Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Zawsze stoję naprzeciw siebie.
W ogrodzie demonów na łańcuchach 
Żarliwe szepty szarpią w gniewie, 
Gdy serce w rozterce ich nie słucha. 

 

W tej chłodnej szkole nie ma ścian, 
Granice krat wytycza horyzont.
Karty podręcznika z otrzymanych ran,
Tuszem dla pióra czerwone wino.

 

Barwne okładki dawno zerwał wiatr, 
Tornadem chwil szarpiący sny.
Choć dobrym tonem brzmi J.P. Sartre,
Bez słońca płomień nie będzie się tlił.

 

Z martwą miłością w rozbitym ramieniu
Latarnik stracił nadzieję morza,
Aż słoną bryzą rozpalił płomienie, 
Świecące, jak kiedyś, lepiej i gorzej.

 

Gdyby tą planetę zwiedził Mały Książę 
Byłoby nas troje.
Cudownych muszel zebrać by zdążył,
Nim pochłonięte zniknęłyby odwojem.

 

Dno naszej tratwy zdobią wodorosty,
Szczyty latarni chmurzą wąsy sadzy.
W płaszczu wełnianym owczej miłości,
Czekając Księcia, śpimy snami nadzy,
Kochając życie sobą najprościej. 

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @jjzielezinski Zgrabny !! 5
    • przyznaję, że, jak to zabawnie nazwała mama, fukałem. przez całe lata, dzieciństwo z przyległościami, wycinałem z papieru żołnierzy, potwory, wszelaką mutantozę. nigdy nie byli przedstawiani en face, zawsze z profilu, niby postaci ze staroegipskich malowideł. ich ręce były spiczaste, oczy – skośne, pyski – podłużne, a dłonie domyślne, podobnie, jak zabijający ich laserami-blasterami, jedyny sprawiedliwy bohater, obrońca świata i wszystkich jego galaktyk, którego nie wycinałem, bo i po co. był on widoczny jedynie w wyobraźni. i biegało się z papierowymi monstrami w dłoniach, wygwizdując-wyświstując odgłosy wystrzałów, robiąc wdzziuw-wdziuuw. papier, z jakiego wycinałem szkarady, powinien być w miarę gruby, z gazet wychodziły niestabilne w moich oczach, za miękkie, by się nimi bawić, słabiaki-mutanciaki. w wakacje przefukiwałem (znów – określenie nadane przez mamę) nieaktualne już zeszyty, a nawet podręczniki szkolne (czemu mi pozwalano   – nie wiem). chlastało się nożyczkami mamine książeczki z rozwiązanymi krzyżówkami (trochę za cienki papier!), kalendarze (dobry papier!), było się stwórcą. mniejsza o to, że bestii. tak się zastanawiam (nostalgia znosząca poczytalność?), czyje imię nadano sowchozowi, gdzie obecnie tyrają moi wielkozębi ludkowie z papieru, w jakim wymiarze znajdują się pola, które orzą pługi ciągnięte przez krokodylokształtne indywidua. bo przecież oni wszyscy muszą gdzieś istnieć. nie może być inaczej.  
    • „Broń palna jest ciężka”
    • @Wiechu J. K.   Bardzo dziękuję!  Dokładnie tak, zwierzęta często wyprowadzają ludzi na "prostą" po trudnych przeżyciach.  Serdecznie pozdrawiam. :) 
    • @LessLove   dziękuję

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      O ! Dwa razy ? faktycznie… się nie starzejesz I grzeszysz…grzeszysz @LessLove ! 
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...