Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Eva. Początek historii. Cztery miesiące po “Lilian Day”.
Australia, wyspa Moreton. 30 km od miasta Brisbane. 
9 tysięcy km od San Jose.

 

- Eva, mamy czekać na ciebie tutaj?
- Nie no coś ty, macie płynąć do brzegu.
- Eva nie przesadzasz? Stąd do przystani jest pięć kilometrów.
- No to co? A do brzegu pięćset metrów.
- Przecież wszędzie są rafy, nie dopłyniesz tu bezpiecznie do
brzegu.
- No wiem o tym. Popłynę sobie powoli wzdłuż brzegu 
i spotkamy się na przystani. Za jakieś trzy godziny mnie
zobaczycie. Będę akurat na kolacje.
- Uważaj, żebyś sama nie stała się kolacją.
- No, ale śmieszne.

 

Eva poprawiła zapięcie pianki do nurkowania, założyła długie płetwy i maskę, a do ręki wzięła rurkę.

 

- Jesteś pewna? Dasz sobie radę?
- Dam, dam, nic się o mnie nie martwcie, dziesiątki razy już
tak płynęłam.
- Ok, jak chcesz, będziemy czekać na przystani. 

 

Eva usiadła na krawędzi łodzi i wykonała obrót przez plecy wpadając do wody. To nie była zwykła morska toń. To był ciekły kryształ. Woda tak czysta i przejrzysta, że dno które zobaczyła wyraźnie ze wszystkimi szczegółami, wydawało się być pięć metrów pod nią, a w rzeczywistości było prawie dziesięć razy dalej. Woda była ciepła i miała pod powierzchnią kolor jasnego, pastelowego błękitu a wraz z głębokością przechodziła w ciemniejsze, mocniejsze odcienie. Przy dnie wydawała się być granatowa, ale wciąż idealnie przejrzysta. Eva spokojnie płynęła z rurką, tuż pod powierzchnią, nie wychylając głowy. Wykonywała tylko lekkie ruchy płetwami, które nie wymagały prawie żadnego wysiłku, jednak równomiernie i efektywnie popychały jej delikatne i zgrabne ciało. Przepłynęła kilkadziesiąt metrów zbliżając się do rafy. Eva wydawała się częścią otaczającej ją przyrody. Smukłość jej ciała w piankowym kombinezonie, przedłużonego dodatkowo długimi płetwami, idealnie wpisywała się w harmonię natury. A środowisko bardzo różniło się od tego, do czego przywykli zwykli ludzie. To był alternatywny świat, dany do ujrzenia na żywo tylko nielicznej reprezentacji gatunku ludzkiego. Mogli go właściwie odczuwać tylko zapaleńcy, którzy znaleźli się w miejscu najpiękniejszej rafy koralowej na świecie i potrafili nurkować. Oglądanie go na ekranie nie oddawało jego rzeczywistego piękna. Dawało się je w pełni odczuwać tylko łącznie z dotykiem i zapachem ciepłej słonej wody oraz wzrostem ciśnienia, ze zmianą głębokości. 
Eva przesuwała się wzdłuż podwodnego klifu pokrytego rafą, czyli wielu gatunków zwierząt na stałe przytwierdzonych do skał i budujących mineralne struktury swoich wapiennych szkieletów o złożonej fakturze i żywym kolorze. Dominowały oczywiście różne gatunki korali. Wśród tego podwodnego labiryntu pływały tropikalne ryby o ostrych barwach i dziwnych kształtach. Eva znała ten osobliwy krajobraz bardzo dobrze, jednak przy każdym nurkowaniu odkrywała go dla siebie na nowo. Wydawało jej się, że ten widok i te odczucia nie są w stanie jej się znudzić, choćby całe swoje życie miałaby spędzić w wodzie. Kochała rafę i nurkowanie ponad wszystko na świecie.


