Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

- Jaką propozycję? – Rena podkurczyła nogi i oparła brodę na kolanach, próbując okiełznać pierwsze oznaki zniecierpliwienia. Bernadka uwielbiała wręcz krążyć wokół tematu, wprowadzając tym samym aurę pewnej tajemniczości. Uśmiechnęła się szelmowsko, wykonując jednocześnie zabawne, teatralne gesty, mające na celu dodać pikanterii całej sytuacji. Wreszcie sama nie wytrzymując napięcia, którego była sprawczynią, sapnęła cichutko i zagadnęła konspiracyjnym tonem :
- Mam dla ciebie faceta – „i co ty na to?” – zdawały się pytać jej oczy.
- Zastrzeliłaś mnie kochana – Rena usiłowała zachować powagę.
- Nie widzę ciała.
- Ulotniło się.
- Poważnie mówię – Bernadka odchyliła głowę i badawczo przyjrzała się koleżance.
- Nie wątpię.
- No dobra, teraz trochę szczegółów. Gość jest kamerzystą, obsługiwał komunię naszych dzieci, pamiętasz?
- Nie kojarzę.
- No problem. Najgorsze jest to, że on się do mnie przyczepił. Bez przerwy dzwoni. Byłam nawet raz u niego na małej czarnej. Nie mogę sobie jednak pozwalać na zbytnią poufałość, bo mój stary w końcu zacznie być podejrzliwy. Sama rozumiesz...
Zapanowało kłopotliwe milczenie. Rena próbowała pozbierać myśli, które jak przerażone owce rozpierzchły się na wszystkie strony. „Następna nawiedzona, która chce mnie uszczęśliwić na siłę” – skwitowała. Doskonale zdawała sobie sprawę, że nie ma możliwości udzielenia jakiejś wymijającej odpowiedzi. Liczyła się z tym, że takie postępowanie mogłoby narazić na szwank ich przyjaźń. Bernadka miała szlachetne intencje – co do tego nie było żadnych wątpliwości. Podejmując jakąś decyzję zawsze kierowała się uczuciami i miała na uwadze dobro drugiej osoby.
- Spotykasz się jeszcze z tym sąsiadem? – zagaiła znienacka, wyrywając Renę z krótkiego,
głebokiego zamyślenia.
- Czasami...
- Ciężko coś z ciebie wyciągnąć – Bernadka była wyraźnie zniecierpliwiona.
- Ojej, po prostu zaskoczyłaś mnie i tyle.
- Facet jest naprawdę fajny. Ma na imię Władek, jest rozwiedziony tak jak TY – zaakcentowała, dając tym samym Renie do zrozumienia, że nie powinna być taka wybredna.
- Ja rozumiem, ale...
- Posłuchaj Renko, ja was mogę umówić, poznacie się, pogadacie. Może coś się urodzi...
Bernadka wyraźnie nie dawała za wygraną. Wziąwszy głębszy oddech kontynuowała swój wywód:
- Jestem pewna, że ci się spodoba. Mnie się nawet wydaje, że wy jesteście bardzo do siebie podobni. Moim zdaniem ludzie powinni się dobierać na zasadzie podobieństw, a nie przeciwności. Wiesz... różnice są fajne, ale tylko na początku. Jest fascynacja, zauroczenie, pociąga nas inność. Potem zaczyna cię to wszystko drażnić. Początek kłopotów – koniec związku.
- Niby tak...
- No widzisz! – Bernadka uśmiechnęła się triumfalnie –
- Tylko jest mały problem: ja nie zamierzam się z nikim wiązać na stałe. Przepraszam Bernadko. Naprawdę cieszę się, że jest ktoś, kto się o mnie troszczy, ale ja nie mogę, nie chcę...
Bernadka nie potrafiła ukryć zaskoczenia i rozczarowania, jakie wywołała u niej odpowiedź Reny. Wiedziała, że nic nie wskóra. Siedziały obie w milczeniu, nie wiedząc, jak wybrnąć z tej kłopotliwej sytuacji. Pierwsza odezwała się Rena, ochłonąwszy nieco:
- Mam nadzieję, że się nie gniewasz?
- Skąd, tylko trochę zawiedziona jestem...
- Trudno. Nic na to nie poradzę. Nie wracajmy już do tematu, dobrze?
- Jasne – przytaknęła Bernadka, szykując się powoli do wyjścia. Nie wyglądała na szczęśliwą, ale
Rena nie zamierzała się obwiniać z tego powodu. „Przejdzie jej” – uspokajała się.
Bernadka była już gotowa do wyjścia.
- Dzięki za kawkę. Zajrzysz w przyszłym tygodniu do mnie? W piątek przyjdzie Jola.
- Postaram się, chyba, że coś mi wypadnie – odparła Rena. Nie lubiła Joli, więc będzie musiała
znaleźć jakąś wymówkę.
- Cześć Renko, do zobaczenia w piątek.
- Pa.
Rena przekręciła klucz i odetchnęła z ulgą.

