Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Cześć @iwonaroma. Porusza. Barwy, cud natury, od tęczy do czerni, ale nie byłoby Wszecświata bez kolorów. 

 

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Pochłanianie. 

 

 Davy Jones tyle że porzucił ziemię do życia wiecznego na morzu, Ragetti pyta czy to był „ 

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

 od  ”, powodując Pintel i  dać mu zdumione spojrzenia" - "Piraci z Karaibów"

 

Pozdrawiam. J. 

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

 

Dzięki Justyna

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

 

Biel jest tłem przyjaznym, spokojnym, nienarzucajacym się dla kolorów. Czerń z kolei jako tło bywa eksplodująca, fascynująca, straszna etc. Ale przecież w konsekwencji  zaborcza. (Nomen omen edytor poprawił mi 'zaborcza' na 'zabójcza' ;) 

Może sobie "Piratów z Karaibów" przypomnę, bo dawno oglądałam.

Pozdrowienia również 

 

 

 

@Tomasz Kucina  pozdrowienia Tomku i podziękowania 

Opublikowano

Tęcza jest symbolem jedności Boga z człowiekiem. Pamiętam jak papież Benedykt XVI  był w Auschwitz Birkenau,  pytano gdzie był Bóg w czasach tamtego bestialstwa dziejowego i dlaczego milczał, na niebie pojawiła się  wówczas tęcza. Być może Bóg postanowił więc zabrać głos. To było znamienne. Tęcza jest znakiem Bożej pamięci i przychylności, "luk kładę na obłoki aby był znakiem przymierza między Mną a ziemią".  Powiedział wtedy Bóg że kiedy rozciągnie łuk na obłoki nad ziemią wtedy wspomni na Jego przymierze z nami które zawarł i nie będzie już więcej wód potopu i zniszczenia człowieka. Skoro taki znak pojawił się w tak ważnym miejscu w obliczu ówczesnego papieża, trzeba mieć nadzieję i zwlaszcza dzisiaj w obliczu tego koronawirusa modlić się o łaskę Bożą. Ale oczywiście to tylko propozycja mnie prostego grzesznego człowieczka dla ludzi dobrej woli i z Wiarą. Przepraszam za ten śmiały komentarz. Nie miej mi za złe proszę. Tak mi się przypomniało to biblijne wskazanie przy lekturze twojego wiersza. Soreńki.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

 

Ale dlaczego za złe? Bardzo ciekawe z tą tęczą przy okazji wizyty papieża w Auschwitz... Nie wiedziałam o tym.

Znaki są codziennie ale od czasu do czasu pojawiają się naprawdę spektakularne :)

Tak, tęcza jest przymierzem człowieka z Bogiem, Bóg to biel a człowiek przepuszczony przez pryzmat..  no i mamy tęczę :)

Szkoda, że te dyskusje obecne o lgtb zawęziły  jej pojmowanie.

 

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

No właśnie, szkoda. Ja nie mam nic do ludzi lgbt, ponieważ miłość nie może być szykanowana. To jest tak trudny temat, że nie wiadomo jak się tu odnieść. Miłosierdzie Boskie ma zakres szeroki. Nie popieram tych środowisk i nie rozumiem. Ale może to ludzie tacy jak ja mają ograniczone pojęcie Boskiego Miłosierdzia. To jest wielce prawdopodobne. Na pewno Bóg stworzył "dwa bieguny" kobietę  i mężczyznę - i trzeba się cieszyć, że chociaż człowiek odstępstw od tej zasady nie upragnie. Jednak nie mógłbym przekreślić ludzi lgbt, bo nie jestem Bogiem, nie wiem jak On ich rozumie?. Zresztą są inne wymiary człowieczeństwa równie ważne w których ci ludzie mogą realizować przymierze z Bogiem. Tak sobie to wyobrażam. Tak, masz rację, Bóg to światło, a człowiek pryzmat i kolory się rozdzielają na składowe. Bardzo trafne - obrazowe to porównanie. Pozdrawiam :)

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   Klaustrofobia podziemi rosła, im bardziej puste okazywały się kolejne pomieszczenia, nagie i ascetyczne w swoich małych pokutach. Brakowało jednego przejścia, aby cały poziom tworzył jeden spójny cykl, krąg piekieł, albo aureolę na głowie kościoła przemysłu. 

        Zderzony z ostatnią ścianą, Karol odwrócił się, żeby spojrzeć na ślady butów wybite w zalegającym prochu. Nie martwiąc się o pobrudzone spodnie, usiadł na ziemi i, aby nie musieć zamykać oczu, wyłączył latarkę. Rozczarowanie. Nienasycenie. Karol był zawiedziony - nawet nie fabryką, lecz samym sobą. Ciemność trzymała go w serdecznym uścisku, ale nadal dało się wyczuć drżenia przestrzeni z każdym przejeżdżającym samochodem, a spomiędzy zawieszonej pleśni przebijał się zapach płynu do prania. Może właśnie o to chodziło? Centrum zniewolenia jesteśmy my sami, próbujemy uciekać w egzotyczne kraje lub kariery, a mimo tego i tak nie możemy nigdzie znaleźć miejsca brutalnie prawdziwego, brudnego absolutu istnienia. Człowieka chowa się czystego, a dopiero jego zadaniem jest samogwałt - wyrwanie ze swoich trzewi czegoś, czym faktycznie można by powiedzieć, że się jest (bo przecież chyba nie ,,piątoklasistą”?). Mały chłopczyk zastanowił się nad zdjęciem z siebie wszystkich ubrań (o zgrozo - ubrań ,,do szkoły”), nad pozbyciem się fetoru higieny. Nie, to nie to, to byłoby głupie - myśli chłopaka wróciły z powrotem pod ziemię.

        Strużki wody zostawiały rude ścieżki spływając powoli po ścianach. Kiedy Karol z rodzicami mieszkali jeszcze w biedzie, w nędznym domku pod miastem, całe dnie upływały mu w jego ,,bazie” - wciśniętej pomiędzy rosnące na działce drzewa a siatkę ogrodzenia. Ze wstydem wspominał do dzisiaj dzień, kiedy grupka dzieci w jego wieku, w czystych ubraniach, na kolorowych rowerach, zapuściła się w jego ulicę (co było na tyle niezwykłą rzadkością, że jest to jedyna taka sytuacja, jaką Karol pamiętał), aż spotkali go, skulonego w swojej kryjówce. Z dziecinną ochotą próbowali z nim zacząć rozmowę, lecz on, jak nieoswojony dzikus, nie był nawet w stanie spojrzeć im w oczy. Speszeni, ruszyli dalej błotnistą drogą, która prowadziła chyba tylko do jakiejś żwirowni (sam Karol nigdy nie zagłębił się w tę uliczkę dalej niż koniec jego działki), najpewniej zapominając o dziwaku już w następnej minucie. Lecz Karol pamiętał to do dzisiaj. Pamiętał, jak po długiej minucie wreszcie dotarł do niego sens sytuacji, rzucił się on wtedy biegiem przez działkę, wyskakując spomiędzy krzaków na otwarte pole, biegł przez wysoką trawę z nadzieją zobaczenia jeszcze błysku ich plecaków, lecz przywarł wreszcie policzkiem do ogrodzenia, a na uliczce panowała absolutna cisza. Karol-dzikus wyrywał się z jakiegoś rezerwatu, wracając teraz na powierzchnię świadomości chłopca, jakby między rurami piwnicznej kotłowni odnalazł komfort zapomnianej bazy. 

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...