Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Wojenka cieni na planszy


Gramy, choć dusza chce uciec
W stronę jasności swych dzieł
Tam iskrzy się nam zła koniec
I obok lśni się AK wilczy kieł 
Ale róży wbito bolesny kolec


Światłość budziła skowronki 
Ubrudzone nadzieją Nazaretu 
Płaczące rosą samej patronki
Marną tą łzą świętych baletu 
Lecz ktoś przewrócił im pionki

 
Plansza nie będzie ubogacona 
Różowi i żółci na niej niepożyją 
Bo myśl została potwierdzona 
I wcale jej już dzisiaj nie ukryją 
Jakość uczynku to niedoceniona  

 
Płonie świat, krzywda krzyczy 
Wydzierają się rany siłą bólu 
Idzie już kat, ludzkość mroczy
Ochroń mnie niebieska matulu! 
Bo świat Jezusowi tu gasi oczy  


Czy patrzeć mamy, jak Ci ślepcy? 
Oczami zmierzchów i rachunków
Czy z bólem pójdziesz do pracy? 
Jak obrońca ów świata baranków 
Gdy wolność dotykała was rodacy!


Odejdź zamieci na dystans dnia 
W cieniu skryj złowieszcze moce
Klątwa rozbiła wrogów skarania 
A noc granat zamienia w karoce 
By nie spóźniać się na spotkania

 
Kolorowe nie nadejdą przyszłości 
Lecz w rozliczeniach prawa i woli 
Nie sposób usunąć owej miłości 
Więc idziemy, jedziemy tam powoli 
I bronimy się wszelaką silą zdolności 


Autor: Dawid Rzeszutek

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Z pierwszymi trzema zwrotkami, ich symboliką mam trudności.., bo odnosza się prawdopodobnie do konkretnych wydarzeń historycznych, ale od czwartej zwrotki przekaz staje sie dla mnie bardziej unwersalny i wzmacnia swoje działanie. Ostatnią zwrotką jestem zachwycona, szczególnie tym pięknie sformułowanym dwuwersem:

 

Lecz w rozliczeniach prawa i woli 
Nie sposób usunąć owej miłości 

 

Bardzo mnie ta wypowiedź buduje :) Pozdrawiam!

Opublikowano

@duszka Witaj!

 

Przepraszam, że piszę dopiero dzisiaj, ale czas to pojęcie głęboko względne i ostatnio "względnie" go nie miałem.

Jak zwykle trafiasz w sens, co oznacza, że zmysłu intuicji nie utraciłaś. Dlaczego poruszam kwestię intuicji? Ponieważ w mojej poezji jest sporo niewiadomych, które budują podstawy orientacji i bez nich odczytanie znaczenia poszczególnych elementów jest bardzo trudne. Zdarza się, że ludzie piszą, że coś nie ma sensu w moim tekście, a ja wtedy wyciągam jakiś szczegół, który jest zbyt mały do dostrzeżenia podczas szybkiego przelecenia wiersza, a jednak jest/ lub bywa gruntownym argumentem przeciw oskarżeniom. Podobnie jest w związku z tym tekstem. 

