Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano (edytowane)

nie mam pewności

 czy żyję

 

wiecznie

tropię cienie

 

nie mam ścieżki

świata 

czarne skrzydło

i lód

 

przysięgałam ale pojawiła się Dolores

 

ból wybrał mnie

 

próbowałam cię prześnić

polarną bezzorzą 

 

przetruć

 

raz zawity mrok pełza zawsze

 

 

 

 

Edytowane przez Somalija (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

@Radosław cześć Radek, Ty chyba masz tu jakiś dyżur. Co wchodzę, to Cię spotykam

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

. Fajnie . Pamiętasz jak pisałam, że ćwiczę ? Już mi przeszło . Schudłam 3 kg i osiadłam na laurach . Pozdrawiam .

 

Gość Radosław
Opublikowano

@Somalija Mam ostry dyżur.

 

Drobne kroczki, zacznij od tego, że będziesz codziennie przez parę minut myślec o porannej gimnastyce, naszykuj  buty, w następnym miesiącu bidon z wodą, potem,  na wiosnę wyjdź na spacer,  marszobieg i powoli, krok po kroku ...;) 

 

Gratuluję rezultatów

Opublikowano

@Somalija kurde, siekasz frazy jak kapustę na kiszenie....

 

"nie mam pewności czy żyję

wiecznie tropię cienie

 

nie mam ścieżki świata

czarne skrzydło i lód (...)"

 

Nie wnikam, być może tego nie czujesz....okrutnie kaleczysz frazę... czujesz, czy nie czujesz?

Pozdrawiam

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Opublikowano

@w kropki bordo oczywiście, ale Ty narobiłaś baniek mydlanych z mojego wiersza. Czuję mocno i dziko,  podobnie jak Ty, a wyrażam się po swojemu

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

. Dziękuję za odwiedziny i komentarz. Pozdrawiam, trzymaj się ciepło .

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •     Zaczął duchowo przygotowywać się na skok stulecia, jego głowę wypełniły podniecające scenariusze, o tyle słodsze, o ile dyskretniejsze i głębiej pochowane gdzieś w dziecięcym światku. Karol postawił mur fabryki między sobą a światem dorosłym, tylko po to, żeby móc go własnoręcznie zburzyć, z pozdzieranymi knykciami, obscenicznie przywitać starszych w ich własnym salonie. Myśli te mąciły nastoletnią głowę - jedząc obiad, kończył powtarzać swój rozpoznawczy obchód, w szkolnej ławce szukał najłatwiejszego punktu wejścia (tam fabrykę odznaczał jedynie smukły komin, sterczący na planie osiedla jak kulfon radzieckiego urbanisty) .

          Kiedy przeczołgiwał się pod ogrodzeniem, na początku przenosząc na drugą stronę samą głowę, potem powoli wciągając tors, rozgrzewał wokół siebie przymrozek poranka, ostatecznie wypychając się w całości na drugą stronę falowanej blachy. Karol rozprostował nogi, otrzepał pył ze spodni, a wraz z nim, na placu powstała nowa siła - magnetyzm tego miejsca przestał zdawać się siłą przyciągającą tutaj chłopczyka, wsiąknął w niego samego, jego wibracje czuć można było w rozchodzącym się cieple, w lekkim, elektrycznym, brzęczeniu w uszach, w malutkich wibracjach każdej tkanki, możliwych do wyczucia przy wystarczającym skupieniu (pobudzone w tym momencie krążenie zdało się Karolowi czymś o wiele magiczniejszym), co wszystko składało się na poczucie młodzieńczego zrywu wcześniej jedenastolatkowi nieznanego. Prawie że najniższy w swojej klasie, uczeń piątej klasy szkoły podstawowej zdał się tutaj nadczłowiekiem, członkiem kasty wydzielonej zarówno od dzieci jak i dorosłych, wszystkich trwających w ohydnym bezruchu i bezwiedzy, jednych, pchanych ospale przez życie zwierzęcością, drugich, swoją metafizyką. Drugą siłą, która musiała opanować każdego Ubermenscha, był strach. Jawił się pod postacią lekkiego bólu czy nudności, gdzieś pomiędzy brzuchem a plecami, oznaczał dziwne zatwardzenie w gardle, i szybszy pęd myśli, w tym momencie zdających się jakby zwolnieniem śluz na długo wypełnianym zbiorniku dojrzałości. 

          Pierwszy krok osłupił Karola, jego powaga prowadziła jedynie do strachu - nie dlatego, że był to krok przełomowy, ale dlatego, że jego ciężki, zimowy but z hałasem dotłukł już wcześniej potłuczone szkło. Zaspany gołąb sfrunął gdzieś z wysoka. Post-sowiecki panoptykon wrócił jeszcze na chwilę do włamywacza, tym razem z parą oczu w każdym sąsiednim oknie, co teraz Karol uznał za niezasługujące na krztę jego uwagi. Następny krok był już wartki, jego impet był obietnicą następnego, a następny obietnicą dalszych i dalszych. Elewacja rosła i rosła, aż stanęła na wyciągnięcie ręki. Mały dziewięciolatek w biało-złotej albie instynktownie zadarł w tym momencie głowę do góry, a kościelna wieża, rozsypała się pod jego błyszczącymi bucikami na suchy, ceglany pył. W pobliżu rozległo się bicie dzwonów. Ósma rano. Jakby to był jego sygnał, Karol postawił pierwszą nogę w miejscu wyłamanego okna, i sam nie wiedząc kiedy, znalazł siebie w pustej, industrialnej hali.

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...