Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano (edytowane)

 

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

 

THE FASHION MODEL 

FOTOMODELKA

 

"The fashion model". Sung by Igor Ugolnikov (from 3:09 to 4:10) (a fragment from the Oba-na* Ugol Show, the Igor Ugolnikov comedy show on TV of the late 80s-early 90s of the 20c. It's been iconic so far! Now also nostalgic). "Fotomodelka". Śpiew przez Igora Ugolnikowa (od 3:09 do 4:10) (fragment z Oba-na* Ugol Show, program komediowy przez Igora Ugolnikowa w telewizji z przełomu lat 80. i 90. XX wieku. Do tej pory był kultowy! Teraz także nostalgiczny).

 

* "Oba-na" is an interjection meaning "How about that, eh?" "Oba-na" to wykrzyknik oznaczający "Nie, i co wy na to?"

 

Once I met a fashion model,
We got married, just believe!
But since then I had been only
Seeing her charms in magazines.

 

Pewnego razu dawno z modelką
Zaprzyjaźniłem się, i poślubiliśmy.
Ale od tego czasu tylko w magazynach mody
Widziałem jej kobiece atrybuty.

 

I looked at her long legs and elbows,
(var.: I was (or: I kept) looking at her elbows)
But my eye wasn't touched with them. *)
I coulda flown off the handle
Like a broken mannequin.

 

Widziałem jej kobiece piękno.
Oko widzi, ale nie wolno dotknąć.
Ryzykowałеm stracić nad sobą panowania,
Czułem się jak zniszczony manekin.

 

CHORUS

O fashion model, o sex bomb,
You are a whole rigamarole.
O fashion model, sexy girl,
Why had I had the whole concern?

 

O modelko, o seksbombie,
Miałem z tobą dość gwaru.
O modelko, seksowna dziewczyno,
Dlaczego miałem całą tą troskę?

 

We'd been married for two years,
But I touched you only twice,
The sex symbol for the masses,
But my lawful wedded wife.

 

Byliśmy małżeństwem od trzech lat,
Ale dotknąłem cię tylko dwa razy,
Choćiaż  jesteś symbolem seksu dla mas,
Ale jesteś też moją prawowitą żoną.

 

I wish I woulda been an Arab,
I coulda had a harem, boys.
But instead of this, in sex shops,
I was forced to buy sex dolls.

(var.: But instead of this, in gallop,
I was forced to buy sex dolls.)

 

Gdybym był Arabem,
Mogłem mieć harem, chłopcy.
Ale zamiast tego musiałem kupować gumowe babki z seks-shopów.

(war.: Ale zamiast tego musiałem cwałem
Biec i kupować gumową babkę).

 

CHORUS

O fashion model, o sex bomb,
You are a whole rigamarole.
O fashion model, o sex bomb,
Eff, suit yourself, I must be off!

 

O modelko, o seksbombie,
Miałem z tobą dość gwaru.
O modelko, seksowna dziewczyno,
Cóż, do kurwy z tobą, muszę iść!

 

*) This verse uses the idiomatic expression of "You cannot touch your eye with your elbow" about something near that one can see, but is out of reach, and one can't touch this.


*) Ten fragment wiersza bawi się  wyrażeniem idiomatycznym  "Nie można dotknąć oka łokciem" o czymś w pobliżu tego, co można zobaczyć, ale jest poza zasięgiem i nie można tego dotknąć.

 

Liz Hurley as a fashion model in the film about Austin Powers. Liz Hurley jako modelka w filmie o Austinie Powersie.

 

@Andrew Alexandre Owie

 

"Can't touch this!" by M.C. Hammer. "Nie mogę tego dotknąć!" przez M.C. Hammera

 

 

Edytowane przez Andrew Alexandre Owie (wyświetl historię edycji)
Opublikowano (edytowane)

@Kapistrat Niewiadomski

Tekst angielski to tak jakby sam Bóg nakazał, ale w przypadku polskiego jest dosłowny, interlinearny dla piszących polską poezję. Nie jestem autorem, tylko tłumaczem.
Piszę tylko dla zabawy i siebie, ale nie dla fanów. Nie mam żadnych twórczych roszczeń i ambicji.  Rozwiązuję twórcze problemy, aby zachować formę.

Do tłumaczenia na język angielski wybieram najbardziej nieprzetłumaczalne teksty.

 

@Sylwester_Lasota

Święta prawda! 

Edytowane przez Andrew Alexandre Owie (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

@Kapistrat Niewiadomski

Oczywiście Szekspir i Mickiewicz nie mogą się doczekać tłumaczenia przez Google.

 

Nie usprawiedliwiam się, po prostu wyjaśniam tutaj powód i kryterium mojej działalności.

 

Co do autorów, wszyscy są ambitni, wszyscy chcą zyskać uznanie. Wielu autorów lub pojedynczych wierszy w sieci prędzej czy później zostaną uznane za genialnych.

 

Można było by stworzyć antologię wielkiej poezji sieciowej i jej tłumaczeń na różne języki. Mamy  geniusze tutaj też.

