Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

@Gosława Reniu, nie bój się komentować, masz u mnie zawsze pełną swobodę interpretacji. Twoja jest mocna i nie dziwię się, że po takim doświadczeniu moje słowa zaprowadziły Cię w takie skojarzenia. Miałaś rzeczywiście dramatyczny start w macierzyństwo. Lepiej już z anginą? Buziak.

@valeria Cześć, Valerio. Tak, radzenie sobie. To jest taka moja totalna wizja macierzyństwa i przenośnia do stanów, jakie matka odczuwa, gdy wejdzie w świat rodzicielstwa. Serce niby na miejscu, ale już zawsze na zawołanie i myślami z dzieckiem, dużo bardziej podatne na zranienia. A drugie życie, bo to przed się kończy, przychodzi zupełnie nowe. Mimo dramatycznego opisu, macierzyństwo krzepi i wyciąga z nas siły, o których nie miałyśmy pojęcia. Pozdrawiam!

  • GrumpyElf zmienił(a) tytuł na Ja, madre.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

dokładnie tak to odebrałam, pięknie napisane Elfiku. doceniam i tak właśnie sobie wyobrażam tę podróż, której w tym wcieleniu raczej nie podejmę :) ale podobnie to widzę i ... "pamiętam"

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Opublikowano (edytowane)

Bez wątpienia to jest WAŻNY TEKST.

Pokazujesz mi macierzyństwo z każdej istotnej strony. I bardzo świadomie próbujesz dokonać rzeczowego wartościowania.

 

Widać ewidentnie, że starasz się spojrzeć na rolę matki obiektywnie. I w konkluzji jako czytający odczuwam, że jednak te pozytywy są nadrzędne w stosunku do wyrzeczeń, z racjonalnego punktu widzenia – nie ma bowiem nic bardziej wiarygodnego niż miłość do własnego dziecka i jego szczęście.

 

Uważam, że chcesz mi jako czytelnikowi zaaplikować tę świadomość – i ja ci ufam „konsumując” wiersz. Ufam, bo wiarygodnie pokazujesz własny znój, zrogowacenie tkanki biologicznej, ten „porcelanowy słój” kojarzy mi się z porcelanową laleczką, jeżeli masz córkę, to być może jest ona niemal porcelanowym skarbem, który jest kruchy i delikatny, a w środku żyje jakaś cząstka twojego genu – naturalnie utożsamiasz ten gen z sercem – bo to jawny symbol – miłości.

 

„Wyrwanie serca” kojarzy się ewidentnie z przekazaniem jakiejś części samej siebie dziecku - ale i przyjęciem odpowiedzialnej roli rodzicielki.

 

Zdecydowanie najlepszy fragment wiersza to ten, gdzie piszesz o: „siewie”, „rozroście”, „suszy” i „nasyceniu”.

 

Komplementarnie zamykasz tu cały proces wychowania dziecka. Moje skojarzenia:

 

„Siew” - wrażliwa sfera intymności, seksualności, partnerstwa i brzemienności,

 

„rozrost” - wychowanie dziecka, modelowanie charakteru, inwestycja w jego wychowanie,

 

„susza” - natura dojrzewania, kłopoty tożsamości młodego człowieka, ewentualna różnica pokoleń w spojrzeniu na życie,

 

„nasycenie” - radość z posiadania potomstwa, bezpieczna starość, doświadczenie, przyszłe zaplanowane zadowolenie z sukcesów zawodowych dorosłych potomków, - plus - spełnienie osobiste w roli macierzyńskiej – w ogóle. Gwarancja równowagi społecznej i prokreacyjnej.

 

Konkludujesz wszystko po amerykańsku → konfesyjnie – niemal jak Sylwia Plath, przyznając się do niedoskonałości w praktycznej roli wychowawcy, pokazujesz słabości, co dotyczy każdego rodzica, i dlatego, że piszesz o tym bez zahamowań i czerpiesz z tego wewnętrzną siłę – to stawia twój wiersz jako mega wiarygodny.

 

Za co dziękuję. Może jako autor użyłbym w tekście nieco innych zestawień – ale te --> są TYLKO TWOJE, SUBIEKTYWNE, PRAWDZIWE I UROCZE. Gratuluję utworu. Pozdrawiam

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

.

