Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Tak to już jest, że kiedy człowiek się przejmuje, że coś musi być na piątkę z plusem, to mu właśnie grad na głowę leci i gruz pod nogi, i choć się stara więcej niż zawsze, to i tak mu to nic nie pomaga. I tak właśnie było z Lisem. Miał taki zwyczaj, że zawsze planował dokładnie dzień, zapiski robił w kalendarzu. Skrupulatny, zawsze przygotowany do wszystkiego, tak, żeby go nic nie mogło zaskoczyć. Tak nauczył się od małego i żył prawie jak nakręcony robocik. Niczym się nie wyróżniał, był skromnym urzędnikiem. Tak typowy, jak typowy bohater niejednego filmu z którym dopiero ma się coś podziać w miarę rozwoju akcji. Nigdy się nie ożenił. Jakoś zawsze coś stanęło na przeszkodzie. Właściwie, to sam był tą przeszkodą. Nie był w stanie poddać się tak wielkiej rekonstrukcji samego siebie i żeby jeszcze inną osobę wplanować w swoje życie. Wiedział o tym sam, że w tej działce jest bezradny. Skazany jest na samego siebie.
Fatalne lato ciągnęło się ponuro, deszcz obniżał nastroje. Wszyscy narzekali oprócz niego, bo było mu to zupełnie obojetne. Po pracy sprawdzał wszystkie rachunki, czytał codzienną gazetę. Zachodził do sklepiku po chleb, jajka i czasem parę plasterków szynki. Dwa razy w tygodniu ser i raz ryba wędzona. Zupę z mięsem gotował na trzy dni, dwa razy w tygodniu. Różniły się tylko inną zawartością warzyw. Właściwie nie myślał o niczym innym, jak tylko o swoim rozkładzie zajęć, a resztę czasu zajmowała mu telewizja. Oglądał różne programy od siódmej do dziesiątej. Potem już tylko prysznic i łóżko. Rano wstawał wcześnie, by z namaszczeniem przyrządzić śniadanie. Przeważnie była to jajecznica, płatki na mleku, kawa zbożowa i grzanki. Nikt go nie odwiedzał, oprócz starego sąsiada, który zbierał znaczki i przychodził pochwalić się swoim nowym nabytkiem. Kobiety nie lubiły go, bo nie miał charyzmy, nie odpowiadał na ich zalotne spojrzenia. Był nawet przystojnym mężczyzną, ale czegoś mu brakowało. Kobiety , które nie znały go jeszcze próbowały go wybadać. Małym żartem, uśmiechem, spojrzeniem, ale szybko się zniechęcały, bo nie było z jego strony oczekiwanej reakcji. W biurze przewracał papiery z namaszczeniem, sortował, wszystko spinał porządnie, jak przystało na dobrego urzędnika. I dlatego siedział już w tej firmie od lat, bo był niezastąpiony. Takiej cierpliwości nikt nie posiadał. Do tego pamięć miał do dat i cyfr niebywałą, więc szef nieraz zachodził do niego z małym pytankiem-„Panie Lis, kiedy to wysłaliśmy to rozliczenie do Krakowa?” On tylko zestawił wzrok na małą chwilę, jakby w jeden punkt na ścianie i mówił – trzynastego stycznia. Nikt już nie interesował się nim oprócz czasem nowej pracownicy, co rychło także traciła zainteresowanie, po paru próbach swego