Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

"Na bulwarach
za miastem wspomnień..."
Luthien Alcarin


Smutny, północny wiatr zdmuchiwał z bulwarów ostatnie promienie czerwonego, sierpniowego słońca. Okruchy baśni nieśmiało chowały się za, łapczywie spijającymi ostatnie tchnienia światła, betonowymi stopniami. Monumentalne schody donikąd powoli okrywały się całunem gwieździstego cienia. Tak gasły bulwary – relikt echa pamięci i niezaszłych spotkań.
Uśpione miasto, pełne wspomnień i utraconych nadziei, zdawało się nie widzieć spieszących na utęsknione spotkanie kochanków. Biednych ofiar miłości, która zaczęła się, zanim czas wyłonił się z chaosu i został ujęty w ramy. Miłości przeklętej już w dniu swych narodzin.
Różni, jak dwa płatki śniegu i podobni, jak dwie krople wody. Jedno przeciwieństwem drugiego, choć oboje ulepieni z tej samej materii. Stworzeni, by się kochać i nienawidzić. Czekali na spotkanie ze sobą, jednocześnie przeklinając siebie nawzajem. Tym razem, mimo sprzeciwu, a może jednak przy zgodzie całego boskiego planu, miało być inaczej. Tym razem biegnąc naprzeciw siebie nie odczuwali lęku. Czuli, że coś się zmieni.
Zwarci w dawno wytęsknionym uścisku nie dostrzegli, że ktoś im się przygląda. Niecierpliwe dłonie łapczywie szukające namiętności i usta spragnione pieszczot przysłoniły ich czujność.
Mały, drobny staruszek w szarej opończy z zaciekawieniem się im przyglądał. Zdawał się niepozorny, choć posiadał wielką moc. Moc, której żadne z nich nie mogło się przeciwstawić. Wiedzieli o tym i gdy spostrzegli go, zamarli w nierozerwalnym uścisku. Jednak staruszek uśmiechnął się łagodnie. Powolnym ruchem ręki wyciągnął z kieszeni niewielką, misternie wykonaną klepsydrę, w której zamiast ziaren piasku zdawały się przesypywać miliardy galaktyk. Lekko mrużąc oczy dotknął wskazującym palcem szkła klepsydry. Wszystko wokół zdawało się zastygnąć w mroźnym uścisku. Cisza była niemal namacalna. Staruszek szeroko uśmiechając się i puszczając figlarnie oko wskazał na malutkie ziarenko i przyłożył palec do ust. Ziarenko kolistymi i coraz mniejszymi ruchami zdawało się przybliżać do nieodwracalnej granicy, by spaść. Wiedzieli, że muszą się śpieszyć. Zbyt długo czekali na to, by się zobaczyć. Zbyt długo błądzili po świecie, szukając miejsca na spotkanie. Miejsca pełnego magii i zapomnienia...
Staruszek przemówił pełnym siły głosem. Powiedział im, że połączą się, gdy ostatnie ziarenko Wszechświata spadnie w dół klepsydry. Z niewypowiedzianym smutkiem stwierdzili, że klepsydra wciąż wydaje się pełna, a ziarenko które pokazał im wcześniej nieuchronnie zbliża do dolnej komory. Czas ich spotkania powoli mijał.
Bo choć Dzień i Noc są ulepione z tej samej, przedwiecznej materii, to póki świat trwa, nawet Ojciec Czas nie może ich trwale połączyć. To potrafi tylko magia chwil skradzionych na sennych, nadwiślańskich bulwarach. I choć oboje w duchu modlili się - ziarenko spadło. Urwane bicie dzwonu i przerwane szczekanie psa wybuchły z siłą eksplozji. Lekkimi falującymi ruchami liść musnął ziemię. Nad światem znów zapanował Czas...

Opublikowano

Lubie takie klimaty, magia, tajemnica i w tym wszystkim całkiem realne , w tym wypadku bulwary nadwislańskie :). To tak jakby każdy z nas mógł otrzeć sie o czary, które istnieją tuż obok. Miniaturka zawiera moment zaskoczenia a ja uwielbiam byc zaskakiwana. Czekam na coś dłuższego, bo narazie robisz smaka :) Pozdrawiam.

Opublikowano

Rzecz ciekawa, jak czasem pojawiają się komenty ludzi, którzy dłubią w poezji i nagle wpadają z uwielbieniem do prazaików. Cóż, tak widaćracja stanu....

