Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano (edytowane)

II

Z najbliższych rzeczy pewno powiedzieć przychodzi,
Jak Hawarda z Torebjoernem niezgoda się rodzi,
Bo zdarzyło się tedy, że morze oddało
Fiordowi Lodowemu wielorybie ciało.
Prawo przybrzeżne mieli Torbjoern wraz z Hawardem
Po obu fiordu stronach. Tu losu hazardem
Zaszło, że to drugiemu przypadała ryba.
Był to okaz wspaniały, sześćdziesiąt stóp chyba.
Lecz co ludzie gadają, to przecież nie prawo,
Przeto sprawę rozwiązać trzeba raczej żwawo
Póki cielsko potwora jeszcze w wodzie stygnie.
Idą do praw rzecznika, niech on spór rozstrzygnie.

 

Rzecznikowi na imię Torkel było dane-
Indywiduum do cna z honoru wyprane.
Na nic to, że z dobrego pochodził był domu
Gdy był dlań przyczyną ohydy i sromu.
Tak więc Torkel głos zniżył, szepce Hawardowi
Że mu się zwierz należy, a nie Torbjoernowi.
Lecz gode nie pozwala się wymknąć ryzyku-
Chwycił za miecz i krzyknął: "Komu, ty nędzniku!?"


"Tobie, tobie bezsprzecznie!", Torkel schylił głowę.
Torbjoern okazał przemoc i jak białogłowę
Zabrał rybę do siebie. A lud tam zabrany
Szemrał jak był okropnie Haward oszukany.
A jedyna pociecha dla Hawarda taka,
Że był przez wszystkich Torbjoern brany za prostaka.

 

Szedł już innego razu Olaf w górskie strony.
Była zima a w górach miały miejsce schrony
Dla stad owiec Hawarda. A na dworze słota,
Noc zapada więc ginie do marszu ochota.
Wiatr jakby gigantowi z ust wiał lodowemu.
Olaf chce iść z powrotem, ktoś idzie ku niemu.


To domownik godego, zwany silnym Brandem,
Odznaczał się tężyzną, charakterem hardym.
Witają się wzajemnie, kłaniają z pokorą.
Olaf pyta co robi Brand tak póżną porą.


"Ledwo warte uwagi. Z rana w drogę bieżę,
Do mych owiec a one zeszły na wybrzeże.
Chcę je powieść na górę, lecz ścieżkę zagradza
Nieznanej mi postaci nie z tej ziemi władza.
Cały dzień się męczyłem, proszę, pójdź tam ze mną."


"Dla ciebie to uczynię."

                                           Tak w godzinę jedną
Dotarli na wybrzeże- znów droga zgrodzona,
A owce pierzchną, idąc prosto w ich ramiona.
Olaf patrzy i widzi swego przeciwnika
Z całonocnych zapasów- Tormoda umrzyka.


"Wybierać przyjdzie teraz, mój kochany Brandzie,
Wolisz pędzić stado, czy też walczyć bardziej?"


"To wezmę wygodniejsze- popędzę owczarnię"
Zadowolony Olaf do walki się garnie.

 

Była obok wysoka śniegowa zawieja.
Olaf jak się nie rzuci, nie dźgnie dobrodzieja,
Ale ten się uchyla i chwyta w pół ciała.
Szarpanina znów szybko się skoczyć nie chciała,
Bo Tormod po ostatnich od młodzieńca cięgach,
Zdaje się, że nie stracił krztyny siły w rękach.


W końcu idzie do tego, że dwaj w dół spadają,
I z ogromną prędkością po śniegu staczają.
Dopiero łutem szczęścia będąc na wybrzeżu
Olaf złamał Tormoda kość krzyża w pacieżu.

Po czym ciągnie upiora na głębokie wody.
W odmętach topi podług północnej metody.
Odtąd gdy kto przepływa w topieli pobliżu,
Spotyka go nieszczęście i wielki ból w krzyżu.
Olaf szybko powrócił z miejsca morskiej kaźni.
Pożegnali się z Brandem, rozstali w przyjaźni.