Eva jest zgrabną 23 latką o dziecięcej budowie. Urodziła się i wychowała w mieście Brisbane, które znajduje się na wschodnim wybrzeżu kontynentalnej części Australii. Ojciec Evy jest zawodowym nurkiem i od niego zaraziła się pasją do nurkowania oraz ogólnie do miłości do przyrody, szczególnie podwodnej jej części. Głównym zajęciem Evy jest praca jako instruktor nurkowania na wyspie Moreton. Początkowo pracowała razem z ojcem, ale potem znalazła lepiej płatną pracę na innej marinie w innej części wyspy. Obecnie była już doświadczonym nurkiem, obytym ze wszystkimi rodzajami sprzętu. Posiadała spore doświadczenie, pomimo młodego wieku. Ponieważ była bardzo ładna, miła i uprzejma, to wielu turystów życzyło sobie nurkować właśnie z nią. Interes się kręcił, kierownictwo klubu nurkowego było z tego zadowolone, a Eva zarabiała na tyle dobrze, że mogła sama się utrzymywać i wynajmować mały domek na wyspie Moreton. 
Skromnie w nim żyła. Właścicielką tego domku była stara babcia, która dożywała swoich dni w domu opieki w Brisbane. 
W okresach w których turystów było mniej Eva wieczorami dorabiała jako kelnerka w restauracji, w jednym z hoteli na wyspie. Na stały ląd jechała rzadko i tylko wtedy kiedy naprawdę musiała. Zmuszona była szybko się usamodzielnić. Stosunki pomiędzy rodzicami układały się bardzo źle. Rodzice ciągle się kłócili aż w końcu się rozwiedli. Nie była w stanie znieść już ciągłego napięcia i awantur w domu. Kiedy matka poszukała sobie nowego partnera, to w wieku 19 lat, na stałe przeniosła się na wyspę i stała się zupełnie samodzielna. Praca instruktora nurkowania pochłaniała ją całkowicie. Dla niej była to praca marzeń. Z wody mogłaby w ogóle nie wychodzić. Czasem żartowała, że żałuje, że nie urodziła się ze skrzelami. 
  W hotelu w którym dorywczo pracowała, pracował również młody menedżer o imieniu Nils. Był Szwedem, miał 26 lat i bardzo się jej podobał. Był wysoki, przystojny, miał jasne włosy i bardzo ładny uśmiech. Miał również dosyć odpowiedzialne stanowisko, co zważając na jego młody wiek, było sporym osiągnięciem i imponowało dziewczynie. Nils był poliglotą, rozmawiał płynnie po angielsku i niemiecku oraz oczywiście po szwedzku. Eva chciałaby jakoś zainteresować Nilsa swoją osobą, ale nie bardzo wiedziała jak ma to zrobić. Pomimo, że pracowała na co dzień z ludźmi, to była nieśmiała. Jej rozmowy z turystami sprowadzały się niemal wyłącznie do przekazywania informacji technicznych, dotyczących nurkowania oraz do uprzejmego oganiania się od nieustających zalotów młodych chłopaków z całego świata, którzy pod jej okiem się uczyli w najpiękniejszym do tego miejscu na Ziemi. Niestety Nils do Evy się nie zalecał i nie zwracał na nią uwagi. Ale wkrótce, za sprawą przypadku miało się to zmienić.
  Pewnego dnia miała wyjątkowo wymagający zespół  z którym nurkowała. Właściwie jej rola tego dnia sprowadzała się wyjątkowo nie do funkcji instruktora, ale przewodnika. Tych nurków niczego nie trzeba było uczyć. Byli profesjonalistami i Eva nurkowała z nimi na głębokość 30 metrów czyli dość głęboko. Przyjechali z Europy na kilka dni i chcieli w jak najkrótszym czasie zobaczyć jak najwięcej. Czterech młodych facetów w świetnej kondycji. Trudno ich było wygonić z wody. Przebywali pod wodą najdłużej, jak tylko było to możliwe. Eva rzadko nurkowała tak głęboko przez tak długi czas, bo rzadko nadarzała się taka okazja. Ale tego dnia tak właśnie było. Jak ekipa zakończyła wreszcie nurkowanie to Eva czuła się zmęczona. Jednak musiała tego samego dnia iść pracować do hotelu. Przyjechała tam, przebrała się w strój kelnerki i poszła do restauracji. Ruch był wyjątkowo duży, musiała się spieszyć. Po godzinie takiej pracy przyjęła zamówienie od klientów, zrobiła kilka kroków w stronę kuchni i poczuła, że robi jej się słabo. Nogi się pod nią ugięły. Zdążyła jeszcze dosyć gwałtownie dosiąść się do stolika przy którym siedziała para młodych ludzi, gości hotelu. Położyła się na stoliku i zemdlała na dobre. Zrobiło się małe zamieszanie i na salę przybiegł Nils. Miał dyżur tego dnia. Eva szybko odzyskała świadomość i z pomocą Nilsa, który ją podtrzymywał, doszła do pokoju służbowego, który był w pobliżu sali restauracyjnej. Rozsiadła się w wygodnym fotelu a Nils usiadł koło niej.

 

- Eva, co to było?
- Nie wiem. Długo nurkowałam, jestem wyjątkowo zmęczona 
i dlatego.
- Dlaczego nic nie powiedziałaś? Przecież dałbym ci wolne
dzisiaj.
- Byłam pewna że dam radę. Nigdy wcześniej tak się nie
zdarzyło.

 

Wtedy Nils zainteresował się Evą. Urzekła go dziecięca uroda drobnej dziewczyny oraz to, że mówiła bardzo delikatnym, spokojnym i cichym głosem. Nils miał na co dzień do czynienia z ładnymi dziewczynami i pięknymi kobietami których zarówno wśród personelu, ale w szczególności wśród gości hotelowych nie brakowało. Ale przyjeżdżały tu najczęściej Niemki, Szwedki czy Brytyjki. Wszystkie rozbawione, podniecone zabawą i drinkami i bardzo hałaśliwe. Eva zawsze, ale naprawdę zawsze, była spokojna 
i opanowana. Była typem romantycznego flegmatyka i zazwyczaj mówiła cicho i spokojnie. Bardzo rzadko się denerwowała i podnosiła głos. Najczęściej na niesfornych kursantów.

 

- Gdzie ty mieszkasz?
- Niedaleko, na skraju miasteczka. Mam samochód pod
hotelem. Chciałabym już dzisiaj nie pracować i pojechać do
domu. Dasz mi wolne dzisiaj?
- No pewnie. Nie możesz jechać w takim stanie. Podwiozę cię.
- Naprawdę? Chciałoby ci się?
- Chodź, zawiozę cię do lekarza.
- No co ty? Do jakiego lekarza? Czuje się już lepiej. Po prostu
padam z nóg, ze zmęczenia. 
- No dobra. Zawiozę cię domu. Zostaw kluczyki to chłopaki
jutro rano podrzucą ci samochód. Załatwię to.
- Nie trzeba, to niecałe pół godziny na piechotę. Przyjdę jutro
sama.

