Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

 No tak, przecież to potwierdziłem i dodałem jeszcze, że twoje odczucia i perspektywy wrażenia są ważne, bo są tylko twoje, że nikt ich nie zawłaszczy to twoja wolność intelektualna. Wszystko się zgadza.

Zgoda. Wypowiadałem się tutaj tylko co do zależności typowo oksymoronicznej . Oksymoron owo --> "słusznie boi" - idealny oksymoron to mogłoby być właśnie zasugerowane "odważnie boi" w takim zastosowaniu mamy wyraźny zaznaczony antagonizm tej frazeologii. 

 

Co do wiedzy i świadomości człowieka w kontekście do strachu masz racje, lepiej być świadomym i żyć bez lęku, świadomość ma znaczenie. Nie mam w tym zakresie uwag. 

Ładnie opisujesz piękno świata w kontekście chociażby do tej muszki. Podoba mi się taka wrażliwość jest usposobiona w obraz natury. Nie odebrałem twojej wypowiedzi zbyt dosłownie, spokojnie, jestem protagonistą twoich perspektyw i nie ich krytykiem, na serio - napisałem tylko, że frazeologia słuszności i bólu ma uzasadnienie w ich korelacji i że niekoniecznie zaraz musi nabierać oksymoronicznego kontekstu, bo z samej definicji tego środka poetyckiego trochę się to nie zgadza, nie ma tu bowiem wyraźnej przeciwności w znaczeniach tych pojęć - tzn. słuszności i lęku.

Delikatnie mówiąc niepotrzebnie wytyczasz sobie te wszystkie ścieżki poprawności w poezji. Dam dobrą radę, liryka nie musi zawierać jakiś kanałów poprawności, a zestawienia słów jakby z innej bajki - bo tak rozumiem twoje uzasadnienia jest właśnie tym środkiem poetyckiego firmamentu, czyli czymś co odróżnia lirykę od tych reporterskich czy epickich imperatywów. Im dziwniej tym lepiej (ale to tylko subiektywny pogląd), rozumiem, że sieć kojarzy ci się z nowoczesnością, ale przecież ja nie pisałem o sieci połączeń - światłowodów czy technologicznych konfiguracji tylko o sieci ludzkich niegodziwości czyli w ludzkich relacjach bezpośrednich, to oczywiste. Spokojnie, twórzmy teksty kontrowersyjne, mniej wulgarne a właśnie w domenie vintage, wiesz co to vintage? To taki amalgamat stylów, różnych i wrażeń w stylistyce w tym wypadku poetyckiej. 

 

 Coraz ciekawiej mi się ciebie czyta. Leon Bonnat pewnie byłby zachwycony, dla Hioba pewnie byłaby to "wieść hiobowa" ;)) Już ciebie uwielbiam, serio, chcę ciebie czytać. Śliczna retrospekcja ;)

Esencja u Platona ma podstawę niezmienności bytów oraz ich "constans" wyrażając to językiem matematyki, czyli wartość stałą. O tym ci dowodziłem, bo ukierunkowałaś mój tekst do Platona, to gruba paralela? :) Pisałem, że tekst jest raptem kontestacją zjawisk społecznych, a kontestacja nie może "żyć" w zgodzie z ideą esencjonalizmu platońskiego, bo nie przyjmuje niezmienności, przeciwnie chce zmieniać człowieka jego otoczenie i poglądy - kontestujemy dla próby zamanifestowania własnego niezadowolenia a niezadowoleni oczekują zmian postaw społecznych. Trudno mi po raz drugi tłumaczyć kontekst mej wypowiedzi ;)

Ty zawsze rozumiesz, ale ostatecznie stoisz w kontrze do mych logicznych argumentów. Nie możesz tak reagować, bo ja nie jestem twoim wrogiem. Oczywiście, że materializm uważam za cechę pejoratywną, ale w kontekście przyjmowania go jako środka nadrzędnego w wartościowaniu świata, bo przecież samo bogacenie się społeczeństw nie stanowi dla mnie problemu. Dlatego twoja metodologia czytania mojej skromnej osoby niesie za sobą nieuzasadnione uprzedzenie - do mnie, zaś w rozumieniu religijnym skojarzenie mieści się w zasadach dekalogu w przykazaniach. "Nie pożądaj żony bliźniego swego ani żadnej rzeczy która jego jest"- to wymowny aspekt antymerkantylny. Jestem katolikiem więc mam do tego prawo a nawet nakaz. Uczciwe bogacenie się człowieka nie budzi u mnie żadnych kontrowersji. No co ty wypisujesz? Chcesz całkiem mnie pogrążyć? Tak mnie nie lubisz? ;)

Ważne, że rozumiesz "typologię" i "taniość" już jako metaforę, dla mnie to miód na serce. Nie katujmy się o szczegóły, nie musisz mi ciągle udowadniać, że wszystko rozumiesz, ale coś i tak jest nie tak, tak dyskutować możemy w nieskończoność.   Polubimy się w końcu za bardzo ;)

 

Pisałem wcześniej, że szatan jest dla katolika substytutem zła, jest ten akcent w wierszu. Metafizyką może być każda perspektywa ludzkiej jaźni, bo nic w świecie z punktu naukowego nie jest pewne na 100 procent, jedne teorie rugują inne poprzednie, o tym dowodziłem. 

Napisałem cytuję:

Słowo metafizyczny odnosi się tu tylko do uzasadnienia, że katolik nie traktuje szatana jako obiekt abstrakcyjny czy nieistniejący, w tym sensie użyłem tej definicji niemetafizyczności. Szatan nie jest też moją przyczyną bytu jak tu piszesz. Moją przyczyną bytu jest Bóg, a zło jest efektem buntu anioła, którego nazywamy szatanem, proste. Nic więcej nie dodam. 