Co do tekstu: Rany Boskie, po co tyle przymiotników??? Toż się robi z tego maniera nie do zniesienia. Nieomal, utęsknione... czegoś ty się w czytelni naczytał?

A posłuchaj sam siebie: niecierpliwe dłonie łaczywie.... Wywal z 50% niepotrzebnej emfazy w opisie i wyjdzie cacko. Ale słuchać mnie nie musisz :)

Opublikowano

Przymiotniki zwyczajnie uwielbiam. Czego żem się naczytał?? Ostatnio przeżywam zachwyt "Lolitą" i "Imieniem Róży". Jeśli moje teksty są przeprzymiotnikowane to trudno, bo ja inaczej nie potrafię :) Narazie zostawę to tak, jak jest ale następnym razem postaram sie przyciąć conajmniej 3/4 przymiotników bo tu zciąłem tylko połowę w stosunku do szkicu... A po wycięciu "50% niepotrzebenej emfazy (tu następuje pytanie czym jest emfaza)" nie zostanie tu nic ciekawego. musi być przesadnie i pompatycznie. Miało byc wyraziście, a niektóre emocje musiałybyć przerysowane. Poprostu... Dzięki za wszystkie komenatrze. Nie macie pojęcia ile dla mnie znaczą.

Fan nadprzymiotnikowania emfatycznego - Paweł

Opublikowano

Błędów jest tu całkiem sporo:

"Okruchy baśni nieśmiało chowały się za, łapczywie spijającym ostatnie tchnienia światła, betonowymi stopniami. " - po "za" nie powinno być przecinka, "spijającyMI chyba, bo potem masz liczbę mnogą

"Monumentalne schody do nikąd" - a istnieje słowo "nikąd"? bynajmniej, istnieje tylko "donikąd"

"Biednych ofiar miłości która zaczęła się" - po "która" przecinek

"Różni, jak dwa płatki śniegu i podobni jak dwie krople wody." - po "podobni" przecinek. Mimochodem, bardzo ładne zdanie:)

"Tym, razem mimo sprzeciwu, a może jednak przy zgodzie całego boskiego planu miało być inaczej." - po "tym" bez przecinka. Poza tym wg mnie "boski plan", czyli jakieś pojęcie, nie może wyrażać sprzeciwu czy zgody. To może tylko osoba. Gdyby tam był sam Bóg, to ok. Ale tak, to może być tylko albo "w zgodzie z boskim planem" albo z nim sprzeczne.

"Tym razem biegnąc naprzeciw siebie " - raczej "sobie naprzeciw"

"Niecierpliwe dłonie łapczywie szukające namiętności i usta spragnione pieszczot przysłoniły ich czujność." - straszna maniera.... jak z harlequinu...

"Mały, drobny staruszek w szarej opończy z zaciekawieniem przyglądał się im." - szyk na końcu. "z zaciekawieniem im się przyglądał"

"choć posiadał wielka moc. " - "ą"
"Cisza byłą nieomal namacalna." - na odwrót

"Zbyt długo czekali na to by się zobaczyć." - przed "by" przecinek

"Czas ich spotkania powili mijał. " - powoli

"I choć oboje w duchu modlili się ziarenko spadło. " - przed "ziarenko" przecinek

Poza tym jeszcze w paru miejscach brakuje ci przecinka przed który, która, które...
--------------------------------------

Tekst ma ciekawy nastrój, pomysł z czasem też mi się podoba. Ale jest tu za dużo sformułowań rodem z kiczowatej literatury. "Stworzeni by się kochać i nienawidzić. "... No przecież to jest strasznie oklepane. Kicz się z tego robi. A szkoda, bo parę oryginalnych poetyckich sformułowań też tam jest.

Opublikowano

Co do błedów wierzę - jestem głeboko zaburzonym dyslektykiem i piszę jakotako dzięki wydatnej pomocy Word'a, który jak wiadomo jest zwierzęciem bezdennie głupim. Posiadam świadomość iż częstokroć moje teksty ocierają się o sztampę i kicz, ale estetyka umiarkowanego i kontrolowanego kiczu wydaje mi się niezbędnym elementem mojej bezładnej pisaniny. Dziękuje za wynotowanie błędziorów, a co do kiczu to chętnie popolemizowałbym nad rolą kiczu dla kultury (cały romantyzm bazuje na kiczu). Jeśli ktoś ma ochotę to zostawiam mój nr gg - 5130353. Dziekuje za wnikliwy komentarz bo widzę, że poświęciłaś dużo czasu nawet na literówki.

w pewnym stopniu kiczowaty - Paweł

Opublikowano

Długo sie zastanawiałam, co ci odpowiedzieć...

