Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

obudziłam się

w niewłaściwym miejscu

obudziłam we śnie

który już do mnie nie należy

 

za ciasno

jest na tym świecie

dla nas obojga

za ciasno w tej podłej krainie łez

 

dlatego też proszę

rozbierz moją duszę z ciała

pozbaw resztki wstydu

każ pić własną zimną krew

 

wciąż odwracasz twarz

gdy twój brat umiera

zachłysnąwszy się

swoim własnym krzykiem

gdy ciało twojej siostry gnije

oblepione ciernistym mrokiem

 

wierzę że nadejdzie pora

na takie czasy kiedy człowiek

odbierze sobie

człowieczeństwo

Opublikowano

@Wiersze rymowane

 

No tak. Tutaj przekaz jest jasny. Czasem lepiej jest uprościć. Sam jestem zwolennikiem stylu, zwanego przeze mnie "prostykiem". Metafory są fajne, ale nie powinny przytłaczać przesłania, które czasem trudno czytelnikowi wyłuskać. To moja opinia.

 

A co odebrania sobie człowieczeństwa przez człowieka, to myślę, że to już dawno nastąpiło. 

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • No, geju, Wanesa bada basen. A wuj Egon?
    • Noc nie doczekała zbawienia gwiazd utonęły w purpurze pocałunku oddech osiadł na krawędzi spojrzeń z delikatnością wyszeptanych łez a latarnie z gracją spacerowały alejami prowadząc nas bezpiecznie do domu i czarując zapachem bzu.   Autor fotografii: Mirela Lewandowska

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • „Gortatów dom wakacji” – 3 Z cegielni bandycko szedłem, jak w horror-filmie, z karabinem na plecach i Micholem przy mnie. Na wysypisko śmieci, gdzie szczurów tysiące – było ich tam tak dużo, jak kwiatów na łące. Uciekały stadnie, w śmieciach się chowając, a ja, terminator, na ślepo w nie strzelając. Z rozważaniem dziecka, że zła nie uczyniałem, poparcie dorosłych za dobre uważałem. Pamiętam sikorkę piękną z czubka topoli – jednym pociągnięciem... Do dzisiaj mnie to boli. Krzykliwej, wielkiej wrony też już nie zapomnę, pięć śmiertelnych śrutów – wyrzuty wiekopomne. Inaczej świat ludzie jeszcze wtedy widzieli, bo w tym świecie niewiele jeszcze rozumieli. Gdzieś świtało mi w głowie, że może źle robię, lecz mądrością dorosłych tłumaczyłem to sobie. Nieopodal śmietniska stawy piękne były, wykopane przez cegielnię dla glinianej bryły. Duże, głębokie, na bieżąco wybierane, po latach, w następstwie, śmietniskiem zapełniane. Ale przez te lata, gdy na śmieci czekały, przepiękną naturą wokół się otaczały. Z drzewami na brzegach tworzyły się azyle – mieszkały tam zwierzęta, ptaki i motyle. I kwitło tam życie, jak na brzegu, tak w wodzie. Dla dziecka – to bajeczne wakacje w przyrodzie. Latem tam zbierałem maślaki i czerwonki, i kozaki wzdłuż brzózek zakwieconej łąki. Pamiętam moje pierwsze próby wędkowania – zostawiony samemu do tego zadania. Usadowiony w deszczu nad brzegiem glinianki, z bambusową wędką oglądałem kijanki. Wujek Tadek poszedł, miał coś do załatwienia. Sam siedząc patrzyłem w spławika poruszenia. I nagle coś wzięło, i się coś zahaczyło, i jakoś w tataraku żyłką się zaczepiło! Ja, mały nieborak, a glinianka głęboka. Żeby wyjąć mą rybkę, chciałem zrobić kroka. Po kolana już w wodzie – poślizgiem jadę w dół! Szczęściem nagle poczułem, że ktoś łapie mnie wpół. Wujek właśnie nadszedł, wędkarzyka pochwycił. Po pas zamoczony, chrzest wędkarski zaliczył. Takie to było moje pierwsze wędkowanie i pierwsze, w ryzyku, mojej rybki złapanie. Tak to dzień ten pamiętam sześćdziesiąt lat później, widziany okiem dziecka, pamięci dziś już luźnej. Odległe wspomnienia z pewnością też szwankują, może coś dodają, a może coś ujmują? — cdn. Leszek Piotr Laskowski
    • @APM - @Leszek Piotr Laskowski - @Poet Ka - @Leo Krzyszczyk-Podlaś - @Benjamin Artur - dziękuję -
    • ten ukrainiec jeździ tym impostem jak pojebany ...   zaistniało w przestrzeni językowej i zagnieździło się  w centrum sielskiego wszechświata panią Haliną    wydarzenia błahe i nad błahe szarej codzienności w zaplątanych momentach życia o magicznych nieznanych kształtach i smakach   o których można usłyszeć  w pieśni piżmaków na brzegach niewielkiej rzeki tam gdzie wszystkie kręgi miłości bluszczem wiecznie zielonym  tulą do siebie wierzby płaczące   cokolwiek by się nie działo chcę tutaj pozostać  na zawsze      
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...