Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano (edytowane)

odliczanie punktów alfabetycznych

 

czysta dziura gołębi zalewa mi filmy 
zrobiłbym to dla rosy w której się rozwijasz
za łoża cynamonowe które przysiadłaś
zostałem o świcie i półprzezroczystym
spalonym umbrze na zewnątrz komina
deszcz pełen kropel

 

pytałaś mnie co też tam kot wzbogaca
łapką?
odpowiadam  - mięsień o tym wie

 

ja wziąłem na siebie spragnionych łotrów
perli się lód do mojego soku
oni wszyscy są mężczyznami
ścianami w których powstają fale wymachu

 

ale nawet statek nie wystarczy 
żeby mnie nadziać i zatrzymać
z podziałów twojego objawienia

 

w kierunku prądów które czekają
na mnie tory kolejowe 
ponownie się pokrywa
wdycha
nie wraca

 

Edytowane przez Czarek Płatak (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Dziękuję przeserdecznie i tak samo pozdrawiam 

Dziękuję. Przede wszystkim staram się nie stać w miejscu i nie powielać siebie samego. To byłaby straszna nuda. 

Pozdrawiam 

Te mnie zawsze ciekawią ;] 

Pozdrawiam 

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Gdybym rzeczywiście zostawiał dla siebie to raczej bym tego nie upubliczniał.

Sęk w tym, że nie lubię podawać odpowiedzi (choć zdążyło się pewnie więcej niż kilka razy), wolę pytać. Myślę zresztą, że taki jest główny cel poezji. W obrazach tak podanych, choć oczywiście sens jaki tkwił we mnie będzie czytelnikowi tylko fragmentarycznie albo nie będzie dostepny w ogóle w moim uznaniu tkwi siła tego rodzaju, że każdy może odczytać je na swój własny sposób. 

Insza inszość, że sam lubię różnorodność. Także w tym co sam piszę. Może jest to budowanie i rozsypywanie budowli pt. styl własny, a może to właśnie różnorodność może być jedną z jego cech. Najgorsze dla mnie jest samopowielanie.

 

Serdeczności 

 

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   Klaustrofobia podziemi rosła, im bardziej puste okazywały się kolejne pomieszczenia, nagie i ascetyczne w swoich małych pokutach. Brakowało jednego przejścia, aby cały poziom tworzył jeden spójny cykl, krąg piekieł, albo aureolę na głowie kościoła przemysłu. 

        Zderzony z ostatnią ścianą, Karol odwrócił się, żeby spojrzeć na ślady butów wybite w zalegającym prochu. Nie martwiąc się o pobrudzone spodnie, usiadł na ziemi i, aby nie musieć zamykać oczu, wyłączył latarkę. Rozczarowanie. Nienasycenie. Karol był zawiedziony - nawet nie fabryką, lecz samym sobą. Ciemność trzymała go w serdecznym uścisku, ale nadal dało się wyczuć drżenia przestrzeni z każdym przejeżdżającym samochodem, a spomiędzy zawieszonej pleśni przebijał się zapach płynu do prania. Może właśnie o to chodziło? Centrum zniewolenia jesteśmy my sami, próbujemy uciekać w egzotyczne kraje lub kariery, a mimo tego i tak nie możemy nigdzie znaleźć miejsca brutalnie prawdziwego, brudnego absolutu istnienia. Człowieka chowa się czystego, a dopiero jego zadaniem jest samogwałt - wyrwanie ze swoich trzewi czegoś, czym faktycznie można by powiedzieć, że się jest (bo przecież chyba nie ,,piątoklasistą”?). Mały chłopczyk zastanowił się nad zdjęciem z siebie wszystkich ubrań (o zgrozo - ubrań ,,do szkoły”), nad pozbyciem się fetoru higieny. Nie, to nie to, to byłoby głupie - myśli chłopaka wróciły z powrotem pod ziemię.

        Strużki wody zostawiały rude ścieżki spływając powoli po ścianach. Kiedy Karol z rodzicami mieszkali jeszcze w biedzie, w nędznym domku pod miastem, całe dnie upływały mu w jego ,,bazie” - wciśniętej pomiędzy rosnące na działce drzewa a siatkę ogrodzenia. Ze wstydem wspominał do dzisiaj dzień, kiedy grupka dzieci w jego wieku, w czystych ubraniach, na kolorowych rowerach, zapuściła się w jego ulicę (co było na tyle niezwykłą rzadkością, że jest to jedyna taka sytuacja, jaką Karol pamiętał), aż spotkali go, skulonego w swojej kryjówce. Z dziecinną ochotą próbowali z nim zacząć rozmowę, lecz on, jak nieoswojony dzikus, nie był nawet w stanie spojrzeć im w oczy. Speszeni, ruszyli dalej błotnistą drogą, która prowadziła chyba tylko do jakiejś żwirowni (sam Karol nigdy nie zagłębił się w tę uliczkę dalej niż koniec jego działki), najpewniej zapominając o dziwaku już w następnej minucie. Lecz Karol pamiętał to do dzisiaj. Pamiętał, jak po długiej minucie wreszcie dotarł do niego sens sytuacji, rzucił się on wtedy biegiem przez działkę, wyskakując spomiędzy krzaków na otwarte pole, biegł przez wysoką trawę z nadzieją zobaczenia jeszcze błysku ich plecaków, lecz przywarł wreszcie policzkiem do ogrodzenia, a na uliczce panowała absolutna cisza. Karol-dzikus wyrywał się z jakiegoś rezerwatu, wracając teraz na powierzchnię świadomości chłopca, jakby między rurami piwnicznej kotłowni odnalazł komfort zapomnianej bazy. 

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...