 

Jeśli pan nie ma ambicji, dlaczego pan tu jest, proszę pana?

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Przyciąga mnie ta sama woda Na wskazówkach zegara Minuta za minutą   Płynę zygzakiem   Przypływ   Zatapia mnie ta sama woda Między 6 a 6:30   Odpływ   Budzik dzwonił Nie słyszałam   Ciężkie powieki Cięższe dłonie   Jak dzika rzeka   Samotna Niesterowalna   Biorę oddech   Znajomy Obcy   Zachłystuję się
    • Idę przed siebie. Idę na wprost. W światło. W to jaskrawe jarzenie. W puls. Idę i nasłuchuję. Nic. Słucham wciąż… W nikłych oddechach pustki. W tym chłodzie. W toni olśnionej miliardem gwiazd. Idę. I słyszę jak mówią. I słyszę, że ono mówi. Że wszystko mówi… Że TO mówi...   Wszystko mi się kotłuje . W zamęcie. W rozgorączkowanej głowie. W snach wariackich pełnych splątanych ze sobą zjaw o nieustalonych rysach twarzy. O nieznanej proweniencji.   Przeciskają się przez ciasne korytarze, przedpokoje, długie podziemne tunele w półmroku katakumb. W rozwichrzonych płomieniach świec, łuczyw, lampionów.   I oto drzwi do pokoju. I kolejnego pokoju, w którym obskurne światło wiszącego żyrandola rozsyła wokół mdławą poświatę żółtawego blasku.   Idą. Idą. Obijają sobą ściany stłoczeni ciasno, trącają gliniane figurki, które spadają, rozbijając się z trzaskiem, z chrzęstem szklanych, porcelanowych skowytów. Obijają się o kanty przedmiotów ustawionych w nieładzie. O krzesła, pufy, taborety i inne czworonożne stwory przebierające w miejscu wygiętymi w łuk wątłymi, kościstymi odnóżami w takt pajęczych zalotów. Nerwowo stukają, pukają, łomoczą... (skąd ich tu się tyle wzięło?)   I wszystko milczy, i szepcze zarazem.   I znowu chrzęst. I pierzchanie kroków wśród szurań i pokasływań, i chrząknięć. W nagłym ataku delirycznej ekstazy. W obfitości piany. Wymiocin i ślinotoku…   Pełznę… Taplam się w wątrobowej żółci. Dużo tu tego. I będzie jeszcze więcej. Mnóstwo.   Lecz znowu pusto… O, Boże! Jak pusto…   Gdzie ty jesteś? Spójrz! Wokół mnie trwa deliryczna ekstaza zwidów. Królujących wokół fantomów. Tańczą. Kołyszą się. Stąpają po moich śladach te widma...   Przechodzę. Przenikam. Przepływam z pokoju do pokoju. Przez niezliczone komnaty z drewna i muru. Z cegieł i kamieni. Wśród rur żeliwnych. Splątanych. Skorodowanych. Spleśniałych płócien czarnych, naddartych tapet, które liżą mnie z przymilnym łkaniem po twarzy, po włosach. Po skroni...   Przede mną jeszcze tak wiele. Jakieś załomy. Mansardy… A więc płynę, czołgam się. Wspinam (Ja? Czy oni, one… ?)   I szepcze wiatr w liściach zawieszonych wysoko. W gałęziach, łodygach. Na strychu, w deskach. W połaci dachu.   W dębach, kasztanach. W klombach. W topolach trzeszczących. W przechyłach konarów. W tę i we w tę.   W noc prawie pustą. W noc pustą, lecz drżącą od nadmiaru powietrza. Pełną słów czyichś i szeptów ugrzęzłych w nieruchomych, kamiennych, martwych ustach.   A więc idę tam, tam, gdzie TO zabiło nas. W promieniowanie. W światło nocy. W ten puls. W to drżenie. W ten blask niebieskawy…   (Włodzimierz Zastawniak, 2026-05-10)        
    • @obywatel Logiczny-osobliwy!! Dobry na noc !
    • Ognia! Armaty, wystrzelcie! Huk i trzask! Krzyki — na raz. Lament — na dwa.   Teraz powoli, stopniowo: jęki. Skowyty! Głośniej! Jak oznaki udręki.   Teraz cichutko — niech zacznie się płacz. Postrzał w głowę… i krwawa łza.   Dzwony kościelne — niech żałobna pieśń trwa. Lament rodziny, skowyty psa.   Dołączcie do nich! No dalej — raz, dwa!   Jęki w okopach, kości trzask.   Niech zaczną się teraz gazów syczenie — powoli… nie głośno… jak śmierci westchnienie.   Wybornie… wybornie! Piękna ta gra.   Teraz hop-siup — żałosny wrzask! Łamcie się, walcie — niech pieśń ta trwa.   Kolęda Szatana — już prawie skończona. Przedstawiam, autorów! przez ludzi stworzona.
    • @Konrad Koper dziękuję!
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...