujących śnieżynek, nie ustają. Wręcz przeciwnie. Słyszy je coraz wyraźnie. W pewnej chwili, skupiają się w jednym punkcie, gdzieś w głębi lasu. Ze zwykłej ciekawości, postanawia powędrować w owe miejsce. Chociaż chętnie by wróciła do swojej norki.

  

Nie ma określonego kształtu. Natomiast przybiera niektóre te, które mija. Teraz jest toczącym się kamieniem, lecz za chwilę ośnieżoną gałązka, lub wiewiórką. Odgłosy słyszy coraz wyraźniej. Aż wychodzi na ośnieżoną polanę. Srebrny księżyc i gwiazdka, oświetla paśnik, srebrnym lśnieniem.

 

Nie wie skąd, ale wie, co tam zobaczy. Zmrożony czas, faktycznie trzeszczy raźno, kiedy idzie po nim. Wtem słyszy za sobą dialog:

 

–– Fajnie, że jesteś.

–– Tak. Fajnie, że tu jest.

–– Tylko nie bardzo wie, jaką rolę odegra.

–– I raczej się nigdy nie dowie.

 

Odwraca się w kierunku głosów. Widzi wilka i sarenkę. Stoją przy sobie, jakby nigdy nic. Coś mu świta, że to deczko niecodzienna sytuacja. No i jeszcze, że w ogóle mówią.

 

–– Zajrzyj wreszcie do paśnika. Wspomożesz dzieciątko.

–– Przepraszam, ja? –– przybysz ma wątpliwości. –– A niby jak?

–– Przestań nawijać, tylko zajrzyj –– dodaje niecierpliwie sarenka.

 

Zagląda. Faktycznie. Widzi dzieciątko, z krwawymi dziurami na rączkach. W tym samym momencie, Obecność przybiera wygląd leżącego dziecka, lecz ma wrażenie, że zawiera w sobie miliony istnień.

To jakieś absurd –– myśli sobie. –– O czym w tym wszystkim biega?

 

Nagle ni stąd ni zowąd, w tle paśnika, pojawia się mgła. Ściekają z niej krople krwi. Po chwili pojawia się na niej, kształt skrzyżowanych cieni. Majaczy wysoko, nad dziwną kołyską. Wtem jakiś czas za nim, zaczyna pulsować ciemność. Odgłosy już nie są takie przyjemne, jak od szybujących śnieżynek. Poprzez krzyż, kształt chce się dostać do dzieciątka, by je rozszarpać. Lecz ono o dziwo, jest całkiem spokojne.

 

Nadal nie pojmuje, o co w tym wszystkim chodzi i jaką rolę spełnia.

Wtem powtórnie słyszy znajome głosy:

 

— Ej, Obecność. Nie bądź taki płochy. Spójrz na dzieciaka –– rzecze wilk

  

Nie ma pojęcia, co ten gest oznacza, lecz nagle czuję w sobie dziwny spokój. Że ostatecznie, nie będzie aż tak źle.

Widzi, dzieciątko które wyciąga rączkę przed siebie, jakby chciało błogosławić. Nagle zmienia zdanie i pokazuje kłębiącej się ciemności, środkowy palec.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • w czarnym ogrodzie opowiesz mi wszystko   w czarnym ogrodzie nie mogę być blisko   słowa rzucane z kamieniem o drzewo   rozejrzyj się drugi masz serce po lewo   marzę o wiśniach czerwonych na liściach   otwarcie zamknięci miłością ujęci   gorycz otula wiatrem przeklętym   patrzę na Ciebie cieniem objętym   czerni przeniknę zostawię nadzieję   wierzę że wróci   nim się przemienię...   @Achilles_Rasti

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

        Wiersz bliskiej mi osoby... publikuje za jej zgodą :)  
    • Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      z tym zdaniem jest coś nie tak, proponuję zamiast staje się napisać jest, albo zamienić na cięższy. Bardzo dobry tekst.
    • @Migrena  dziękuję za raki odbiór. Pozdrawiam serdecznie.
    • @hollow man  Wiersz wręcz reporterski , brak metafor , sugestywny tytuł. Bez oceny. Mamy tu książkę i niedopitą herbatę, miękkie światło.  .Kobieta pozuje, leży swobodnie, patrzy z czułością.  Powstaje obraz. Pozdrawiam. 
    • Zegar wskazywał już późny wieczór, a w biurze było prawie pusto. Klawiatura komputera stukała w ciszy, wypełnionej tylko szumem klimatyzacji. Karolina siedziała przy biurku, zgarbiona, ze wzrokiem utkwionym w nieskończonej liście e-maili. Każdy nowy komunikat był jak kamień wrzucony do jej już przepełnionego kosza. Nadmiar obowiązków, terminów, nieodpowiedzianych telefonów – wszystko zlewało się w jeden gęsty, nieprzenikniony chaos, który zaciskał się wokół jej umysłu. Patrzyła na ekran, ale nie była w stanie przetworzyć żadnej z informacji. Dłońmi masowała czoło, próbując złapać oddech, ale powietrze wydawało się ciężkie, duszące, jakby każda myśl ważyła tonę. Czuła się, jakby była zatopiona w oceanie zadań, który wciąż się rozrastał, pochłaniając ją coraz bardziej. Wzrok jej błądził, zatrzymując się na półce z filiżankami do kawy, które teraz wydawały się zupełnie nieistotne. Dźwięk telefonu, który nagle zadzwonił, wytrącił ją z zamyślenia, ale tylko sprawił, że poczuła się jeszcze bardziej osamotniona w tym niekończącym się wyścigu. – Tak, Karolino, jeszcze jedno zadanie – powiedział głos w słuchawce. – Będzie trzeba to zrobić na wczoraj. W jej głowie tylko wzbierała cisza. Każdy kolejny dzień stawał się coraz bardziej nie do zniesienia. Przytłoczenie jest jak ciemna chmura wisząca nad głową, która nieustannie rośnie, aż w końcu zapełnia całą przestrzeń. To nie tylko brak czasu, ale nadmiar tego, co musimy zrobić – rzeczy, które wkradają się w nasz umysł, jak hałas, który nie pozwala usłyszeć własnych myśli. Zbyt wiele do zrobienia, za mało przestrzeni na oddech – każdy obowiązek staje się coraz bardziej ciężki, jak kamień na plecach, który zdaje się rosnąć z każdą godziną. Czasem przytłoczenie to nie tylko wielka lawina zadań, ale cichy proces, który wkrada się w naszą codzienność. Niezauważenie przestajemy oddychać pełną piersią. Zamiast żyć, zaczynamy tylko reagować, próbując dotrzymać kroku temu, co nieustannie nas goni. Tłumione emocje, zapomniane potrzeby – wszystko to staje się jednym wielkim ciężarem. Jednak przytłoczenie nie jest nieuniknione. To, co na pierwszy rzut oka wydaje się nie do pokonania, może okazać się tylko falą, która w końcu opadnie, jeśli pozwolimy sobie na moment zatrzymania. Bo przytłoczenie nie jest końcem. To jedynie sygnał, że trzeba zwolnić, posłuchać siebie, oddzielić to, co naprawdę ważne, od tego, co jest tylko dodatkiem. W chwilach, gdy czujemy się przytłoczeni, nie musimy walczyć z ciężarem. Możemy go puścić, oddać to, co nie jest naszym, i znaleźć w sobie przestrzeń do oddychania. To w tej ciszy rodzi się spokój, który pozwala znowu zobaczyć, że życie nie jest serią niekończących się zadań, ale podróżą, w której to, co najważniejsze, może odbywać się w rytmie serca, a nie w tempie zegara.
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...