Edytowane przez Tomasz Kucina (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

@valeria Teraz wyjście na miasto to wydarzenie :) Miłych chwil życzę.

@Anna_Sendor Macierzyństwo to mocna rzecz :) Pozdrawiam ciepło, Aniu.

@corival Tak, masz rację. To jest clue i wiele więcej niż w pierwszych dwóch wersach nie powiedziałam, poza końcówką. Układałam sobie słowa w głowie na wiele sposobów, ale za każdym razem wychodziło mi, że muszę tym zacząć. Dzięki za czytanie, Cori :) 

Opublikowano

@Tomasz Kucina Dziękuję Ci za pochylenie się nad tym nielekkim tekstem i za w pełni kompleksowy komentarz, nie pozbawiony empatii i pogłębionych przemyśleń. Chciałam pokazać jak bardzo macierzyństwo odmienia na poziomie niemalże tkankowym, jak nasza "anatomia" uczuć i priorytetów zmienia się nieodwracalnie.

Starałam się uniknąć tonu narzekającego bądź szukającego współczucia dla trudu matki, kompletnie nie w tym rzecz. Z Twoich wrażeń wnioskuję, że być może powiodło mi się. Niesamowite, że przywołałeś Sylvię Plath. Jej los, tak tragiczny i zostawienie za sobą dwójki dzieci, potwierdza, że najpierw jesteśmy kobietą, a później matką i dobrze dbać o wszystkie proporcje życia. Swoją drogą, Plath była szalenie zdolna!

 Z powodu 26 maja pojawiło się dużo różnych wierszy podejmujących temat macierzyństwa, także uczuć w stosunku do matek - niektóre z nich otworzyły mi boleśnie oczy. Poczułam, że mam coś od siebie do dodania. 

Konkluzja jest życiem pisana - doskonałość nie istnieje - uczmy się przytulać w nas to, co niedoskonałe i w tym jest moc, a nawet piękno.

Ojcostwo to też niezwykła przygoda ;) Ściskam, TomAsie. 

Opublikowano (edytowane)

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Proszę. Ta odmiana na skutek macierzyństwa jest wyraźnie zauważalna w odczycie, dlatego wcześniej wspomniałem o naturze twojego wiersza --> o znoju i zrogowaceniu tkanki biologicznej.

 

Anatomia uczuć i priorytetów zmienia się u kobiety chyba dlatego, że kobieta doświadcza innego wymiaru dopełnienia – poprzez macierzyństwo, nie wiem?, jako facet tego nie potrafię poczuć, ale instynkt macierzyński jest chyba faktem potwierdzonym przez naukę.

 

Chciałaś nam o tym opowiedzieć, ja zdaje sobie sprawę, że trudno to nawet samej kobiecie jest wytłumaczyć – nie wiem dlaczego wdałem się w tak drobiazgowe analizy. Za co przepraszam. Dobrze, że nie narzekałaś narratorsko, bo chyba nie ma powodu, skoro tak głębokie zauważasz w sobie metamorfozy jako nam definiujesz i jeszcze w „naturze uczuć i priorytetów” --> to tzn. że ta więź z dzieckiem ma dla ciebie ogromne znaczenie. W zasadzie to jest najważniejsze.

 

Tego nie wiem, i o to nie pytam, po prostu – analizowałem wiersz i doświadczyłem subiektywnych odczuć, uznałem -->że to o czym napisałaś – ma dla ciebie znaczenie, a skoro ma, to znaczy, że: „siew”, „rozrost”, „susza”, „nasycenie”- o których wspominasz w utworze mieszczą się w doświadczeniu intelektualnym i w afektywnych- macierzyńskich gorących relacjach z dzieckiem. Właśnie do takich wniosków doszedłem – po przeczytaniu wiersza.

 

To co do twojego "powodzenia w życiu" --> bo jeżeli chodzi o "powodzenie" w jakości twojego wiersza --> to TAK POTWIERDZAM - POWIODŁO SIĘ - bardzo dobry tekst! 

