Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Śmierć nie jest straszna
już nikt nie woła
Śmierć, to jest czuły
dotyk Anioła.

Strach przed nie znanym
gardło zatyka
Dreszcz całe ludzkie
ciało przenika.

I nagle wszystko
jasnym się staje
Pomiędzy piekłem,
pomiędzy rajem.

Jedna myśl tylko
chodzi po głowie
Jakie też będzie
to życie nowe?

I co powiedzą
ci co zostaną
Jakie im myśli
w mózgach powstaną?

Jak to odbiorą
gdy mnie nie będzie
Będą wspominać
długo i wszędzie?

Będą się martwić,
czy może cieszyć
I na mój temat
do woli grzeszyć?

Nic się nie dowiem
gdy już się stanie,
Dusza odejdzie
ciało zostanie.

I ktoś czasami
tak od niechcenia
Zapali świeczkę
i po....., wspomnieniach.
(29.10.2002r.)

Opublikowano

Witaj Grabka. Pozdrawiam serdecznie. Szczerze pisząc zabrakło mi w Twoim wierszu elementu zaskoczenia, niespodziewanego obrotu wersetów, czegoś w stylu błysku. Przeczytałam Twój wiersz i moje patrzenie na śmierć nie zmieniło się, a mogło... Popracuj trochę i bądź wytrwała może kolejne wiersze będą po prostu lepsze. Pozdrawiam gorąco

Opublikowano

nieznanym

Biorę poprawkę na datę powstania... Ile wtedy już pisałaś, Grabko?
Jednak ogólnie to brzmi to bardzo nie tego :( Na plus próba pisania rymami (choć nieudana, to i tak wszelkie takie inicjatywy z serca szczerego popieram). Dużo pracy należałoby w to włożyć, a zacząć proponuje od shift+delete... :(
Pozdrawiam serdecznie, Jędrzej.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Dzięki za komentarz, ale nie powinnaś spodziewać się błysku, kiedy ktoś wypowiada się na temat śmierci. Ten wiersz jest bardzo osobisty i ma być prosty w przekazie i nie było moim zamiarem, narzucać komukolwiek nową teorię śmierci. Pewnie sama wysłuchałaś ich dostatecznie dużo, a i tak masz na to swój pogląd, który zawsze będzie na zasadzie gdybania.

Pozdrawiam,
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.




W odpowiedzi na pierwsze, już jakiś czas, a nawiązując do drugiego, gdybyś wiedział, jak często chciałabym skorzystać z klawiszy shift+delete, czytając niektóre komentarze.
Nie do końca zrozumiałam, co zarzucasz moim rymom? Mimo wszystko, dzięki.

Pozdrawiam,
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.




Bo widzisz, niektóre z prac zamieszczanych na tej stronie, przez innych "młodych gniewnych", są całkiem nowiutkie, ale dla mnie słabiutkie. Jak napisałam wcześniej, jest to wiersz bardzo osobisty, który powstał pod wpływem smutnych okoliczności. Myślę, że nie data jest tu najważniesza.

Pozdrawiam,
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Obawiam się, że czczy to komentarz bo Pani Grabka nie jest zainteresowana
uczeniem sie poezji. Woli żyć w przeświadczeniu własnej twórczo-cudowności.
Przynajmniej tak wynika z jej reakcji na opinie.

pozdrawiam

Witaj! Wystawiając swoje prace na tej stronie, przyjęłam zasadę, że będą mnie oceniać inni, którzy w przeważającej części, są takimi samymi laikami jak ja. Jeżeli dostaję kopniaki, to w naturalny sposób, zaczynam się bronić. Jeżeli nie czujesz się Laikiem, oceń mój wiersz, a ja z zainteresowaniem, przeczytam Twoją opinię i wyrażę swoją.

Pozdrawiam,
Opublikowano

Witaj! Wystawiając swoje prace na tej stronie, przyjęłam zasadę, że będą mnie oceniać inni, którzy w przeważającej części, są takimi samymi laikami jak ja. Jeżeli dostaję kopniaki, to w naturalny sposób, zaczynam się bronić. JAKIE KOPNIAKI, TU NIKT NIE KOPIE TYLKO CHCE CI POMÓC. ALE TY
JESTEŚ OPINIOSZCZELNO-DEFENSYWNA.
Jeżeli nie czujesz się Laikiem, oceń mój wiersz, a ja z zainteresowaniem, przeczytam Twoją opinię i wyrażę swoją. CZUJE SIE LAIKIEM I PISZE TYLKO O WLASNYCH ODCZUCIACH.

