Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano (edytowane)

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

graphics CC0

 

 

Życie w czasach zarazy. Obracam telebim do słońca,

wszystko się może wydarzyć. Rzut plazmy. Zaćmienie na łączach.

Odgrażam się chandrom i żalom. Hartuje się wredny zarazek,

głośniki pulsują marazmem, kineskop wypala obrazy.

 

Życie w regule rozkładu, choć trzeba dosięgać do marzeń...

ile się można panoszyć? Żyjemy w czasach zarazy.

 

Ukradkiem uchyla się okno, wachlując płucoskrzydłami,

uznajmy, że pokój to morze, już płynie na fali firany.

Wybiegam przez czasoprzestrzenie do tkanki sumiennych nawyków.

Me ciało jedwabiem. Selenem. Przenika przez blask morganitów.

 

Życie w regule rozkładu, choć trzeba dosięgać do marzeń...

ile się można panoszyć? Żyjemy w czasach zarazy.

 

Dusz smutek. Apatia. Znużenie. Uciekam pod górę z brokatu,

ta rośnie i robi się duża, za oknem w zagonach lilaków.

Kołyszą budynkiem rubieże. Wiatr zbliża do podstaw atomu,

zarazek robi się cięższy. a świat unosi – za dronem.

 

Życie w regule rozkładu, choć trzeba dosięgać do marzeń...

ile się można panoszyć? Żyjemy w czasach zarazy.

 

Blask generuje energię, a słońce ubiera ją w słowa.

Z arytmią szturmuje poezja, w reakcjach fuzji jądrowej.

Tak łącząc jądra wodoru, uzbrajam jaźń słońca helem.

Wyrzucam plazmę na forum. Zarazek uznaje – za wiele.

 

Życie w regule rozkładu, choć trzeba dosięgać do marzeń...

ile się można panoszyć? Żyjemy w czasach zarazy.

 

Przez formy tryby czy style przenikam do infradźwięków.

Pastele słoneczne motylem sięgają aż firmamentów.

Żyję też przez przypadki i uczę dosięgać do wrażeń...

ile się można jednoczyć? Żyjemy w czasach zarazy.

--

* treść utworu – to abstrakcja literacka, nieosobista, w szerokim przekroju społecznym.

Edytowane przez Tomasz Kucina (wyświetl historię edycji)
Opublikowano (edytowane)