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

 

Chyba kochasz dziecko i nie żałujesz, że je urodziłaś? Bo tak teraz odnoszę wrażenie → jakbyś chciała mi powiedzieć więcej o – braku powodzenia w życiu? - jakoś nie mogę tego przetrawić w świadomości... Dziecko jest dla ciebie powodem satysfakcji?

 

No S. Plath miała różne ciekawe epizody w życiu, może rzeczywiście akurat jej przykład jest nieco na wyrost. Chodziło mi głównie o „konfesyjność” - która odnosi się do bardziej osobistych uzewnętrznień w poezji, są inni poeci tego bajecznego nurtu: A. Sexton, J. Berryman, D Snodgrass itd. Egzystencjonalni, w poczuciu zagrożenia tożsamości, to jawni promotorzy dekadencji w warsztacie lirycznym. O to bardziej mi chodziło. Wiersz twój jest mega subiektywny z poczuciem zawoalowanego konfliktu wewnętrznego, intelektualizmu, podprogowych analiz, → co zresztą potwierdzasz w tym komentarzu – dlatego ta „konfesyjność” tu mi tak w komparacji zagrała z twoim wierszem.

 

Zgadza się. Niesamowita osobowość, dlatego właśnie dokonałem tego zestawienia. Dla podkreślenia wartości subiektywnego tła twojego wiersza.

 

Rozumiem. Zgadza się też takie teksty tu czytałem, dochodząc do wniosku, że życie jest bardzo skomplikowane. Ale czy to jest wystarczający powód by akurat w Dniu Matki o tym demonstrować? Może i tak, być może, że te stosunki dziecko-rodzic są bywają czasem tak napięte, że potencjalny autor-dziecko – chce w ten sposób uwolnić się od tych demonów. Nie wiem? Nie jestem psychoanalitykiem. W takim bądź razie → twój utwór nie wywołał u mnie takiego wrażenia, dlatego go skomentowałem.

 

Tak. Doskonałość nie istnieje, a życie wytycza własne ścieżki. Niedoskonałość jest normą do własnych udoskonaleń. Może dlatego Stwórca tak nas zaplanował? Ale to postulat sensowny dla ludzi wierzących w Stwórcę, a różnymi ludzie bywają i wszyscy mają prawo do życia we własnych systemach moralności – czasami odmiennych. Dziękuję za urocze doprecyzowanie tekstu. Pozdrawiam Wróżko. Żółwik 

Edytowane przez Tomasz Kucina (wyświetl historię edycji)
Opublikowano (edytowane)

Hej :)  

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Niektórzy za instynkt uważają jedynie chęć posiadania potomstwa, inni wiążą go z oksytocyną. Różnie się na to patrzy. Ja miałam na uwadze nieodwracalną zmianę proporcji i priorytetów, wymiar bardziej psychologiczny, metaforą przeniosłam go na wymiar cielesny. 

 

Tomas, czy ja narzekałam? ;) Nie był to czas stracony - przeczytałam z wdzięcznością i dużym zainteresowaniem. 

 

Zdecydowanie chodziło o wiersz, tylko i wyłącznie. Musiałam niejasno się wysłowić; lubię odpisywać bez zwłoki na komentarze, ale widzę, że jest to obarczone małą precyzją wypowiedzi... Często piszę w pośpiechu i "pomiędzy" - błąd. 

Czy kocham swoje dziecko? Brak powodzenia w życiu? Hmm. A skąd takie nawiązanie, Tomas? Musiałam wprowadzić Cię czymś w błąd, wybacz. Przyznam, że zagubił mnie nieco cytowany powyżej wątek. Ale uspokajam - mam w sobie dużo wdzięczności, spokoju i niedowierzania jak pięknie się dotąd moje życie toczy. 

 

Tak, to subiektywna synteza w oparciu o wizję totalną macierzyństwa. Rzecz jasna, jest w tekście spora dawka dramatyzmu na potrzeby obrazowania. Jednak, gdy rozmawiam ze swoimi bliższymi koleżankami, potrafią się umiejscowić w podobnym widzeniu siebie jako matki - wiadomo - to nie jest perspektywa, z którą każdego dnia wstaje się z łóżka, to taki ekstrakt z bycia matką w szerokim ujęciu. Zresztą w swoim pierwszym komentarzu doskonale to opisałeś. 