 

Nils zawiózł Evę swoim luksusowym samochodem pod domek, który wynajmowała.

 

- Dziękuję ci bardzo.

 

Eva z grzeczności zaproponowała:

 

- Chcesz wejść na chwilę? Zobaczyć jak mieszkam.

 

Eva nie wierzyła, że Nils będzie tą propozycją zainteresowany. Powiedziała tak tylko z grzeczności, ale trochę też z nadzieją. Nils bez namysłu odpowiedział:


- Zapraszasz mnie? Mogę wejść?
- Naprawdę chcesz?
- Jeśli zapraszasz.
- Chodź, tylko żebyś sobie... nie pomyślał.

 

Nils uśmiechnął się rozbawiony. Był zdziwiony, że Eva mieszka tak skromnie. Cały parterowy domek to właściwie tylko salon z małą kuchnią, sypialnią i łazienką. Eva nie miała żadnych swoich mebli. Całe wyposażenie było wiekowe i mocno podniszczone.

 

- Mogę się rozejrzeć?
- Oglądaj. Ale w sypialni mam bałagan.

 

Nils wszedł do sypialni. Oprócz dużego małżeńskiego łóżka i małej szafki nie było innych mebli. Chyba zresztą nie byłoby ich gdzie postawić. Pod ścianą było mnóstwo sprzętu do nurkowania a na dużym wieszaku wisiały pianki i różne aparaty oraz maski nurkowe. Pod ścianą był całkiem spory zapas butli oraz kilka par płetw różnego rodzaju.

 

- O kurde, Eva, ty śpisz z tym wszystkim?
- To moje życie i moja wielka pasja i miłość.
- Sama tu mieszkasz?
- Tak
- Eva? Nie masz chłopaka?
- Nie mam.
- Gdzie masz swoje rzeczy? Sukienki, szpilki?

 

Eva uśmiechnęła się rozbawiona. 

 

- Mam jedną sukienkę, bardzo rzadko ją wkładam. Ale mam
kilka t-shirtów i dwie pary spodni. O, mam też ubranie
kelnerki. Szpilek nigdy na nogach nie miałam. Myślisz że
powinnam sobie kupić?
- Pewnie, w szpilkach znajdziesz chłopaka, my to lubimy.
- Skoro tak mówisz, to kto wie?

 

Na szafce w salonie stało kilka oprawionych zdjęć. Byli na nich przeważnie rodzice Evy wraz z nią, wtedy jak była dzieckiem. Na jednym była Eva w szkolnym mundurku. Na kolejnym były trzy dziewczynki w wieku około 3 do 5 lat. Trzymały się za ręce. Eva była najmłodsza. Nils przyglądał się zdjęciu. 

 

- To ty?
- Tak, jak byłam mała, bardzo je lubię, dlatego wzięłam ze
sobą.
- Ty, to ta w środku? Ta najmłodsza?
- Tak, poznałeś.

 