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Dzień dobry. Musimy przyjąć za fakt, że tekst jest tylko fantastyczny, to abstrakcja literacka, zresztą jak zdecydowana większość moich utworów (ale oczywiście nie wszystkie), w zasadzie możemy przyjąć, iż wyraża się w estetyce wolnych skojarzeń. Natomiast zawsze staram się, aby te skojarzenia w treści moich utworów tworzyły logiczne tło i były powiązane oraz uzasadnione. Tak jest i tutaj. Nie śmiem i nie chciałbym wkraczać w Pani (w Twoje) emfazy w kontakcie z treścią tego utworu, bo osobiste doznania są najważniejsze, czasem autor narzucając interpretacje zabija ducha swej pracy i spłaszcza doznania odbiorcy, dlatego staram się tego nie robić. Jednak skoro dopytujesz, przeprowadzę krótkie resume. Otóż, tak:  "góra z brokatu" może być dowolnym komponentem w reakcjach podświadomych podmiotu lirycznego, np. paralelą do rozgwieżdżonego nieba, tutaj w treści mamy co prawda opis dnia (jest słońce), lecz wrażenie estetyki peela może kompilować w szerszej (rozciągniętej na osi czasu) jego reakcji podświadomej, albo wręcz dotyczyć jego nadświadomości (stanów frustracji lub euforii), lub nawet skojarzeń tych okołopandemicznych (treść jak słusznie zauważyłaś dotyczy koronawirusa - pośrednio). Na moment puśćmy wodze wyobraźni jeszcze ciut dalej:  być może to wrażenie bardziej skomplikowane, przebiegające w zupełnie odrębnym wymiarze tematycznym, zauważ mamy tu telebim, łącza, ekrany, głośniki - w takim dystrykcie "góra brokatu" będzie zbiorem fotonów, albo wiązką elektromagetyczną?, reakcje peela równie dobrze mogą stanowić więź interaktywną czy wirtualną w tym monologu a nie zakres realnej obserwacji i konsekwentnego opisu zdarzeń. W końcu: "brokatowa góra" może być też rzeczywistym przekazem - zilustrowaniem jakiegoś wzniesienia (szczytu) obserwowanego przez peela, brokat będzie wówczas - blaskiem, fleszem, typowym zjawiskiem solarnym - np. efektem wschodu lub zachodu słońca na tle tej góry, wtedy "zagon lilaków" (który jest powiązany z górą w treści) może stanowić dla obserwatora wstępny punkt odniesienia, np. peel obserwuje przez okno domu konkretne wziesienie, ale przez perspektywę kwiatowego zagonu, "brokatowa góra" jest dalej a zagon bzu tuż pod oknem peela, etc. etc. etc. Możemy budować dowolne efekty odbiorcze, w zależności od percepcji czytelnika. Rozumiem, że merytorycznie dopytujesz o to dlaczego peel "uczy dosięgać do wrażeń", skoro to spacer pod: "górę z brokatu", więc jak rozumiem jest to w twoim rozumieniu konkretny stan dekadencki, mocno schyłkowy. Odpowiadam: nie koniecznie musi tak być, "góra z brokatu" w skojarzeniu z konstelacją z firmamentem (niebem) może stanowić źródło poetyckiego zafascynowania podmiotu lirycznego samą Boskością (może wkraczać w imperatywny ciąg emocji, albo akcentować tęstnotę za miłosierdziem Stwórcy), lub być stanem typowego poetyckiego zauroczenia, o którym jasno stanowi dalsza treść tego wiersza, wtedy będzie logicznym uczeniem się tego oto wrażenia, bowiem wszystkie wrażenia mogą stanowić immanentną cechę spójności teologicznej - relacji Boga ze stworzeniem (człowiekiem),  a już na pewno kompilują z poetyckim zauroczeniem dosłownie każdego poety, twórcy, czy muzyka, aktora, literata, plastyka, malarza... dowolnie - itd. Nie chcę dokładnie wkraczać w stan mojej autorskiej wrażliwości co do tekstu, bo tak jak napisałem wcześniej, może ona niepotrzebnie przytłaczać czytelnika, niech każdy odczytuje treści po swojemu, poezja jest formułą głęboko subiektywną. Co najważniejsze i na szczęście wirus mnie nie dotyczy, a opis wrażeń w treści tego utworu ma zakres stricte abstrakcyjny, dodałbym, koniecznie że - że tu w treści - to bardziej stan świadomości zbiorowej społeczeństwa, które w naturalny sposób ma prawo odczuwać pewien dyskomfort w wyniku trwania tej pandemii, a wszelkie ludzkie wrażenia  stanowią zawsze formułę pozytywnego odreagowania, i o tym w zasadzie opowiadam w treści. Dziękuję za komentarz. Zasyłam serdeczności.

Edytowane przez Tomasz Kucina (wyświetl historię edycji)
Opublikowano (edytowane)

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Ok. Twoje subiektywne rozumienie mojego tekstu to dla mnie wartość dodana. Miło, że analizujesz treść, bo ja widzę jak zasadnie przebiegają twoje wnioski i kierunki w tej analizie i cieszy po ludzku, że czytelnik (ambitny) wchodzi w interakcje z tekstem. Natomiast, wiesz, ja staram się odnosić dość precyzyjnie do konkretnego komentarza. W twoim pierwszym komentarzu dopytywałaś o związek "uczenia dosięgania do wrażeń" z --> "górą z brokatu" (spójrz wyżej), nie rozumiałem, nie potrafiłem dostrzec w czym dopatrujesz się tego niedopasowania w tym zestawieniu, przyjąłem więc, że może tą "górę z brokatu" odczytujesz w znaczeniu pejoratywnym (nie widziałem innego logicznego wytłumaczenia), teraz gdy doprecyzowałaś i tłumaczysz, że chodzi o zależność "uczenia dosięgania do wrażeń do --> "Dusz smutku. Apatii. Znużenia"  wszystko się rozjaśnia. Już tłumaczę. Po pierwsze: to "uczenie dosięgania do wrażeń" jest w zwrotce ostatniej (dziewiątej), a "góra brokatowa" wcześniej w (piątej), nie ma więc bezpośredniego związku między nimi w treści utworu i co za tym idzie nie ma też dosłownych zależności logicznych w ich powiązaniu. Rozumiem, że utwór taktujesz jako całość i dokonujesz tego "telemostu ze zwrotki piątej do dziewiątej", ale niepotrzebnie. To "uczenie dosięgania do wrażeń" w epilogu utworu odnosi się tylko do relacji w tym konkretnym wersie. Wers wygląda dokładnie tak:

 

Żyję też przez przypadki i uczę dosięgać do wrażeń.