 

Myślę, że tak. Ten dzień nie powinien wykluczać żadnych doświadczeń, a nawet być platformą do dzielenia się wszelkimi. W Dzień Matki, poza mamą, dzwonię do paru bliskich osób, które albo mamę straciły, albo są w opłakanych relacjach, to dzień bardzo ciężki dla nich, one również go przeżywają.  

Życzę Ci miłego weekendu :) i DZIĘKUJĘ !!! 

Edytowane przez GrumpyElf (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

@GrumpyElf To żeśmy wszystko sobie wyjaśnili. Czyli mój pierwszy komentarz jak potwierdzasz był bliski twoich wniosków. Ok. Tyle sumiennych przemyśleń z twojej strony w treści i przede wszystkim w komentarzach. Super.

 

Za te wątpliwości w drugim moim dopisku - przepraszam, trochę tak to - odebrałem, że pragniesz wcelować się w pewien dystans do istoty i roli rodzicielstwa i następczo do  relacji matka-dziecko, w samym wierszu nie ma takiego wrażenia, - w komentarzu. Teraz już wiem, że to wynika po prostu z praktycyzmu życia i twojej w pełni obiektywnej oceny macierzyństwa - nieprzerysowanej, nie uwikłanej w parabole w treści merytorycznej wiersza - że tekst miał być jak najbardziej pragmatyczny, zasadniczy, rzeczowy --> i taki w istocie jest. 

 

No dobra, Skarbie, tyle ciekawych spostrzeżeń i wniosków, wystarczy z mojej strony tej rewizji roli kobiety-matki, jako facet nie mam przecież praktyki w tych sprawach, ale jako syn czuję szacunek do roli rodzicielstwa.

 

Na tym już ostatecznie zakończę komentowanie, to będzie komentarz podsumowujący z mojej strony.

 

Arcyciekawy twój wiersz! Ciao 

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Gość Radosław
Opublikowano

Po pobyciu z wierszem. Z pełnym przekonaniem daję serce. Wiele by można pisać o kolejnych odsłonach tego utworu . Zresztą @Tomasz Kucina wniósł już bardzo wiele w tym temacie.

 

Dla mnie bardzo ważny i bliski jest przekaz ostatniej strofy. Uważam, ze  hartowanie swojej niedoskonałości - daje siłę nie tylko rodzicowi, ale również buduje relację i wzmacnia dziecko.

 

Ujęłaś mnie tym co napisałaś ! 

 

Gratuluję wiersza. 

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • MÓJ SZLOCH NAJ!


      Kochać cię to nie był trud
      Nie trzeba było silić się zbyt
      Kochać cię to nie był znój
      Ja piąłem się do twych ud
      A jemu zbyt szybko opadł mit 
      Och, mój ból, ból cud


      Wzięli cię na posterunek
      Nie pytałem, dlaczego, jak
      Nie wołałaś na ratunek
      Nie myślałem dlaczego tak
      Miał cię przez chwilę na wznak
      Och, mój o mój męki szlak


      Wszyscy chłopcy machają
      Próbujesz im w oko wpaść
      Wszyscy chłopcy wołają
      Chcesz czułą chwilę skraść
      Miał cię na liście "Na zaś"
      Och, mój deszczowy płaszcz?


      Kochać cię łatwo przyszło mi
      Lekko też odeszło w dal
      Kochając, byliśmy ciężcy, źli
      Serca były harde od dni
      Mieliśmy się przez parę chwil
      Och, mój ból, twardy jak stal

       


      (Opuszczanie zielonych rękawów)
      WRZESIEŃ, WRZESIEŃ, I CIĄGLE WRZESIEŃ


      Wojna w klęskę zmieniła się
      Traktat jest spisany krwią
      Lecz nie wpadłem im do rąk:
      Przekroczyłem linie swe


      Bardzo chcieli złapać mnie
      Lecz im zbiegłem i jak zbieg
      Żyję tu, w dzielnicy złej,
      Pod przykrywką szpieg


      Musiałem iść, całkiem sam
      I życie porzucić swe
      W szafie zbiór szkieletów mam,
      Lecz nigdy nie znajdziesz gdzie


      Snuję życia wątek, a w nim
      Tam fakt, a tu mit
      Kiedyś miałem imię lecz
      Nieważne to, poszło precz