Nieprawda, to co wiemy o cząstkach elementarnych jest wielką zagadką. nie rozumiemy nawet dlaczego cząstki elementarne jedne inkarnują w inne. np. neurtina. Całe badania w CERNIE w Szwajcarii są niekończącą się hipotezą podróżujących w kółko cząstek elementarnych, a prawa matematyki i fizyki te nawet wydawałoby się bardziej uporządkowane i historyczne ulegały w zasadzie wiecznym przeobrażeniom. Nie chcę z tobą wdawać się w tematy nauk ścisłych, bo mam wykształcenie w tym kierunku, więc wiem trochę o tym. Z samej zasady nieoznaczności Heisenberga na podorędziu możemy wysnuć wniosek, że nie jest możliwy jednoczesny dokładny pomiar położenia cząstki i jej pędu, więc o czym tu mowa? Nie będę dyskutował o mikro i makrofizyce na portalu poetyckim, skoro nie widzisz rozbieżności i luk dowodowych do tez w nauce to znaczy, że żyjesz właśnie w metafizyce o której wcześniej pisaliśmy. Nie klucz, proszę. Nie jedźmy tą windą.

Solipsyzm o którym napominasz dąży jawnie do iluzji a subiektywizm jest wymową własnej wrażliwości o tym pisałem jeżeli już do subiektywizmu, gdzie mnie prowadzisz w analizie, na manowce chyba. Wszystko jest metafizyczne bo nie jest pewne do końca. Solipsyzm wychodzi z założenia, że nic poza umysłem jednostki nie jest rozpoznawalne, czyli wyraża solipsyzm ten zawłaszczony przez ciebie subiektywizm w zakresie kultu umysłu, ja nie opowiadałem o umyśle człowieka - jednostki, który ma być w perspektywie solipsyzmu demiurgiem naszej świadomości, dowodziłem tylko, że świat jest tak skomplikowany, że nie da się w nim nic udowodnić, dziś czy jutro pojawiać się będą kolejni solipsyści czy inne teorie, ale Boga człowiek nie chce przyjąć za imperatyw nadrzędny wszechświata, lepiej budować sobie kolejne wątpliwe teorie i je następnie obalać. Ecce homo. Oto człowiek. 

Pijesz zieloną herbatkę, wrzucasz na luz, a wykład mi zadałaś z filozofii i z fizyki kwantowej i z absurdów rozumienia mojego prostego tekstu, który jasno wyraża że nasze ludzkie przywary i priorytety w życiu są po prostu do du..y, i to ci właśnie uzasadniłem. Nie komentujmy dalej tego wiersza, bo zrobimy z niego traktat tragikomiczny. Pokolenia będą go czytać, ale oczywiście dla beki - pani Sekret. Pozdrawiam. 

Opublikowano

@Tomasz Kucina
Po prostu nie widziałam sensu potwierdzania tego, że każdy ma swoje odczucia, bo to pewien aksjomat w rozmowach, który z definicji, przyjmuje się bez dowodu. Stąd zdziwienie. 
Nie widzę korelacji między piciem zielonej herbatki/wyluzowaniem a rozmowami na tematy bardziej skomplikowane od komentowania pogody za oknem. 
To, że coś rozumiem, nie oznacza, że się z tym zgadzam lub - że uważam to za dobry opis danego zjawiska. 
W żaden sposób nie mieszam fizyki z metafizyką. To Ty to zrobiłeś w momencie, w którym do swojej ogólnej wizji świata wmieszałeś fizykę, a w zasadzie - przy zasadzie Heisenberga - napisałeś to samo, co ja. Nie odwracaj kota ogonem.
Nie napisałam, że subiektywizm równa się solipsyzmowi. Lecz uciekanie się do subiektywnego rozumienia wszystkich pojęć, dąży powoli do solipsyzmu. Ja, mimo wszystko - uważam, że na dzień dzisiejszy jesteśmy w stanie mniej więcej coś udowodnić w ramach systemów, które stworzyliśmy. Stworzyliśmy też bóstwa, w które wiara jest sprawą indywidualną. Mnie tam interesuje jedynie to, by ta wiara nie ograniczała innym pokoleniom dostępu do wiedzy, nie przyjmowała stanowisk politycznych i żeby - na litość kocią! - dało się jakoś normalnie wypisać z KK, bo dokonanie aktu apostazji trudniejsze i bardziej czasochłonne jest od oczekiwania na refundowaną operację chirurgiczną w ZUSie. 

A przed wszystkim - nikt Cię tutaj nie atakuje. Pojawiają się jedynie losowe spostrzeżenia, które - zdaje mi się - w mylny sposób nad interpretujesz. Buchające z Ciebie emocje nie są adekwatne do ogniska, przy którym się ogrzewamy. Nie pochlebiam korzystania z argumentum ad populum, więc jedyne Twojej refleksji pozostawię to, że zarówno ja, jak i Pan Ropuch lub Natusska poczuliśmy się z lekka "osaczeni" twoimi reakcjami.
Swoją drogą, to również ciekawe studium przypadku. Nie wiem czy Twój odbiór mojej wypowiedzi jako agresywnej nie jest spowodowany drzemiącą w Tobie niepewnością/lękiem (o którym rozmawialiśmy) lub wewnętrzną burzą - takie krzywe zwierciadło. Ale to w sumie nieważne.  

Tak czy owak, wszystko co tutaj pod tym tematem ktokolwiek napisał, było jedynie luźnym spostrzeżeniem/nawiązaniem/pytaniem. Możesz się czuć ze swoim światopoglądem bezpiecznie na tym forum, bo tutaj każdy wyznaje jakiś inny, tak mają artyści.
Myślę, że nie powinieneś angażować się tak bardzo emocjonalnie. To trochę peszy i odbiera powagi, moim zdaniem.  

Pozdro! 

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

To jest dosłownie - aberracja. Te skojarzenia które rodzą się w twojej głowie nie są treścią mego wiersza. Czy ty nie rozumiesz, że ja nie mogę i nie chcę odnosić się do twoich skojarzeń, przecież za chwilę znowu podrzucisz jakąś dowolną teorię z matematyki, fizyki czy psychologii i będziemy dyskutować o twoich skojarzeniowych funkcjach mózgu?, może z psychoanalitykiem porozmawiaj? Pomyśl wrzuciłaś nie wiedzieć czemu do komentarzy temat solipsyzmu, bo tak ci się zachciało, a niby dlaczego ja mam to komentować?, no zastanów się i oceń logicznie dokąd zmierzamy?, dalej zahaczasz o Heisenberga, piszesz o obrazach Leonarda Bonnata, o funkcjach falowych i supozycjach elektronów, i o kwantach - jak to ma się do mojego tekstu?, i co ja mam z tym wspólnego oraz mój wiersz? Ochłoń, proszę. 

