Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Należy Ci się pochwała za ... właśnie, jak to nazwać?
Za humor. Brzmi bardzo "interesująco",
tzn. nie żebym była zbyt ciekawa ;o) -
po prostu czuć Twój indywidualny styl.
Odkrywasz się przed czytelnikiem,
a jednocześnie grasz mu na nosie.


Czekam na następne
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Należy Ci się pochwała za ... właśnie, jak to nazwać?
Za humor. Brzmi bardzo "interesująco",
tzn. nie żebym była zbyt ciekawa ;o) -
po prostu czuć Twój indywidualny styl.
Odkrywasz się przed czytelnikiem,
a jednocześnie grasz mu na nosie.


Czekam na następne

dzięki i Tobie za pochwały Lenko. mieć swój styl, to brzmi dumnie. przynajmniej dla mnie.
pozdrawiam- lef-ski

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Gdzieś na małej wyspie, gdzieś na Karaibach, gdzie bogaci biali kupili hektary jachtowa szósteczka w barze u Bazyla zajada langusty pełnymi szklankami popijając whisky. Karmią rytuały. Gdzieś na Palma Island huragan dokucza, białe grzywy w dali miesza z dachówkami, śmiałkowie przez reling w głębokim pokłonie spazmem poruszeni oddają hołd morzu. Szlak spienionej fali. Na Granadzie było wielkie nurkowanie. Feeria ławicy niebieskawych rybek otacza korale. Zachłystuję się pięknem rafy, kiedy z rufy skokiem gnębię wodę. Cud świata, Ci powiem. Tańce i lobstery, niezłowione ryby, lazur w oczy bije i spalone czoła. Gdzieś na Karaibach słońce oczy mróży, zachodząc za morze słyszałę już szeptanie, że koniec podróży. To naprawdę koniec.
    • Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • Jak pogodnie i beztrosko :) Dobrze jest nieraz coś takiego poczytać, nabrać dystansu, a ciemne sprawy, które chcą zdominować myśli i odczucia - po prostu olać :))) Pamiętam, że Agatha Christie podczas jednej ze swoich podróży, wraz ze swoimi towarzyszami utknęła na pustyni bez jedzenia i wody... I, w czasie gdy inni się załamywali - ona po prostu... poszła spać :) I to ją właśnie uratowało :)   Pozdrawiam :)   Deo
    • Tycia modyfikacja dawnego tekstu. Subiektywne spojrzenie. Nie muszę mieć racji.         Miłujmy się siostry i bracia, albowiem nikt z nas nie świadom dnia (ani tym bardziej godziny), kiedy to koniec świata nastąpi, a wielu jako te panny oliwne na zewnątrz zostanie. Pseudo gwiazdy przesadnie świetliste z nieba spadną, niczym węgielki gasnące (lub wcześniej kosa finalnym srebrem gardło poderżnie, szczując wedle uznania, na przykład chorobą jakąś, by w te pędy nitkę życia przegryzł), co dla człowieka końcem świata będzie.     Wtedy jako te pyłki zlęknione staniemy przed ogromem tajemnicy, a głupkowato tak jakoś w durnowatych upierdliwościach, szacunkiem wzajemnym nieodzianych, ziemski padół na wieki wieków, albo na dłużej opuszczać    Wszyscy ci, którzy obleczeni w miłość do bliźniego nie byli, stać nadzy będą, niczym cymbały nudystyczne z cicha szeptane, niewiadomą równania zlęknione, bo cóż innego mogli zabrać ze sobą. Ano nic.    No chyba, że wielu z nas, zatarga na drugą stronę, te odwieczną ludzka przypadłość, którą to wyrazić można niepisaną zasadą, jakże często słyszalną:   Ja ja jaj ja ja… ja mam tylko słuszną rację, a bliźni niereformowalny, to bęcwał, dureń, popierdolnik do sześcianu, a w najlepszym przypadku, zwykły głupek jakaś, o zaniku mózgu, którego i tak nigdy nie posiadał, bo śmie uważać inaczej, niż ja.     Przeto wielu przybyłym św. Piotr na samym przednówku zaświatów, zdechłą rybą cuchnącą od głowy w łeb przywali, by wiedzieli, co ich czekać może i czasu bez czasu, na dziwowanie nie trwonili.      Będą i tacy, którzy to uderzenia kamieni i belek sowicie poczują, gdy im członki pogniotą. Na świecie poprzednim wartko z uśmiechem na bliźnich rzucone, na tym teraz do nich powrócą, jako te syny marnotrawne, by niektórym guzy nabić lub kręgosłup przetrącić lub coś więcej urwać nawet. Jedni dłużej, inni krócej, we wrzącej smole łazić będą, z widłami w dupie.      