      Nieważne to
      Nieważne co
      Ponieśliśmy zwycięstwo
      A akt spisano krwią
      Nie wpadłem do ich rąk
      Chodzę po linie Być


      Jest prawda, co ma żyć
      I ta, co ginie w mrok
      Nie wiem, w którą mam iść
      Lecz nieważne to


      Bo twój triumf miał
      Tak miażdżącą moc,
      Że niektórzy z nas
      Myślą, jak zachować choć


      Strzęp kronik o tym, jak
      Odbywamy marny byt swój;
      Beret, znoszony płaszcz
      Łyżkę nóż i stół


      Igrzyska i chleb
      W które gladiator gra
      Kamień, który rzeźbiarz tnie
      Pieśni ku chwale, niech trwa..


      Nasze prawo to wciąż
      Pokój, rozumie, że
      Chociaż strzela mąż
      Żona kule nosi mu


      I wszystko to w duszy mej
      Wyrazy, co obrazem są
      Słodkiej obojętności tej
      (Są tacy, co miłością ją zwą)


      Jej wysokości czczonej w krąg
      Niektórzy mówią na nią Los
      Lecz mieliśmy nazwy, co
      Ciut bardziej intymne są


      Nazwy te co wchodzą w głąb
      I tak prawdziwe są,
      Że dla mnie są krwią
      A dla cieby jak proch


      Nie potrzeba nam
      By uchowały się
      Jest prawda, co żywa jest
      Prawda, co żyje w nas...
      I ta, co umiera bez dram


      Nieważne, z kim
      Nieważne, czym
      Żyję życiem tym
      Które zostawiłem im


      Zabić wciąż jest wrogiem mi,
      I Nienawiść obcą też,
      Chciałem nauczyć się kochać je,
      Lecz całkiem nie wyszło mi


      Raz chciałeś mnie oddać im
      Lecz to nie dziwi mnie -
      Stajesz wciąż po stronie tych,
      Którymi gardzi serce twe


      Twoje serce było o tu
      Tu gdzie rój much masz
      To jest kuweta Twych ust
      A to twoja miska kłamstw


      Dobrze służysz im, wiem
      Lecz nie dziwi mnie to
      Oni to twoja krew
      A Ty - ich z kości kość


      Nieważne, gdzie
      Nieważne, że
      Serwujecie historii bieg
      W pasztecie faktów i kłamstw
      Do was należy świat
      Więc to nieważne i tak


      Nieważny klan
      Nieważny świat
      Żyję pełnią mych lat
      I pełnią każdego dnia
      Przez przestrzeń i czas
      Nie dam ich rozdzielić wam


      Moja kobieta sprzyja mi
      Me dzieci pójdą za mną w noc
      Ich groby bezpieczne są 

      Od horroru takich jak wy
      Od upiorów snów złych


      W głębiach pocałunków ich
      Korzeń mocno wbity mam
      Żyję wciąż pełnią dni
      Które zostawiłem wam


      Zostawiłem igrzyska o chleb
      W których nasz żołnierz grał
      Kamień, który grabarz tnie
      Piosenki, pisane na chwał..


      Lewo ponad prawem, zabawa trwa
      Pokój to wojna, wojna cały czas
      Chociaż strzelam ja
      Kule robi Diabeł w was


      Bo ważne, z kim
      Ważne Iść
      Żyć całym życiem swym
      I nie oddać go za nic
      Ani Berlin, ani Rzym, ani Krym


      Jak ty, co z Zabić zrobiłeś fach
      Chciałem go uczynić kompanem mym
      I nienawiść też, lecz tak chciał traf
      Że całkiem nie wyszło mi


      Raz przedstawiłeś mnie im
      Próbowałeś, bo wiem, że -
      Stajesz wciąż po stronie tych,
      Którymi gardzę.