Nic nie odwracam? Kotem w awatarze jesteś przecież ty ;)) Napisałem tylko, że metafizyka jest wszędzie, bo nic nie da się udowodnić, tylko i aż tyle. Zostaw tego Heisenberga bo mu wszystkie kwanty uciekną z oscylatorów w życiu pozagrobowym do twych skojarzeń ;) 

Wybacz do bóstw, które jako kolejne elementy twych uwikłań synaptycznych włączasz do dyskusji odnosić się już nie będę, w bóstwa nie wierzę, wierzę w Boga katolickiego.

To pod moim tekstem o tym? Ja nie jestem twoim biskupem, zgłoś się do kurii albo chociaż parafii, może do papieża napisz? Ja zawodowo z instytucją KK nic wspólnego nie mam, więc nie pomogę. Jestem ochrzczony i po bierzmowaniu, ale to za małe kompetencje ;) LOL;))

Wynika z tego, że dyskutujcie sobie o tym w prywatnych rozmowach na portalu, bo inaczej nie napisałabyś tego tak sobie swobodnie. To już wszystko rozumiem. Ładne rzeczy.

Ale histeria z twojej strony, rozumiem nie masz w domciu lusterka, oooojej ;]

Jak ty się uważasz za artystkę, to ja uprzejmie przepraszam ;) hehs. Ja o swoich utworach nawet boje się napisać, że to wiersz, więc częściej używam słowa "tekst". Przepraszam ;)

Emocje  są w tobie, bo tylko fanatyk przerzuca się z autorem tekstu argumentami w nieskończoność. Nic nie zrozumiałaś z tego wiersza i teraz z kipą z ciebie histerie, ja odpowiadam logicznie skoro jest u mnie kolejny komentarz, nie ja znęcam się pod twoim tekstem nad tobą. Oceń logicznie swoją pozycję. Artystko ;)

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Przepraszam Ciebie, że odpowiadam dopiero teraz, po prostu umknął mi twój komentarz, wśród innych.

 

Utwór opisuje pewne ogólne i subiektywne spostrzeżenia w temacie przywar społecznych. Nie wszyscy są tacy sami, ale pewne standardy są powtarzalne, w tekście używam 1 osoby liczby mnogiej, więc sam nie odżegnuję się od błędów. Nie da napisać się przecież tekstu w którym enumeratywnie wymienimy osoby, zawody, czy postawy moralne do których autor nie ma zastrzeżeń. Spróbujcie to chociaż zrozumieć. Każdy tekst odnosi się do jakiejś przestrzeni, a sam autor nie musi deliberować czego lub kogo nie dotyczy, i kto poczuł się urażony. Inaczej się nie da.

Rozumiem, przyjmuję. Tekst jest jaki jest, i niech już sobie taki pozostanie. 

 

Napisałem tam wyżej w którymś komentarzu, że na razie nie będę publikował kolejnych utworów tutaj, w zasadzie nie ma to sensu, bo przeważnie muszę w odpowiedziach analizować to czego w moich tekstach nie ma, a niby być powinno. To jest żmudne i lekko absurdalne, bo każdy w treści może zechcieć zobaczyć co chce - to ślepa droga. Nie mam na myśli akurat ciebie, zauważyłem jednak, że gdy autor zaczyna analizować własny tekst a w celu by ów naturalnie przybliżyć czytelnikowi, tym częściej komentarze robią się agresywne i złośliwe wobec samego autora. To nie ma sensu.

 

Przepraszam, że akurat pod twoim komentarzem o tym piszę, teraz naszła mnie taka myśl i z nią się w tym momencie naturalnie podzielę. Zrobię sobie przerwę w dyskusjach z Państwem i publikacjami, ostatni komentarz przed twoim uświadomił mi, że podobno denerwuje forumowiczów,  a wynika z tego przynajmniej konkretna nauka dla mnie - a mianowicie nie angażuj się autorze w komentarze, bo ciebie ludzie znienawidzą. Najlepiej być głupcem, żyć w nieświadomości i mieć wywalone na to co inni piszą ci pod tekstami. 

 

Nie bierz tego do siebie, bo ta konkluzja nic z tobą nie ma wspólnego - w ogóle, jest ogólna. 

Również pozdrawiam Aniu.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

 

Nie, nie biorę tego do siebie. :)

 

Myślę, że podchodzisz do tematu zbyt emocjonalnie, ale wynika to prawdopodobnie z dyskusji, jaka rozgorzała pod Twoim wierszem. Ogólnie rzecz biorąc, większość tekstów wywołuje różne reakcje, czasem takie, których autor nie zdoła przewidzieć. Bywa, że są to zaskoczenia pozytywne, bywa, że negatywne. Autor musi wyrobić w sobie pewną elastyczność - z jednej strony trzeba umieć przeanalizować słowa krytyki i ewentualnie skorygować błędy, z drugiej - pozostać przy swoim zdaniu, jeżeli krytyka jest bezpodstawna albo nieadekwatna - i iść dalej. 

 

Nie ma powodu, aby się zniechęcać. :)

 

Pozdrawiam

 

...i dziękuję za serduszko. :)

 

 

 

 

Opublikowano

ja się obracam wśród ludzi, którzy wychwalają Boga i mówią, że nas Bóg kocha. daje nam sygnały. uwielbiam uwielbienia do Boga. doskonale pamiętam takie ciepło od Boga, strasznie płakałam wtedy i przyszła taka miłość zalała się we mnie, że zawsze już tkwi.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Portalowe serduszko zawsze dla ciebie ;)

 