Nils wypił herbatę i pojechał z powrotem do pracy do hotelu. Jednak wracając nie mógł przestać już myśleć o dziewczynie. Los Evy na dobre związał się z Nilsem. Tamtego wieczora zakochał się w Evie i zaczął intensywnie zabiegać o jej względy. Słyszał już trochę o niej wcześniej. Była znana i ceniona na wyspie jako świetny nurek i instruktor. Jej drobna dziecięca postura zupełnie nie korespondowała z jej zawodem, umiejętnościami i wypracowanym autorytetem. A już zupełnie do tego nie pasował jej delikatny ciepły głos i wewnętrzny spokój. Eva również zakochała się w Nilsie. Cieszyła się bardzo, że mężczyzna który jej się podobał, zainteresował się nią. Nils coraz częściej przyjeżdżał do jej domku, aż w końcu zaczął zostawać tam na noc. Nie miał swojego mieszkania, mieszkał w hotelu. Eva bezgranicznie mu ufała. Zwierzała mu się ze wszystkiego. Ze swoich przygód w pracy, ale przede wszystkim z wrażeń jakie odczuwała w trakcie, kiedy sama płynęła na rafę i nurkowała. O rafie potrafiła mówić godzinami. Miłość pomiędzy Ewą a Nilsem była żywa i gorąca. Jednak Nils ciągle chciał czuć się wolnym i młodym. Przyjechał na wyspę do pracy w hotelu po to, aby tak właśnie żyć. 
  Po pewnym czasie romantyczny związek z Evą zaczął być dla niego uciążliwy. Eva nie tylko posturę miała dziecięcą, ale również po dziecinnemu podchodziła do swojego życia. Była pełna ideałów, prostych wzorców i zasad. Życie wyobrażała sobie w klarowny sposób a jeśli ktoś zdobył jej bezgraniczne zaufanie, tak jak zrobił to Nils, to jej wyobraźnia nie była w stanie pojąć, że ten ktoś mógłby tego zaufania nadużyć. Zaczęła rozmawiać z nim nie tylko o czułej miłości i namiętnym seksie, ale również o przyszłości. O rodzinie którą będą razem stanowić. O dzieciach i o wspólnej realizacji własnych celów i ideałów. Nils zaczął rozumieć, że ten związek zaczyna wymykać się spod jego kontroli. Kochał Evę, jednak zaczął zdawać sobie sprawę, że stoi przed koniecznością dokonania wyboru pomiędzy nią a wolnym życiem.
  W tygodniu Eva pracowała codziennie na marinie aż do późnego popołudnia. Jednak pewnego dnia rano w marinie powstało zamieszanie, ponieważ straż wybrzeża poinformowała, że w danym dniu zaobserwowano dużego rekina. Takie sytuacje, choć rzadko, to czasem się zdarzały. Kierownictwo klubu postanowiło odwołać nurkowanie w danym dniu i puszczono Evę do domu, dając jej dzień wolnego. Eva postanowiła, że zrobi w tym dniu Nilsowi niespodziankę. Już wcześniej zamówiła sobie przez internet buty na wysokim obcasie, specjalnie dla niego. Przyjechała do domu i około południa ubrała swoją jedyną wyjściową, czerwoną sukienkę 
i pasujące do niej buty na obcasach. Choć czuła się w tym trochę nieswojo, to wyglądała ślicznie. Na wyspie, w środku sezonu rzadko mieszkańcy ubierali się tak elegancko. Zanim zdążyła dojść do samochodu, to kilku młodych mężczyzn z ciekawością się za nią obejrzało. Było to dla niej nowe doświadczenie. Choć trochę krępujące to całkiem przyjemne. Eva przyjechała do hotelu i udała się prosto do pokoju Nilsa. Była ciekawa jego reakcji. Miała nadzieję, że bardzo mu się spodoba. 
Drzwi do pokoju były otwarte. Jak tylko weszła to usłyszała że Nils nie jest w nim sam. Leżał nagi na łóżku z zamkniętymi oczami a na nim okrakiem siedziała młoda naga blondynka. Powoli, choć rytmicznie poruszała biodrami i jednocześnie szeptała coś czule do niego po niemiecku. Eva widziała jej zgrabne pośladki. Nils coś usłyszał i otworzył oczy. Zobaczył przerażone oczy Evy. Nie było w nich złości, ale przerażenie i niedowierzanie. Nie rozumiała co właściwie się stało. Dlaczego jej Nils kocha się z inną kobietą? Do świadomości Evy z trudem zaczęło docierać, że rzeczywistość którą ona rozumiała po swojemu jest zgoła inna. Że wielkie uczucie którym obdarzyła Nilsa jest tylko jednostronne a on po prostu właśnie zdradza ją z inną. W końcu wybiegła z pokoju. Usłyszała jeszcze jego wołanie:

 

- Eva poczekaj, nie odchodź, przepraszam!

 

 

                       *****

 