 

"Życie przez przypadki" jest tu metaforą, a przypadek napisany kursywą, a dlatego by dostrzec, że rzeczownik może mieć alternatywne znaczenia. Przypadek tu może być rozumiany jako forma językoznawcza, jako odmiana, koniugacja, albo alternatywnie jako przypadek czyli osoba, zdarzenie lub okoliczność. Podmiot liryczny mówi, że "żyje przez przypadki", to tak jakby uznał, że doświadcza przyjemności w obcowaniu z poezją z językoznawstwem, --> lub że żyje z kontakcie z konkretnymi ludźmi, osobami, i w obu tych alternatywnych interpretacjach w jakimś sensie peel  uczy dosięgania do wrażeń, bo trzeba jasno powiedzieć, że zarówno obcowanie z liryką czy życie w społeczności ociera się zawsze o wrażenia i bardzo naturalnie. To "dosięganie do wrażeń" nie ma więc tu w treści znaczenia patetycznego, w którym ja jako autor próbuję przypisać sobie rolę nauczyciela, wieszcza albo psychoanalityka, to tylko bardzo skromna i prosta zależność pomiędzy życiem i wrażeniem - jak u dowolnego innego człowieka. 

 

tutaj bardzo celnie odczytujesz moje autorskie wrażenia. Tak. W zasadzie cały ten tekst jest czymś w rodzaju arteterapi (leczeniem poprzez sztukę), bo podmiot liryczny nie skarży się przecież, nie utyskuje, nie ma do nikogo pretensji, bo nie ma winnych w sytuacji pandemicznej o której mowa w utworze. Natomiast podmiot liryczny określa własny i zbiorowy (społeczny) stan znużenia i niejako jest to klasyczne "zmęczenie materiału", czyli przesilenie, a wszystkie wrażenia w opisach i treści nawiązują do fascynacji i metamorfoz w liryce, i ta liryka jest tutaj tą odskocznią od tych obrazów telewizyjnych, fonii, o których mowa na początku wiersza. Można więc śmiało potraktować to jako arteterapię, jak słusznie przypuszczasz. Brawo.

Dziękuję, też polubiłem to porównanie ;)

 

Rozumiem. Grafika nie jest moja. Przyznaję jest mocno nieparytetowa.  Może rzeczywiście niekoniecznie potrzebna. No ale tak publikuje tu teksty. Nie wypada mi robić wyjątku.

 

Wspaniałe komentarze (merytoryczne). Miłego dnia życzę również, serdecznie pozdrawiam.  

Edytowane przez Tomasz Kucina (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

Serducho dałem po jednym przeczytaniu (bez wgłębiania się). Wiersz uruchomił serce.

 

Wracam teraz, pochylam się nad tym jak dla mnie transowym obrazem. Dla mnie zaraza jest tu tłem dla i lustrem, czymś w rodzaju towarzysza. Być może dlatego, że przez doświadczenie ostatnich miesięcy, słowo "zaraza" nabiera nowego znaczenia, zwiększa swoją pojemność. Myślę, że ten tekst daje możliwość szerokiego odniesienia i popatrzenia przezeń na własny mikro, i ten większy świat. Osobiście najbliżej mi do dwóch ostatnich strof. 

W tym do ujmującej frazy "blask generuje energię, a słońce ubiera ją w słowa" . Pozdrawiam i zostaję tu jeszcze.   

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Oczywiście twoje wrażenia subiektywne są dla mnie przyjazne. Każdy odbiorca doposaża dowolny tekst w osobisty punkt widzenia zatem w instynkt i tekst kierunkuje sobie w alternatywne kanały wieloznaczności (motywów, symboli, obrazów). Dla autora, tutaj akurat dla mnie to jest pożywne, mogę sobie porównać jak inni rozumieją perspektywę mojego wzruszenia. Tutaj mam pewność, że wspólnie odczuwamy transowość tego tekstu. Może jest odrobinkę zbyt pesymistyczny, często nie bywam pesymistą, czasami – jak każdy człowiek w systemach ludzkich skomplikowanych relacji. Dzięki, pozdrawiam Radku.