CHYBA SAMA DO KONCA NIE WIESZ CZEGO CHCESZ:

"Wystawiając swoje prace na tej stronie, przyjęłam zasadę, że będą mnie oceniać inni, którzy w przeważającej części, są takimi samymi laikami jak ja"

..CO IDEALNIE PRZECZY STWIERDZENIU:
"Jeżeli nie czujesz się Laikiem, oceń mój wiersz, a ja z zainteresowaniem, przeczytam Twoją opinię i wyrażę swoją"

Opublikowano

Widzisz zamieściłaś utwór o gatunku pamiętnikowym, czyli takim, że Ci wydaje się, że jest dobry i lubisz do niego wracać gdyż kojarzy Ci się z jakimś wydarzeniem z przeszłości, ale dla innych takowy nie jest. Niestety można o śmierci pisać w o wiele bardziej wyszukany sposób, a u Ciebie nawet tytuł podaje wszystko na tacy. Nic nie da jak to nazwałaś wcześniej bronienie się. Obserwowałem wcześniejsze komentarze i ta samoobrona przeradza się powoli w zawiść do innych. Na przykład jeżeli 99 osób mówi, że wiersz jest be, a jedna twierdzi, że to dzieło, to kto ma rację??

pozdrawiam

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Shift+dlete to nie był atak na Ciebie Grabko, a jedynie stwierdzenie, że wiersz należałoby napisać od nowa (od razu uprzedzam).
Co do rymów, poza takimi jak: zostaną-powstaną, będzie-wszędzie (!!!) i stanie-zostanie - których słabość jest chyba jasna, to reszta nie wprowadza w wiersz żadnego nastroju poza nastrojem śmieszności. Przez te rymy i krótkie wersy utwór staje się bardziej rymowanką, niż poważnym wierszem o śmierci. Gdybyś zechciała napisać wiersz o śmierci z przymrużeniem oka, to nie miałbym nic przeciwko! Ale wydaje mi się, że tak nie miało być. W tym wypadku rymy w ten sposób zastosowane tylko psują efekt końcowy.

Pozdrawiam, Jędrzej.
Opublikowano

W odpowiedzi także na Twój post przy moim wierszu: poezja może wyrażać wszystko, ma prawo wyrażać wszystko i w jakikolwiek sposób. Kłopot w tym, że sposób, w jaki póki co piszesz nie zachwyca mnie, jako czytelnika, tak jak i nie zachwyca innych. Potencjał z pewnością masz (piszesz rytmicznie), ale trzeba nad nim pracować. Przecież wierszy także trzeba się uczyć.

Pytasz co nie tak z rymami: są czasownikowe. Rymy czasownikowe narzucają się same, są najprostsze - a to sprawia, że są dość banalne. Radze Ci na przyszłość ich unikać. Rymuj zmieniając części mowy: mieszaj czasowniki z przemiotnikami i rzeczownikami, i wszystkim co masz jeszcze pod ręką : )

Pozdrawiam, Antek

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Bożena De-Tre Dzisiaj w nastroju na blusik, chociaż jazz też bardzo lubię. Chyba, że coś "zmierzłego" dla ucha sobie zapodam...Kurta Weilla może...

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      Oglądaj, komentuj i krytykuj...zabronić Ci tego przywileju w stanie nie jestem (ale jak będziesz zbyt wredna to Cię odeślę wraz z dedykacją do jednego z moich, specjalnie stworzonych na taką właśnie okazje, dzieł absolutnych z serii "wiem lepiej" ....żebyś tylko mi się na poziom V nie załapała....straszna wulgara...uffff...) Doszedłem do wniosku, że do pracy nad dalszymi rozdziałami muszę się bardziej gruntownie przygotować. Tak więc zacznę od lektury Twoich książek...którą na początek? (tak, żeby się zachęcić, albo nie zniechęcić ) "Ludzie w biegu" czy "Na krańcach klawiatury"? Szczerze mówiąc tytuł pierwszej już mnie drażni...nie lubię pośpiechu, to raz... a dwa, do gatunku ludzkiego nabawiłem się swojego rodzaju alergii ...ale nie oceniamy książki po tytule...czy jakoś tak Zakładam, że jakieś "wystąpienia publiczne", związane chociażby z promowaniem wydanych przez Ciebie książek, już zaliczyłaś...o co Cię głównie ludzie/fani pytają? (muszę się zapytać, żeby nie dublować tematów w mojej biografii ... w sensie Twojej ) Tak to bywa, że na dnie doliny jest znacznie lepiej na samej górze...człowiek nie rzuca się w oczy,co pozwala na zachowanie własnego ja (w miarę możliwości rzecz jasna, trzeba jeszcze brać pod uwagę presje środowiska pozostałych "doliniarzy" ),  doskonale widać co się dzieje na szczycie , a i upadek mniej boli (przewalając się z doliny w dolinę jeszcze nikt chyba krzywdy sobie nie zrobił ). Dobrej nocy P.S. Bodetré i futbol.....???? ...armagedon się iści....
    • Nieruchomieją w apatycznej formie lirycznej i zastygają w obłokach niedomówień tracą powoli barwy tuląc szarość minionych snów na koniec milkną w dokolnej ciszy prosząc zegary o jeszcze jedną chwilę nasączoną szeptem niewypowiedzianych słów.   Autor fotografii: Mirela Lewandowska  