Przede wszystkim co to jest kicz? Definicji jest pewnie wiele, ja ci powiem swoją. Kicz to wg mnie pewna estetyka, pewne schematy, które bazują na wywoływaniu emocji u widza/czytelnika najłatwiejszą, sprawdzoną drogą. Napiszesz, co złego jest w emocjach. Nic, ale tu chodzi właśnie o ten sposób ich wywoływania. Są to sposoby nieoryginalne, ograne, ale wypróbowane (działają na tzw. przeciętnego czytelnika, bo trafiają w jego przeciętny gust) i dlatego tak chętnie znowu i znowu wykorzystywane.

Innymi słowy to taka estetyka, która podoba się jak największej ilości ludzi, a ponieważ więszość kocha telenowele, a nie czyta Prousta, więc jasne, że to nie może być specjalnie wymagające.

Kicz czerpie naturalnie z kultury wysokiej, i na odwrót. Ale nawet jeśli taki twórca "niskich lotów" weźmie jakiś schemat powiedzmy z Prousta (np. tą przysłowiową magdalenkę) musi to przemielić przez maszynkę do mięsa/kiczu i dac czytelnikowi gotowy produkt, nad którym nie trzeba za bardzo myśleć, który nie wymaga zbyt wiele. To jest gotowy produkt, gotowe emocje. Nie trzeba się nad niczym biedzić, wiadomo, że jak się nakręci Titanic i użyje się tych a tych sprawdzonych chwytów, to widz na 100% będzie ryczał jak bóbr.

Teraz odwrotna sytuacja, keidy tzw. dobra literatura wykorzystuje estetykę kiczu, bawi się nią, parodiuje, wykorzystuje np. schemat romansu, ale nie po to, żeby wywołac te emocje, które taki schemat "gwarantuje", ale w jakims innym celu, żeby czytelnika zaskoczyć, "złamać" ten schemat, wypełnić go nową, oryginalną treścią.

O to moim zdaniem chodzi w postmodernistycznym postulacie zniesienia różnic między kulturą wysoką a niską - czerpać z tej niskiej kultury, ale w twórczy sposób. Piszesz, że czytasz teraz Imię Róży, to właśnie jest dobry przykład - Eco wykorzystuje oklepany schemat kryminału, ale przecież o kryminał tam chodzi chyba najmniej.

Kiedy ty piszesz o "ustach spragnionych pieszczot" to ja tu widzę tylko tę chęć wywołania u czytelnika właśnie tych najprostszych emocji po najmniejszej linii oporu. Bez wysilenia się na coś, co mogłoby np. wywołac mieszane uczucia, a nie tak jednoznaczne, cos oryginalniejszego, a więc i trudniejszego dla czytelnika. Wtedy to się nie spodoba każdemu, ale to ryzyko warto podjąć.

Ale to jest twoje pisanie, ja wyraziłam na ten temat swoje zdanie, po prostu lubię literaturę, która mnie zmusza do wysiłku a zarazem bawi (tez nie czytałam Prousta:).

Dzięki za zaproszenie do dyskusji i pozdrawiam,

Opublikowano

Co do Prousta nieźle się go czyta, ale nie przeżyłem nim egzaltacji. Miniaturka ta MIAŁA być kiczowata, oparta na zdawałoby się oklepanym schemacie romantycznego spotkania. Kuriozalna, zdawałoby się, schematycznośc charakterystyczna dla tanich romansideł, pomogła mi stworzyć (być może nieudolnie) to co zamierzałem, a mnianowicie pewien efekt niedomówienia tożsamości bohaterów.

