na skraju życia z rozbitą głową
majaczy postać człowiecza
czerwone zorze choć jeszcze płoną
mroczna otwiera się przepaść
przebite serce ręce związane
i oczu światło wygasłe
ma na sumieniu otwartą ranę
wargi przeszyte ma hasłem
chociaż się chwieje to jeszcze kroczy
upiorna postać człowiecza
nadstawia ucha wytrzeszcza oczy
a przepaść woła i czeka
podąża za nią tłum niezmierzony
całkiem podobnych postaci
chociaż niejeden był tam rozsądny
jednak sens ogól zatracił
nikt już nie krzyczy że przecież musi
skończyć globalną się klęską
skalkulowane przez chorych ludzi
nowe powszechne szaleństwo
nikt się nie waży zaprotestować
bo przecież nic to nie zmieni
więc do przepaści skraju podąża
wolno bezwolny tłum cieni
kołyszą ciała na wątłych nogach
razem to w lewo to w prawo
choć rozpadają się marne truchła
wieczność jest dla nich zabawą
a ten co rzucił się do przepaści
głośnym zaniósł się śmiechem
on przecież życia wcale nie stracił
bo nie był żywym człowiekiem
Rekomendowane odpowiedzi