      Je t'aime,
      L. Cohen


      PACTUS DIABOLICUS


      Znam cud przemienienia w wino wody stągw
      I obrócenia go w wodę znów, więc daj,
      Bym, zasiadłszy do twej uczty w tę noc,
      Wreszcie dostąpił Lucy in the Sky


      Stwórz pakt, gdzie będę mógł złożyć podpis swój
      Jestem wściekły i zmęczony wciąż
      Więc ześlij taki pakt, ten traktat, co na zawsze już
      Zwiąże kochanie me z miłością twą


      Pękł nowy wiek, więc ulica tańcem gra -
      Duszę zaprzedaliśmy, lecz jesteśmy wolni już
      Tylko jedno z nas było naprawdę - ja
      Tak mi przykro, lecz to nie ty, to Twój duch


      Nie powiedziałem słowa, odkąd odeszłaś w dal,
      Którego kłamca by nie powstydził się
      Nie mogę uwierzyć, że idą zakłócenia fal
      Byłaś mą ziemią, mym "przy zdrowych zmysłach jest"
      Byłaś Dedalem moich lat


      Pola wołają - pękł nowy wiek!
      Duszę zaprzedaliśmy, lecz jesteśmy wolni już
      Tylko jedno z nas było naprawdę - ja
      Ty to nie ty, tylko Twój duch


      Tylko jedno z nas było prawdziwe - to byłem ja


      Mówią, że, grzechotnik gorzko żałował za swój grzech
      Zrzucił łuski, by znaleźć, że w środku wciąż wąż jest...
      Ale narodzić się na nowo to w obskurność wejść
      Jad przenika samą ciała treść


      Stwórz pakt, gdzie będę mógł wreszcie złożyć podpis swój
      Jestem ciągle wściekły i zmęczony każdym dniem
      Więc ześlij taki pakt, ten traktat, co na zawsze już
      Przywiąże mnie do miłości Twej 


      Jestem zły i cały czas zmęczony
      Chciałbym, by był traktat albo pakt
      Między tym co ocalono
      Z naszej miłości, z wpisem do akt

      ───

       

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Widziałem człowieka z krwi i kości. Widziałem go, jak się modlił, błogosławił i dławił ością. Widziałem go uśpionego i rozgniewanego. Widziałem go obmywającego nogi i chowającego całe ciało przed światem.   Widziałem człowieka konającego, cierpiącego i obdarowującego innych. Widziałem człowieka miłosiernego.   I wszystko to ujrzałem w jednym spojrzeniu. Wszystko to zobaczyłem w oka mgnieniu, w maleńkim błysku, który spotkałem pewnego dnia na krakowskim rynku.   I zrozumiałem wtedy, że człowiek jest jednym spojrzeniem, jednym mgnieniem, jednym błyskiem, w którym mieszczą się wszystkie modlitwy.          
    • @Łukasz Wiesław Jasiński dzisiaj Havana klub:) dużo latynosów jest, idę z koleżankami na 19 na imprezę:) potańczymy salsę, pośmiejemy się :)
    • Półprawdy, miraże i lub inne pomyłki pamięci, Sytuacje, co naprawdę były, i sen, co żywy. Wszystko to jak koktajl na wieczór samotny, Co ma być reakcją na to, co było lub się nie zdarzyło.   Mitologia cała i zapach jej ciała, ale nie, to nie ona – To zapach żula, co w tramwaju chciał mnie wziąć w ramiona. Pomyłka się we wspomnienia wkrada: I to nie była impreza alkoholowa, tylko sala kinowa. Można se wkręcić różne historie, by ego podbudować, Można być generałem lub gwiazdą, ale... nie można Spać z każdą,   zbyt wielu się człowiek nie spodoba – Zbyt małe zasięgi, a i możliwości też. Zresztą, kto dojedzie na randkę na Guam? Ona nie poderwie każdego, a on nie prześpi się z każdą. Wiejski playboy ma najłatwiej – od obory do stajni, Mała kraina, to i większa spuścizna po nim zostanie.   Wielki świat nęci billboardami i sky line, Marzenia toną w pragnieniach bycia i przeżycia doświadczenia. Mnie urlop męczy, all inclusive nie jest radością, W podróży życie przestaje być celem, Złoty środek to pustka, masa też niewiele zmieni.      
    • Byle tylko spod tej blachy pozoru łatwości ,nie stawiała oporu intelektualnej po wszystkim zagwoztki , autorefleksji -ile mnie to kosztuje de facto.
    • @Poezja to życie minimalistyczny w słowach, a treściowo bogaty tekst!
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...