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • @Gosława piękna, zmysłowa liryka o charakterze intymnym, traktująca o głębokim przeżyciu cielesnym i emocjonalnym. Podoba mi się motyw czereśni- ten ich soczysty smak i cudny kolor nadają  ciekawej barwy wersom. Natomist ta zieleń jest dopełnieniem całości obrazu , który tak pięknie pieści wzrokiem...
    • @violetta

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • Tekst powtórkowy?     Na cholerę tutaj przyszłam. Zimno, wietrznie, aż me piersi rozedrgane nieco. Dobrze chociaż, że las niczego sobie. Żeby jeszcze drzew nie było. Zasłaniają widok. No nic. Muszę wyciągnąć bułkę z wątrobianką. Uwielbiam. Tym bardziej, że zgłodniałam trochę. Coś mnie w to miejsce sprowadziło… ale co? Przeczucie lub jakieś inne pieprzone zjawisko, którego pojąć nie mogę.    Zgryzam. A niech to. Za raptownie przedziałek dupki nadusiłam i część nadzienia, gęsto szybuje na ściółkę leśną. Dziwna jakaś… materiałowa. Wiem, bo dłonią pomacałam. Muszę wytrzeć papierkiem, bo plama będzie. Dobrze, że nie wierzę w krasnoludki, bo jeszcze by łydki pogryzły, gdyby dostały szarą masą po kapeluszach. Durnowata ja. Najlepszy apetyt, poszedł się…    … a to co? Budka z piwem? Chyba nie, gdyż dziwna jakaś. I skąd nagle tu, po oczach daje. Ciekawe, czy pomoże? Słyszę, jakby za mgłą, że niby tak. Co tak? Może ćwierka ptak? Na dodatek najbliższe drzewa wokół, nabierają błękitnego koloru, a drzwi w owym czymś, samoczynnie otwarte na żółto. Czyżby chatka chciała, żebym tam wlazła. Takiego! Nigdy w życiu – nagle wrzeszczę na całe knieje, pokazując wejściu środkowy palec…    … tylko nie mój. Skąd to obrzydlistwo w dłoni. Inny jakiś. Jakby nie z tego świata. Nawet nie wiem, czy to faktycznie palec. Jedno jest raczej pewne… wskazuje kierunek, a ja nie mogę nie chcieć, wbrew sobie. Na dokładkę w drzwiach chatki, widzę moją matkę. Kiwa do mnie uśmiechnięta i zaprasza na ulubiony obiad. Tak jak kiedyś, gdy byłam małą dziewczynką. Oj nieładnie, brzydko wprost. Ktoś mi gra na emocjach. Chce zwabić, bym tam weszła. Znowu pokazuje, tym razem swój i co…    … i wchodzę, do wewnątrz, niczym bydlę na rzeź. Od razu lepiej – stwierdzam sarkastycznie – drzewa nie zasłaniają. A dlaczego – myślę jak umiem – bo ich nie ma. Oddycham z ulgą. Potrafię jako tako logicznie rozpatrywać w tej krainie, w której nagle zaistniałam.. Dobrze, że zapasowa bułka z wątrobianką jest ze mną w potrzebie. Symbol więzi z tamtym lasem, by nie zgłupieć zupełnie. Tak daleko, że już nie ma powrotu. Dopiero teraz popatruje wokół, co jest, a czego nie ma.    Niestety, mózg nieprzystosowany. Widzi wszystko po raz pierwszy w życiu, ale tak naprawdę, łącznie ze składowymi obiektów, czy czegoś tam. Nie potrafi przerobić na rozpoznawalne obrazy. Brakuje mu punktów odniesienia. Jestem jak ten niemowlak. Dostrzegam jakieś zamazane kształty. Widzę po ludzku, tylko żaden z tego pożytek, w tym obcym świecie.    