W kwestii trzech pierwszych zwrotek to niestety nie są odniesieniami do wydarzeń historycznych, chociaż może nić sensu udałoby się dobrać taką, że po przewleczeniu jej przez filary treści, byłoby to możliwe. Czasem pisząc, sam zastanawiam się nad tym, co napisałem. Szczególnie gdy pisze spontanicznie i umysł poddany odruchom literackim niemal, jak ciało w konwulsji pośmiertnej - gdzie brak jest życia w ciele, dusza już w niebie, a jednak potrafią takie dzikie odruchy stracha(reakcji) nieświadomym ich np. młodym koronerom, napędzić. Tu  trochę odleciałem, bo porównuję odbiorców mojej poezji do koronerów badających martwe ciała, przeprowadzających obdukcję, heh, ale jest pewna rzecz względnie podobna i ważna - tak jak ciało, tak i wiersz trzeba przebadać tak jak koroner robi to z martwym ciałem. Podobnie jest w tym wierszu. Spontaniczność porównana do konwulsji pośmiertnych staje się pewnym symbolem. Piszę, będąc świadomy, ale rolę rozumu przejmują odruchy, które w sposób specyficzny potrafią budować treść. Jest tak, że podświadomość daje wachlarz barw - słów, ich ze sobą różnych form związków, a spontaniczność zamknięta w obrębie zasad językowych i im poddana, konstruuje treści, ale też trauma życia może stać się elektryfikującą siłą, niemal jak napędem konwulsji. Ostatecznie czasem bywa z treścią, jak z piorunami, upadają, gdzie sam Pan chce lub przypadkowo. W mojej poezji można powiedzieć często, że coś powstało przypadkowo lub że coś, jakiś duch, dajmonion, szepcze na ucho. Tutaj czasem nie mam zdania, jak jest w rzeczywistości, bo ocena jest dość utrudniona. Nie mniej treść podlega ocenom innych odbiorców, często nie zauważają automatyzmu w sposobie tworzenia, choć znaleźli się tacy, co stanowią przeciwną tym osobom grupę. Niestety nawiązując do tego, trzeba zauważyć, że ludzie częściej chcą krytykować, nawet bez jakichś podstaw, niż zrozumieć i pochwalić. To chyba jakaś tendencja intelektualizmu dzisiejszego, ale też istniejącego od dawna. Czasem mam wrażenie, że ludzie chcą być uznani za znawców i mądrych przez to ludzi, nieco na siłę, zapominając o prawdziwej ku temu drodze. Wracam do samej treści, którą chyba zbyt utrudniłem w odbiorze. Już wszystko tłumaczę:

 

Niżej przedstawię ci interpretację moją treści, którą napisałem już kawałek czasu temu, a pry której miałaś kłopot w interpretacji.

 

Wojenka cieni na planszy

I.
Gramy, choć dusza chce uciec 
W stronę jasności swych dzieł
Tam iskrzy się nam zła koniec
I obok lśni się AK wilczy kieł 
Ale róży wbito bolesny kolec

II.
Światłość budziła skowronki 
Ubrudzone nadzieją Nazaretu 
Płaczące rosą samej patronki
Marną tą łzą świętych baletu 
Lecz ktoś przewrócił im pionki

 III.
Plansza nie będzie ubogacona 
Różowi i żółci na niej niepożyją 
Bo myśl została potwierdzona 
I wcale jej już dzisiaj nie ukryją 
Jakość uczynku to niedoceniona  

 

INTERPRETACJE: 

 

Zwrotka nr I

 

I.
Gramy, choć dusza chce uciec 
W stronę jasności swych dzieł
Tam iskrzy się nam zła koniec
I obok lśni się AK wilczy kieł 
Ale róży wbito bolesny kolec
 

"Gramy" oznacza inaczej - żyjemy, bo życie to teatr, ale też czasem gra, której stawką jesteśmy my lub rzeczy wartościowe. To oznacza odpowiedzialność za każdą naszą dalszą decyzję. "Choć dusza chce uciec, w stronę jasności swych dzieł" - To oznacza - Jeśli chcemy od czegoś lub przed czymś uciec, bo się boimy, obawiamy, wolimy nie ryzykować, lub przewaga wroga jest tak duża, że lepiej się poddać niż walczyć, to jest jasne, że coś nam przeszkadza, zagraża, czegoś się boimy, a jeśli mowa - w stronę jasności swych dzieł, to jasność dzieł - oznacza coś lepszego, coś, co staje się ratunkiem, bo uciekając przed czymś, pragniemy skryć się w bezpiecznym miejscu. I dalej - "Tam Iskrzy się nam zła koniec - W największej grze, której stawką jest triumf zła lub dobra, to słysząc o końcu zła, można powiedzieć, że przynajmniej na tym etapie - w tamtym miejscu, do którego idziemy, jest bezpiecznie. Iskrzenie się zorzy polarnej jest bardzo magiczne, czasem można stwierdzić, że ognisko sie skrzy, gdy iskry latają wokoło. Skrzenie powoduje okreslony stan ducha, często też jest zawarty we wspmnieniu urodzin, gdy palimy sztuczne ognie lub podczas sylwestra. W dalszej części -" I obok lśni się AK wilczy kieł. Kieł wilczy - to symbol siły i możliwości stwarzania zagrożenia, oraz szansy na zjedzenie posiłku, podzielenie jedzenia miedzy watahy członków. Dlatego ogólnie można powiedzieć, że kieł to symbol pewnego rodzaju męstwa, bo zwykle ojcowie dbali o zgromadzenie pożywienia, a kobiety odpowiadały za jego przyrządzenie. 
W dalszej części - "Ale róży wbito bolesny kolec" - To jest argument, który wprowadza niepewność, niebezpieczeństwo, niejako podważa wcześniejsze rozumowanie. Kolec róży jest niespodziewanym przekreśleniem planów, jakby cierpieniem, którego kolec jest też symbolem, ale jak w przypadku Chrystusa, jest to męczeństwo w jakimś celu. Często jest wskaźnikiem poświęcenia i też poniżenia, jak gdy rzymscy pretorianie wkładają koronę Jezusowi zrobioną z cierniowego krzewu, bogatego w długie i bolesne kolce.