Opublikowano

@Tomasz Kucina Ciekawe , ponieważ, mimo tematyki tekst nie ma w sobie ciężaru. Może tak nie odebrałem, z uwagi na wrażenia z czytania Twoich wierszy. Jest w nich sporo, optymizmu czy to przez fakt doboru tematu, ujęcia refleksji, oraz zwrócenia się w stronę zabawy słowem. Do tego ostatniego jeszcze nawiążę. Myślę, że będzie okazja podzielić się wrażeniami. Z pozdrowieniem pozostaję. 

Opublikowano (edytowane)

@Tomasz Kucina Tekst bomba co wpadła do piwnicy i wiadomo co było dalej ;) Super zawoalowany, satyryczny i refreniczno-rytmiczny. Eksperyment jest inspirujący bo sam już nie wiem czy to z góry zaplanowany zamach na zarazka( czytam że zarazkiem są środki masowego przekazu:D tak czyta Pan Ropuch)czy zaspokojenie ciekawości co się stanie gdy... zapewne jedno i drugie, dlatego dzieje się i dzieje się dużo...

Tak na szybko.

 

Tą bombą byłem bardziej ja :)

 

Pozdrawiam

Pan Ropuch

 

 

Edytowane przez Pan Ropuch (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Jest to mimo wszystko obraz jakby oniryczny, i z elementami subiektywnego przesilenia sytuacyjnego, w którym tkwi podmiot liryczny. W tym sensie balast choćby i niezbyt obciążający czytelnika to jednak ma miejsce. W zasadzie wszystkie umizgi ku słowu i fascynacją nim peela mają stanowić dla niego antidotum. Tekst dałoby się nawet zaśpiewać, jest w rytmie i ma refreny powtórkowe. Ostatni wers utworu wskazuje wyraźniej na peela przesilenie, ale z nadzieją na lepsze czasy i w przeświadczeniu, że nikt nie jest winien zaistniałej sytuacji - pandemicznej. Bo przecież tak liryczny i transowy nastrój nie może być ewidentną kontestacją – jest raczej próbą uzyskania ładu w pozytywnej komunikacji z czytelnikiem, i powiedzenia wprost, że: w skomplikowanych czasach ważne są pasje i subiektywne metody radzenia sobie ze stresem lub powiedzmy nudą. Chyba tyle. Dzięki za poświęconą uwagę nad tekstem, pzdrwm. Rado

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

To znaczy tekst nie jest satyrą na środki masowego przekazu, jest opisem stanu poczucia samego peela, narratora, wzrostu poczucia przesilenia. Mass media mają obowiązek udzielania szczegółowych informacji w każdym istotnym zakresie. A przesilenie naturalnie może dopaść każdego dosłownie obywatela, powiedzmy że globalnie - na całym świecie, i bez wyjątków, nie tylko że u nas w kraju. Więc tekst jest formą odreagowania, nie ma potrzeby dopatrywać się w tekście spisku, tym bardziej autorskiej krytyki. Jako zwyczajny człowiek mam czasem potrzebę wyrażenia w utworze ludzkich słabości – które notabene dotyczą wszystkich, nie stanowię wyjątku. I taki jest ten tekst, jest mówiąc precyzyjniej - ludzki, a moją pasją są słowa, więc ze słów tyle że bardziej wysublimowanych złożona jest treść. Dla jednych to może być techniczna rymorecytacja, dla innych uporządkowana liryka z rymem, w zależności od preferencji ich odczytu. Dla ciebie stanowi (jak czytam) zamach na zarazka – tak zgadzam się, to odreagowanie poprzez tekst swoiste podświadome antidotum na to cholerstwo. Na szczęście nie znam nikogo, kogo problem dotyczy, ale problem jest realny, a covidosceptycy są bezwzględnie szkodliwi.

Dzięki za słówko Mr. Ropuch. Saluto!