Masz chyba rację, ten tekst jest dosyć mocno omówiony przeze mnie w kolejnych komentarzach. Nie wiem jak to wygląda z perspektywy statystycznego forumowicza i czy widać  emocje w moich odpowiedziach - skoro tak,  pewnie masz racje, ale ja na serio nie odpisuje emocjami?, raczej bardzo taktycznie i drobiazgowo rozkładam każdy komentarz na części pierwsze, analizuję i jak najlepiej potrafię odnoszę się do jego treści, naprawdę działam bez emocji i notabene często z poczuciem humoru (rozluźniając komentującego jakimś zdaniem z pograniczna kumoterskiego spontanu) , lecz to nie działa, nie skutkuje, wręcz przeciwnie chyba raczej ta moja szczegółowość i taktyczność odpowiedzi zaczyna denerwować konkretnego komentatora, a ten zaczyna wręcz pastwić się nad treścią publikacji. Ja osobiście nie wyobrażam sobie, aby na siłę perswadować autorowi jakieś subiektywne rozwiązania lub upierać się przy swoim zdaniu,  takich metod nigdy nie stosuję wobec innych forumowiczów, komentarz okraszony odpowiedzią i jasnym punktem widzenia autora powinien przechodzić w stan stagnacji, a jeżeli molestuje się autora permanentnie przepychając kolanem własny punkt widzenia to wygląda już wtedy bardzo źle. Jeżeli sam komentuję dłużej czyiś tekst na forum to zawsze staram się prowadzić dyskusję do koncyliacji i jakiegoś wspólnego punktu widzenia, nie szukam w tekstach innych forumowiczów spornych zagadnień, bo takie postępowanie prowadzi tylko do jatki w analizach, a te stają się zazwyczaj personalne, albo wykraczają poza treść w inne absurdalne perspektywy. Nie rozumiem tego, że merytoryka odpowiedzi zamiast jednoczyć dzieli ludzi. Paskudny to świat.

Bardzo, bardzo, bardzo dziękuję za ten komentarz. Buduje mimo wszystko moją wiarę w ludzi. Każdy ma własny światopogląd, nie rozumiem, że światopogląd może stanowić punkt sporny dla ludzi. Cudownie wymienić się komentarzem z kimś kto został obdarowany Łaską Boską, bo taka perspektywa o której tu piszesz wyraźnie na to wskazuje. Dawno doszedłem do wniosku, że Wiara zależy właśnie od tej Łaski a nie od nas samych. Więc i ocenianie ludzi bez wiary może nie być do końca sprawiedliwe. Dlatego ja od dawna odżegnałem się od takich metod, wszystkie relacje staram budować się w tolerancji, natomiast jeżeli ktoś próbuje korygować moje potrzeby duchowe, albo krytykować i negować mnie tylko dlatego bo jestem katolikiem, to zaczynam reagować, może niepotrzebnie. To takie podstępne - można skwitować - Barabaszowe. Pozdrawiam Ciebie szczególnie ;) 

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

 

Dziękuję. :)

 

Nie mam na myśli emocji w Twoich komentarzach, ale w reakcji na całokształt.

To, że starasz się podchodzić merytorycznie nie oznacza, że każdy, kto z Tobą dyskutuje będzie miał też takie nastawienie.

Na to naprawdę nie ma co liczyć. Niektórym chodzi o rzeczowe wyjaśnienie, a niektórym jedynie o zamanifestowanie bądź przeforsowanie swojego zdania. W tym drugim przypadku dyskusja mija się z celem.

 

Po prostu przygotuj się na to, że reakcje mogą być bardzo, ale to bardzo różne. I nie z każdym, kto ma odmienne zdanie musisz się spierać i ścierać. :)

 

Pozdrawiam

 

Opublikowano (edytowane)

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Tak. To ma sens i tak wygląda. To chyba chodzi o przeforsowanie własnego punktu widzenia i zyskania przewagi. Jeżeli ludzie tu myślą sobie, że ja szczegółowo odpowiadając na drążące komentarze też zmierzam do uzyskania handicapu nad komentującymi to najlepiej i najwłaściwiej niech spojrzą w moje komentarze pod tekstami innych autorów. Nigdy nie stawiam się w opozycji do obcych tekstów, raczej uzbrajam teksty innych autorów w szersze obszary ich odziaływania na publikę, i doceniam te obszary tekstu, które zasługują na to , wtedy nie ma zazwyczaj problemu, autorzy są zadowoleni i zgadzają się z moimi punktami rozumienia ich własnych tekstów. Problem pojawia się, wówczas, kiedy odpowiadam na komentarze pod własnymi utworami i zwyczajnie merytorycznie i porozumiewawczo staram się po prostu odkryć perspektywę i znaczenie oddziaływania zastosowanych metafor, albo odnoszę się do samej  treści, a najbardziej, problem nasila się gdy utwór prezentuje jakieś poglądy okołokonserwatywne albo dotyczy tematów Wiary czy bliskości z Bogiem, przecież bardzo subiektywnych, w całkiem laickim i naturalnym opisie. 

 

Najlepiej odkryć to kto kim jest i czy zaliczyć go można w poczet hejtera, kierując się do jego komentarzy pod tekstami innych forumowiczów, a nie pod swoimi. Wtedy widać jak na dłoni kto reprezentuje jaki poziom kultury agresji czy wspomnianych przez Ciebie emocji. Bo emocjonalność nie działa w kimś tylko pod jego własnym tekstem (tegoż autor naturalnie broni - to jakby jego dziecko, coś z jego krwi, gen), ale ta emocjonalność działa w nim zawsze, a zwłaszcza wygraża innym pod ich autorskimi pracami. Autora najlepiej zaś ocenić po tym, czy nie prowadzi rekontr krytycznych pod tekstami krytykujących go komentatorów, u mnie tego nie znajdziesz. Nigdzie. Nie organizuję baraży i vendett. 

 

Mądrą i logiczną jesteś Osobą Aniu, bo dobrze mi radzisz. Twoje sugestie są szczere. Pozdrawiam również.

 

Będę zawsze zaglądał z przyjemnością do twoich wierszy, bo teraz wiem, że przemawia przez Ciebie racjonalizm,  i na krytykę nie licz ;))

Edytowane przez Tomasz Kucina (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

 

Widzę, że emocje opadły. :)

Pozwól, że jeszcze coś Ci zasugeruję: myślę, że nie warto zbyt szczegółowo "opowiadać" swoich wierszy - pewne wyjaśnienia są potrzebne, ale niech czytelnik sam się wysili...

 

Dziękuję serdecznie za jakże miłe komplementy i za deszcz serduszek, którymi mnie obsypałeś. Znowu się zarumieniłam...:)))

Co do racjonalizmu - mówię z doświadczenia: sama te problemy przepracowałam.

 

A odnośnie moich wierszy, cieszy mnie bardzo, że podobają Ci się moje miniaturki, ale chciałam Cie zaprosić do przeczytania wiersza SZTURM. Ciekawa jestem, jak go odbierzesz.