 

Zwrotka II.

 

II.
Światłość budziła skowronki 
Ubrudzone nadzieją Nazaretu 
Płaczące rosą samej patronki
Marną tą łzą świętych baletu 
Lecz ktoś przewrócił im pionki

 

Tutaj należy, tak jak to robią strofy, oddzielić nieco pierwszą zwrotkę od drugiej. One nie pozostają w następstwie bezpośrednio ukazanym, są niejako połączone tematem głównym, tytułem i dziedziną swojego ogólnego znaczenia, ale druga strofa mówi o tym, co dzieje się dalej, jak inna scena w filmie.
"Światłość budziła skowronki" - Krótko, że dzień wstawał, ale też skowronek to symbol mądrości a światłość jest jakby źródłem jej, czyli można powiedzieć, że poranek rozbudzał umysł, ale skowronek pojawia się i jest jedynym uczestnikiem obwieszczonym dotychczasowej treści i też głównym bohaterem II zwrotki, dlatego jest symbolem żołnierza, niemal skowronek staje się metaforą człowieka mądrego a w tekście oznaczającego żołnierza. Treść "ubrudzony nadzieją Nazaretu" oznacza po prostu - mający nadzieję na coś wielkiego, jak wiemy wydarzenia z Nazaret zapewne dla 90% świata, są rozumiane za najważniejsze w dziejach ludzkości, dlatego ubrudzone nadzieją Nazaretu, oznacza, że Żołnierze dzięki mądrości, jaką daje im światłość, pośrednio od Boga płynąca, mają wiarę i nadzieję, że dzień, który stoi u ich stóp i oczu, pozwoli zrobić coś wielkiego, coś, co przekreśli ryzyko dalszych zmagań. Pozwoli wygrać.

A dalej "płaczące rosą samej Patronki" - czyli Maryi, - to tłumaczy, że matka święta pilnowała, ale też martwiła się o nich, o żołnierzy. Łzy są efektem zwykle radości lub smutku, ale też cierpienia osobistego lub kogoś bliskiego, dlatego Matka Boska jest po prostu rozgoryczona zmaganiami wojennymi i stratami żołnierzy polskich. Matka boska skoro jest patronką i obroną duchową żołnierzy, to oczywiście mentalnie ich też otula, dając im siłę, bo jest przecież pocieszycielką i patronką ludzkości, wiec jej łzy to też łzy nadziei. "Marną tą łzą świętych baletu" - balet to zasadniczo sztuka, w której się wymaga wielkiego poświęcenia i pokonywania własnych słabości, też jest sztuką wielkich wyrzeczeń, gdzie albo poświęcasz się całkiem, albo lepiej nie marnować czasu. Balet to wielki wyczyn, tak samo jak wojna i jej bitwy. One też wymagają tego samego od człowieka, co balet. Sztuka zabijania więc równa się sztuce baletowej, gdzie również precyzja, poświęcenie w bólu i trudzie, i co istotne - brak litości dla siebie i dla nikogo - sa cechami głównymi - jakby stelażem, konstrukcją obu sztuk.
Balet świętych, to działania najbardziej czyste i szlachetne, precyzyjne i doskonałe, ale też wymagające bezlitości. W balecie nie ma miejsca na błędy, nawet mały ich reprezentant może zawalić całe życie wyrzeczeń i treningów, dlatego trzeba mieć nerwy ze stali, co też okazuje się trudne, bo naprawdę sporo baletnic popełniało samobójstwa.
Święci to są patroni podobnie jak Maryja i ich łza jest jakby apogeum ich poświęcenia, wsparcia i oddania dla wybranych żołnierzy. Jeśli łza to dowód smutku lub radości, lub bólu i cierpienia, to łza świętych, w tym konkretnym momencie udowadnia ich wielkie poświecenie, a roni ją Maryja - matka matek - największy spowiednik i powiernik sekretów, więc dodatkowo to wzmaga wartość. 

