Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Ziemia się kręci niczym beka, kręcą bekę

jej bieguny nawzajem magnetycznie z siebie,

 

jeszcze nigdy nie było na globie tak śmiesznie,

lekce ciężko od śmiechu w wirtualnej beczce,

 

gromadzi się krytyczna masa, że nie wetkniesz

szpilki. Każdemu można dziś dorobić gębę,

 

aż sam siebie rozpozna i wkrótce uwierzy,

że to jego słowa z ust jego padły, śmieszny

 

wyda się sobie pod sąd. Ci którzy na płaskiej

wylądowali Ziemi, wykrzywiają twarze

 

w tej samej szybie czarnej i płaskiej, za którą

ktoś ogłosi kometę, zwietrzą nosem grubą

 

czcionkę manipulacji i jeszcze weselej

będzie na planecie – nie hukiem, nie skomleniem,

 

ale tarzając się po ziemi skończy się świat,

na chwilę przed upadkiem, nim wielki zimny głaz

 

poczuje ziemską atmosferę.

Opublikowano

Dwa pierwsze wersy jak dla mnie najlepsze. lubię takie połączenia, są w stylu mojego ulubionego rapera Bisza:) ale temat nie do śmiechu, choć czasem się napatacza w reakcji na różne irracjonalności, no ale właśnie, żeby z tego śmiechu nie umrzeć...

Opublikowano

@Jan Paweł D. (Krakelura) Podoba mi się. W Stanach ponad 192 tysiące trupów po Korona wirusie a w Niemczech protesty przeciwko noszeniu maseczek. Ostatnio zdobyto biegun północny przepływając do niego statkiem a ludzie wciąż nie wieżą w globalne ocieplenie i myślą, że nie ma żadnego zagrożenia. Internet miał dać ludziom równy dostęp do wiedzy. Zamiast tego stworzył bańki informacyjne, które utwierdzają w dowolnych poglądach jakie można sobie wymyślić.

Opublikowano

@Johny Otóż to, a to będzie postępować wraz z doskonaleniem technik cyfrowych, w nic już nie będzie można uwierzyć, jedna radosna wirtualna bańka na której będziemy się unosić.

@w kropki bordo Ależ proszę, do wyboru do koloru, aczkolwiek dla mnie oba twory trochę nieporównywalne. Pozdrawiam Stryjenkę :)

@w kropki bordo Jest jeszcze taka wersja, może jeszcze śmieszniejsza, ma tytuł "Oddech".

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Księżyc zawsze  ma nieswoją twarz. Czasem stara się odzyskać rysy, zgubić ten profil.   Spogląda na mnie z uśmiechem, mruży któreś oko, ale brak mu życzliwości.   Targany zazdrością żałuje,  że nie skrył się za wzgórzami i patrzył, gdy oddychaliśmy głośniej.          
    • W  Weronie...   stoi dom który  nie jest twoim domem  balkon który nie jest  twoim balkonem nie czeka na  letnie śpiewy w poświacie miesiąca   byłaś Julią teraz nie jesteś  byłaś na balkonie oko błękitu nie było łagodne  a w kawie nie było Norwida  stał dom - dom pobielany bo dwór to nie był    ani gościniec  ani droga do Werony jesteś Julią  w negatywie  bo kochasz na stałe i wciąż jeszcze żyjesz  serce - piosnka Norwida  
    • Przeczytałem, na filmie się pośmiałem, przy wierszyku zamyśliłem. Serdeczności. 
    • Żyjemy by kochać  I być kochanym    A potem umieramy Odchodząc z niczym    Nadzy jak nas  Pan Bóg stworzył    I nie odradzamy się    Może tylko w myślach  Najbliższych nam osób    A zabawa dalej  Gdzieś tam trwa...
    • Słoik z miodem stoi tam, gdzie go postawiłaś. Zaschnięta żółta kropla na gwincie – twój ostatni odcisk palca, którego nie mam śmiałości zetrzeć. To teraz mój relikwiarz. W sypialni zapach jest najgorszy: mieszanka twoich perfum i tej dusznej, słodkawej woni, którą przyniosłem na swetrze z oddziału. Nie wietrzę. Boję się, że jak otworzę okno, to wywieje stąd resztki twojego imienia. Próbuję czytać, ale litery są jak martwe owady. W łazience dwie szczoteczki do zębów – jedna wciąż mokra, druga sucha od tygodnia, sztywna, jakby skamieniała z przerażenia. Patrzę na nią i czuję, jak drętwieje mi szczęka. Nie ma żadnego „ja” ani „to”. Jest tylko numer autobusu, który zawsze spóźnia się o 18:12, i fakt, że kupiłem dwa chleby, choć nie mam kogo karmić. Stoję nad zlewem i kruszę ten nadmiar do kosza, bo nawet ptaki na parapecie wydają się zbyt głośne, zbyt żywe, zbyt pewne jutrzejszego ziarna. Kiedy kładę się spać, przesuwam się na samą krawędź. Zostawiam ci miejsce. Zimna połowa materaca jest teraz jedynym dowodem na to, że kiedykolwiek istniał jakiś porządek świata. Słucham, jak stygną kaloryfery – to jedyny dialog, na jaki mnie jeszcze stać.
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...