 

Brand powrócił do Badfarm o późnej godzinie
I wszystkim rozpowiadał o Olafa czynie.
Wakr na to: "Czyś jest mamką tej baby z wąsami?
Jego sława jest z tego, że walczy z duchami!
Postaw go przed człowiekiem, a pierzchnie spłoszony,
Niczym z pobojowiska przepędzane wrony."


Brand na to: "Z ciebie baba co nawet nie może
Się równać do Olafa, jako ten lis w norze,
Który tylko w swych słowach się wielkim wydaje."


Brand mówiłby tak dłużej, lecz go Torbjoern łaje:
"Nie wyjdzie to na dobre z pewnością nikomu,
By wyżej cenić jego, od tych z mego domu."

 

Przeszła zima, a przyszło do ważnej rozmowy-
Do Olafa i całego rodu jego głowy.
Rzekł Haward: "Nie możemy żyć obok godego.
Przecież nie stać nas dłużej na nieprzyjaźń jego."


"Nie widzi mi się zbytnio takie pojednanie,
Lecz do ciebie należy ostateczne zdanie.
Gdzie więc chciałbyś zamieszkać?"
                                  "Na bezpańskiej ziemi,
Na drugim brzegu fiordu. Z naszymi krewnemi
Będziemy mieszkać bliżej; wszak miejsca tam wiele,
Nie dosięgnie nas tam głód, ni nieprzyjaciele."


I tak postanowiono. A dwór w miejscu nowem
Z imienia gospodarza zwie się Hawardowem.
A byli w owych czasach jedynymi z Fiordu,
Którzy objęli nowe tam połacie lądu.

 


III

Torebjoern jeździł co roku, na wiec ze swą świtą.
Był z możnych i piastował godność znamienitą.
Pod ten czas inny gode, Gest, syn oddleifowy,
Mieszkał w Dworcu Pastewnym. Był to chłop morowy
I miał siostrę, o którą Torbjoern się ubiegał.
Gest nie był zachwycony. Rozsądek ostrzegał,
Że awanturnik Torbjoern, jest małej wartości.
Lecz, że Torbjoern pozyskał sprawie przychylności,
Tedy w końcu się zgodził, pod takim warunkiem,
Że będzie się z swą żoną obchodził z szacunkiem,
Oraz poniecha gwałtów i każdemu zwróci,
Co się komu należy, i nierząd ukróci.
Gdyby zaś złamał słowo, Gest siostrę odbierze.


Torbjoern przyrzekł i z Gestem poszli na Wybrzeże
Gasti, gdzie Gest miał dworzec. I było wesele,
Przybyło z wszystkich fiordów na ślub ludzi wiele.

 

A gdy Sygryda w Badfarm o tym usłyszała,
Wypadła naraz z dworca jak zbłąkana strzała.
Zebrała prędko ludzi by wycenić mienie
Jakie wniosła godemu przez gospodarzenie.
Gdy zaś wszystko zliczono oraz wyceniono
(A liczono szczególnie dokładnie i słono)
Sygryda pożegnawszy z obejścia każdego
Wyruszyła w kierunku domu rodzinnego
Zabierając ze sobą całą swą majętność.


Wielka była Torebjoerna, gdy powrócił, wściekłość.
Obiecał karę wszystkim, którzy wyceniali
Majątek gospodyni i jej pomagali.
Zapałał wrzącym gniewem na wszystkie ich głowy,

A był wśród tamtych ludzi i syn hawardowy.

 

Tego lata zwierzęta z Hawarda własności
Nie przejawiały zwykłej, owczej spokojności.
Wieści do Hawardowem, pasterz z gór przynosi
I Olafa o pomoc z zwierzętami prosi.


"Bo wielu mi brakuje, a szukać nie mogę,
Bo by te com je znalazł, prędko dały nogę."
"Wyruszam ich poszukać, wy spokojnie paście."
A miał Olaf podówczas leciech osiemnaście.