Bardzo ciężko przeżyła zdradę Nilsa. Była bardzo zdołowana i zapadała w głęboką depresję. Nils próbował ją wielokrotnie przepraszać, dzwonił do niej, próbował przyjeżdżać do jej domu. Jednak ona nie odbierała telefonów od niego i nigdy już go nie wpuściła. Rzuciła również pracę w hotelu. Pracowała wyłącznie na marinie. Jej pracodawcy z niepokojem obserwowali jej stan. Każdy kto znał ją wcześniej, widział że bardzo się zmieniła. Uśmiech na dobre zniknął z jej twarzy. Była drażliwa i z trudem koncentrowała się na pracy. Chciano udzielić jej kilka tygodni urlopu, aby otrząsnęła się z trudnych przeżyć, ale ona chciała pracować.
Zaczęto obawiać się o bezpieczeństwo kursantów powierzonych jej opiece. Jak się wkrótce okazało, całkiem słusznie.
Pewnego dnia nurkowano w dużej grupie na głębokość 30 metrów. Kursanci nie byli już zupełnymi nowicjuszami. Mieli doświadczenie w nurkowaniu na mniejszej głębokości. Kursantów było kilkunastu i kilku instruktorów. Eva była jednym z nich. Kursantami byli młodzi chłopcy z Anglii. Byli w wieku około 18 lat. Byli zafascynowani pięknem rafy. Bardzo przeżywali żywy kontakt z podwodną przyrodą. Evie przydzielono dwóch z nich. Na głębokość 30 metrów należało się zanurzać a w szczególności wynurzać stopniowo, z zachowaniem zasad dotyczących bezpiecznej dekompresji. Eva była roztargniona a kursanci niesforni. Cały czas oddalali się od niej ciekawi uroków rafy i przekazywali sobie wzajemnie wyrazy zachwytu ciekawymi okazami ryb i korali. Nie chcieli trzymać się w pobliżu swojego instruktora. 
W końcu jak trzeba było się stopniowo wynurzać, to Eva z uwagą obserwowała komputer nurkowy, aby nie wynurzyć się zbyt szybko i nie narazić na niebezpieczeństwo choroby dekompresyjnej młodych chłopaków i siebie. Robili to również inni instruktorzy. Na głębokości 8 metrów, w trakcie przystanku dekompresyjnego, zrobiło się trochę zamieszania i Eva chwyciła swoich kursantów za nadgarstki, żeby się jej trzymali i trochę się uspokoili. Niestety w tym momencie się pomyliła i chwyciła kursanta nie swojego, który także się wynurzał, ale znacznie później niż ci, z którymi nurkowała. On nawet trochę się bronił bo zrozumiał pomyłkę, ale było już za późno. Eva wynurzyła się z nim i chłopak zaraz po wypłynięciu na powierzchnie, zaczął się dusić. Natychmiast zrozumiała swój błąd. Zrzuciła maskę i zaczęła wzywać pomocy. Po kilkudziesięciu sekundach podpłynęła motorówka i wyciągnięto chłopaka z wody. Przetransportowano go na ląd i wezwano pogotowie. A następnie helikopter, który poleciał z nim do szpitala w Brisbane. W szpitalu umieszczono go w komorze dekompresyjnej i chłopak jeszcze tego samego dnia wrócił do zdrowia. Na drugi dzień wrócił na marinę, jednak z zakazem nurkowania przynajmniej przez tydzień. Evę wyrzucono z pracy. Kierownik mariny powiedział jej, że nie chce jej więcej widzieć w takim stanie. Przyjmie ją z powrotem nie wcześniej jak w następnym sezonie i to tylko wtedy jak dojdzie do siebie. Eva była załamana. Nie powiadomiła nawet rodziców o tym co się stało. Została sama bez pracy i w bardzo złym stanie psychicznym. Wróciła do domu i położyła się do łóżka, ale nie mogła zasnąć przez całą noc, nie mogła też nic jeść. Wcześnie rano ubrała piankę, wzięła maskę i rurkę. Wsiadła do samochodu i pojechała na plażę, na molo które znała i z którego często rozpoczynała swoje samotne, długie nurkowanie. Stałym wyposażeniem jej pianki był specjalny, wodoszczelny, niewielki telefon, przeznaczony specjalnie do nurkowania, który Eva zawsze zabierała ze sobą kiedy samotnie nurkowała. Przede wszystkim dlatego, aby jej pracodawcy mogli się z nią kontaktować w razie gdy pilnie byłaby potrzebna na marinie, co rzadko, ale czasem się zdarzało. Gdyby dzisiaj przypomniała sobie o nim, to pewnie by go zostawiła, ale o nim zapomniała i telefon został w jej piance. Wskoczyła do wody i długo nurkowała, spędziła 
w wodzie już dwie godziny i przepłynęła kilka kilometrów. Popłynęła tam, gdzie nigdy nie zabierała turystów ani kursantów. W miejsca gdzie rafa była jej zdaniem najpiękniejsza i którego nikt oprócz niej nie znał. Eva dwie noce nie spała i czuła, że zaczyna tracić siły, ale było jej wszystko jedno. Patrzyła na szczegóły podwodnej przyrody z wielkim zachwytem, ale jednocześnie żalem. Żegnała się z tym przepięknym błękitnym światem. W końcu jednak dopłynęła do brzegu w miejscu, w którym nigdy wcześniej tego nie robiła. Był tam 30-metrowy klif. Wyszła z wody, odpięła płetwy i wraz z maską i rurką zostawiła je na plaży. Następnie boso, tylko w piance, zaczęła wspinać się z trudem do góry. Udało jej się wejść na szeroką półkę skalną, położoną około 20 metrów nad skalistą plażą. Spojrzała w dół i zobaczyła pod sobą skaliste urwisko, a pod nim skalisty brzeg. Stanęła na samej krawędzi. Z jej oczu płynęły łzy. Zaczęła powoli przechylać się w stronę urwiska. Jej środek ciężkości niebezpiecznie zbliżał się do punktu, z którego nie będzie już odwrotu, ale jej nie zależało już na niczym. Czuła się zupełnie sama i kompletnie zawiedziona swoim życiem. Nie widziała już żadnych szans powrotu do normalności. 
W ostatniej już chwili, kiedy zaczęła tracić równowagę, poczuła wibracje telefonu. Ktoś do niej dzwonił, akurat teraz, w najważniejszym a jednocześnie najtragiczniejszym momencie jej życia. Odruchowo przykucnęła zmieniając środek ciężkości na tyle, że jeszcze mogła stanąć na krawędzi. Cofnęła się krok do tyłu i wyciągnęła telefon. Zanim odebrała, to zwróciła uwagę na dziwny, zagraniczny numer.

 

......................

 

Dotyk Amani, Tajemnica Pluszowego Misia, Spisek Duchów       .........   www. Ebookowo.pl

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • []

      Postarzały mężczyzna zaczął opowiadać. 

      — Jeśli Państwo pozwolą, to chciałbym podzielić się historią pewnego człowieka, który trafił do Piekła.

      Rozejrzał się powoli.

      — Piekło może być podobne do miejsca, w którym właśnie się znajdujemy. Podobne — zaledwie. Tam, każda postać nosiła maskę.

      Zapadła cisza.

      []

      Ciemność przylegała do skóry.
      Okowy były brudne i oślizgłe.
      Chłód stali palił boleśnie.
      Było gorąco, a potem zimno.
      Diabły siedziały dalej. Nie zwracały na niego uwagi. Grały w karty.

      []

      — Zaczynam być ciekawa.