 

Teraz muszę się pożegnać, wrócę wieczorem. :)

 

 

Opublikowano (edytowane)

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

@Tomasz Kucina @Sekret @Natuskaa Panie Tomaszu naprawdę?! Aż do takich wniosków Pan doszedł. Jest mi zwyczajnie po ludzku - przykro w ogóle do tego się odnosić. Swoją drogą dzięki tej dyskusji w końcu wiem, że to Pani Sekret, a nie Pan Sekret :) Żałuję i myślę sobie, że nie tylko ja, że zostawiłem jakikolwiek komentarz pod Pana wierszem, a może po prostu - o tej jeden za dużo. Zdrowia życzę!

 

Pozdrawiam

Pan Ropuch    

Edytowane przez Pan Ropuch (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Ja nie zamierzam więcej uczestniczyć pod wierszami imć pana Tomasza Kuciny, niech sobie żyje w swojej bańce. Pani czy też Pan Sekret wstawił/a się za mną bez żadnej mojej prośby o to, ale dziękuję jej/mu za to.

 

Pozdrawiam.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Tak, opadły, tam pod wierszykiem "Szturm" dokonałem subiektywnej nieuprawomocnionej analizy. Bardzo przyjemny wierszyk. Pozdrawiam ;)

Pozdrawiam, plotkujcie dalej na privach. Przekaz pani Sekret był chyba jasny. Jako logiczny facet powinieneś raczej ten komentarz skierować do niej. Bo ja mam prawo wyciągać wnioski po czyichś sugestiach - mnie się nie dziw, a pani Sekret wyraźnie zasugerowała mi coś co przynajmniej w twoim umyśle powinno dać ci impuls do wyrażenia również krytyki wobec jej zachowania, bo postawiła między innymi ciebie w dwuznacznej sytuacji?, skoro w sposób nieuprawniony i nie było między wami dyskusji na prywacie -  to powinieneś do niej podobnie jak do mnie użyć swej krytyki. Ja widzę w tym komentarzu tylko krytykę skierowaną do mnie (chociaż używasz aż trzech nicków), do pani nie ma ani jednego słowa krytycznego, choć wie i sugeruje co czujesz jakby była tobą, albo jakby rzeczywiście była po jakimś słowie z tobą, z wami. Ta nierównomierność - zadziwiająca wręcz - w niesymetryczności twojego komentarza dużo daje do myślenia. Szkoda. Cze.

Opublikowano

@Tomasz Kucina 
Jak sam zauważyłeś wcześniej, każdy ma prawo do swojego własnego odbioru utworu i skojarzeń, które mu przyjdą do głowy. Dlatego napisałam o skojarzeniach, nie ma w tym nic nadzwyczajnego. Zaś warto zwrócić uwagę, że do solipsyzmu czy fizyki odniosłam się w kontekście twoich dalszych wypowiedzi (nie pisałam o nich od czapy, mój pierwszy komentarz tyczył się stricte wiersza, ale dalej to już ty popłynąłeś w rozmowę o tym, że nic nie jest w życiu pewne i tak dalej, i tak dalej...). Nie potrzebuję ochłonąć, bo wszystko co piszę jest pisane tonem spokojnym, w przeciwieństwie do Ciebie - osoby, która proponuje mi psychoanalityka. A umówmy się, nikt tego w Internecie nie robi z "czułości", tylko po to, by w pewnym sensie obrazić drugą osobę. 

"Napisałem tylko, że metafizyka jest wszędzie, bo nic nie da się udowodnić, tylko i aż tyle." - no i tu postawiłeś tezę, na którą odpisałam. Tak jak ty dałeś tezę i zacząłeś wybiegać poza sens swojego tekstu udowadniając coś z grubsza innego, to nie dziw się, że podjęłam ten temat. Ta dyskusja nie narodziła się z niczego. 

Musisz spojrzeć na świat nieco bardziej z dystansem. Dla osoby nie będącej katolikiem, Bóg katolicki jest tym samym, czym są inne bóstwa - stworzyciele. W zasadzie zarówno bóstwo A, jak i Bóg katolicki stworzyli (w różnych wierzeniach) świat i nadali mu taką, a nie inną moralność, więc odwołanie się do nich jako do tego samego - dla potrzeb uogólnienia - jest poprawne. To tak jakbym ja wierzyła w to, że Ayahuasca jest napojem od Bogów - i mam prawo w to wierzyć, wielu nawet ludzi wierzy, dla mnie to kwestia otwarta - ale negowała, że jak ktoś mówi ogólnie o napojach (że się je - np. połyka), to na pewno nie mówi o moim napoju Ayahuasce, bo to inna sprawa. Kiedy rozmawiasz z innymi, lepiej zachować dystans do swojej wiary katolickiej. Inaczej z nikim, oprócz  zagorzałego katolika, nie dogadasz się. Tak mi się wydaje.

"Wynika z tego, że dyskutujcie sobie o tym w prywatnych rozmowach na portalu, "
Nie, nie dyskutujemy. Dziwny pomysł, a wręcz teoria spiskowa. Fakt, że byłam w stanie napisać o tym swobodnie, wynika z zupełnie innej rzeczy: jestem empatyczna, wyłapuję szczegóły/detale oraz umiem czytać ze zrozumieniem. Jeżeli Pan Ropuch pisze, że mu przykro, że tak zinterpretowałeś jego filmik (a film wcale nie był - w porównaniu do wielu filmów nawiązujących do religii - "ostry") - to znaczy, że mu przykro i zdziwił się Twoją nadmierną reakcją. Podobnie  Natuskaa napisała, że przez chwilę czułaby się, jakbyś ją nawracał - to oznacza, że poczuła się osaczona (i jak widzę po najnowszym komentarzu - miałam rację, a nawet dostałam podziękowania, za które mi miło). Na tym polega empatia, dystans do ludzi i ich wypowiedzi, czytanie ze zrozumieniem. 
 
To nie ze mnie emocje buchają. Naprawdę mam przytoczyć fragmenty? Średnio mi się chce cytować teraz twoje wypowiedzi, ale no chociażby twoja reakcja na filmik z Jim Carrey pisana (o ile dobrze pamiętam) capslockiem, twoje nagminne poczucie bycia urażonym, a nawet brak jakiekolwiek grzeczności w stosunku co do rozmówcy w Twojej poprzedniej wypowiedzi - to właśnie sygnał tracenia kontroli nad swoimi nerwami. Why so serious? 

