Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

@WiesławJK Witam, ogólnie lubię rymy. Pozdrawiam

 

Piękno

 

Cieszę się tym, co mam

jest tego bardzo wiele.

Miłość i głębię drugiemu dam

pomodlę się w kościele.

 

Doświadczam wiele cudów w życiu mym

mam, trzymam je za ręce.

Czasem malutkie, jak lekki dym,

lecz niosę je w podzięce.

 

Jest to cudowne, co daje Pan

każdego dnia przepiękny plan

w nim barwne chwile wpisane

to wszystko właśnie mi jest dane.

 

Głaskam to, co dzień z rana

podążając drogą Pana.

Pielęgnując, by to trwało

owoc piękna wydawało.

 

Maleńki gest, co barwy światła przybiera

włożony w stronic teks

wartość do tego dobiera,

gdy otwarty i czytany jest.

 

Świat, to cudowne chwile, sekundy,

lecz znikną, jak łzy kropelka

pozostanie na końcu rundy

niedomknięta, błyszcząca muszelka.

 

We wnętrzu jej słychać głos

tak wyraźnie echo odbija,

coś tam dźwięczy, może ktoś

słychać, że jest że żyje.

 

Piękno jest, dziękuję dziś

za każdy jego fragment

przytulam, jak puchaty miś

budując życia fundament.

 

Maleńki drobiazg, tu zostaję

patrzę i trzymam w dłoni skarb.

Cieszę się, że drobiazg buduję

dzieląc z innymi piękny dar.

 

I to jest piękne, mały krok,

a czyni wiele dobra

uzdrawia duszę, wyostrza wzrok

i tworzy drogę jak zebra,

 

Patrząc na cudny mój świat,

dotykam, przecież tak wiele

choć ma on w sobie wiele wad

codziennie i w niedzielę.

 

Taki maleńki mój świat,

a tak dużo się dzieje.

Kwitnie, co dzień jak kwiat,

szumi, jak leśne knieje.

 

Czasem jest trudno, ciężki łan,

lecz tylko na momencik,

bo w drodze idzie Pan

i trzyma mój fundamencik.

 

Mówi mi, co i jak,

aby nie zgubić tej drogi.

Śpiewa, idź właśnie tak

wartością bogaty, a w zło ubogi.

 

Koloruj swój kolejny krok,

by inni brali te barwy,

aby dzień, miesiąc, rok

dawał im szerokie kokardy.

 

Gdy je rozwiną w życiu swym

twe imię zapisało

tak, jakieś słowo, może rym

w serduszku drugim pozostało.

 

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •     Zaczął duchowo przygotowywać się na skok stulecia, jego głowę wypełniły podniecające scenariusze, o tyle słodsze, o ile dyskretniejsze i głębiej pochowane gdzieś w dziecięcym światku. Karol postawił mur fabryki między sobą a światem dorosłym, tylko po to, żeby móc go własnoręcznie zburzyć, z pozdzieranymi knykciami, obscenicznie przywitać starszych w ich własnym salonie. Myśli te mąciły nastoletnią głowę - jedząc obiad, kończył powtarzać swój rozpoznawczy obchód, w szkolnej ławce szukał najłatwiejszego punktu wejścia (tam fabrykę odznaczał jedynie smukły komin, sterczący na planie osiedla jak kulfon radzieckiego urbanisty) .

          Kiedy przeczołgiwał się pod ogrodzeniem, na początku przenosząc na drugą stronę samą głowę, potem powoli wciągając tors, rozgrzewał wokół siebie przymrozek poranka, ostatecznie wypychając się w całości na drugą stronę falowanej blachy. Karol rozprostował nogi, otrzepał pył ze spodni, a wraz z nim, na placu powstała nowa siła - magnetyzm tego miejsca przestał zdawać się siłą przyciągającą tutaj chłopczyka, wsiąknął w niego samego, jego wibracje czuć można było w rozchodzącym się cieple, w lekkim, elektrycznym, brzęczeniu w uszach, w malutkich wibracjach każdej tkanki, możliwych do wyczucia przy wystarczającym skupieniu (pobudzone w tym momencie krążenie zdało się Karolowi czymś o wiele magiczniejszym), co wszystko składało się na poczucie młodzieńczego zrywu wcześniej jedenastolatkowi nieznanego. Prawie że najniższy w swojej klasie, uczeń piątej klasy szkoły podstawowej zdał się tutaj nadczłowiekiem, członkiem kasty wydzielonej zarówno od dzieci jak i dorosłych, wszystkich trwających w ohydnym bezruchu i bezwiedzy, jednych, pchanych ospale przez życie zwierzęcością, drugich, swoją metafizyką. Drugą siłą, która musiała opanować każdego Ubermenscha, był strach. Jawił się pod postacią lekkiego bólu czy nudności, gdzieś pomiędzy brzuchem a plecami, oznaczał dziwne zatwardzenie w gardle, i szybszy pęd myśli, w tym momencie zdających się jakby zwolnieniem śluz na długo wypełnianym zbiorniku dojrzałości. 

          Pierwszy krok osłupił Karola, jego powaga prowadziła jedynie do strachu - nie dlatego, że był to krok przełomowy, ale dlatego, że jego ciężki, zimowy but z hałasem dotłukł już wcześniej potłuczone szkło. Zaspany gołąb sfrunął gdzieś z wysoka. Post-sowiecki panoptykon wrócił jeszcze na chwilę do włamywacza, tym razem z parą oczu w każdym sąsiednim oknie, co teraz Karol uznał za niezasługujące na krztę jego uwagi. Następny krok był już wartki, jego impet był obietnicą następnego, a następny obietnicą dalszych i dalszych. Elewacja rosła i rosła, aż stanęła na wyciągnięcie ręki. Mały dziewięciolatek w biało-złotej albie instynktownie zadarł w tym momencie głowę do góry, a kościelna wieża, rozsypała się pod jego błyszczącymi bucikami na suchy, ceglany pył. W pobliżu rozległo się bicie dzwonów. Ósma rano. Jakby to był jego sygnał, Karol postawił pierwszą nogę w miejscu wyłamanego okna, i sam nie wiedząc kiedy, znalazł siebie w pustej, industrialnej hali.

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...