Wziął tedy swą siekierę i ruszył wzdłuż brzegu,
Nie martwił się specjalnie o miejsce noclegu,
Gdyż szybko znalazł stado, przy Brzegu Zatoki,
A były tam Sygrydy, kuzynostwa progi.


Wstępuje do domostwa, Sygryda otwiera.
Witają się wesoło. Wtem ona spoziera
Ponad głową Olafa. "Płyną podróżnicy,
Przez Fiord na statku- mają, miecze na zwornicy!
To Torbjoern z posiestrzanem! Gode dzierży ostrze
Zwane Płomieniem Bitwy! Zaraz tutaj dotrze!
Nic dobrego wizyta owa nie zwiastuje,
Bo gwałtu już dokonał, lub zaraz planuje.
Nie spotykaj się tutaj z Torbjoernem mój miły,
Aby owe hazardy ciebie nie zgubiły."


"Że nic się go nie boję i żem mu nie szkodził,
To na pewno nie będę przed godem uchodził."


"To jest odwaga" rzekła, "Żeś choć nie jest stary,
Nie uchodzisz przed mężem o krzepie bez miary.
Obawiam się jednakże zdrady z Wakra ręki.
Widzę cios ci zadany w okolice szczęki."


"Z Torbjoernem nie mam przecież powodu do zwady,
Jeśli dojdzie do walki, tedy dam im rady."

 

Pożegnali się czule, Olaf prze do stada,
A tam łódź na mieliźnie powoli osiada.
Młodzieniec wchodzi w wodę, pcha statek ku plaży,
Torebjorn pięknie dziękuje, z uśmiechem na twarzy.
Mówi, że do domostwa swojej siostry zmierza.
Nie odmówi kompani takiego rycerza,
Jak Olaf Upiorbójca. Lecz Olaf powiada:
"Do domu muszę spędzić owce z tego stada,
Raczej to ty pójdź ze mną". Torbjoern się zapiera
Nie ma czasu, energii, oraz et cetera.

 

Tu myśl Olafa zeszła z powrotem na sprawę
Jak poprowadzić stado zgoła nieruchawe.
Jego wzrok naraz spoczął na długiej osęce,
Podszedł, zmierzył, przymierzył za czym skócił w ręce
I popędzał nią owce.

                                      Poszli jedną drogą,
Widzi Olaf, że kroku dotrzymać nie mogą,
A wręcz jakby celowo przodem go puszczają.
Dochodzą do rozstaju, już rozstać się mają,
Kiedy zakrzyknął Torbjoern: "Nie czekajmy więcej,
Wakr, rób po cośmy przyszli!"

                                                      Olaf więc co prędzej
Uskakuje na wzgórze, tam broni się dzielnie,
Do czasu aż osęka, w rękach na pół pęknie.
Tedy sięga po topór. Torbjoern znów napiera,
Ale tak zręcznie śmiga Olafa siekiera,
Że wyniku potyczki przewidzieć nie można.

 

Tordis- siostra Torbjoerna, kobieta pobożna,
Rzeczywiście w pobliżu miała swe mieszkanie.
Martwiła się okropnie słysząc zamieszanie
Bowiem słysząc potyczkę nic z niej nie widziała.
Posłała więc parobka. Gdy się dowiedziała,
Że stawają tam brat jej, oraz syn rodzony,
Pobiegła na drugiego syna jej zagony.


Ów mąż nazywał się Skarf. Przyniosła mu wieści,
Wezwała aby dobył miecza rękojeści,
I czym prędzej wyruszył dopomóc rodzinie
W chwili najcięższej próby, w ponurej godzinie.


"Chętniej stanąłbym raczej po Olafa stronie.
Dwóch przeciwko jednemu? Honorem się bronię,
Bo tamtych dwóch za czterech wojowników stoi.
Niech sami sobie radzą kuzynowie moi."


