Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano


dla dobra niebytu mojego - pamiętaj
za żadne skarby nie ufaj oczom
na pokuszenie wodzą rozsądek
gdy się niebiesko migdalą z tęsknotą

cokolwiek widzieć ci rozkazały
uśmiech mój smutny z oddali - nieprawda
a ta koszula w pasie związana
przysięgam - nie mam jej już od dawna

uwierz na słowo jak wierzysz sobie
że nie mój cień się lał na chodniku
a oczy ukarz za podłe łgarstwo
nie pozwól kłamcom wyschnąć do świtu

Opublikowano

Problem pogłębia się wtedy, kiedy okłamywana osoba usilnie pragnie wierzyć w jawne kłamstwo.

Pięknie dziękuję, pozdrawiam Cię również!

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Tak się zdarza. Ale jak wtedy wierzyć w te dobre intencje?

Opublikowano

Wiersz ciekawy, ale chyba nie powstrzyma mnie, żeby w oczy nie spojrzeć,

bo to jednak tam ukrywa się sedno. A propos kłamstwa - jedno małe, ale ciekawe "kłamstewko' jest też w wierszu,

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

które wymownie "podkreśla" tę niewiarygodność oczu. Świetnie ująłeś to "migdalenie" (i kolor) z niebieską naiwnością.

Od siebie dodam, że ten kolorek często przybiera nawet różową barwę ;)

Pozdrawiam.

Opublikowano

@jan_komułzykant

Oto mi właśnie chodziło, by podmiot liryczny nieco wykpił naiwność tych oczu, by za to, co widzą, zrzucił winę na pobudki, jakimi się kierowały - tęsknotę i rozmarzenie.

Dzięki wielkie! Pozdrawiam!

Gość Radosław
Opublikowano

 

Uczucia + zmysły = mieszanka wybuchowa. 

Plastyczny obraz na długi wieczór. 

 

Pozdrawiam i gratuluję wiersza. 

Gość Franek K
Opublikowano

Dobry tekst. Przypomniał mi tę piosenkę G. Łobaszewskiej:

 

 

Opublikowano

@Sylwester_Lasota Żyjemy w czasach, w których nawet prawda jest względna. Przywyknij

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

@Marek.zak1 Czy nie wszyscy - tego zweryfikować się nie da. Na hasło "kto nigdy nie skłamał, niech pierwszy rzuci kamieniem" raczej się do tego kamienia nikt nie będzie od razu wyrywał. Zawsze coś tam się znajdzie. Choćby zatajenie prawdy - to też w pewnym sensie kłamstwo.

Bardzo dziękuję za odwiedziny!

@bazgrolamentoo No! Albo kłamstwo dla dobra drugiej osoby - to też loteria, bo nigdy do końca nie wiadomo, czy okłamywany nie poczuje się tym jednak skrzywdzony.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Migrena Nie wiem o sniło się Violi Arvensis, ale tekst jest neisamowity!
    • @Jacek_Suchowicz tylko dokąd tak biegniemy? @Berenika97 Pięknie napisałaś. Dziękuję. @Nata_Kruk Dziekuję @Charismafilos Dzięki za dostrzeżenie.
    • @KOBIETA    Perłowo :))  

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      Ale bym to namalował! piękny obraz   Super wiersz ci wyszedł :))          
    • Noc gęsta jak smoła przykleja się do skóry. Światła tną ją wąskimi ostrzami, asfalt trzyma kierunek. Wszystko jest pod kontrolą. Nagle korek. Kilka aut wbitych w drogę jak zęby. Ludzie stoją. Patrzą. Na środku jezdni leży mężczyzna. Wielki. W czerni. Jakby noc zgubiła własny ciężar. Podchodzę. Czuć gorzki oddech starej piwnicy i spokój mięsa, które przestało walczyć. Narasta we mnie złość - że leży, że blokuje, że wszyscy tylko patrzą. Ich oczy odbijają moje światła awaryjne. Nikt nie mruga. Pozwalają mi zostać mordercą. Chwytam go. Jest ciężki jak mokre mięso. Ciągnę w stronę rowu, do czarnej wody. Głowa bezwładnie uderza o asfalt. Przez chwilę mam wrażenie, lże to ja zostawiam ślad na asfalcie, nie on. Asfalt pod stopami mięknie, jakby droga chciała wchłonąć nas oboje. Rów - otwarte usta nocy, żujace powoli. Popycham. Plusk jest krótki, głuchy. Na sekundę wydaje mi się, że jeszcze mogę cofnąć ręce. Woda zamyka się nad nim bez wahania. Dłonie mi drżą, ale nie z zimna. Z satysfakcji, że droga znów jest gładka. Wracam. Wsiadam. Silnik zapala od razu. Krzyk przecina powietrze. On się topi ! W lusterku półkole ludzi - martwa natura z przerażenia. Nikt się nie rusza. Wracam. Wchodzę w rów. Woda jest lodowata, czysta aż do okrucieństwa. Widzę jego twarz pod wodą. Otwarte usta. Uciekające powietrze. Myśl jest prosta: właśnie go zabiłam. Chwytam go, spodziewam się ciężaru. Nie ma ciężaru. Jest lekki. Nienaturalnie. Jakby cały jego ciężar należał tylko do mnie. Był lżejszy od mojego oddechu. Jakby ciężar należał do drogi, nie do ciała. Wyciągałam z wody nie człowieka, tylko własny  grzech, który przestał się bronić. Wyciągam go jednym ruchem. Czerń ubrań jaśnieje, rozpływa się w blady róż, w kolor żywego mięsa. W moich dłoniach leży nie ciało, lecz cały ocean nocy, w którym toną moje własne krzyki i zapachy winy, a każdy plusk jest oddechem ciemności, która mnie połknęła zanim zdążyłam się zorientować. On oddycha. Otwiera oczy. Patrzy na mnie tak, jakby wiedział, że to ja byłam zimnem. Jakby wiedział, czyją krwią oddycha. Rozumiem, że to nie jego wyciągałam z wody. A jednak woda wciąż trzymała czyiś ciężar. Dzwoni budzik. Budzę się z wrażeniem, że coś we mnie wciąż leży pod powierzchnią. Dotykam prześcieradła. Jest suche. Ale moje dłonie wciąż pachną rzęsą i żelazem. Kiedy zamykam oczy, woda znów robi się gładka. Jakby nic nigdy z niej nie wyciągnięto. Jakby rów był pusty. Bo ja wciąż stoję w środku.        
    • @KOBIETA Yhm. Jest WIERSZ, gratuluję.
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...