kobiecego wdzięku. Nie ma nic gorszego dla kobiety niż pokazać jej, że jej kobiece wdzięki nie działają. Traci grunt pod nogami, jakby jej ktoś z ręki wytrącił narzędzie. Tak to już jest, że płeć piękna ma tą przewagę, że zawsze może użyć tej niezastąpionej czarodziejskiej różdżki i nieraz to, co wydaje się być nie do załatwienia okazuje się do przeskoczenia. Taką kobietą była Irena, którą szef zawsze wysyłał do natarcia. A nasz Lis, jak twierdza z danymi. Nawet szybszy był niż komputer. I wydawałoby się, że już nic w świecie nie zmieni tego człowieka, ani jego losu, ale los czasem przyniesie nie tylko zmianę, ale kompletną rewolucję. Otóż któregoś dnia zapukał listonosz i wręczył mu kopertę. Lis od lat już był umówiony z listonoszem, by listy podawał mu osobiście. Nie korzystał z żadnej skrzynki pocztowej. Listonosz zachodził do niego pod koniec dnia i wręczał mu pocztę. Za to otrzymywał małe wynagrodzenie. Przy zarobkach listonosza było to jednak małym zasiłkiem. Lis nie miał zaufania do nikogo. List był duży i adres wypisany był ręcznym pismem. Nie miał pojęcia skąd i od kogo mógł pochodzić. Nawet poczuł obawę przed otwarciem koperty, tak jakby w przeczuciu, że list ten nie jest zwykłym listem, ale ma jakieś znaczenie. Było to podświadome i nawet o tym nie myślał, ale ręka mu drżała, kiedy otwierał kopertę, tym samym od lat, rzeźbionym nożykiem do otwierania listów. Dostał go kiedyś od brata, który wrócił z Zakopanego. Bardzo go lubił. W ogóle lubił przydatne przedmioty. Tak więc mieszkanie jego było raczej surowo urządzone. Żadnych obrazków, figurek. Jedynie kalendarz na ścianie przy drzwiach i duży kwiat, bo lubił patrzeć jak rosną nowe liście. Przypominało mu się dzieciństwo, bo matka miała dużo kwiatów i często chodziła po domu z koneweczką i z wyrazem troski w oczach. I ten obraz matki spowodował, że do kwiatów miał jakiś sentyment. Koperta wydała cichy szelest kiedy wsuwał w nią z zaciekawieniem dłoń. Papier był gruby i wytłaczany. I tylko jedno zdanie: „ Bierz urlop, przyjeżdżaj zanim będzie za późno. Nie pytaj o nic.” Bez żadnego podpisu. Tylko adres pod spodem. Widać było, że pisane to było kobiecą ręką, choć skąd ta pewność? Polegała tylko na przeczuciu. I ten rodzaj papieru. Stał przez chwilę i jeszcze raz obejrzał kopertę, bo myślał, że listonosz pomylił się i dał mu list zaadresowany do kogoś innego, ale adres był dobry. Jego nazwisko i imię było wypisane wyraźnie dużymi literami. Tak samo ulica, numer domu, Warszawa. Wszystko się zgadzało. Tylko skąd to przyszło? Adres był tylko w środku. Nie potwierdziło się więc jego przeczucie, że ktoś go wysłał z innego miejsca, poczym udał się tam, gdzie podany był adres wewnątrz. Przynajmniej nie mógł tego sprawdzić. A miejsce to było daleko, bardzo daleko.