Kicz jest formą sztuki, i to wcale nie najgorszą. wiekszości ludzi kicz kojarzy się ze sztuka komercyjną, nastawiona na łatwy odbiór, dużą sprzedaż i ubóstwo duchowe. Kicz to nie tylko koszmarki kojarzące się z Harlequinem, pieskiem z kiwajacą główką leżącym z tyłu samochodów, czy figurką hawajskiej dziewczyny w spódniczce z trawy rytmicznie poruszającej biodrami. Od zawsze dzieła uznawane za kicz, bohomazy lub tandetę stawały się pomnikowymi twory epoki. Wspomnieć wystarczy komedie greckie, van Gogha, Szekspira, Moliera... Jestem w stanie zaryzykować stwierdzenie że najbardziej zapamientanym dziełem epoki zostanie coś co uznamy obecenie za synonim słowa kicz i tandeta. Elvis Presley nie miał świadomości kiczowatości swych cekinoociekających strojów. I mimo całej banalnosci jego piosenek, tandetności wszystkich koszmarków w których zagrał, jego kaczokuprzej fryzurki i szregu innych fatalnych dodatków lubię jego niski głos i muzykę. Lubię Gałczynskiego, mimo że wiersze pisał głównie dla zaspokojenia potrzeb alkoholowych.
Lubię Harreg Pottera mimo że bazuje na pomysłach starych jak świat. lPdoba mi się jego pretensjonalnośc i przewidywalnośc. O wiele jest mi bliższa niż wydumane dzieła niedorobionych noblistów. Kicz jest ważny i potrzebny, choćby po to, żeby zamiast ogladać z dziewczyną wspaniałe kino Felliniego móc obejrzec tandetne "Love Story" i wykrzyknac "nareszcie" gdy bohaterka umrze.

Kicz jest lekkostarwną formą sztuki i nic tego nie zmieni. Nie nalezy się jednak od niego stanowczo odcinać. Jest tak samow ważny jak tak zwana i pisana w dużym cudzysłowie "kultura wysoka". Stanowczo wolę pisać kiczowate wypociny, niz najwyższą kwintesencję sztuki która poza kilkoma maniakami doceni jakis nieudolny stetryczały krytyk.

Paweł

Opublikowano

A co do kiczu i tandety obejrzałem własnie teledysk do piosenki Amerika Rammsteina. Wunderbar po prostu. Tandeta goni tandete uzyskując wspaniały efekt. Polecam

Zbehemociały Paweł

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Bożena De-Tre Dzisiaj w nastroju na blusik, chociaż jazz też bardzo lubię. Chyba, że coś "zmierzłego" dla ucha sobie zapodam...Kurta Weilla może...

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      Oglądaj, komentuj i krytykuj...zabronić Ci tego przywileju w stanie nie jestem (ale jak będziesz zbyt wredna to Cię odeślę wraz z dedykacją do jednego z moich, specjalnie stworzonych na taką właśnie okazje, dzieł absolutnych z serii "wiem lepiej" ....żebyś tylko mi się na poziom V nie załapała....straszna wulgara...uffff...) Doszedłem do wniosku, że do pracy nad dalszymi rozdziałami muszę się bardziej gruntownie przygotować. Tak więc zacznę od lektury Twoich książek...którą na początek? (tak, żeby się zachęcić, albo nie zniechęcić ) "Ludzie w biegu" czy "Na krańcach klawiatury"? Szczerze mówiąc tytuł pierwszej już mnie drażni...nie lubię pośpiechu, to raz... a dwa, do gatunku ludzkiego nabawiłem się swojego rodzaju alergii ...ale nie oceniamy książki po tytule...czy jakoś tak Zakładam, że jakieś "wystąpienia publiczne", związane chociażby z promowaniem wydanych przez Ciebie książek, już zaliczyłaś...o co Cię głównie ludzie/fani pytają? (muszę się zapytać, żeby nie dublować tematów w mojej biografii ... w sensie Twojej ) Tak to bywa, że na dnie doliny jest znacznie lepiej na samej górze...człowiek nie rzuca się w oczy,co pozwala na zachowanie własnego ja (w miarę możliwości rzecz jasna, trzeba jeszcze brać pod uwagę presje środowiska pozostałych "doliniarzy" ),  doskonale widać co się dzieje na szczycie , a i upadek mniej boli (przewalając się z doliny w dolinę jeszcze nikt chyba krzywdy sobie nie zrobił ). Dobrej nocy P.S. Bodetré i futbol.....???? ...armagedon się iści....
    • Nieruchomieją w apatycznej formie lirycznej i zastygają w obłokach niedomówień tracą powoli barwy tuląc szarość minionych snów na koniec milkną w dokolnej ciszy prosząc zegary o jeszcze jedną chwilę nasączoną szeptem niewypowiedzianych słów.   Autor fotografii: Mirela Lewandowska  