"Lecz ktoś przewrócił im pionki" - Pionkami jesteśmy my ludzie, pionkami świętych stają się aniołowie, którzy zostali obaleni, pionki przewraca się podczas bicia ich, dlatego ten fragment udowadnia, że wydarzenia się komplikują, stają się trudniejsze, podobnie jak w pierwszej zwrotce ostatni wers wprowadza niepewność, lęk. Przewrócenie pionków, to podbicie częsci wojsk, kamera obserwatora wydarzeń skupia się na przegranej częsci wojsk polskich, lecz nie o przegraniu całej bitwy.

Zwrotka III

 

Plansza nie będzie ubogacona 
Różowi i żółci na niej nie pożyją 
Bo myśl została potwierdzona 
I wcale jej już dzisiaj nie ukryją 
Jakość uczynku to niedoceniona  

 

Plansza to oczywiście w ramach gry - świat jej - i to na niej odbywają się zmagania. Fragment pierwszy - "Plansza nie będzie ubogacona" - dodam wers drugi, aby naświetlić je razem, czyli - "Różowi i Żółci na niej nie pożyją". Wspomniany fragment oznajmia, że a polu bitwy nie dojdzie do ubogacenia składu. Różowi i Żółci nie przybędą wspierać kogokolwiek czy "naszych", czy wrogów. Czyli jakby dodatkowo odbiera nadzieję, na znaczącą przewagę w batalii. Przyszłość staje się niepewna. Bo myśl - czyli oznajmienie czegoś, w tym wypadku stanu rzeczy z pierwszej linijki i drugiej pokazuje, że nie będzie łatwo. I wcale tego faktu już dzisiaj nie ukryją - To est kolejnym ciosem. Bo gdyby fakt braku wsparcia był ukryty, to wróg nie byłby zbyt pewny siebie. Tak jednak nie jest, bo wróg jednak się tego dowiedział. Jakość uczynku to niedoceniona. Bo polska strona przez to tylko nabiera kłopotów, więc wcale nikt nie docenia tego zbiegu okoliczności. 

 

Uogólniając, treść pierwszych trzech zwrotek mówi o tym, że życie to walka, a walka to gra i jest oparta o szereg zasad, które trzeba przestrzegać. Banalizując, to wszystko na Ziemi posiada jakiś mechanizm, badając planetę i jej tajemnice, odkrywamy te mechanizmy. Zasady życia - są to podstawowe mechanizmy, a zasady gry - są to zasady pewnych stałych zjawisk w życiu. Grą można nazwać każdą relację, która prowadzi do jakiejś konkurencji, czy to poprzez zaplanowanie, czy też nie.

Cały fagment tych ów trzech strof mówi o walce, która dla dziecka jest piekłem, a dla dorosłych staje się grą o okreslonych zasadach.Perspektywa ma duże znaczenie. Znajomość reguł i umiejętności osobiste pozwalają na jej wygranie lub doprowadzenie do remisu, ale też mogą te relacje międzyludzkie doprowadzić do porażki. Czyli są to działania głęboko ryzykowne, zważywszy że konsekwencją jej może być śmierć. Jak to wygląda w walce, w toczeniu sporów bitewnych, ważne sa umiejętności, przeszkolenie, które gwarantuje jakies określone szanse przetrwania, doprowadzenia do remisu lub do przegranej. Wiersz mówi o strachu, o nadziei, o ograniczeniach i trudnościach w walce, ukazuje niejako tragizm wojny. Przypomina o patronach i o symbolach prawdziwego męstwa. Tłumaczy też, że ubogacenie, czyli po częsci nadejście wsparcia na polu walki, nie zawsze jest realne. Często nie dochodzi do nadejścia pomocy i ludzie, żołnierze muszą walczyć do ostatnich sił, często nawet kosztem życia całego batalionu. Całych rezerw jakie mają. Wplecione w te trzy zwrotki są symbole, których barwy trzeba rozpracować z komputerową dokładnością, biorąc pod uwagę całą wszechstronność znaczenia.