W zasadzie, to nic tu po mnie, ja zmykam - ku jakże mojemu niezdziwieniu - tak jak inni. 

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się



  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • powiedz mi kim jesteś w zapełnianiu jakiej wyrwy w nadawaniu jakiego sensu trafiłaś tutaj grać w zielone
    • Wędrował sobie pewnego razu po świecie pewien człowiek. Kim był? Nie wiadomo. Sam o sobie mówił, że jest po prostu włóczęgą, poszukującym nieodkrytej jeszcze przez nikogo ziemi. Ludzie, gdy to słyszeli, patrzyli na niego z politowaniem i pukali się palcami w głowę, no bo jakże to? Przecież każdy skrawek naszego globu został już dawno zbadany, opisany i umieszczony na tysiącu map oraz atlasów. Skąd więc pomysł, aby odnaleźć jakąś ziemię, nieznaną i niczyją? Ten człowiek był również poetą. Pisał wiersze i twierdził, że to właśnie za ich pomocą on tę ziemię w końcu odszuka, zobaczy i przemierzy. Któregoś dnia wędrowiec, zmęczony długą marszrutą, zatrzymał się w niewielkim miasteczku, na rynku. Rozmawiał tam z jego mieszkańcami o poezji, czytał im swoje wiersze i opowiadał, że gdzieś daleko, za ogromnym górskim masywem, za niezgłębionym oceanem, za tysiącem burz i za tysiącem wschodów słońca, istnieje ziemia, której piękno nie może się z niczym równać, ale nikt nie wie dokładnie, jak do niej trafić. Ludzie z miasteczka, jak zwykle, nie chcieli mu wierzyć. Nawet go nie słuchali, zajęci swoją codzienną krzątaniną. Przekupki zachwalały dorodne owoce i warzywa, kuglarze dawali pokazy żonglowania pochodniami, dzieci tłoczyły się wokół stoisk z cukrową watą i balonikami. Tylko jeden mały chłopiec podszedł do poety i zaczepił go: - Proszę pana... Proszę pana, czy może mi pan opowiedzieć coś o tej ziemi, której pan szuka? Jak tam jest? - Tam jest jak w raju - odparł człowiek, a w jego oczach rozbłysł skrywany głęboko zachwyt. - Drzewa nigdy nie są nagie. Ptaki wiecznie śpiewają o wiośnie i lecie. Wszędzie kwitną kwiaty w rozlicznych barwach, roztaczając zapachy, których nawet sobie nie potrafimy wyobrazić. Na niebie pojawiają się codziennie zorze i tęcze, a przez doliny, rozgrzane łagodnością słonecznego blasku, płyną niebieskie roziskrzone rzeki niby jedwabne wstążki. Zwierzęta nie polują na siebie, tylko pod koniec dnia spotykają się u wodopojów i rozmawiają ze sobą pogodnie w nieznanych, tajemnych językach. Żyją tam jedynie sami szczęśliwi ludzie, którzy się gorąco kochają... - Eeee... - stwierdził chłopiec, marszcząc czoło. - Nie ma takiego miejsca. Kłamiesz albo zmyślasz! - dorzucił i pobiegł ku zakurzonym miejskim uliczkom, pogrążonym w popołudniowej sjeście. Włóczęga postanowił również odpocząć przy niewielkim klombie, na gorącym od słońca skwerze. Żar lał się z nieba, mącił myśli, zasnuwał źrenice ciężką, kleistą powłoką. Człowiek pogrążył się w końcu w mętnym półśnie i nagle poczuł, że coś delikatnie trąciło jego dłoń. Uniósł powieki i zobaczył, jak na jego ręce usadowił się mały ptaszek. Był to rudzik, szary z pomarańczowym brzuszkiem, który przechylał łebek raz w lewą, raz w prawą stronę, i obserwował człowieka bystrymi, ciekawskimi koralikami oczu, Raz po raz podfruwał do góry, a potem znowu przysiadał na jego dłoni. - Co ty mi chcesz powiedzieć, ptaszku? - zagadał wędrowiec. Ostrożnym ruchem sięgnął do kieszeni, gdzie znalazł trochę okruchów bułki. Wysypał je na dłoń i poczekał, aż rudzik odważy się skorzystać z tego skromnego poczęstunku. Ptak skubnął kilka okruszków, a następnie znów zaczął na przemian wzbijać się w powietrze i powracać ku rękom człowieka, cały czas słodko poćwierkując. - Mam za tobą iść? - spytał wędrowny poeta. Rudzik oddalił się nieco, lecz przysiadł na gałęzi pobliskiego drzewka, jakby czekał na zaskoczonego tym zdarzeniem włóczęgę. Ów wreszcie wstał i ruszył za ptaszkiem. Opuścił senne miasteczko, po czym skręcił w polną drogę, która prowadziła na zachód. Minął parę opuszczonych domostw oraz wielką łąkę, hojnie usianą miriadami polnych kwiatów - rumianków w białych spódniczkach, wrotyczy jak błędne ogniki, dzikich ślazów zalotnie uśmiechniętych do przysiadających na ich płatkach modraszków. Wtem ptaszek zatrzymał się przy jednej z rozsypujących się ruder. Człowiek minął, zaciekawiony, drewnianą szopę, stare, skrzypiące pomieszczenia gospodarcze, aż dotarł do drewnianego płotu, pokrytego ciemnym, zielonym nalotem. W płocie znajdowała się furtka, zamknięta na haczyk. Rudzik usiadł nieopodal i radośnie zaświergotał. Wędrowiec otworzył furtkę i znalazł się, ku swemu zaskoczeniu, w starym ogrodzie. Był to bardzo dziwny ogród. Mogło się wydawać, że ktoś go opuścił w pośpiechu, nagle i bez jednego słowa pożegnania. Kiedyś ogrodowe alejki, kwietniki i krzewy musiały być pielęgnowane z zapałem i wielkim wyczuciem smaku. Gdzieniegdzie stały stylowe, ozdobne ławki, które czas obdarł nie wiadomo kiedy z eleganckiej bieli. Na środku ogrodu wznosiła się nieczynna fontanna, która zapewne niegdyś cieszyła oczy widokiem srebrzystych strug wody tańczących nad marmurowym basenikiem. Niedaleko fontanny znajdowała