Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano (edytowane)

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Według nas nikogo, ale sąsiedzi mogą być innego zdania, zobacz Sahryń, Gincziszki. Na Ukrainie tez coś tam mamy na sumieniu, toż to Jarema rozkazał, żeby zbuntowanych chłopów powiesić, ale to Sienkiewicz, więc się pewnie nie liczy.   

Pozdrawiam. 

Edytowane przez Marek.zak1 (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

@OloBolo fajne, ważny temat poruszyłeś ... tylko Olo, ciężko mi się wczuć w atmosferę gdy z boczku "wyziera" Twoja śmieszna fotka - te ogórki "wykończo mię" kiedyś ;) 

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

uwielbiam! :)

Opublikowano

@emwoo była tu kiedyś fotka Jacka  , ale okazało się  , że  fotek cudzych twarzy, bez ich pozwolenia , zamieszczać nie można . Jack Nicholson zgody nie wyraził .  jest tu więc moja fotka ze SPa

@emwoo ten Twój avatarek to Twój ? 

 

 

jeśli tak to Hrabinę mi  troszeczkę przypomina 

Opublikowano

@Marek.zak1

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Czyżby Sahyń nie leżał na lini frontu walk z UPA? Owszem doszło do ludobójstwa, ale po tym, gdy to Ukraińcy sami zaproponowali taki język międzysąsiedzki. Nie usprawiedliwiam mordu, bo ten był z polskiej inicjatywy, ale był on skutkiem spirali przemocy jakiej my nie rozkręciliśmy i z powodu różnych okoliczności zachowywaliśmy się defensywnie. A do Jeremy, przykład ten mało trafny, bo rzeczony sam nosił ukraińskie imię był z kniaziów miejscowych i był to raczej rozrachunki między miejscowymi, tymi, którzy byli nastawieni pro i anty wobec Rzeczypospolitej. Do tego obracanie się w kozaków ludzi, których dzisiaj powierzchownie moglibyśmy uznać za przedstawicieli polskiego wynosi było częste. Nas problem to usilne wprowadzanie zachodnioeuropejskiej metodologii dziejów, podczas gdy realia i doświadczenia historyczne naszej części Europy słabo się mają do tego, co przeszedł Zachód. 

  • 3 tygodnie później...

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •     Zaczął duchowo przygotowywać się na skok stulecia, jego głowę wypełniły podniecające scenariusze, o tyle słodsze, o ile dyskretniejsze i głębiej pochowane gdzieś w dziecięcym światku. Karol postawił mur fabryki między sobą a światem dorosłym, tylko po to, żeby móc go własnoręcznie zburzyć, z pozdzieranymi knykciami, obscenicznie przywitać starszych w ich własnym salonie. Myśli te mąciły nastoletnią głowę - jedząc obiad, kończył powtarzać swój rozpoznawczy obchód, w szkolnej ławce szukał najłatwiejszego punktu wejścia (tam fabrykę odznaczał jedynie smukły komin, sterczący na planie osiedla jak kulfon radzieckiego urbanisty) .

          Kiedy przeczołgiwał się pod ogrodzeniem, na początku przenosząc na drugą stronę samą głowę, potem powoli wciągając tors, rozgrzewał wokół siebie przymrozek poranka, ostatecznie wypychając się w całości na drugą stronę falowanej blachy. Karol rozprostował nogi, otrzepał pył ze spodni, a wraz z nim, na placu powstała nowa siła - magnetyzm tego miejsca przestał zdawać się siłą przyciągającą tutaj chłopczyka, wsiąknął w niego samego, jego wibracje czuć można było w rozchodzącym się cieple, w lekkim, elektrycznym, brzęczeniu w uszach, w malutkich wibracjach każdej tkanki, możliwych do wyczucia przy wystarczającym skupieniu (pobudzone w tym momencie krążenie zdało się Karolowi czymś o wiele magiczniejszym), co wszystko składało się na poczucie młodzieńczego zrywu wcześniej jedenastolatkowi nieznanego. Prawie że najniższy w swojej klasie, uczeń piątej klasy szkoły podstawowej zdał się tutaj nadczłowiekiem, członkiem kasty wydzielonej zarówno od dzieci jak i dorosłych, wszystkich trwających w ohydnym bezruchu i bezwiedzy, jednych, pchanych ospale przez życie zwierzęcością, drugich, swoją metafizyką. Drugą siłą, która musiała opanować każdego Ubermenscha, był strach. Jawił się pod postacią lekkiego bólu czy nudności, gdzieś pomiędzy brzuchem a plecami, oznaczał dziwne zatwardzenie w gardle, i szybszy pęd myśli, w tym momencie zdających się jakby zwolnieniem śluz na długo wypełnianym zbiorniku dojrzałości. 

          Pierwszy krok osłupił Karola, jego powaga prowadziła jedynie do strachu - nie dlatego, że był to krok przełomowy, ale dlatego, że jego ciężki, zimowy but z hałasem dotłukł już wcześniej potłuczone szkło. Zaspany gołąb sfrunął gdzieś z wysoka. Post-sowiecki panoptykon wrócił jeszcze na chwilę do włamywacza, tym razem z parą oczu w każdym sąsiednim oknie, co teraz Karol uznał za niezasługujące na krztę jego uwagi. Następny krok był już wartki, jego impet był obietnicą następnego, a następny obietnicą dalszych i dalszych. Elewacja rosła i rosła, aż stanęła na wyciągnięcie ręki. Mały dziewięciolatek w biało-złotej albie instynktownie zadarł w tym momencie głowę do góry, a kościelna wieża, rozsypała się pod jego błyszczącymi bucikami na suchy, ceglany pył. W pobliżu rozległo się bicie dzwonów. Ósma rano. Jakby to był jego sygnał, Karol postawił pierwszą nogę w miejscu wyłamanego okna, i sam nie wiedząc kiedy, znalazł siebie w pustej, industrialnej hali.

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...