Opublikowano

Masz fajny styl, treść też mnie wciągnęła. Ale niektóre zdania są nazbyt zagmatwane, a przede wszystkim brakuje akapitów! W rezultacie tekst jest nieprzejrzysty, taka zlepiona gruda motywów i dygresji. Np. wtrącasz uwagi o tym, ze Lis lubił przydatne przedmioty i zaczynasz opisywac jego mieszkanie ni z gruszki ni z pietruszki. To powinno być jakoś graficznie oddzielone, inaczej czytelnik na serio się gubi, już nie wie o czym czyta.

"Skrupulatny, zawsze przygotowany do wszystkiego, tak, żeby go nic nie mogło zaskoczyć. Tak nauczył się od małego i żył prawie jak nakręcony robocik." - dwa razy "tak"

" ...i grzanki. Nikt..." - tu dałabym akapit

"I dlatego siedział już w tej firmie od lat, bo był niezastąpiony." -
albo: "Siedział już w tej firmie od lat, bo był niezastąpiony."
albo: "Był niezastąpiony. I dlatego siedział już w tej firmie od lat."

"zestawił wzrok" - jakoś mi te dwa słowa do siebie nie pasują

"...trzynastego stycznia. Nikt już nie interesował się nim..." - tu też akapit

"....co rychło także traciła zainteresowanie, po paru próbach swego kobiecego wdzięku." -
- "po paru próbach użycia swego kobiecego wdzięku", albo "użycia kobiecych sztuczek" ale wg mnie nie ma czegoś takiego jak "próba wdzięku". Poza tym w nastepnym zdaniu znowu się powtarzają "kobiece wdzięki"

" Taką kobietą była Irena, którą szef zawsze wysyłał do natarcia. A nasz Lis, jak twierdza z danymi." - co to znaczy? Niby że nie zwracał uwagi na tę Irenę? Jesli ją tam wprowadzasz to wypadałoby choć jednym zdaniem opisać jego stosunek do niej. A to drugie eliptyczne zdanie jakoś niezręcznie tu brzmi. Poza tym w tych okolicach tez powinien być akapit, bo teraz przystępujesz do opisania ZMIANY w jego życiu. To naprawde zasługuje na jakieś oddzielenie!

"Lis nie miał zaufania do nikogo. List był duży i adres wypisany był ręcznym pismem." Między tymi zdaniami już serio musi być akapit!!!! już choćby po to żeby się "lis" i "list" nie zmywały w jedno. A już najlepiej byłby nie zaczynać drugiego zdania od "list"

"W ogóle lubił przydatne przedmioty. Tak więc mieszkanie jego było raczej surowo urządzone." - to "tak więc" brzmi tu dziwnie. Może lepiej "dlatego"?

"I ten obraz matki spowodował, że do kwiatów miał jakiś sentyment. Koperta wydała cichy szelest kiedy..." - akapit!

"Tylko skąd to przyszło? Adres był tylko w środku. Nie potwierdziło się więc jego przeczucie, że ktoś go wysłał z innego miejsca, poczym udał się tam, gdzie podany był adres wewnątrz. Przynajmniej nie mógł tego sprawdzić." -
- "po czym" osobno. Poza tym kompletnie nie rozumiem idei tego zdania. Po co nadawca miałby jeździć tam, "gdzie podany był adres wewnątrz'?
Zagmatwane na amen, takich zdan jest niestety więcej, ale już chyba dość długi jest ten komentarz:)

Czekam na kolejne częsci, bo mnie ta idea "małego człowieczka" naprawdę zainteresowała. Ale błagam następnym razem zwróć większą uwage na stylistykę!

Opublikowano

Przesympatyczny styl, jak już chyba w którymś z komentarzy napisałam. Jakieś drobne niedociągnięcia, o których pisali moi poprzednicy (mała kosmetyka i po problemie) Też bym chciała napisać coś w takim stylu, ale chyba nie potrafię ;-)
Pozdrawiam serdecznie :-))