się huśtawka, przygnieciona i złamana przez gruby konar drzewa, na którym została zawieszona. W ogrodzie pełno było różanych krzewów. Poeta nigdy nie widział takiej obfitości i tylu odmian róż. Pnące, dzikie, miniaturki - wszystkie zdawały się pamiętać czas, gdy jakaś troskliwa ręka opiekowała się nimi dbając, aby rozwijały się, rozrastały i kwitły. Teraz jednak krzewy zdziczały, zmarniały, jakby zmęczone samotnością i ciszą. To właśnie ta cisza uderzyła najbardziej człowieka; w ogrodzie nie śpiewał ani jeden ptak, ani jeden liść nie szumiał pod muśnięciami wiatru. Obecna tu przyroda sprawiała wrażenie zastygłej w niewyobrażalnie bolesnym milczeniu. Nawet rudzik, który przycupnął lękliwie na chudziutkim, różanym pędzie, przestał ćwierkać, tylko wpatrywał się w człowieka uważnie i pytająco. - Co to za ogród...? I co ja mam z tym wspólnego? - pokiwał głową wędrowny poeta. - Tu nikogo nie było od lat, najwyżej duchy jakichś wspomnień zlatują się nocą do tej fontanny i do porozbijanych latarni, jak stare nietoperze. Te ścieżki dawniej żyły, z pewnością... Odpowiadały zapachem kwiatów niebu na jego zaczepki, tętniły beztroską młodością, a teraz...? Może kiedyś w owym miejscu ktoś kogoś kochał, ktoś się śmiał, ktoś tańczył wśród milionów róż, podczas gdy dziś jest tu tak cicho, że moje własne myśli lękają się głośniej odetchnąć... Zachodzące słońce zostawiało na zastygłych bez ani jednego drgnienia liściach czerwonawą poświatę. Znużony człowiek usiadł na jednej z niszczejących ławek i westchnął. - Żeby to wszystko przywrócić znów do życia, potrzeba wiele wysiłku. Ale może warto? Co, ptaszku? Czy o to ci właśnie chodziło?- zapytał, szukając wzrokiem swojego skrzydlatego towarzysza. Rudzik podfrunął do niego i poeta przysiągłby, że ptak skinął twierdząco swoją szarą główką.   - - - - - - - - - - - - - - - - - - - Następne dni i tygodnie upłynęły poecie na ciężkiej pracy. Od brzasku do późnej nocy sprzątał alejki, wyrywał chwasty, kosił trawniki, naprawiał połamane ławki, reperował latarnie. W starej szopie, która stała przy ogrodzie i w której teraz zamieszkał, znalazł wszystkie potrzebne narzędzia, zupełnie jakby ktoś je zostawił specjalnie dla niego. Ponieważ dotychczas tylko pisał wiersze, zupełnie nie znał się na ogrodnictwie, ale czuł, że intuicja podpowiada mu, co należy robić. Po prostu, gdy czegoś nie wiedział, siadał sobie przy fontannie, pogrążony w zadumie, aż wcześniej czy później znajdował odpowiedź na swoje pytanie. A może ktoś mu coś szeptał do ucha? Ogród z wolna otrząsał się z przygnębiającego nastroju i prezentował się całkiem przyjemnie. Zaczęły do niego przylatywać ptaki, z początku nieśmiało, lecz później zadomowiły się na dobre. Nocami słowiki uwijały się wśród gęstych krzewów róż, a z rana nowy dzień witały zięby swoimi przeciągłymi, melodyjnymi trelami. Latarnie oświetlały zadbane trawniki i oplatały ławki miękkimi cieniami. Zieleń rozrosła się bujna, soczysta, już nie dzika i trwożliwa. Człowiek cieszył się, widząc, jak jego starania przynosiły owoce, lecz martwiło go, że choć zdecydowanie ogród powracał do życia, nie zrodził się w nim dotychczas ani jeden kwiat. - No przecież po to jest ogród,żeby w nim coś kwitło! - martwił się wędrowiec. Podlewał troskliwie różane krzaczki, przycinał martwe pędy, raniąc sobie palce cierniami, pojechał też do miasteczka po specjalny nawóz - i nic! Ani jeden pąk nie chciał pojawić się wśród błyszczących liści. - A jednak te róże kogoś cieszyły kolorami i słodyczą - westchnął poeta. - Co ja mam teraz zrobić? Nic z tego nie rozumiem. Przecież już za parę dni zaczyna się lato... - Co ja mogę uczynić dla tego ogrodu, co więcej? Starał się jeszcze bardziej. Wstawał przed słońcem i pracował niemal do samej północy. Znał już w tym miejscu każdy zakątek i tak bardzo wyczekiwał chwili, w której choć jedna róża zaczerwieni się się w kolczastym gąszczu. Któregoś upalnego popołudnia, smutny i zmęczony, usiadł na jednej z ławeczek, wbiwszy zniechęcony wzrok w martwą fontannę. Chciało mu się płakać. Tyle wysiłku na nic! Bezradnie wyciągnął z jednej ze swoich kieszeni ołówek i nieduży, pognieciony zeszyt, w którym kiedyś zapisywał swoje wiersze. Od dawna niczego nie stworzy, zajęty nawożeniem, okopywaniem, pieleniem, koszeniem i podlewaniem. Teraz jednak poczuł, że musi ułożyć wiersz. Wiersz o tym, jak bardzo zależy mu na tym ogrodzie. Jak bardzo się spracował bez żadnego efektu. Jak bardzo boli go, że nie potrafi wypełnić tych ścieżek radością, którą ktoś musiał zabrać ze sobą na zawsze, bezlitośnie odchodząc. Pisał, że mimo wszystko przeszłość nie musi przecież ciążyć nad tym, co przecież żyje i pragnie życia. Że chociaż ktoś porzucił przed laty ten świat i zabrał ze sobą nadzieję oraz wolę kwitnienia - teraz przecież jest on, poeta, który uczy się dbać o dotkliwie niegdyś zranione rosarium. Dotkliwie - lecz przecież nie śmiertelnie. Na końcu chciał jeszcze napisać jeszcze jedno słowo, ale jego pióro zatrzymało się, jakby jeszcze nie ufało własnej śmiałości. A potem człowiek przeczytał swój wiersz