nie mogę oddychać
wracasz w zapachu ubrań
wypełzasz ze ścian
odpływam w białą niepamięć
gonisz mnie kacem nad ranem
kochałeś mnie
bić w dzień gwałcić nocą
boję się oddychać
demony tu są
biała królowa
nic nie poradzi
cierpię do końca
bez końca
nie mogę oddychać
wracasz w zapachu ubrań
wypełzasz ze ścian
odpływam w białą niepamięć
gonisz mnie kacem nad ranem
kochałeś mnie
bić w dzień gwałcić nocą
boję się oddychać
demony tu są
biała królowa
nic nie poradzi
cierpię do końca
bez końca
nie mogę oddychać
nie da się żyć
wracasz w zapachu ubrań
wypełzasz ze ścian
odpływam w białą niepamięć
gonisz mnie kacem nad ranem
kochałeś mnie
by bić w dzień i gwałcić nocą
boję się oddychać
bo demony tu są
biała królowa nic nie poradzi
często u mnie jest
cierpię do końca
bez końca
ostatnia litera
analfabetyzmu
owianego
w uciekające z wiatrem
myśli,
logika zacierająca
swoje granice
ku wieczności
gnające
z westchnieniem ostatniego
wzlotu płuc
na wysokość tego
czemu można tylko podołać
dolina
litera spięcia par
jak bez wiązek
przeciek
ku nowemu życiu
braku tchnienia
by żyć
tu i teraz
na tę chwilę jedną
szczyt
i ta która łączy te dni
ona równiną jest
łączącą w pary
życie i śmierć
Przez Waldemar_Talar_Talar, w Warsztat - gdy utwór nie całkiem gotowy