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • @Gosława piękna, zmysłowa liryka o charakterze intymnym, traktująca o głębokim przeżyciu cielesnym i emocjonalnym. Podoba mi się motyw czereśni- ten ich soczysty smak i cudny kolor nadają  ciekawej barwy wersom. Natomist ta zieleń jest dopełnieniem całości obrazu , który tak pięknie pieści wzrokiem...
    • @violetta

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • Tekst powtórkowy?     Na cholerę tutaj przyszłam. Zimno, wietrznie, aż me piersi rozedrgane nieco. Dobrze chociaż, że las niczego sobie. Żeby jeszcze drzew nie było. Zasłaniają widok. No nic. Muszę wyciągnąć bułkę z wątrobianką. Uwielbiam. Tym bardziej, że zgłodniałam trochę. Coś mnie w to miejsce sprowadziło… ale co? Przeczucie lub jakieś inne pieprzone zjawisko, którego pojąć nie mogę.    Zgryzam. A niech to. Za raptownie przedziałek dupki nadusiłam i część nadzienia, gęsto szybuje na ściółkę leśną. Dziwna jakaś… materiałowa. Wiem, bo dłonią pomacałam. Muszę wytrzeć papierkiem, bo plama będzie. Dobrze, że nie wierzę w krasnoludki, bo jeszcze by łydki pogryzły, gdyby dostały szarą masą po kapeluszach. Durnowata ja. Najlepszy apetyt, poszedł się…    … a to co? Budka z piwem? Chyba nie, gdyż dziwna jakaś. I skąd nagle tu, po oczach daje. Ciekawe, czy pomoże? Słyszę, jakby za mgłą, że niby tak. Co tak? Może ćwierka ptak? Na dodatek najbliższe drzewa wokół, nabierają błękitnego koloru, a drzwi w owym czymś, samoczynnie otwarte na żółto. Czyżby chatka chciała, żebym tam wlazła. Takiego! Nigdy w życiu – nagle wrzeszczę na całe knieje, pokazując wejściu środkowy palec…    … tylko nie mój. Skąd to obrzydlistwo w dłoni. Inny jakiś. Jakby nie z tego świata. Nawet nie wiem, czy to faktycznie palec. Jedno jest raczej pewne… wskazuje kierunek, a ja nie mogę nie chcieć, wbrew sobie. Na dokładkę w drzwiach chatki, widzę moją matkę. Kiwa do mnie uśmiechnięta i zaprasza na ulubiony obiad. Tak jak kiedyś, gdy byłam małą dziewczynką. Oj nieładnie, brzydko wprost. Ktoś mi gra na emocjach. Chce zwabić, bym tam weszła. Znowu pokazuje, tym razem swój i co…    … i wchodzę, do wewnątrz, niczym bydlę na rzeź. Od razu lepiej – stwierdzam sarkastycznie – drzewa nie zasłaniają. A dlaczego – myślę jak umiem – bo ich nie ma. Oddycham z ulgą. Potrafię jako tako logicznie rozpatrywać w tej krainie, w której nagle zaistniałam.. Dobrze, że zapasowa bułka z wątrobianką jest ze mną w potrzebie. Symbol więzi z tamtym lasem, by nie zgłupieć zupełnie. Tak daleko, że już nie ma powrotu. Dopiero teraz popatruje wokół, co jest, a czego nie ma.    Niestety, mózg nieprzystosowany. Widzi wszystko po raz pierwszy w życiu, ale tak naprawdę, łącznie ze składowymi obiektów, czy czegoś tam. Nie potrafi przerobić na rozpoznawalne obrazy. Brakuje mu punktów odniesienia. Jestem jak ten niemowlak. Dostrzegam jakieś zamazane kształty. Widzę po ludzku, tylko żaden z tego pożytek, w tym obcym świecie.    