Witold Marek Opublikowano 16 Kwietnia 2005 Autor Zgłoś Opublikowano 16 Kwietnia 2005 kiedy rzecz dojrzewa, okrywa się kurzem. niedzowność i czułość raptem przesunięte na marginesy spojrzeń. kurz szemrze cichym zdrojem. pewnie od gwaru penat rzecz zachowuje się jak niewidzialna. w miksturze powietrza rozmywa swoje krawędzie gestem wtajemniczonych. a kurz to aura. koleją rzeczy ich ciała wymykają się transfuzjom czasu. z rzeczy codzienniej wykluwa się rupieć, grat. kurz jest drwiną; jak diablik przyprawia swoje miny. rzecz obumiera. wyjęte z kurzu, rzeczy odchodzą; zostaje łapczywy pozór miejsca. i szara śpiewka: o marzeniach, które z wolna cichną. o marzeniach, które nie spełniają się do końca. o marzeniach, które wcale się nie spełniają.
Anna_M. Opublikowano 16 Kwietnia 2005 Zgłoś Opublikowano 16 Kwietnia 2005 jak ustaje "serce" rzeczy; nie tylko człowiek umiera a śmierć następuje wtedy, kiedy przychodzi zapomnienie "...śmierć nie przychodzi wraz ze starością, lecz z zapomnieniem (opuszczeniem)..." ładne i ciekawe studium zapomnienia - "kurzu", a może po prostu kolei losu, nie-ocalenia od zapomnienia śliczne zakończenie pozdrawiam serdecznie
Natan Lemens Opublikowano 16 Kwietnia 2005 Zgłoś Opublikowano 16 Kwietnia 2005 Nie podobają mi się te dopełnienia. Nie znam i nie znalazłem takich słów : zdroj i penat. Przyjemniej by się czytało, gdyby nie te szczegóły. Ładna końcówka. Pozdrawiam
Napolion Naparstek Opublikowano 16 Kwietnia 2005 Zgłoś Opublikowano 16 Kwietnia 2005 "kiedy rzecz dojrzewa, okrywa się kurzem." - nie zgadzam się z tym, nie zawsze! "kurz szemrze cichym zdrojem." - śmieszne (choć mam niezłą wyobraźnię) tak jak "mikstura powietrza" a kurz to aura - nie, to mnie nie przekonuje, jeśli "kurz jest drwiną" "z rzeczy codzienniej wykluwa się rupieć, grat" - nie! z rzeczy codziennej często wykluwa sie coś wartościowego. marzenia ? - zawsze część się spełnia, część nie ma szans, więc z wolna cichną skazane na niespełnienie (to przewidywalne). Pomysł (według mnie) niezły. Nie podoba mi się tytuł i to co wypunktowałem, bo tak napisane jest momentami śmieszne i pretensjonalne. Sorry. To moje "widzenie". NN
Anna_M. Opublikowano 16 Kwietnia 2005 Zgłoś Opublikowano 16 Kwietnia 2005 Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość. nie wie Pan co to zdrój??? to źródło a penaty to rzymskie bóstwa ogniska domowego
Natan Lemens Opublikowano 16 Kwietnia 2005 Zgłoś Opublikowano 16 Kwietnia 2005 Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość. nie wie Pan co to zdrój??? to źródło a penaty to rzymskie bóstwa ogniska domowego Dziękuje za informacje. penat nie znalazłem nigdzie, a ze zdrojem ? Nie wiem co mi dziś jest, to słowo wyleciało mi po prostu z głowy. Pozdrawiam
Roman Bezet Opublikowano 17 Kwietnia 2005 Zgłoś Opublikowano 17 Kwietnia 2005 Czwarta zwrotka od "z rzeczy codziennej..." do jej końca - jest jak przyczepiony wywód z innego toru czasu (znaczy bym usunął). Nie musi to być przecież opera omnia* "Kurzu" (kurzyku, kurzku ;). Przypomnialo mi coś (nie tylko blaszanego). No i zakończenie chyba z nadmierną tkliwością (może to kwestia aktualnych kontaktów ze światem - ja jestem jak bryś :) pzdr. b ps. * -te słówka trochę celowo dla niejednego leniwego, a niedokształconego czytelnika, ku niedzielne rozrywce ;)
Witold Marek Opublikowano 17 Kwietnia 2005 Autor Zgłoś Opublikowano 17 Kwietnia 2005 Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość. Dziękuję za obfite obiekcje. To, że "nie zawsze": widzi Pan, ja tutaj nie chwytam ogólnego, tylko podsuwam własne. Ta zgoda czytelnicza jak bilet wstępu. Tak jak "z rzeczy codzienniej wykluwa się rupieć, grat" - z tych rzeczy, o których mówię; nie z wszystkich tych, które Pan chce postawić w polu widzenia. Pozostałe uwagi, w tym: "a kurz to aura - nie, to mnie nie przekonuje, jeśli "kurz jest drwiną"" - to nie stan rzeczy, tylko sekwencja czasowa, metamorfozy; w tym ujęciu chciałem zademonstrować inkarnacje rzeczy, na przykład wspomniana "mikstura powietrza" nie jest metaforą dla metafory, lecz zasadniczym elementem całej strofy. Wersy o marzeniach to niejako cień powyższej historii rzucony na ścianę innej bajki: już nie reizmu, a sentymentu. Może nieczytelnie i niekontrastowo to zestawiłem. Na śmieszność i pretensjonalność nie poradzę; jeśli tak jest, to oby kiedyś to do mnie doszło ;) Dziękuję i pozdrawiam.
