Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

— Ty rano, Zaurus wstawaj. Nie w poludnie. Wszystkie obiady już dawno na nogach. A ty co. Wstań wielką, ciężką dupę, o Królu

–– O Błaznozaur. Jak fajnie, żeś przy mnie i dziwnie prawisz. Aczkolwiek słyszę zatroskany wielce, iż mały żółty misiu, poprzeczkę od: ł→odgryzł ci.

–– Misie będą później, o Panie, ale ten jest tu i teraz, nie wiadomo skąd i nic nie odgryzł, bo smutny. To ja się ugryzłem w język.

–– Czemu smutny? Jak będziesz tak skakać do przyszłości, to cię w przeszłości zabraknie.

–– W przeszlości, to mnie zawsze braknie.

–– A mnie nie braknie. Gdy pomyślę…

–– O rany, przez ciebie zadane pomniejszym. Umiesz?

–– … że jutro jest jutro.

–– No coś ty. Walnąleś mnie. Czemu?

–– Pomyślałem, że warto.

–– Spoko, Panie. Żartowalem tym razem… ale wróćmy do misia, o Jaśnie Wielki. Co ryczysz mi?

–– Włącz myślossacza.

–– Sracza?

   

–– A fe. Myślo...ssacza.

–– Do parkujurajskiego!! Nie pomyślalem. O boski ty masz łeb!

–– A zatem podejdźmy do misia, tak cicho na paluszkach.

–– Zwłaszcza ty o Królu, się staraj.

–– Nie widzisz głupku, że mufki założyłem.

–– Znowu mniej nas wokół. A co do Myślossacza, twierdzi, że to obiekt nieożywiony. Wypchany podglądaczem.

–– Błaznozaur. Zdejm z niego tą okrągłą aureolę. Może blokuje. O cholera!

–– Panie. Czemuś ryknąleś trwożnie?

–– Nie trwożnie, durniu.

   

*

— Szefie. Klaskajmy w rączki. Eksperyment z czasem nam wypalił. Kamera holograficzna w Misiozerku działa. Widzisz Tyranozaura i jego małego? Bo my widzimy.

–– Nie widzisz, że one gadają. Wysłaliśmy w obiekcie, więcej niż trzeba.

–– To chyba przez pomyłkę, jeno? Przyznać się, co za dureń to wmontował?

–– Jest jeszcze gorzej. On nas widzi.

–– Kto?

–– Jajco! Tyranozaur nas widzi. Na dodatek pokazuje środkowy pazur.

–– Szefie. Co może oznaczać taki gest?

–– Tylko jedno. Że to one staną się dominującym gatunkiem na Ziemi.

–– Gady?

–– Tak. A skąd wiesz? Co za głupie pytanie.

  

 *

— Błazozaurusie. Widzisz, co im pokazuję?

–– Chyba nie… to, bo patrzę na Misia.

–– Nie. Nie to. Środkowy im pokazuje.

–– Jacyś tacy niemrawi i wystraszeni są.

–– No ba!

    

*

— Szefie. Czy to oznacza, że znikniemy. Wszystko się cofnie i rozpocznie era… no wiesz. Coś jakoś tak.

–– Istnieje taka możliwość.

 

*

— O Królu. Jak sądzisz. Czemu tak ciemno wokól Misia?

–– Ta ciemność nie dotyczy nas. Rozumiesz?

–– Eee… no tak. Przemyślę to.

  

*

–– Szefie. Ja akurat milczałem, ale mam pomysł. Tylko jedno może nas uratować.

–– Co niby?

–– Wyślemy im żywego misia. Ostatniego, jakiego posiadamy. Musimy się pospieszyć, bo z czasem nie wiadomo jak może być.

–– Po diabła?

–– Rozmnoży się. Nowe, genialniejsze ssaki zapanują. I spoko będzie! Rajsko!

— I to wszystko z jednego misia? Bez misiowej? Wątpię.

–– Zmutowanego, by mógł jaja ssacze znosić.

–– Chyba, że tak.

–– A z ssaków powstanie człowiek, który się rozbiegnie po całym globie. Wszędzie zostawi swoje ślady. Jeszcze bardziej posiądzie ziemię. Z większym zaangażowaniem i siłą niedźwiedzia, zacznie wymyślać, cudować, ulepszać naturę. My na nowo powstaniemy, też bardziej muskularni, gdyby inni chcieli przeszkodzić i mieć inne zdanie...

–– Chwila… tak sobie myślę...

–– O!

–– ... a może jednak lepiej, tego żywego misia, im nie wysyłajmy?

–– Czyli... kryptonim: noski?

    

*

— O Królu. Spójrz. Misiowi wyrosly na glówce, takie dwa małe plucka jakby.