Jedyne co rozpoznaje, to swoją twarz w lusterku – nie pamiętam żebym brała – dalsze ciało, bułkę i wspomnianą wątrobiankę. Dobre i to. Jak to… ciało? Kurdę, jestem naga, do ostatniego szczegółu. Na domiar złego, czuję wokół… obecności. Tylko tak mogę to określić. Najbardziej jedną. W ten sposób, że aż ciało moje, drży i wcale to nie jest, takie znowu nieprzyjemne. Zaczynam iść przed siebie…     … kolejna ciekawostka. Widzę, że idę pod górę… lecz nogi, mówią wyraźnie, że schodzę w dół. Muszę wstrzymywać kroki, by nie zjechać po tyłku. Taka sprzeczność, jest trochę męcząca dla mózgu. Nagle całkiem niespodziewanie, dostrzegam siebie, przy… przystojnym kształcie, w ludzkim pojęciu. Obiekty wokół nabierają jakiegoś sensu, lecz mam dziwne wrażenie, że nie zabawię tu dostatecznie długo, by rozpoznać do końca. Siedzenie, sprawia mi coraz większą trudność. Mam ścierpnięte ciało. Słyszę – odpręż się. To sama wiem. Jakie siedzenie? Gdzie? Przecież chodzę tu, lecz nagle przystaje. Normalnie mnie zatyka...       … i odtyka, gdyż ów przystojny kształt – o matko – urywa mi głowę. Zaczyna pieścić i jakby całować, tylko czym. Zamazany cholerny kształcie, pokaż wreszcie swoje oblicze. Nienawidzę cię. No nie, nie mogę powiedzieć, to całkiem przyjemne nawet. Aż mnie nawiedzają spazmy rozkoszy. Chociaż z drugiej strony, jak on śmie. Bez mojej zgody. Jaki on? Może ona? Pieprzone ufoludki. Co to w ogóle jest?     Czuję dokładnie, jego wyczyny z bliźniaczą głową. A jednak doznania więcej, niż boskie. Teraz wyrywa nogi z tułowia. Tej drugiej ja, oczywiście. Pieści me uda. Najpierw jedno, później drugie. No nie. Tylko nie to, co pomiędzy nimi, proszę. A jednak, wyszarpnął paskud jeden. Coś tam gmera, grzebie, wkłada. Cholernie przyjemnie. Odrywa moje piersi. Czule miętosi… i nagle koniec…       … raczej nie. Kolejna niespodzianka. Tamta druga ja, znika. Czuję teraz na całym ciele, delikatne stukanie. Co to znowu za cuda? I tak samo jak poprzednio, nagle mnie olśniewa. To mowa dotykowa. W zależności od tego, gdzie przypada ukłucie, znaczy inny… wyraz… lub literkę… myśląc po ludzku…     … bo tylko tak mogę myśleć, lecz zaczynam nieco rozumieć, co ów przystojny kształt chce przekazać. Czuję się cholernie… zakochana. A niech to, co za banał na obcej planecie chyba? Kształt… we mnie też zakochany. Zakochany? Co ja pieprzę za farmazony. Doprawdy, fajne tu się kochają, rozczłonkowując ciała, kochanej osoby. Chyba jednak zaczyna mi odwalać w tym pokręconej krainie. Nie mogę usiedzieć na miejscu, muszę pochodzić…    … i na cholerę tutaj przeszłam. Zimno, wietrznie, aż me piersi rozedrgane. Chyba na kogoś czekam. Tylko jak długo? No wreszcie. Idzie do mnie uśmiechnięty i już z daleka wrzeszczy, przepraszając za spóźnienie. Tłumaczy to tym, że dość długo trwało, zanim się upodobnił do męskiego, w każdym aspekcie, niekoniecznie na co dzień widocznym.       Jest coraz bliżej. Wreszcie przy mnie. Przytula mnie, a ja jego. W czasie pocałunku, mamroczę niewyraźnie, dziękując za wspaniały żart słowny, którym mnie obdarzył. Że niby… przerobiony na człowieka. Chichoczę w głos na cały las. On też. Jesteśmy tacy... nieziemsko szczęśliwi. Częstuję go połówką bułki z wątrobianką i po chwili, gnieciemy leśną ściółkę.      Po finalnym zakończeniu, zakładamy odzienia, chociaż nie czujemy się nadzy. Idziemy w kierunku obrzeża lasu. Jesteśmy na skraju. To początek rozłożystej łąki, nakrytej żywym całunem, z różnorodnych kwiatów. Z tyłu promienie słońca, prześwitują przez zielone gałęzie. Widzimy przed sobą nasze wydłużone cienie oraz fruwające na ziemi, ślady ptaków.   A jednak coś zakłóca wspólną sielankę. Zaczyna padać drobny grad. Migoczące drobinki, szybują w naszym kierunku. Czuję stukanie na sobie, w różnych przedziwnych miejscach, a on patrzy na mnie, jakby chciał coś powiedzieć.        
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...