Matka mu na to: "Miałam dwóch synów serdecznych,
Pociechę dla mych oczu, dzielnych i walecznych,
Ale teraz przejrzałam, żeś córką, nie synem,
Kiedy strachasz się krewnych poratować czynem!
Zaraz się okaże, że córka mojej matki,
Jest za się warta więcej, niż wnuk twojej babki!"


Wyniośle rzekła Tordis, wyszła z tymi słowy,
A Skarfa z bladej furii porwał duch bojowy.
Pochwycił za siekierę i z oczy szalone
Popędził niczym Sleipnir, w bijących się stronę.

 

Torbjoern widząc siestrzana natarł na młodzika.
Skarf niezauważony zaś przez przeciwnika
Zatopił swą siekierę pomiędzy łopatki.
Nie był to jednak koniec wiekopomnej jatki,
Bo Olaf czując ostrze w plecach metalowe,
Odwrócił się, wbił topór w Skarfa pustą głowę.
Skarf osunał się cicho, lecz Olaf się chwieje,
Mimo to wznosi topór, jeszcze ma nadzieję.

Torbjoern tedy się zbliżył i pchnął wroga w serce.
Tego dość miał już Olaf.

                                            Padł.

                                                      Nie powstał więcej.


Po czym gode go sieknął w twarz tak umiejętnie,
Że wypadły trzonowce, oraz zęby przednie.
Wakr mówi: "On nie żyje, na co ta ohyda?"


Zaś Torbjoern odpowiada: "To się jeszcze przyda."
Bierze chustkę, umuje w nią Olafa zęby,
Przy czym uśmech zwycięski nie schodzi mu z gęby.

 

Tordis za tryumf brata dziękuje swym bożkom
Lecz na wieści o Skarfie żałuje go gorzko
I tego że tak wcześniej, syna podjudziła.
Mimo tego Torbjoerna i Wakra gościła,
Do czasu aż z ran ciężkich wrócili do zdrowia.


Wieść szybko się rozeszła, cały Fiord osowiał.
Żałowali Olafa, że tak dzielnie stawał,
Zaś gode co należy wrogowi oddawał.
Kierowany jedynym dobrym serca rysem.

 

Gdy gode ciut ozdrowiał, wiedziony kaprysem,
Udał się do Sygrydy. Nie znalazł jej w domu,
Mówiono, że po walce wyszła po kryjomu.
Mówiono, że rzuciła się z klifu w obłędzie.
Nikt jej już nie zobaczył, choć szukano wszędzie.


Za czym Torbjoern na dobre powrócił do siebie
I czuwał tam spokojnie, jak jastrząb na niebie.

Edytowane przez dmnkgl (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

Ależ Cię wena poniosła! :)

To tłumaczenie, czy własna interpretacja sagi?

Nie znam tej historii, choć nieobce są mi Edda i Saga o Wolsungach.

Doskonale oddajesz klimat: mroźny, surowy i groźny.

Jak dla mnie, za wiele tu walki, a za mało miłości... Rozumiem jednak, że musisz trzymać się pierwowzoru.

Muszę przeczytać Część I. 

 

Wyrazy uznania!

Pozdrawiam

 

P,S. Mam kilka uwag technicznych - wrócę.

Opublikowano

@WarszawiAnka  Tekst jest ,,na podstawie przekładu",staram się być możliwie wierny oryginałowi, ale gdzieniegdzie wtrącam swoje trzy grosze :)

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Na tym polega tragizm tej sagi, że nasz pozornie główny bohater ginie nie kosztując tej miłości w pełni. Lekko więc zdradzę, że jest to tak naprawdę historia nie o walce i miłości, a stracie dziecka, o byciu poniżanym i o zemście za swoje krzywdy.

