Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano (edytowane)

Przełom roku.-Co to znaczy?
Kiedy ciągle jestem w pracy. 
Praca nudna, monotonna, 
Więc zajoba dostać można.

 

Marzeń mnóstwo mam, bez liku- 
Rzucić pracę i po krzyku. 
Gdzieś wyjechać-na Bermudy,   
Z kimś, kto nie jest nigdy nudny.

 

Wręcz przeciwnie-zajmujący, 
Z pasją jakąś, życia głodny. 
Kto pokaże mi że można,
Przeżyć życie, cudnie, do dna.

 

Mógłbym zostać ogrodnikiem 
I zachwycać się goździkiem. 
Wiersz napisać o motylku, 
Z przyjaciółmi pójść do cyrku.

 

Cyrk to nie jest głupia sprawa, 
Tam zazwyczaj trwa zabawa. 
Lub zakochać się na stałe, 
Nie na chwilę, lecz na amen.

 

Coś zbudować, co nie runie, 
Stoi przecież na kolumnie. 
Tą kolumną będzie drzewo, 
Z konarami prosto w niebo.

 

Myśli takie na przełomie 
Krążą czasem mi po głowie. 
Im ich więcej, tym zabawniej, 
Monotonia pryska, gaśnie.

 

Ginie gdzieś w oparach nocy, 
Gdy strzelają race z procy.
Gdy alkohol w żyłach krąży,
Jestem z wiekiem coraz młodszy.

 

 

 

 

 

 

Happy Diwali GIF

 

 

 

 

Edytowane przez OloBolo (wyświetl historię edycji)
Gość Radosław
Opublikowano

@OloBolo Napisałeś o trudnych sprawach z humorem i dystansem. Rozumiem, że pod powierzchnią kryje się jednak pewien cieżar (peel jest przybity do rozstajów dróg?), gdyby tak nie było, to bym nie uwierzył w ten wiersz, a wierzę. W ramach informacji zwrotnej powiem, że choć nie przepadam za taką formą, wiersz zrobił na mnie dobre  pierwsze wrażenie. 

 

 

Pozdrawiam 

Opublikowano

@OloBolo

Gorąco Ci polecam film Beach bum który mnie bardzo silnie zainspirował do pisania

to z niego się wziął mój nick. Świetnie oddaje stan wolnego umysłu chłonącego świat, kilka naprawdę zapadających w pamięć cytatów I możliwość by odkryć w sobie właśnie takiego człowieka który gdzieś tam stuka o ściany 

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •     Zaczął duchowo przygotowywać się na skok stulecia, jego głowę wypełniły podniecające scenariusze, o tyle słodsze, o ile dyskretniejsze i głębiej pochowane gdzieś w dziecięcym światku. Karol postawił mur fabryki między sobą a światem dorosłym, tylko po to, żeby móc go własnoręcznie zburzyć, z pozdzieranymi knykciami, obscenicznie przywitać starszych w ich własnym salonie. Myśli te mąciły nastoletnią głowę - jedząc obiad, kończył powtarzać swój rozpoznawczy obchód, w szkolnej ławce szukał najłatwiejszego punktu wejścia (tam fabrykę odznaczał jedynie smukły komin, sterczący na planie osiedla jak kulfon radzieckiego urbanisty) .

          Kiedy przeczołgiwał się pod ogrodzeniem, na początku przenosząc na drugą stronę samą głowę, potem powoli wciągając tors, rozgrzewał wokół siebie przymrozek poranka, ostatecznie wypychając się w całości na drugą stronę falowanej blachy. Karol rozprostował nogi, otrzepał pył ze spodni, a wraz z nim, na placu powstała nowa siła - magnetyzm tego miejsca przestał zdawać się siłą przyciągającą tutaj chłopczyka, wsiąknął w niego samego, jego wibracje czuć można było w rozchodzącym się cieple, w lekkim, elektrycznym, brzęczeniu w uszach, w malutkich wibracjach każdej tkanki, możliwych do wyczucia przy wystarczającym skupieniu (pobudzone w tym momencie krążenie zdało się Karolowi czymś o wiele magiczniejszym), co wszystko składało się na poczucie młodzieńczego zrywu wcześniej jedenastolatkowi nieznanego. Prawie że najniższy w swojej klasie, uczeń piątej klasy szkoły podstawowej zdał się tutaj nadczłowiekiem, członkiem kasty wydzielonej zarówno od dzieci jak i dorosłych, wszystkich trwających w ohydnym bezruchu i bezwiedzy, jednych, pchanych ospale przez życie zwierzęcością, drugich, swoją metafizyką. Drugą siłą, która musiała opanować każdego Ubermenscha, był strach. Jawił się pod postacią lekkiego bólu czy nudności, gdzieś pomiędzy brzuchem a plecami, oznaczał dziwne zatwardzenie w gardle, i szybszy pęd myśli, w tym momencie zdających się jakby zwolnieniem śluz na długo wypełnianym zbiorniku dojrzałości. 

          Pierwszy krok osłupił Karola, jego powaga prowadziła jedynie do strachu - nie dlatego, że był to krok przełomowy, ale dlatego, że jego ciężki, zimowy but z hałasem dotłukł już wcześniej potłuczone szkło. Zaspany gołąb sfrunął gdzieś z wysoka. Post-sowiecki panoptykon wrócił jeszcze na chwilę do włamywacza, tym razem z parą oczu w każdym sąsiednim oknie, co teraz Karol uznał za niezasługujące na krztę jego uwagi. Następny krok był już wartki, jego impet był obietnicą następnego, a następny obietnicą dalszych i dalszych. Elewacja rosła i rosła, aż stanęła na wyciągnięcie ręki. Mały dziewięciolatek w biało-złotej albie instynktownie zadarł w tym momencie głowę do góry, a kościelna wieża, rozsypała się pod jego błyszczącymi bucikami na suchy, ceglany pył. W pobliżu rozległo się bicie dzwonów. Ósma rano. Jakby to był jego sygnał, Karol postawił pierwszą nogę w miejscu wyłamanego okna, i sam nie wiedząc kiedy, znalazł siebie w pustej, industrialnej hali.

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...