Opublikowano

Najbardziej podobało mi się w pierwszej części imię Jonasz, bombowe po prostu. Dobra przechodząc do drugiej to wszystko ładnie i ciekawie, podobało mi się oczywiście :). Mam małą sugestię, może by tak w kolejnej części zamieszać trochę i pójść że tak powiem w cóś niespodziewanego?

pozdro

Opublikowano

Jay, nie o to chodzi, żeby zawsze była niespodzianka. Dobrze jest tak jak jest. To taka scenka, jak z teatru. Basiu, naturalnie to brzmi, bez pompy. Jeśli chodzi o temat-żadna rewelacja, lecz czasem o to chodzi-codzienne sprawy, rozmowy,itd.Jest OK.Pozdrówka

Opublikowano

Jest OK., Basiu, ale jak mi kiedyś ktoś powiedział, cytując kogoś innego: czytać, czytać, czytać... żeby język był bujny i pewne rzeczy wypadały lepiej :) eliminuj wypady w stylu: wypowiedziała zgrabne zdanko w celu itp... niech emocje wynikają czasem z dialogu. Podkreślam jednak, że to moje widzimiesię :)

Opublikowano

Aniu, dzięki za ciepłe słowo. Ten kawałek w założeniu miał być taki zwyczajny, zdaję sobie jednak sprawę, że posiada wady. Jeszcze raz dzięki i pozdrawiam serdecznie :-)

Jacku masz rację, tekst trochę kuleje. Znowu znalazłam się na zakręcie. Braki edukacyjne na wierzch wychodzą (niestety! :-( ). Najgorsze są dla mnie właśnie takie momenty:tekst kuleje, nie wiem co z nim począć i mam ochotę naprawdę rzucić wszystko w cholerę ;-). Uświadamiam sobie, że teraz muszę dać z siebie więcej, bardziej się postarać. Chwile zwątpienia... mają ogromne znaczenie. To pozwala mi się zatrzymać, wziąć głębszy oddech i mogę zacząć od nowa. Dzięki :-), pozdrówka ślę/B.

Opublikowano

hmm...fajnie się czyta ,ale nie pasuje mi podejście bohaterek- skoro są przyjaciółkami to raczej jedna na drugą nie bozyłaby się,za to że jedna nie chce przyjąć propozycji drugiej (namieszalam:) no i wlasnie to jest dla mnie takie nie prawdziwe. Spotkanie tyc dwóch ,opisane w tym opowiadaniu jest raczej jak spotkanie obcych sobie osób. W przyjaźni są lepsze i gorsze chwile- wiadomo:), ale ten dialog do mnie nie trafia. Brakuje mi międzzy nimi większej swobody, otwartości i szczerości albo usunięcie słowa przyjaźń.
To tylko moje skromne zdanie:) Biorę zawsze teksty na "czucie" i te relacje miedzy nimi sa jakies takie...:))
pozdrawiam
ps.Troche moze nieskladnie, ale druga noc nie spie:)

Opublikowano

Witaj Anko. Masz rację, słowo przyjaźń trzeba wywalić. Zaraz to zrobię. Generalnie te dwie panie są, można powiedzieć byłymi przyjaciółkami. Teraz spotykają się sporadycznie, mają różne zainteresowania itd., więc faktycznie trzeba to słowo zastąpić jakimś innym. Dzięki :-)

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Gdzieś na małej wyspie, gdzieś na Karaibach, gdzie bogaci biali kupili hektary jachtowa szósteczka w barze u Bazyla  zajada langusty, pełnymi szklankami popijając whisky. Karmią rytuały.   Gdzieś na Palma Island huragan dokucza, białe grzywy w dali miesza z dachówkami, śmiałkowie przez reling w głębokim pokłonie  spazmem poruszeni oddają hołd morzu. Szlak spienionej fali.   Na Granadzie było wielkie nurkowanie. Feeria ławicy niebieskawych rybek otacza korale. Zachłyśnięta pięknem rafy, kiedy z rufy skokiem gnębię wodę. Cud świata, Ci powiem.   Tańce i lobstery, niezłowione ryby, lazur w oczy bije i spalone czoła. Gdzieś na Karaibach słońce oczy mróży zachodząc za morze słyszałę już szeptanie, że koniec podróży.   To naprawdę koniec.       PS Zamieściłam go wcześniej i skasowałam. Zmieniam zdanie, to również kawałek życia. Pocztówka z wakacji. 

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • Jesteś daleko  a może nie bardzo  bo ja  ja wciąż słyszę Ciebie  jakbyś był obok    nie jedno życie zmieniłeś  nie jedno zmienisz    burzyłeś  mury  burzyłeś nienawiść  uczyłeś miłości  miłości czystej    Jesteś ... drogą do Źródła  do Boga    Jezu ufam Tobie    4.2025 andrew Piątek, dzień wspomnienia  m ęki i śmierci Jezusa  
    • I tak też można, a tak przy okazji: jak się pani spało?   Łukasz Jasiński 
    • Ten tekst akurat pani dobrze wyszedł, a czytam tak:   Płakałam w nocy, nie słyszał mnie, unikał spojrzenia - nie chciał widzieć   miłości, a każdy płacz i każdy oddech  był tylko o nim i jęki moje pieśnią    pochwalną - zagrzmiały i przerażał  mnie - jego kamienny spokój - nocny,   już byłam dla niego wspomnieniem, fotografią - poszarpaną fatamorganą...   Mam nadzieję, iż zniknęła u pani samotność...   Łukasz Jasiński 
    • Rozłącza ciągle dźwięk dzwonka, za długo się nie rozgadam. Co tam, orzechy łupisz lub inne wciąż o ogrodach kwietniowych sadach.   Jeszcze za rękę, magnolia, chłopiec z gitarą na plecach. Z miniatur zamek tak jak był stary fiołkowym runem przy Lelewela.   Spokojne to, co umyka — koci ślad muska parapet. Brzask kwiatów w chmurkach, ćwierkanie drzewa jakby czas statków do dobrych planet.         ***   zaopatrzeni na dzień śniadaniowych płatków w nowych sześć strun                    
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...