Znów się rozpisałem. Cholera. Ja chyba muszę iśc na kurs generalizacji i uogólniania, aby pisać mniej męczące strofy i ich rozpiskę, wytłumaczenie. Mam nadzieję, że nie padłaś w połowie z nudów. Trzymaj się!

Pozdrawiam!

 

 

Opublikowano

@Dawid Rzeszutek  Dziękuję Ci, przeczytałam, choć, z powodu długości tekstu nie wszystko z pełną koncentarcją. I teraz rozumiem wiersz w całości. :)

 

Twój opis uświadomił mi, że to ilość użytych przez Ciebie w pierwszej połowie wiersza symboli i nieodczytanie ich zamierzonego przez Ciebie znaczenia mi to zrozumienie utrudniło. Jak dla mnie było ono widocznie zbyt "zaszyfrowane".

 

Pozdrawiam Cię również :)

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Poet Ka   dzięki:)   dodałem jeszcze muzyczkę:)    
    • @Migrena

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

              jej pies ma w sobie coś z bezrobotnego ochroniarza który od piętnastu lat pilnuje magazynu w którym nigdy niczego nie ukradli leży pod drzwiami jak porzucony projekt ustawy na który nikt o zdrowych zmysłach nie chce zagłosować ale wystarczy że na klatce schodowej kichnie sąsiad wtedy zrywa się nagle jakby właśnie dostał anonim że nadchodzi koniec świata albo kontrola skarbowa co dla niego jest właściwie tym samym biegnie do drzwi ślizga się na panelach jak pijany łyżwiarz figurowy wpada bokiem w witrażkę z głuchym odgosem klęski szczeka z taką furią jakby chciał wypluć własne płuca i ulepić z nich barierę przeciwlotniczą przeciwko listonoszowi który jest dla niego jedynym autentycznym wcieleniem szatana jej pies uważa że całe mieszkanie należy do niego ona jest tylko personifikacją otwieracza do puszek kobietą która płaci za prąd i czasem przez pomyłkę próbuje usiąść na jego prywatnym tronie czyli kanapie którą ona kupiła na raty kiedy wraca do domu on już stoi przy drzwiach trzęsie się cały jak pralka na wirowaniu w trakcie trzęsienia ziemi macha ogonem z taką prędkością, że gdyby podpiąć go do sieci cała gmina miałaby darmowy prąd do końca świata a on sam zaraz oderwie się od ziemi jak włochaty helikopter ratunkowy który leci na ratunek tonącej w samotności parówce jakby nie widział jej od ośmiu wieków jakby właśnie wróciła z frontu pod teheranem albo z biedronki co dla niego jest tą samą krwawą jatką potem skacze na nią z gracją fortepianu któremu w locie pękły wszystkie struny liże ją po twarzy z pasją godną inkwizytora poleruje jej łokieć na śmierć jakby to była relikwia która pachnie perfumami i kradzionym kabanosem jej pies ma też ten wzrok którym patrzy kiedy ona bierze do ręki smycz nagle zamienia się w cząstkę w akceleratorze która za chwilę rozbije rzeczywistość na atomy jak opętany prorok który właśnie zobaczył Boga i okazało się że Bog idzie do parku gdzie kwitną fijołki biega po mieszkaniu jak odbezpieczony granat w poszukiwaniu sensu ostatecznego o zapachu trawy sam staje się obrożą i smyczą sam jest pędem który nie mieści się w futrze sam prawie wypada przez okno bo usłyszał słowo spacer – to jedyne imię Boga które wolno wymawiać na głos przed południem bo spacer jest dla niego jak objawienie narodowe jak pielgrzymka podczas której trzeba nanieść poprawkę do konstytucji i obiskać siedem drzew trzy opony starego opla i ten sam słup który w nocy stał się znów podejrzany bo pachniał kimś kto ma więcej niż on pewności siebie na dworze jej pies idzie dumny jak generał prowadzący armię złożoną wyłącznie z własnych lęków ciągnie ją przez chodnik przez błoto przez kałuże które uważa za swoje osobiste zwycięstwa terytorialne czasem zatrzymuje