Witold Marek Opublikowano 17 Kwietnia 2005 Autor Zgłoś Opublikowano 17 Kwietnia 2005 Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość. Toru? Nie etapu, wręcz warstwy (o co mi chodziło)? Nie o "opera omnia" też tu chodzi, ale o narastanie cichego dramatu. Widać nie dopolerowałem za bardzo efektu namacalności; zostawię na żer czasu i zajrzę kiedyś... Tylko z tkliwością już teraz żywo się nie zgodzę: przecież nie rozckliwiłem się, tylko z e s t a w i ł e m. Pukałem (śpiewką) do czystego źródła o rezonans, choć mogę mieć gdzieś te marzenia. Bo to tak jak z trubadurami: oni nie robili melodramatu, oni oczyszczali i polerowali uczucie. Od nich dopiero (między innymi) przejęte wizerunki - wytarły się. Panie Romanie: a gdy taki "net poetycki" Panu się przejrzy i zakurzy - czy tylko w jeden sposób może Pan zareagować? :) Pozdrawiam!
Witold Marek Opublikowano 17 Kwietnia 2005 Autor Zgłoś Opublikowano 17 Kwietnia 2005 Pani Anno, to się nazywa pierwsza pomoc :) Dziękuję.
Agnes Opublikowano 17 Kwietnia 2005 Zgłoś Opublikowano 17 Kwietnia 2005 wracam tu często , do Twojego wiersza... czuję się jakbym...conajmniej zapadła się do środka tekstu... zabieram do najulubieńszych... pozdrawiam Agnes
Witold Marek Opublikowano 17 Kwietnia 2005 Autor Zgłoś Opublikowano 17 Kwietnia 2005 Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość. zabieram do ulubionych (nie o mój wiersz mi tu chodzi ;))
Roman Bezet Opublikowano 17 Kwietnia 2005 Zgłoś Opublikowano 17 Kwietnia 2005 Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość. No niech żre...:) Wie Pan, Panie Witoldzie, my tu gadu gadu, a współczesni trubadurzy w biedzie: wytarci, niedouczeni, pełni tego, co obciąża, i kudy im do źródła brzmienia (DOPEŁNIENIE ;). I jeśli tę czułość im chce Pan ofiarować - to zgoda. Czy wezmą, czy potrzebują, czy teraz w tym miejscu swego czasu będą chcieli coś nowego zrozumieć? Ich ból. Moja reakcja jest organiczna (a z tym, jak Pan dobrze wie, Panie Witoldzie :), się nie dyskutuje). I nie chcąc reagować - przymykam oczy (żeby widzieć lepiej czy inaczej - na jedno wychodzi). A wiersz wypolerowany - tylko cały czas myślę nad tym: dwa razy daje, kto szybko daje. Chyba więc wapnieję... ;) pzdr. b
Agnes Opublikowano 17 Kwietnia 2005 Zgłoś Opublikowano 17 Kwietnia 2005 Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość. zabieram do ulubionych (nie o mój wiersz mi tu chodzi ;)) hihi...odbiorę to pozytywnie:) ale czasem tak jest...są jeszcze takie wiersze... Agnes
Witold Marek Opublikowano 17 Kwietnia 2005 Autor Zgłoś Opublikowano 17 Kwietnia 2005 Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość. NIE MA żadnych trubadurów dzisiaj (w czasach, kiedy łachy i akcesoria punka - wystylizowane i nie - można kupić w sklepie). Są tacy zdziwieni naiwniacy - nie ze swojej epoki (a to już inna bajka). I nie chcę niczego ofiarowywać; chciałem, żeby czystość odniesienia ubiegła skojarzenia kiczonośne... ale to może nie była jednak prędkość światła. W wiadomej kwestii (także okołowierszowej) jeszcze jakoś wydobędę z Pana odpowiedź :)))
Rekomendowane odpowiedzi
Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto
Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.
Zarejestruj nowe konto
Załóż nowe konto. To bardzo proste!
Zarejestruj sięZaloguj się
Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.
Zaloguj się