Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Nic nie chciałem powiedzieć


Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Nic nie chciałem powiedzieć 

chciałem tylko pomyśleć na głos 

a ty wtrącałaś się, brzmiałaś tak dobrze

 

pasowałaś jak ulał

twoje ciało jak foremka

usta były jak deser

język jak inny wymiar

 

spotykamy się 

byłaś moim domem

kiedy chciałem wrócić 

byłaś wtedy

idealna

 

idea krąży w świecie

imię którego brakuje o świcie

interakcja przyprawia o serca bicie

szybsze

niż inne

źródła

 

zawroty głowy

tornado

i żem zszedł na doł

teraz dom zniknął

szukam, ale nie widzę

dom zabrano, halo

czy ktoś w to wierzy?

 

samotny żołnierz

bezdomny

zimny pot na plecach

nikt w to już nie wierzy.

 

na wieży

mocy się nie sprzeniewierzy nigdy

już znikły konflikty i krzydy

przebaczone, zwyciężone, zapomniane…

 

ale imię domu

niełatwo zagina

między stronami tomu

strukturę warstw i słów

które mu służą

 

od tak, odcięta wstęga

ulatuje 

w zieleń

zaplątuje się i

szamoce w plątaninie gałązek

delikatnych ziół

aromatu odurzającego 

 

ogień wszystko spali,

mokrej plamy nie zostawi

jako żywioły niepołączalne 

bijecie się dziś 

i możecie sądzić zgodę

ale ja to wam powiem potem 

miłość to jest totem


zrywa mi sen z powiek

rzeczywistości takt

od miłości do wolności trakt

więcej skrywam 

nie rozgrywam pustych kart

teraz tylko 

zimno, deszcz i noc

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   Klaustrofobia podziemi rosła, im bardziej puste okazywały się kolejne pomieszczenia, nagie i ascetyczne w swoich małych pokutach. Brakowało jednego przejścia, aby cały poziom tworzył jeden spójny cykl, krąg piekieł, albo aureolę na głowie kościoła przemysłu. 

        Zderzony z ostatnią ścianą, Karol odwrócił się, żeby spojrzeć na ślady butów wybite w zalegającym prochu. Nie martwiąc się o pobrudzone spodnie, usiadł na ziemi i, aby nie musieć zamykać oczu, wyłączył latarkę. Rozczarowanie. Nienasycenie. Karol był zawiedziony - nawet nie fabryką, lecz samym sobą. Ciemność trzymała go w serdecznym uścisku, ale nadal dało się wyczuć drżenia przestrzeni z każdym przejeżdżającym samochodem, a spomiędzy zawieszonej pleśni przebijał się zapach płynu do prania. Może właśnie o to chodziło? Centrum zniewolenia jesteśmy my sami, próbujemy uciekać w egzotyczne kraje lub kariery, a mimo tego i tak nie możemy nigdzie znaleźć miejsca brutalnie prawdziwego, brudnego absolutu istnienia. Człowieka chowa się czystego, a dopiero jego zadaniem jest samogwałt - wyrwanie ze swoich trzewi czegoś, czym faktycznie można by powiedzieć, że się jest (bo przecież chyba nie ,,piątoklasistą”?). Mały chłopczyk zastanowił się nad zdjęciem z siebie wszystkich ubrań (o zgrozo - ubrań ,,do szkoły”), nad pozbyciem się fetoru higieny. Nie, to nie to, to byłoby głupie - myśli chłopaka wróciły z powrotem pod ziemię.

        Strużki wody zostawiały rude ścieżki spływając powoli po ścianach. Kiedy Karol z rodzicami mieszkali jeszcze w biedzie, w nędznym domku pod miastem, całe dnie upływały mu w jego ,,bazie” - wciśniętej pomiędzy rosnące na działce drzewa a siatkę ogrodzenia. Ze wstydem wspominał do dzisiaj dzień, kiedy grupka dzieci w jego wieku, w czystych ubraniach, na kolorowych rowerach, zapuściła się w jego ulicę (co było na tyle niezwykłą rzadkością, że jest to jedyna taka sytuacja, jaką Karol pamiętał), aż spotkali go, skulonego w swojej kryjówce. Z dziecinną ochotą próbowali z nim zacząć rozmowę, lecz on, jak nieoswojony dzikus, nie był nawet w stanie spojrzeć im w oczy. Speszeni, ruszyli dalej błotnistą drogą, która prowadziła chyba tylko do jakiejś żwirowni (sam Karol nigdy nie zagłębił się w tę uliczkę dalej niż koniec jego działki), najpewniej zapominając o dziwaku już w następnej minucie. Lecz Karol pamiętał to do dzisiaj. Pamiętał, jak po długiej minucie wreszcie dotarł do niego sens sytuacji, rzucił się on wtedy biegiem przez działkę, wyskakując spomiędzy krzaków na otwarte pole, biegł przez wysoką trawę z nadzieją zobaczenia jeszcze błysku ich plecaków, lecz przywarł wreszcie policzkiem do ogrodzenia, a na uliczce panowała absolutna cisza. Karol-dzikus wyrywał się z jakiegoś rezerwatu, wracając teraz na powierzchnię świadomości chłopca, jakby między rurami piwnicznej kotłowni odnalazł komfort zapomnianej bazy. 

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...