      — Oszukiwali?

      Śmiech przeciął ciszę.

      []

      — Witamy, chłopczyku.

      — To i tak stosunkowo wysoki tytuł.
      Czyżby pojawiła się pokusa na mały zakład?

      Głos był wszędzie.

      — Twój widok.

      Mlasnął z niesmakiem.

      — Stawiam wszystko, że nie masz nam nic do zaoferowania. Ciało… daruj. Mamy wyższe ambicje.

      Ktoś splunął w jego kierunku, a ślina spłynęła mu po twarzy.


      — Cóż mógłby nam zaproponować?

      — Ja… 

      Wyszeptał z trudem.

      — Ty. Rzecz jasna, że ty, czyli niczyj.

      — Bezpański.

      — Bezpański… ładnie powiedziane.

      — Trafnie, przede wszystkim.

      Uderzył talią o stół.

      []

      — Zaraz, zaraz. Skąd wiadomo, kto kim był?

      — Za chwi… 

      — Czego chciały Diabły?

      Barman przeciął odpowiedź.

      []

      Ból stępiał. Kontury gęstniały. W ustach pojawił się niesmak. 

      — Mości Panowie, czas na pierwszą rundę. To będzie przyjemność.

      Diabeł ściągnął cylinder i ukłonił się.
      Pozostali gracze przesunęli żetony. Jego stos nie zmniejszył się.

      — Ryzykować czy nie ryzykować?

      — Ryzykować? — odezwał się środkowy.

      — Państwo gotowi? Poprosimy o karty.

      Krupier klasnął, a talia zaczęła tasować się sama.

      — Panowie. Bez tradycji?

      Odezwał się Elegancki. Lekko uniósł dłonie.
      Wstał spokojnie. Wskazał na bar. Zatoczył w powietrzu krąg.
      Pusta butelka rozbiła się mężczyźnie na głowie. Na chwilę poczuł ulgę. 

      — Tradycji stała się zadość.

      — Powiem.

      Wykrztusił mężczyzna.

      — Powiem.

      Ryknęli wszyscy. Elegancki zawył jak wilk.
      Środkowy tylko parsknął i splótł dłonie. Czekał.
      Zrobiło się goręcej, a potem zimniej.

      — Bardzo chętnie wysłuchamy tej historii… 

      — może…

      — …miłosnej?

      Elegancki zawył jeszcze głośniej. Krupier strącił cylindrem stos żetonów. Rozsypały się po stole.
      Powietrze reagowało na ich głos.

      — Bo ja…

      — Bo ty.

      — Cisza!

      Powietrze zatrzasnęło się.

      — Jestem tchórzem.

      []

      — Nieźle. Ciekawe, że głos potrafi zrobić więcej niż słowa.

      Dziewczyna zmarszczyła brwi.

      — A dlaczego w Piekle miałoby zabraknąć barmana?

      Barman uśmiechnął się. Nie zauważył, że przestał wycierać szkło.

      — Nie musiało.


      []

      Mężczyzna podniósł głowę.

      — Panowie pozwolą.

      Pierwsza z kart pojawiła się na stole. Diabły milczały w bezruchu.

      — Poznałem ją wtedy, gdy nie powinienem był się odwracać.
      Na początku tylko na siebie patrzyliśmy. Za długo.

      Zatrzymał się. W gardle zacisnął się żelazny uścisk. Wziął głęboki oddech.
      Środkowy głaskał maskę.

      — Widywaliśmy się częściej. Zbieraliśmy kwiaty.

      Elegancki z trudem powstrzymał chichot.

      — Spacery dłużyły się, rozmowy przeciągały. Dłonie znajdowały się same.

      Środkowy chrząknął. Gorycz zalała mężczyznę. Coś truło go od środka. Płakał, ale kontynuował.

      — Myślałem, że wszystko ułoży się samo.

      Szlochał dalej. Musiał to powiedzieć.

      — Miałem powiedzieć jej coś ważnego… Długo na mnie patrzyła.

      Na stole pojawiła się kolejna z kart.

      — Dosyć — uciął Środkowy.

      Głowa opadła w dół. Nie skończył.

      []

      Gdy mężczyzna skończył mówić, ktoś upuścił szklankę.

      — Cholera. Teraz?

      Barman porwał zmiotkę i szufelkę.

      Starszy siedział z zaciśniętymi ustami.
      Młodszy kręcił guzikiem koszuli.
      Dziewczyna oparła głowę na dłoniach.
      W barze zrobiło się cieplej.

      — Co było dalej?

      Młodszy podniósł gwałtownie głowę.

      — To nie koniec, prawda?

      — Nie… nie koniec.

      []  

      Gdy otworzył oczy, przy stole trwała zażarta dyskusja.

      — Panowie. No to jak będzie? Mam jasność.

      Zaśmiał się krótko. Przesunął na środek stołu kilka żetonów. Rozparł się wygodnie.

      — Twój ruch.

      Skinął na Krupiera. Ten wyciągnął kieszonkowy zegarek i zerknął.

      — Skąd ten pośpiech? Dojrzałe decyzje wymagają czasu.

      Kiwnął głową w stronę mężczyzny. Coś ścisnęło go. Lód stali wbijał się w skórę.

      — Przede wszystkim, skąd nagła skłonność do ryzyka?