Opublikowano

Dzięki za komentarze. Niektóre zdania buduję specjalnie trochę inaczej, bo to daje pewien efekt. Myślę, że możecie rozczarować się dalszą częścią, bo dużo gadania, a mało się dzieje. I trochę infantylne, ale to raczej była próba stylu niż treści. Widzę teraz jak trudno pisać książki. Trzeba pamiętać o wszystkim, co napisało się poprzednio w tekście i to ze szczegółami. Pozdrawiam serdecznie.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Łukasz Wiesław Jasiński, @Poet Ka dzięki
    • Grubas za biurkiem pochylał się nad stertą papierów, zaznaczając krzyżykami punkty, do których szykował zlecenia dla recenzenta. Łącznie pięć hoteli, z tego jeden chylący się ku upadkowi, wchodził w rewir planu Mrocznego. Odwrócił się w stronę okna, głąby gruchały pusząc pióra na parapecie. Machnął gwałtownie ręką, przestraszone ptactwo wzbiło się do lotu. - W czasie dobrobytu nikt już ich nie je. - Wyrzucił od niechcenia spoglądając w dal, tam gdzie widmo kreowało przyszłość. - Ekchem! - zniecierpliwiony poprawił cylinder - Więc jednak ,,Poświata'' będzie w rankingu dla jednogwiazdkowych suteren - zaśmiał się chrapliwie, tytoniowy dym zasłonił miniaturę zamku, stojącego na brzegu blatu. - Ta ruina jest wylęgarnią pluskiew, sprawdź dokładnie, czy coś z tym zrobili. - Dostają to w pakiecie usług hotelowych szefie. - Gromki sarkastyczny śmiech wypełnił obskurne pomieszczenie. - Lokaju wracamy do starych zakamarków - unoszący kurz, zarysował postać. Podróż była krótka, podziemnymi korytarzami dotarli do hotelu numer jeden z listy. - Mamy czerwone światło do wejścia. Teren z trupią czaszką i piszczelami. Tym hotelem zarządza mięsożerca, musimy być ostrożni, a w zasadzie ja. - Spojrzał przymrużonymi oczami na Lokaja, mglisty oddech unosił się z jego ust.   - Bezcieleśni Panie mają łatwiej. Wysoki właz ustąpił ze zgrzytem, siła umysłu Lokaja nie poszła na marne. Przenikliwa wilgoć, zapach stęchlizny wymieszany ze szczurzymi odchodami odurzył ich wspomnieniem ostatniego pobytu w podobnym miejscu. Mroczny zasłonił rękawem nos. Kilka kroków dalej, natrafili na komorę, w której składowali zapasy. Dzieci roślin przebierały w lekkim rozkładzie szczątki psów i kotów. Spod sporej sterty wystawała ludzka ręka. Mdłe światło świec drgało w rytm patykowatych rąk. - Co my tu mamy. Nepid dawno nie robił im kontroli. - Odkąd zmienili nazwę, dopuszczają takie normy Panie.   Rozsypane nasiona po posadzce wypuszczały kiełki. Lokaj podniósł jedno i schował do peleryny. Smugi światła z wąskich okien rozbijały się o piaskowe stopnie schodów w górę. Umorusana szata Mrocznego przesiąkła do kolan posoką, pogromca gwiazdek był gotowy na wszystko. Damy w czerwonych sukniach siedziały przy stolikach. Upudrowane twarze na biało, zakrywały płaty odpadającej skóry. Długimi pazurami podkradały z półmisków białe kulki, larwy wiły się w ustach, hacząc o najnowszy wynalazek w postaci zdrutowanych ludzkich zębów. Elitarna grupa mięsożerców przy następnym stole zabawiała się w grę na czaszki. Niejeden stracił przy tym oko. Wykręcanie kocich głów nie było ich specjalnością, a celowanie do nich kijem graniczyło z cudem. Usiedli obok zapajęczonego stolika. W najgłębszym zakamarku sali. - Czym mogę służyć? - Kelnerka z gniazdem na głowie pochyliła się przed twarzą Lokaja. Poczuł jej odór, myła się w poprzednim stuleciu.   - Ekh! - krztusił się wyziewami zgorzeli z kości. Odskoczyła, jakby zobaczyła ducha. - O przepraszam! - wrzasnęła piskliwie. - Nie wyczułam pańskiej obecności, proszę wybaczyć. Odpalił cygaro dmuchając kółka przed sobą. Peleryna poruszyła się, a kobieta wrzasnęła ponownie. - Łapy precz! - Pasmo materiału opadło na smukłe nogi z pajączkami, grube żylaki mogłyby służyć za makaron. - Lokaju, tego rodzaju obsługi nie musimy sprawdzać. Zamówili dania dnia, śledząc kelnerkę wzrokiem. Ciągnęła się za nią biała nić. W kieszeni peleryny resztki ziemi łączyły się z nasionkiem. - Lokaju masz rozerwaną kieszeń. - Maleństwo wyskoczyło na blat stolika, gaworząc coś w języku roślin. - Będziemy mieć znowu towarzystwo. - Uśmiechnął się szeroko, a roślinka usiadła obok jego ręki.   Kelnerka postawiła duży półmisek z takim impetem, jakby rzucała go z drugiego końca pomieszczenia. - Podano do stołu - zniesmaczona widokiem taniej siły roboczej, skrzywiła przyschnięte usta. Przegoniłaby dziecko, gdyby tylko oddaliło się od przybyszy.   - Rachunek ureguluje szef, proszę pani. Wielką pieczęcią przy bufecie podsumowali swoją obecność. Hotel otrzymał miano prestiżowego, obsługa na najwyższym poziomie z nieziemskimi wykwintnymi daniami. Z doniczki przy wyjściu zniknęła ziemia, a mały podopieczny beknął sobie na zdrowie. Następny obiekt do sprawdzenia zaznaczony flagą na mapie.
    • @Tomasz.O ... bez pospiechu, do nieszporów. Dzień można przeciągnąć  :)   Dziękuję za komentarz, pozdrawiam. 
    • A dropsa mu da? Dumas por da
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...