A uwagi techniczne zawsze chętnie przyjmuję :)

Pozdrawiam

Opublikowano

@Pan Ropuch Jesteśmy już chyba po prostu przyzwyczajeni do tego internetowego ,,cykania"- jeszcze jeden wiersz, jeszcze jeden komentarz, byle szybko, byle do kolejnej dawki endorfiny. Widzę to u siebie- łatwiej jest przysiąść na 15 min i napisać cztery strofy, niż poświęcić parę wieczorów na coś większego, ale mówiąc szczerze, satysfakcja z ukończenia takich dużych tekstów jest dużo większa :)

Pozdrawiam

 

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @hollow man   Dla mnie jest to niezła lekcja o kosztach, jakie płacimy za próbę całkowitego opanowania świata. Niszcząc naturalne bariery (brzegi rzek) zamiast wolności - zamykamy się w sztucznym, wyreżyserowanym świecie. To metafora świata, w którym wszystko stało się płynne i pozbawione fundamentów. Żyjemy w kłamstwie tak głęboko, że tylko śmierć, jest w stanie nas z niego wytrącić i pozwolić nam dostrzec "błyski prawdy". "Błyski" - to słowo sugeruje, że prawda nie jest już stałym światłem. Bardzo intrygujący wiersz. :)
    • Tajemnicą jest życie bez tajemnic.
    • jej mąż ma ciało które nie uznaje granic nie kończy się w jednym miejscu rozlewa się po domu jak coś co nie zostało dobrze zakręcone jak awaria która nauczyła się chodzić wchodzi w kątyo na szybie zostawia po sobie ślady ciepła zapach potu i coś co przypomina wczoraj śpi ciężko z otwartymi ustami jakby łapał powietrze z innego życia jakby coś z niego wychodziło zamiast powietrza chrapie w rytmie który nie pasuje do niczego jak rozregulowana betoniarkia która mieli resztki ich wspólnych nocy chrapie w kilku językach naraz jak maszyna która próbuje przypomnieć sobie po co została zbudowana materac przyjmuje jego ciężar jak wyrok bez odwołania jakby ktoś próbował z niego wycisnąć ostatnie lata gwarancji rano podnosi się powoli najpierw bebech potem barki potem reszta jakby składał się z części które nie chcą współpracować szoruje bezwstydnie paznokciami po skórze jakby zdzierał tynk z nieopłaconego mieszkania drapie się pod koszulką która przykleiła się do niego jak druga skóra po przejściach jego skóra jest jak stary paragon wyblakły nieczytelny dowód zakupu człowieka, który dawno przestał działać i dlaczego nie podlega zwrotowi drapie się po brzuchu jak po bębnie w który los uderza co rano żeby sprawdzić czy w środku jest jeszcze jakiś dźwięk czy tylko echo pustych kalorii ona udaje że śpi bo zna kolejność zdarzeń wstrzymuje oddech tak długo że krew w skroniach zaczyna tętnić: uciekaj, uciekaj ale jej nogi są z ołowiu jakby on już dawno je sobie pożyczył wie że zaraz padnie to pierwsze westchnięcie ciężkie wilgotne jak ręcznik zostawiony w łazience na kilka dni które wejdzie jej pod żebra i zostanie tam jak niechciany lokator idzie do kuchni stopy stawia całym ciężarem jakby sprawdzał czy podłoga jeszcze go znosi otwiera lodówkę światło robi z niego dowód rzeczowy stoi przed nią długo z ręką w spodniach z głową w świetle jak eksponat w muzeum rzeczy zepsutych z twarzą która nie zdecydowała się jeszcze być człowiekiem jego ciało to magazyn w którym ktoś chaotycznie upchnął zapasowe lata a on próbuje je teraz przełknąć razem z zimną parówką z biedronki je bez apetytu ale dokładnie miażdży materię jakby jego zęby były ostatnią sprawną niszczarką w tym domu ostatnią instytucją która jeszcze działa mieli wszystko: chleb ciszę i resztki nadziei na to że jutro będzie