      Środkowy spojrzał na Eleganckiego. Ten pochylił się delikatnie i poprawił mankiet. Nie odpowiedział.

      Krupier przeliczył żetony. Pstryknął palcami. Był przy mężczyźnie.

      — To ty za to zapłacisz. Tak czy inaczej.

      Serce uderzyło gwałtownie. Pstryk — znów siedział przy stole.

      — Sprawdzę.

      Wskazał na pulę. Żetony zawisły w powietrzu. Wyrównał stawkę.

      — Pas.

      Środkowy rzucił kartami. Splótł dłonie przed sobą.

      — Skoro pas, to pas.

      Cisza.

      — Jak pas to pas! — wrzasnął Elegancki.

      Wstał gwałtownie. W następnej chwili trzymał w dłoni pasek. Powietrze drgało z gorąca. Mężczyzna zdążył tylko zamknąć oczy.

      Leżał na ziemi. Skulił się.

      — Nie powiedziałem jej.

      []

      Siedział sam w długim tunelu. Migotało rubinowe światło.
      Zimno wchodziło pod skórę.
      Krople wody spadały głośno. Zbyt głośno. 

      []

      Diabły rozkoszowały się oceną.
      Maski leżały na stole.

      — Panowie. Z pewnością tchórz, ale jest jeszcze jeden ważny element. Naiwność.

      Zadarł głowę Krupier i przymknął oczy.

      — Zakończy się fatalnie — to więcej niż oczywiste.

      Elegancki Diabeł ziewnął i zapalił cygaro. Rzucił nogi na stół.

      — Moje zwycięstwo w pierwszej rundzie było… nieuniknione. 

      — Sądzę, że wystarczy odrobina stosownej motywacji… i skromna łapówka.

      Krupier uśmiechnął się.

      — Nie za duża. Są też inni, a jak dobrze wiemy… trzeba się dzielić.

      Zatarł przed sobą dłonie. Śmiech był krótki.

      [] 

      Z daleka usłyszał kroki. Powolne. Pewne.
      Przez chwilę pomyślał, że to…

      Cylinder nie pozostawiał wątpliwości. 
      Diabeł jednak ściągnął go i wziął pod ramię.

      Zrobiło się cieplej. Światło przestało migotać.

      — Nie cierpię tego prostaka. Klnę każdą chwilę w jego towarzystwie.

      Prychnął. Mężczyzna drżał.

      Diabeł kucnął. Zaczął przecierać jego dłonie. Pachniał wanilią.

      — Hierarchia jest wszędzie. Ja też jestem na dnie. Delikatność źle się tu kończy.

      Podciągnął rękaw.
      Na przedramieniu biegły cienkie, poprzeczne blizny. Jedna przy drugiej.
      Opuścił rękaw.

      — Wybacz… tę tkliwość. Nie po to tu jestem. Pozwolisz?

      Klęknął. Odłożył cylinder.
      Położył dłoń na łańcuchu — metal rozpłynął się bez dźwięku.

      Dotknął jego nadgarstków. Oddech mężczyzny wyrównał się.
      Ramiona opadły.

      — Dlaczego?

      — Nawet my potrafimy mieć nadzieję.

      Jego oczy błysnęły.

      — Ty też?

      — Bystry i zawzięty. Wiedziałem, że to nie koniec.

      — To nie koniec.

      — Pomóżmy sobie.

      Odczuł ciepło słów na skórze.

      — Czego chcesz?

      Diabeł uniósł głowę.
      Patrzył długo.
      Nie odezwał się.

      []

      Starszy wstał. Krzesło zgrzytnęło o podłogę.

      — Przepraszam. Potrzeba.

      Odszedł szybkim krokiem. Oblał twarz zimną wodą. Nie spojrzał w lustro.

      Wrócił.

      Barman wyraźnie się ożywił. Sięgnął pod ladę i wyciągnął butelkę.

      — Szkocka. Rocznik sześćdziesiąty siódmy. Rzadko się zdarza.

      Nalał wszystkim. Sobie również — lecz swoją szklankę wsunął pod ladę.

      — Za historię.

      []

      Siedział przy barze. Bar zmienił się, lśnił. 

      Mężczyzna miał ochotę dotknąć blatu. Widział i słyszał wyraźnie.

      — Panowie, czas najwyższy. Stawki poproszę. Zaczynamy drugą rundę.

      Diabeł ukłonił się. Gracze dostali karty.

      — To obelga. Psy przy stole.

      Syknął elegancki. Pozostali zaśmiali się krótko.

      — Mam nadzieję, że będzie ostrzej.

      — Oby.

      Złożył dłonie środkowy. Spojrzał na Krupiera.
      Odetchnął wolno. Płomienie świec cofnęły się wraz z wydechem.

      — Czekamy… z niecierpliwością.

      Zimny głos przytłumił światło. Na stole pojawiła się karta.

      — Mam mówić dalej?

      Pstryk. Przed mężczyzną pojawiła się szklanka. Zapach dotarł natychmiast.

      Wanilia.

      []

      Barman szybko chwycił szklankę i powąchał zawartość.
      Młodszy mężczyzna i dziewczyna spojrzeli na niego pytająco.
      Uśmiechnęli się pod nosem.

      — Nie…

      Rozejrzał się nerwowo. Zarumienił się.