Jedyne co rozpoznaje, to swoją twarz w lusterku – nie pamiętam żebym brała – dalsze ciało, bułkę i wspomnianą wątrobiankę. Dobre i to. Jak to… ciało? Kurdę, jestem naga, do ostatniego szczegółu. Na domiar złego, czuję wokół… obecności. Tylko tak mogę to określić. Najbardziej jedną. W ten sposób, że aż ciało moje, drży i wcale to nie jest, takie znowu nieprzyjemne. Zaczynam iść przed siebie…     … kolejna ciekawostka. Widzę, że idę pod górę… lecz nogi, mówią wyraźnie, że schodzę w dół. Muszę wstrzymywać kroki, by nie zjechać po tyłku. Taka sprzeczność, jest trochę męcząca dla mózgu. Nagle całkiem niespodziewanie, dostrzegam siebie, przy… przystojnym kształcie, w ludzkim pojęciu. Obiekty wokół nabierają jakiegoś sensu, lecz mam dziwne wrażenie, że nie zabawię tu dostatecznie długo, by rozpoznać do końca. Siedzenie, sprawia mi coraz większą trudność. Mam ścierpnięte ciało. Słyszę – odpręż się. To sama wiem. Jakie siedzenie? Gdzie? Przecież chodzę tu, lecz nagle przystaje. Normalnie mnie zatyka...       … i odtyka, gdyż ów przystojny kształt – o matko – urywa mi głowę. Zaczyna pieścić i jakby całować, tylko czym. Zamazany cholerny kształcie, pokaż wreszcie swoje oblicze. Nienawidzę cię. No nie, nie mogę powiedzieć, to całkiem przyjemne nawet. Aż mnie nawiedzają spazmy rozkoszy. Chociaż z drugiej strony, jak on śmie. Bez mojej zgody. Jaki on? Może ona? Pieprzone ufoludki. Co to w ogóle jest?     Czuję dokładnie, jego wyczyny z bliźniaczą głową. A jednak doznania więcej, niż boskie. Teraz wyrywa nogi z tułowia. Tej drugiej ja, oczywiście. Pieści me uda. Najpierw jedno, później drugie. No nie. Tylko nie to, co pomiędzy nimi, proszę. A jednak, wyszarpnął paskud jeden. Coś tam gmera, grzebie, wkłada. Cholernie przyjemnie. Odrywa moje piersi. Czule miętosi… i nagle koniec…       … raczej nie. Kolejna niespodzianka. Tamta druga ja, znika. Czuję teraz na całym ciele, delikatne stukanie. Co to znowu za cuda? I tak samo jak poprzednio, nagle mnie olśniewa. To mowa dotykowa. W zależności od tego, gdzie przypada ukłucie, znaczy inny… wyraz… lub literkę… myśląc po ludzku…     … bo tylko tak mogę myśleć, lecz zaczynam nieco rozumieć, co ów przystojny kształt chce przekazać. Czuję się cholernie… zakochana. A niech to, co za banał na obcej planecie chyba? Kształt… we mnie też zakochany. Zakochany? Co ja pieprzę za farmazony. Doprawdy, fajne tu się kochają, rozczłonkowując ciała, kochanej osoby. Chyba jednak zaczyna mi odwalać w tym pokręconej krainie. Nie mogę usiedzieć na miejscu, muszę pochodzić…    … i na cholerę tutaj przeszłam. Zimno, wietrznie, aż me piersi rozedrgane. Chyba na kogoś czekam. Tylko jak długo? No wreszcie. Idzie do mnie uśmiechnięty i już z daleka wrzeszczy, przepraszając za spóźnienie. Tłumaczy to tym, że dość długo trwało, zanim się upodobnił do męskiego, w każdym aspekcie, niekoniecznie na co dzień widocznym.       Jest coraz bliżej. Wreszcie przy mnie. Przytula mnie, a ja jego. W czasie pocałunku, mamroczę niewyraźnie, dziękując za wspaniały żart słowny, którym mnie obdarzył. Że niby… przerobiony na człowieka. Chichoczę w głos na cały las. On też. Jesteśmy tacy... nieziemsko szczęśliwi. Częstuję go połówką bułki z wątrobianką i po chwili, gnieciemy leśną ściółkę.      Po finalnym zakończeniu, zakładamy odzienia, chociaż nie czujemy się nadzy. Idziemy w kierunku obrzeża lasu. Jesteśmy na skraju. To początek rozłożystej łąki, nakrytej żywym całunem, z różnorodnych kwiatów. Z tyłu promienie słońca, prześwitują przez zielone gałęzie. Widzimy przed sobą nasze wydłużone cienie oraz fruwające na ziemi, ślady ptaków.   A jednak coś zakłóca wspólną sielankę. Zaczyna padać drobny grad. Migoczące drobinki, szybują w naszym kierunku. Czuję stukanie na sobie, w różnych przedziwnych miejscach, a on patrzy na mnie, jakby chciał coś powiedzieć.        
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...