Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Który to raz już wjeżdżam na kanał,
Jak prowadzone na sznurku cielę,
Części wymienić, dziury zaspawać,
Wyższą niż życie ponosząc cenę?

Czemu opróżniam portfel z pokorą
Za dobrowolny marzeń sabotaż,
Pod czyją to się dzieje kontrolą,
Że znów wbrew sobie muszę tu zostać?

Przecież mnie drzewo tak kusi co dzień,
By mu gwałtowny słać pocałunek,
Z hukiem się skończyć w tym samochodzie.
A ja mam zawsze sprawny hamulec.

 

 

Opublikowano

Bezradnie rozkładam na takie ślizg

Ręczny gdzieżeś się podział ty?

Szukam i macam otępiały wokoło

Bach zaciągnięte hamulcem jest koło

 

Z poślizgu chciałem wyjść

Ale przyszło mi że może on czyjś?

 

?

Opublikowano

Nie bądź sknerus… Rozrzutność napędza gospodarkę. Pieniądz nie lubi przesiadywać w portfelu; wydawaj, a wróci stokroć pomnożony. Nawet w biblii jest napisane, że chowanie gotówki w słoiku trzymanym w zamrażarce to duży grzech.

 

Przepraszam za powyższą dygresję, ale wiersz szczerze mnie rozbawił (szczegóły kłamstwa w następnym komentarzu).

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Wszystkich, których wymieniłeś, kusi po prostu wizja ulgi końca. Aczkolwiek zawsze zastanawiało mnie, czym kierują się samobójcy podczas doboru, że tak się wyrażę, techniki doprowadzenia do własnej śmierci. Logiczne wydaje mi się szukanie najmniej bolesnego sposobu, a jednak niektórzy decydują się na krwawą i bolesną drogę.

Ciężkie te Twoje rymowanki, słowo daję. A podobno to ja robię zawijasy z prostych komunikatów xD

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Czy Ty próbujesz powiedzieć, że tytuł jest niezrozumiały? :P

No kusi, a do tego, jak na ironię, musisz płacić mechanikowi, by do tej śmierci nie dopuścić... No dobra, w całym tragizmie wymowy tego wiersza, jednak jestem w stanie zrozumieć, że kogoś mógł jednak rozśmieszyć :P

Dziękówka!

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Przegięcie - jak najbardziej. Mnie słowo "rozkład" kojarzy się też z destrukcyjnym procesem, powolnym rozpadem. No a "hamulce" to wiadomo - również takie nasze "wewnętrzne". Ale z tą planowością to bardzo ciekawe, nie myślałem tymi kategoriami.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Nie wydaje mi się, by ludzie, którzy targnęli się na swoje życie, robili to pod wpływem jakiejś silnej, ale chwilowej emocji. Fatalnie to zabrzmi, wiem, ale do takiej decyzji się....dojrzewa. Choć to raczej ma więcej wspólnego z gniciem niż dojrzewaniem.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Ale na końcu tego procesu jest zawsze ta prawda chwili, która stanowi gwóźdź do trumny.
Jeśli ośrodek hamowania działa to do ostatecznego rozwiązania nie dojdzie i będzie ono odkładane na święty nigdy.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @iwonaroma No i tak to czasem bywa z czasem. A niech tam sobie zostanie w wierszach.  Iwono, bardzo gustownie spięłaś słowem jak broszką, winszuję :) A huśtawka wytrzyma?
    • @Arsis    piękno, smutek, symbol,   forma graficzna - która mi się podoba    i tak zwane lśnienie (promyk - idąc za L.M.Montgomery)  
    • @Gra-Budzi-ka Oj,

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      jakie fajne! 
    • @Poezja to życie   oby perfekcyjnie zabijał ! I bezboleśnie

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      pozdrawiam !
    • Przechodzą cicho, mając przeszklone spojrzenia. W przedpokoju. W pokoju. W noc ciemną i tkliwą. W noc majową. W pełną szumiących liści, pełną drzew, gałęzi, podziemnych korzeni.   I w tę noc podążają moje złudy, widma… Te moje odwieczne i wciąż milczące od lat pięćdziesięciu chore iluminacje.   Przepoczwarzają się. To znów nieruchomieją. Ale są. I płyną naprzeciw obłokom bez-szepnie. Albo szepczą jak wiatr na przekór milczenia. Albo stwarzają się od początku. I znowu. I wiecznie…   Dręczy mnie ta struna. Zaciska się coraz ciaśniej.   W bolesnym skowycie powolnego rozpadu.   W progu uchylonych drzwi leży zakurzone truchło jakiegoś ptaka. Szkielet obsypany piórami. I ten szkielet podobny raczej do szkieletu człowieka, lecz z białą podłużną czaszką i z otwartym w jakimś zastygłym grymasie dziobem.   I z czarnymi oczodołami niewidzącej śmierci. Tej samej, która naznaczyła spojrzenia mojej matki i ojca, kiedy ich oczy wyrastały z czarnej, błotnistej, mokrej od deszczu ziemi. Wyrastały jak kiełkujące pąki jakiejś melancholii spomiędzy kwiatów białych chryzantem.   A więc rozbił się przed wiekami ten ptak, nie-ptak.   Roztrzaskał w koszącym locie. W gazetach pisano wtedy: to było samobójstwo.   (Włodzimierz Zastawniak, 2026-05-05)      
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...