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • bezimię najpierw zniknęło echo. powiedziałem swoje imię. wróciła tylko cisza. cisza, która wyglądała, jakby już wcześniej wiedziała, co miałem powiedzieć. od tego dnia świat zaczął oszczędzać na mojej obecności. drzwi zamykały się odrobinę za wcześnie. fotokomórki nie zawsze mnie widziały. pies sąsiadów przestał odwracać głowę, kiedy przechodziłem. w sklepie kasjerka podała resztę człowiekowi stojącemu za mną. uśmiechnęła się. mnie nie zauważyła. myślałem, że to przypadki. przedmioty przestały stawiać mi opór. usiadłem na krześle, a drewno pod moim ciężarem nawet nie skrzypnęło. materac przestał pamiętać kształt mojego ciała, jakbym ważył mniej niż cień. stałem się tak lekki, że bałem się, iż przestanę odciskać stopy na podłodze. potem zaczęły znikać zdjęcia. ramię żony obejmowało powietrze. córka śmiała się do kogoś, kogo aparat już nie pamiętał. spytałem ją, kto zrobił to zdjęcie. popatrzyła na mnie długo. w jej oczach nie było już mojego odbicia. wzrok prześlizgnął się po mnie tak gładko, jakby patrzyła na dobrze umyty kafel. byliśmy sami w pokoju, ale ona zaczęła już powoli wietrzyć po mnie powietrze. w ustach miałem smak świeżo rozkopanej ziemi. dotknąłem kuchennego blatu. miałem wrażenie, że to nie ja go dotykam. jakby nawet dotyk musiał najpierw przypomnieć sobie moje imię. tej nocy usłyszałem, że ktoś chodzi po mieszkaniu. nie szukał mnie. szukał miejsc, w których kiedyś byłem. jakby upewniał się, że naprawdę zniknąłem. rano wszystkie lustra były zaparowane. na każdym ktoś zostawił ślad dłoni. nie od zewnątrz. od środka. ścierałem parę rękawem. szkło było ciepłe. jakby ten ślad zostawiono po tamtej stronie. zacząłem mówić głośniej. stawiać cięższe kroki. trzaskać drzwiami. hałas wracał. tylko nie do mnie. z każdym dniem pamiętałem mniej. nie dzieciństwo. nie twarze. pamiętałem coraz mniej samego siebie. któregoś ranka nie potrafiłem przypomnieć sobie własnego głosu. otworzyłem usta. wyszedł z nich oddech. cudzy. jakby ktoś od dawna ćwiczył go we mnie. ostatni raz spojrzałem w lustro. stał tam mężczyzna. wyglądał dokładnie jak ja. tyle że był spokojniejszy. bardziej prawdziwy. pozbawiony mojego błędu. uśmiechnął się z ulgą. jak ktoś, kto przez wiele lat czekał, aż właściciel wreszcie opuści dom. podniósł rękę. nie zrobiłem tego samego. to nie było odbicie. to był gest pożegnania. odwróciłem się. za plecami nikogo nie było. kiedy spojrzałem ponownie, lustro było puste. po raz pierwszy w życiu odbicie zniknęło przed człowiekiem. stałem na środku ulicy. czułem, jak czas przepływa przeze mnie, nie zostawiając we mnie żadnego śladu. od tamtej chwili ludzie coraz częściej przechodzili obok mnie. czasem na ułamek sekundy marszczyli brwi. jakby prawie mnie pamiętali. jakby zaraz mieli wypowiedzieć moje imię. ale świat był szybszy. to wystarczało. świat nie odbiera życia. po prostu pewnego dnia przestaje pamiętać, że kiedykolwiek byłeś.      
    • ulotność    ile waży ważka co się odbiło  w kropli rosy    co rano zjadł  robaczek  świętojański    czy kiedy się  rodziłeś świeciło słońce   jak smaczna  była kawa i lody z truskawkami   tylko poezja to wie
    • Wiatr przetoczył się. Wyrwał korzenie z ziemi. Drzewo padło bez ostrzeżenia. Rozbiło szybę pod ciężarem nieba.     Stoi biała i cicha. Pod kablami. Szklana pajęczyna rozbija światło. A w środku zapach burzy.     Blachę wymienisz.  Życia się nie da.
    • @andrew@Benjamin Artur serdecznie Wam dziękuję

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

       
    • @Leszek Piotr Laskowski Tak mało potrzeba.  Wystarczy, kochać bliźniego , jak siebie samego .   Pozdrawiam serdecznie Miłego dnia 
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...