–– Podobne do skrzydełek lub nosków.

–– Wielki T. Słuszne skojarzenie. Tylko one coraz większe i coraz więcej ich. Klonują się i zaczynają stadnie wirować. Misia unosić. Chyba nam odleci w jasną cholerę.

–– Czyli do przyszłości.

–– Pacniesz go łapą, o Panie.

–– Nie pacnę. Niech odfrunie.

–– Czemu?

 

 

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • nieistotne czy to mieszkanie w bloku willa z egzotycznym ogrodem jurta igloo wiejska chatka otoczona malwami   może być z cegieł desek lodu skór rozpiętych na drewnianych palach tęcz w kroplach rosy odbijających jutrzenkę   solidnie wymurowany od fundamentów po dach albo unoszący się na wodzie z sennymi łodziami wykopany w ziemi nieruchomy na śnieżnych polach przeniesiony na niebo między gwiazdy   nie ma znaczenia rzeczywistość i budulec czasem jest jedynie napisany w wierszu zapamiętany z baśni noszony na dnie serca codziennie wymyślany od nowa a czasem mocno wrośnięty w ziemię rodzinną   rozmawiamy w nim przytulamy się modlimy pieczemy chleb głaszczemy kota lub psa usypiamy w kolebkach naszych wewnętrznych wszechświatów   lecz najważniejsze że to  nie tylko przestrzeń na spokojny głęboki oddech który nie męczy się bliskością   ale także miejsce gdzie zawsze wolno płakać bez obaw przed ucieczką i wszystkimi rodzajami samotności   wtedy dopiero jest naprawdę bezpieczny      
    • Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      @Simon Tracy Simonie, zgadzam się z @Berenika97,że jesteś mistrzem tego mrocznego gatunku literackiego. Pozdrawiam!
    • Prostokątna twarz parapetu. Bęc. Prosto w nos. Pierwsza szkicuje cząstkę wziętych przestworzy.    Bęc. Druga prosto w rdzawe oko.     Trzecia. Bęc. W zaschniętą kupę po gołębiu.    Nagle tysiące w powtórzeniach. Każda gdzie indziej siada.    Kap. Kap. Coraz szybciej i więcej.    Mini fontanny, spływają poza krawędź. Werble bębniące kawałkami chmur. Tylko sisiolków z blachy nie ugnieciono.   Na szybie strumienie chaosu.     Wiją się na zamazanym prześwicie, niczym wnętrze żywego stworzenia.    Każda żyłka z bąbelkiem na szpicy.    Tylko krew przezroczysta, i prochy z kości rozmyte.    Arterie drgające. Wilgotne pulsacyjki. Bez drogowskazów. W rytm stukania o metalową połać.    Puk. Puk.     Coraz głośniejszy i szybszy wododzirej. Pociesznie rozbryzguje. Jakby w każdej kropli, dziecko roześmiane biegało.    Za taflą rozmazane kształty światłowodów, zamglone całunem wykręcanej chmury.    Okalają wszystko. Zniekształcają obrazy. Spływają krawędzie parodią przezroczystości. Liście chłoną wodę. Na krótko. Za chwilę inna.    Kap. Kap. Stuk puk. W plumplane kółka okrągłych fal zabawa. O kształtach niewyraźnych.   A tam strumyczki, niczym foliowe węże, z powtarzalną falą grzbietową.    W kałużach zatopione światy, rozjeżdżane kołami samochodów.    Rzucane na boki, w radykalnym wytryśnięciu, na przemoczonych pieszych.    Przylepione zebry, nie mogą się schować. Nie dosyć że mokną, to jeszcze przygniatane pospieszną cywilizacją.    Różnorodne wodospady, szumią deszczoświatem, A każdy w innym, zamgleniu widoczny.    Szara płynność, nasączona migoczącym lśnieniem kostek brukowych, przytula światłem niechciane odbicia.     I cholera wie, gdzie woda w końcu spłynie.
    • @GosławaWspaniały wiersz, w którym każda metafora świeci niezwykłym blaskiem. Ten świat jest trochę zbyt mocno wystylizowany, ale umiejętne posługiwanie się potencjałem języka, że się tak kolokwialnie wyrażę, 'robi robotę', przede wszystkim poprzez wykreowanie gęstego, kleistego nastroju, idealnie współgrającego z emocjonalnością obrazów. ;)
    • Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

        Ta faza miłości jest najtrudniejsza do osiągnięcia, gdy dopamina już nie musuje w głowie i trzeba bliskość zbudować na innych podstawach, bardziej namacalnych i solidnych - szukać innej chemii, która utrwali związek.  
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...