się nagle i patrzy w jeden punkt z taką powagą jakby właśnie usłyszał że w krzakach siedzi pluton egzekucyjny po czym okazuje się że to tylko liść ale liść który poruszył się bez pisemnego zezwolenia jej pies potrafi obszczekać ciszę z taką nienawiścią jakby właśnie podsłuchał że w próżni kosmicznej ktoś obraża jego rodowód i podważa prawo do drapania się za uchem ale czasem na chodniku wydarza się coś gorszego reklamówka z żabki hulajnoga albo jamnik który spojrzał na niego jak księgowy w trakcie rozwodu wtedy jej pies przestaje być psem staje się galaretą z lęku która próbuje wpełznąć jej pod skórę walącą się kamienicą strachu w której każda cegła krzyczy w inną stronę wskakuje jej na ręce i wisi na niej z godnością mokrego ręcznika zamienia się w sejsmograf strachu o masie piętnastu kilogramów patrzy na potwora zza jej ramienia jak świadek koronny który właśnie rozpoznał bandytę na okazaniu ona stoi z nim na środku chodnika z unieruchomioną histerią przyklejoną do kurtki a on obejmuje ją łapami z miną człowieka który właśnie przeżył wybuch elektrowni atomowej choć przestraszył go tylko plastikowy worek na śmieci jej pies nienawidzi też wszystkiego co się rusza kurierów śmieciarek dzieci rowerzystów i własnego odbicia w piekarniku czasem stoi przed tą szybą i szczeka na siebie z furią kogoś kto spotkał w barze gnoja co dwadzieścia lat temu odbił mu dziewczynę i życie w nocy śpi tak jakby umarł na polu chwały rozlany przez pół łóżka jak futrzasta katastrofa lotnicza ale wystarczy że ona o świcie poruszy małym palcem wtedy natychmiast otwiera jedno oko pełne pretensji że śmie oddychać bez pozwolenia na jego materacu bo jej pies kocha ją miłością totalną głupią bezdenną i absolutnie cudowną miłością stworzenia które oddałoby za nią życie ale nie oddałoby tej jednej kanapki z szynką którą ukradł ze stołu kiedy mrugnęła powieką bo jej pies to biologiczny błąd w systemie wszechświata czarna dziura która wciąga całą czułość i wypluwa kłaki mały terrorysta sypiający w różowej obroży który co noc modli się do lodówki by wreszcie ogłosiła niepodległość potem siedzi obok własnego sumienia które ma kształt tłustej plamy na dywanie i patrzy na nią z taką raną w oczach jakby to ona była autorką całego zła na ziemi a on tylko niewinną ofiarą systemu braku szynki a ona stoi obok i nie może się ruszyć bo w oczach psa widzi całą wojnę światów i całe swoje życie które należy do niego choć on za chwilę znowu przestraszy się własnego ogona kocha go  tak mocno że aż chce się wyć do piekarnika on nie widzi w niej człowieka on widzi w niej jedyny błąd w obliczeniach wszechświata który sprawił że miłość jest jadalna i ma ręce pachnące płynem do naczyń jest dla niego ostatnią instancją odwoławczą od wyroku śmierci jakim jest każda minuta bez głaskania a kiedy ona płacze on kładzie jej łeb na kolanach z ciężarem jakby deponował tam wszystkie niewypały świata patrzy wtedy wzrokiem tak starym że w jego źrenicach dogasają ostatnie słońca i stygną herbaty wszystkich samotnych kobiet próbuje zlizać jej smutek z policzka jakby to była darmowa próbka wieczności którą ktoś przez pomyłkę zostawił na wycieraczce pod numerem czternastym bo jej pies jest jedynym dowodem na to że Bóg ma poczucie humoru ostre jak żyletka a jej pies to mały mesjasz w brudnym futrze który przyszedł zbawić świat od logiki i zamienić jej życie w jedno wielkie uśmiechnięte piekło                  
    • @viola arvensis   Dziękuję :)
    • @andrew jeden z Twoich najlepszych liryków
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...