lżejszy on jest jak żywa usterka w instalacji świata przez którą wycieka Bóg w dresach z wypchanymi kolanami jedyny namacalny dowód na to że nicość ma jednak kogoś na etacie liże palce powoli bez skrępowania a ona patrzy na to i czuje coś między litością a zażenowaniem jej ciało próbuje się zmniejszyć zrobić miejsce dla jego istnienia kiedy mówi że coś naprawi powietrze w domu robi się twardsze on nie naprawia on wchodzi w rzeczy całym sobą siłuje się z kluczem francuskim jak z obcą cywilizacją poci się natychmiast pot wychodzi z niego jak decyzja podjęta bez konsultacji jak wyciek danych którego nie da się zatrzymać wygląda jak rzeźba pod tytułem błąd w sztuce mokry pomnik ku czci wszystkich mężczyzn którzy zginęli przy próbie wymiany uszczelki w kranie sapie zaklnie urwie zaleje stoi potem w tej wodzie mokry do pasa zadowolony przez chwilę jak dziecko które rozwaliło zabawkę żeby zobaczyć co jest w środku ona odwraca wzrok ale słyszy każde jego chrząknięcie każdy dźwięk który mówi że to jeszcze trwa siada na kanapie z ikei i nie siedzi - on się wydarza ona wtedy zaciska dłonie na szklance żeby sprawdzić czy jeszcze ma granice czy  też już pachnie tą zimną parówką jak on jest jak czarna dziura domowego użytku która wciąga światło z okien i resztki jej cierpliwości mieli je w sobie na gęstą ciemną materię telefon trzyma przy twarzy ale nie patrzy tylko przewija jakby szukał wyjścia z własnej skóry ona siedzi obok i czuje jego ciepło które nie pyta o zgodę które przechodzi przez ubrania przez skórę dochodzi do niej i zostaje w nocy wstaje idzie do lodówki światło oblepia go od przodu jakby go przesłuchiwało stoi drapie się je prosto z opakowania jakby był tylko przejściem ona patrzy na niego z łóżka i nie wie czy to jeszcze człowiek czy już tylko potrzeba która przyjęła jego kształt jej mąż pachnie snem potem i czymś niedokończonym kiedy ją dotyka robi to ostrożnie jakby bał się że zostawi ślad kocha ją cicho bez słów jest jak Bóg który przespał własną rewolucję i teraz jedyne co może zrobić to zajmować miejsce trzymać ściany żeby nie uciekły przed jego chrapaniem które skleja noc jak klej do rzeczy dawno rozbitych ona czasem myśli że gdyby go nagle wyciąć z tego powietrza dom zapadłby się do środka jak pusta puszka bo on wrósł w progi jak krew w żyły stał się jedynym zbrojeniem które jeszcze trzyma ten syf w pionie jest jak cały świat na fundamencie spocony i głośny potwór o pustym spojrzeniu bez którego ściany dostałyby mdłości trzyma ten bajzel przy ziemi samym swoim byciem to jest jego jedyna ewangelia: pot, parówka i nic wybrakowany mesjasz od cieknących kranów który nie zbawi świata ale przynajmniej nie pozwala mu odlecieć w próżnię          
    • @hania kluseczka   Bardzo dziękuję za podzielenie się swoimi doświadczeniami. Wiem, o czym piszesz i dobrze Cię rozumiem.  Też spotykałam, co prawda bardzo rzadko, wyjątkowe dzieci, ale system ich nie zauważa. I rzeczywiście, mają szczęście, gdy trafią na mądrych ludzi. Ale najważniejsi są rodzice/rodzic - to ich mądra miłość może zdziałać najwięcej. Gratuluję, że tak mądrze przeprowadziłaś swoje dziecko przez ten czas dzieciństwa i młodości. Gratuluję również tak uzdolnionego syna.  W moim opowiadaniu występuje ktoś z mojej rodziny, ale Nika nie jest moim dzieckiem.  Pozdrawiam serdecznie. :)
    • Wewnętrzny głos, ten powinnien być obecny.   
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...