groźna kamienna wieża
schody drewniane
trzeszczą
gęstość naszych energii
obciąża krew
znosi percepcję
głuszy
spłoniona
twarde sutki odkształciły stanik
muszę cię ulotnić
wyrzucić na skórę
wybacz ból dolnych powiek
i zimne orgazmy zlepiające skrzydła
w rzecznym lesie wytropi cię
potwór udawanych wzruszeń
zamykam oczy
wpół
nocna dziewczyna
los wyznazył mi takie szczęścia
przepust cierpienia