na głos. Przeczytał go dla tego dziwnego ogrodu. I wtedy pierwszy raz poczuł, jak wszystkie gałązki różanych krzewów gną się od ciepłego podmuchu wiatru, który łagodnie nadszedł nie wiadomo skąd. Poeta wstał i postanowił przejść się po alejkach. Nie uszedł nawet kilkunastu kroków, gdy nieoczekiwanie u swoich stóp dostrzegł kilkanaście drobniutkich roślinek, wychylających się niepewnie z ziemi Nigdy wcześniej nie widział tutaj podobnego gatunku. Ukląkł przy nich i poczuł, jak fala wrzących łez zalewa mu policzki. Maleńkie wschodzące krzewinki pokryte były pąkami kwiatów. Tak, niewątpliwie za kilka dni te pąki rozwiną się, a delikatne łodyżki będą dźwigać najpiękniejszy ciężar na świecie - ciężar życia. Człowiek pragnął całować i pieścić skromne listki młodziutkich siewek, ale nie chciał ich uszkodzić przedwczesną radością i swoim niezręcznym dotykiem. Od tego momentu, przed udaniem się na spoczynek, gdy już uporał się ze swoimi zwykłymi obowiązkami, siadał przy malutkich, rodzących się kwiatkach i czytał im swoje kolejne wiersze, pisane z czułością i pokorą. Pewnego wieczoru poeta dostrzegł, że od północy nadciągają nad ogród ciemne, burzowe chmury. "No tak, przecież to już lato...", westchnął. To miała być pierwsza burza w tym roku. "Trzeba koniecznie zadbać o moje kwiatki, ochronić je, przecież jeszcze nie zdążyły się rozwinąć, i teraz miałaby je zniszczyć ulewa albo wichura? Będę czuwał, nie pozwolę na to!" Nocą przez ogród przetoczyła się istotnie wściekła nawałnica. Strugi ulewnego deszczu gięły do ziemi gałęzie różanych krzaków, a wichura chłostała alejki, trawniki, ławki i latarnie niewidzialnymi kańczugami. Człowiek pozostał w bezruchu przy swojej gromadce kwiatków, którą osłaniał własnym ciałem, mówiąc do nich niemal jak do dzieci: - To tylko burza. Ja też się boję, ale przecież jesteśmy razem. Obolały i przemoknięty pilnował, aby huragan nie uszkodził żadnego listka ani żadnej łodyżki. Nad ranem burzowe chmury ustąpiły na niebie miejsca drżącym promieniom świtu. I w tym złoto-różowym świetle, na jednej z pokrytych jeszcze kroplami wody kępek, pojawił się pierwszy kwiatek. Była to niezapominajka. Poeta oszalał wprost ze szczęścia, Zaczął biegać radośnie po ścieżkach w ogrodzie, tańczyć, śpiewać, krzyczeć, na zmianę płakać i śmiać się. Potem wrócił znów do swoich niezapominajek i z radosnym zdumieniem zobaczył kolejne błękitne kwiatki, pozdrawiające go zalotnymi mrugnięciami z objęć jasnej czystej zieleni. - Kocham was - napisał tego dnia poeta w swoim najnowszym wierszu, który przeczytał im na dobranoc. W myślach tulił je i pieścił. Kwiaty zdawały się wszystko rozumieć i jakby zalśniły w ciemności ukrytym, gorącym światłem.   - - - - - - - - - - - - - - - - - - - Następnego dnia człowiek stwierdził, że musi pójść do miasteczka, kupić nowy szpadel, bo stary już do niczego się nie nadawał. Ponieważ burza wyrządziła w ogrodzie wiele szkód, potrzebował również jeszcze paru innych rzeczy, aby wszystko ponaprawiać. Pogładził lekko dłonią krzewinki niezapominajek. - Niedługo wrócę - obiecał. Z głębi ogrodu przyleciał rudzik, i usiadł mu śmiało na ramieniu. Chwilę poćwierkał, a potem zniknął w kolczastej różanej gęstwinie. Na rynku jak zawsze było głośno i tłoczno. Straganiarze przekrzykiwali się nawzajem nad stertami towarów, w powietrzu pachniało grillowaną kiełbasą, gołębie tłoczyły się przy przepełnionych śmietnikach. Poeta, zaopatrzywszy się w niezbędne narzędzia, zatrzymał się jeszcze na chwilę przy stoisku z lemoniadą, gdyż zachciało mu się pić. - O, to pan?- usłyszał nagle chłopięcy głos, który skądś znał. - Tak - odparł. Przypomniał sobie swoją dawną rozmowę z owym dzieciakiem, który tamtego dnia nie uwierzył w jego najskrytsze marzenia. - I co, znalazł pan tę swoją wspaniałą krainę? - spytał chłopiec, obrzuciwszy go łobuzerskim spojrzeniem. - Tę, gdzie podobno wszystko jest takie cudowne i panuje wieczne szczęście? - Znalazłem - odpowiedział z uśmiechem poeta, myśląc o swoich niezapominajkach.  
    • spadł puch swym ramieniem przytulił rozżalonych rozjarzone brylanty na ziemi tliły się w oczach białe morze wzburzyło się po raz pierwszy od dawien dawna chcąc byśmy przypomnieli sobie, jak to jest płynąć po nim saniami   potajemnie zmówił się nieboskłon z chmurami urwiska stanął się przystankami drogi porwą pojazdy chwalić będziemy się i ogrzewać śmiejąc z gniewu, niekiedy i radości   przytulnie będzie aniołem zostać bo w końcu biel nas zewsząd otacza byle dłoni nie zajechać po całości, czymś musimy postawić posągi z węgli i marchewek   wieczór dziś jest specjalny inny niźli zawsze tańczymy nieświadomie pod jednym płaszczem bawimy się jak niegdyś i tylko to się liczy wszystko to, gdy palą się lampy pomimo tego, że marzniemy   uwieczniona kamera taśma przygotowana na niby nijak wszystko dlatego że dnia dzisiejszego, zwykłego jak inne, spadł puch    
    • @Radosław   a Ty jak Kogut…  

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • @KOBIETA Bądź  jak Supernova. 
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...