Każdy taką miarą jaką innych mierzył, będzie odmierzony. Dobro, nawet to najmniejsze, zostanie wynagrodzone, a zło – nawet jeno w samej intencji – potępione. A za miłowanie całym sercem, dowolnych wrogów, tych najbardziej urągających upierdliwców, to normalnie taki bonus wspaniały przypadnie, o którym nawet chóry anielskie śpiewają z udawaną zawiścią, gdyż z prawdziwą w takim miejscu zaiste nie przystoi.     Delikwent, co przebaczyć do cna bliźniemu potrafił, też słowa przebaczenia usłyszy. A zatem warto być cwanym, bo to może być ważną okolicznością łagodząca dla grzesznika jak diabli, albowiem gdy już karę słuszną poniesie, to owa kara kresu swego dostąpi i zaś możliwe, że zbawiony będzie.     Albowiem ci, co naparstek do wypełnienia otrzymali i wypełnili, przychylność zyskają. Inni, którym wiadro zostało podarowane, a go zapełnili, też takiej samej przychylności dostąpią. Biada tym, co otrzymali wiadro, a naparstek jeno… tego tam… nawet jak poza brzegi chlupotało donośnie.     Nie jest powiedziane, czy Stwórca zna wszystkie myśli nasze oraz prawdziwe motywacje wszelakich działań , czy też szanuje prywatność człowieka, jego wolną wolę oraz rodo (dopóki istniejemy w tym wymiarze) i chociażby mógł wiedzieć i coś zmienić, to tego nie czyni.     Zaprawdę jednak miłuje każdego – bez wyjątku – dokładnie tak samo. Wierzących, niewierzących, obojętnych oraz pysznych indywidualistów, co wszystko w dupie mają i połacie rozumów pojedli, aż im różowa papka, między zębami wyłazi. Nawet tych ostatnich, co pierwszymi być mogą. Ni mniej ni więcej. Aczkolwiek nie wszystkie człowiecze czyny. Co to, to nie.     Lecz domniemać można, iż każde niezawinione cierpienie, lub ofiarowane w dobrej wierze, stokrotne uzyska wynagrodzenie. Minus rzecz jasna te sytuacje, gdzie żeśmy już na tym padole nagrodę otrzymali, czyniąc dobroć i różne wygibasy samochwalne w świetle jupiterów.     Każdy bez wyjątku, póki na tym świecie jako żyw biega, szansę do ostatniego zmierzchu zachowuje bycia zagubioną owieczką, która pozwoli się odnaleźć. Nie po to, by ją pasterz zadźgał, usmażył, wpierdzielił i wydalił, jeno po to, by do swego stada przyjął i umiłował miłością, która już nigdy nie przeminie i odnaleziona zguba w niej.     Jak w tej przypowieści o winnicy. Nie ważne jak długo pracowali, taką samą otrzymali zapłatę, gdyż chociaż w ostatniej chwili (życia) do pracy przystąpili.     Lecz prawdziwy sens cierpienia na tym świecie, poznać nie jest nam dany. Snujemy przypuszczenia, wygrażamy niebiosom, czyli bunt wszczynamy, gardząc niesprawiedliwością w ludzkim pojmowaniu, która nie zna całości planu, ale bliższe koszule ciału owszem.    Odchodzimy w końcu daleko, wnerwieni na wszystko i wszystkich, czasami też na Stwórcę – co na zło pozwala i nie zapobiegł niechcianym odejściom–(bo tym mniej ukochanym, to ewentualnie)– będąc pełnym żali różnorakich, uznając, że po śmierci, to już i tak nic–(nawet reklam i 500+, łącznie z brakiem nadziei na spotkanie z bliskimi, których żeśmy za życia, tak bardzo kochali)→jeno zupełna przemiana w proch i w absolutną nicość.    ***   –– No co? Normalnie masz gębę, jak strachem rzeźbioną. –– … –– Ej, bracie! Tu ziemia! –– … –– Co z tobą? Brałeś znów? –– Wyjrzyj przez okno. –– A na cholerę? –– No wyjrzyj! –– No wyjrzałem. –– I co widzisz? –– A co mam widzieć? Pogięło cię? –– Patrz uważnie. –– O w mordę! Wesołe miasteczko przyjechało.      
    • kiedy każesz mi wrócić oczy znów głębią zabłysną ale przyszłość nie wybaczy   bawisz się statkami chociaż wiesz jak bardzo boję się sztormu   z chwil które zostały wybiorę bursztyny pozwól poszukać wśród nieznalezionych
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...