Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano (edytowane)

oglądasz może czasem

prywatny gwiazdozbiór

nakreślone trajektorie lotu

ustawione na miejsca

i osoby najważniejsze

ich początek środek koniec

 

zajmująca eksploracja

wyszukanej delikatności

gdzie dłoń nie zaciska się

w pięść niechcianych chwil

ale łapie za każdy sznurek

jakby chciała więcej


zastanawiasz się czasem

dlaczego tak osłaniasz

te szczególne tajemnice

nie potrafiące ani przejść

w słowa uniwersalne

ani wisieć na widoku

 

bo ja tak ja często

 

 


 

Edytowane przez Natuskaa (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

Witam -  uraczony  jestem fajnością twego wiersza - 

                                                                                              Pozdr.

                                                                                                   

Opublikowano (edytowane)

Mniej znane (trajektorie - sprawy), bo osłonięte, strzeżone przez nas i.. można się

nimi zawsze delektować. W wierszu.. " w pięść niechcianych chwil" .... ładnie i dobrze określone, i w ogóle przyjemny wiersz, bo przecież nie wszystko jest dla wszystkich... i

Ty tak, Ty często.. w sumie, ja chyba też.

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Pozdrawiam.

Edytowane przez Nata_Kruk (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Bardzo mnie cieszy, że przypadł do gustu i skłonił do przemyśleń.

 

Dziękuję :) i pozdrawiam.

Witam. Chyba pierwszy raz widzę od Ciebie słowo "fajność". Zastanawiające... :)

 

Dziękuję i pozdrawiam.

Trafnie odczytane... nie wszystko, coś trzeba zostawić sobie i to się czuje...

skoro i Ty tak masz ( dzięki za odpowiedź na pytanie końcowe :))

 

Co do propozycji zmian... z jednej skorzystam.

 

Pozdrawiam :)

 

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Akurat dziś w drodze do pracy rozmyślałam nad tematem krzywdzenia/ nie krzywdzenia, a wszechświat mi tak szybko dopowiedział... w postaci tego komentarza, aż uśmiechnęłam się szeroko na jego widok :))

Też myślę, że czasami osłaniając tajemnicę, osłaniamy coś więcej, może kogoś, a może siebie.

 

Dziękuję i pozdrawiam :)

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   Klaustrofobia podziemi rosła, im bardziej puste okazywały się kolejne pomieszczenia, nagie i ascetyczne w swoich małych pokutach. Brakowało jednego przejścia, aby cały poziom tworzył jeden spójny cykl, krąg piekieł, albo aureolę na głowie kościoła przemysłu. 

        Zderzony z ostatnią ścianą, Karol odwrócił się, żeby spojrzeć na ślady butów wybite w zalegającym prochu. Nie martwiąc się o pobrudzone spodnie, usiadł na ziemi i, aby nie musieć zamykać oczu, wyłączył latarkę. Rozczarowanie. Nienasycenie. Karol był zawiedziony - nawet nie fabryką, lecz samym sobą. Ciemność trzymała go w serdecznym uścisku, ale nadal dało się wyczuć drżenia przestrzeni z każdym przejeżdżającym samochodem, a spomiędzy zawieszonej pleśni przebijał się zapach płynu do prania. Może właśnie o to chodziło? Centrum zniewolenia jesteśmy my sami, próbujemy uciekać w egzotyczne kraje lub kariery, a mimo tego i tak nie możemy nigdzie znaleźć miejsca brutalnie prawdziwego, brudnego absolutu istnienia. Człowieka chowa się czystego, a dopiero jego zadaniem jest samogwałt - wyrwanie ze swoich trzewi czegoś, czym faktycznie można by powiedzieć, że się jest (bo przecież chyba nie ,,piątoklasistą”?). Mały chłopczyk zastanowił się nad zdjęciem z siebie wszystkich ubrań (o zgrozo - ubrań ,,do szkoły”), nad pozbyciem się fetoru higieny. Nie, to nie to, to byłoby głupie - myśli chłopaka wróciły z powrotem pod ziemię.

        Strużki wody zostawiały rude ścieżki spływając powoli po ścianach. Kiedy Karol z rodzicami mieszkali jeszcze w biedzie, w nędznym domku pod miastem, całe dnie upływały mu w jego ,,bazie” - wciśniętej pomiędzy rosnące na działce drzewa a siatkę ogrodzenia. Ze wstydem wspominał do dzisiaj dzień, kiedy grupka dzieci w jego wieku, w czystych ubraniach, na kolorowych rowerach, zapuściła się w jego ulicę (co było na tyle niezwykłą rzadkością, że jest to jedyna taka sytuacja, jaką Karol pamiętał), aż spotkali go, skulonego w swojej kryjówce. Z dziecinną ochotą próbowali z nim zacząć rozmowę, lecz on, jak nieoswojony dzikus, nie był nawet w stanie spojrzeć im w oczy. Speszeni, ruszyli dalej błotnistą drogą, która prowadziła chyba tylko do jakiejś żwirowni (sam Karol nigdy nie zagłębił się w tę uliczkę dalej niż koniec jego działki), najpewniej zapominając o dziwaku już w następnej minucie. Lecz Karol pamiętał to do dzisiaj. Pamiętał, jak po długiej minucie wreszcie dotarł do niego sens sytuacji, rzucił się on wtedy biegiem przez działkę, wyskakując spomiędzy krzaków na otwarte pole, biegł przez wysoką trawę z nadzieją zobaczenia jeszcze błysku ich plecaków, lecz przywarł wreszcie policzkiem do ogrodzenia, a na uliczce panowała absolutna cisza. Karol-dzikus wyrywał się z jakiegoś rezerwatu, wracając teraz na powierzchnię świadomości chłopca, jakby między rurami piwnicznej kotłowni odnalazł komfort zapomnianej bazy. 

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...