      []

      — Okłamywaliśmy się od początku. Pięknymi słowami przykrywaliśmy ból. 

      Ktoś pociągnął nosem. Zapach uderzył w nozdrza.

      —  Tylko dla siebie. Godziny. Dni. Bez początku i końca.

      — Czyli nie pożądanie… tylko konsumpcja.

      Wycedził elegancki Diabeł i wstał.
      Chwycił wieszak i przycisnął do siebie.
      Otwartą dłonią przeciągnął od pasa w górę.
      Wciągnął powietrze zbyt wolno, zbyt głęboko.
      Jego kształt falował.
      Czas zastygł.
      Środkowy obrócił wolno maskę. Elegancki wrócił na miejsce.

      — Muszę przyznać… — zebrał się w sobie mężczyzna.

      — …że to było miłe?

      — Tylko na chwilę.

      Na stole pojawiła się karta.

      Diabeł wskazał palcem w górę. Światło świec zgasło.
      Zrobiło się zimniej.
      Krótkie dmuchnięcie. Świece znów zapłonęły.
      Wszystkie żetony środkowego znalazły się na środku stołu.

      — Va banque. 

      Obrócił głowę na obie strony. Diabły powolnie odłożyły karty.

      — To nie koniec historii?

      Mężczyzna zadygotał na dźwięk zimnego głosu.
      W gardle pojawiła się suchość.
      Oddech urwał się w pół taktu. Zamarł.
      Miał wielką ochotę wypić zawartość szklanki… 
      Nie zrobił tego.

      — Nie uniosłem jej żaru — zrobili to za mnie.

      [] 

      Starszy długo i ślepo patrzył w jeden punkt. 

      — Domyślam się, że nie chcielibyśmy wchodzić w szczegóły?

      Młodszy potarł brodę.

      — Lepiej nie.

      — Nie napił się ze szklanki?

      — On nie, ale ja chętnie to zrobię.

      Zrobiło się późno. 

      []

      — Moja kolej.

      Oczy Diabła zapłonęły. Ledwie poruszył dłonią.
      Zanim zrozumiał, leżał na ziemi. Coś zacisnęło się na jego karku.

      Diabeł zapalił cygaro. Drugi koniec trzymał w ręku.

      — Chodź… przejdziemy się.

      Ruszył w ciemność, ciągnąc go za sobą.

      []

      Do baru weszły dwie, roześmiane dziewczyny.

      — Zamknięte!

      Krzyk padł, zanim drzwi zdążyły się domknąć.

      — Ale przecież…

      Dziewczyny spojrzały po sobie. Żachnęły. Obróciły się na pięcie i wyszły.

      []

      Znajdował się teraz na peronie.
      Związany i niemy. 
      Mógł jedynie obserwować.
      Ciężar osiadł w piersi.
      Diabeł siedział rozparty, z ręką na oparciu ławki.
      Oddzielały ich tory.

      — Od początku wiedziałem, że to obelga. Psy przy stole?

      Warknął, kręcąc przy tym głową.

      — Klasyka. Nieśmiertelna.

      Zawył głośno.

      Na peronie zaczęli pojawiać się ludzie. Zajęci zwykłymi sprawami. Dzieci biegały. Dorośli sprawdzali zegarki.
      Nagle z jednej strony peronu wyszła para.
      Mężczyzny nie rozpoznał.
      Ją — od razu.

      Szarpnął się, ale liny tylko zacisnęły się mocniej. Diabeł zaczął czytać gazetę. 
      Szli blisko, trzymając się za ręce.
      Szeptali sobie do ucha.
      W pewnym momencie wskazała w jego stronę — na zegar nad nim.
      Pożegnali się, gdy nadjechał pociąg.
      Ona wsiadła. 

      W tej samej chwili z drugich drzwi wysiadła inna. 
      Czekający na nią mężczyzna wyrzucił ręce w górę i podbiegł do niej. Uścisnęli się.
      Trzymali się teraz za dłonie, a on zabrał jej bagaż.
      Odeszli w drugą stronę.

      — Podziwiam, jak regularnie kursują tutaj pociągi.

      Odezwał się w końcu Diabeł.

      Kolejna para. Kolejny pociąg.

      []

      — Panowie! Wielki finał! Czas na ostatnią rundę.
      Pytanie, które mam śmiałość postawić, jest proste…
      Czy psy zaczną w końcu szczekać?

      Mężczyzna nie zareagował. Był wyczerpany. W głowie wciąż słyszał dźwięk pociągu. Wciąż widział sylwetki kolejnych osób.
      Diabły przesunęły kilka żetonów na środek stołu.

      — Tradycyjnie poprosiłbym o stawkę na wejście i…

      — Pas.

      — Ja również.

      Kart nie rozdano.

      Siedział na krześle. Oddech przyspieszył.

      — Tym razem, łatwo nie będzie.

      Zimny głos uderzył go.
      Środkowy Diabeł machnął dłonią. Zostali sami.
      Ściągnął maskę i położył ją obok. Mężczyzna nie potrafił go ujrzeć.
      Brakowało mu tchu.
      Pstryk.
      Mężczyzna siedział teraz przed lustrem. 
      Było zakurzone.
      Milczało.

      []

       


        

       

       

       

        

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...