Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

(Z kazań PissKupa Kac Marka na niedzielę)

.....

Przychodzą do mnie od was, najukochańszy, bardzo głupie listy.
Lecz ten jeden jest bardzo szczególny. To list od ….Ateisty!


Hmmm… Ateista, to jest takie dziwaczne stworzenie ,
Że trudno powiedzieć, kto odpowiada za jego pochodzenie…?
Rożne są na ten temat teorie, różne rozważania teologiczne,
Najwybitniejszych profesorów. Rzetelne. Logiczne.
Kilka takich prac nawet Noblem zostało nagrodzonych,
Przez zarówno świeckich, jak i duchownych, uczonych.

 

Otóż ten list się zaczyna… Ale co ja będę tutaj gadał,
Po prostu go wam przeczytam. A potem będę badał,
Jak zareagowaliście. Jakie was są wasze spostrzeżenia,
I czy w waszej postawie, względem biskupów, cokolwiek to zmienia?

 

Pisze tak ten ateista, w reakcji na słowa wybitnego Pasterza,
Który, ponieważ wybrać się do nieba kiedyś zamierza,
I nie chce patrzeć na to, co się tam wysoko na niebie wyprawia,
Do potępienia Pomarańczowej Zarazy, powszechnie wszystkich namawia.

List, o którym wspomniałem, zawiera takie oto słowa,
A potem, gdy już go przeczytam, będzie wspólna rozmowa:

 

„Zwracam się do Pana, Panie PissKupie, KacMarku Niejaki,
W związku z tym, co powiedział niedawno jeden z Waszej paki:
I od tamtej pory, jeśli pragnę ujrzeć twarz prawdziwego Szatana
To wpatruję się w twarz właśnie tego, polskiego, kapłana!

 

Czy Wy nie macie odwagi już słuchać swego Pana? Jezusa?
Czy wolicie się wsłuchiwać głos tego biskupa? Faryzeusza?
Mięliście w sercach rozpalać miłość. Życzliwość. Braterstwo.
Rozpalacie nienawiść. Pogardę. Kumoterstwo.
Wysyłacie hufce bandytów i „patriotów wyklętych”
By bluzgami i pięściami waliły w ludzi, przez Was wyklętych!


Od kiedy, PissKupie, żeście się tak bardzo w swym posłannictwie pogubili,
Że siejecie niezgodę miast miłości? W każdej, niemal, homilii?

Otaczał Was niegdyś szacunek. Wręcz powszechne uwielbienie,
Szukało w Was pociechy chyba każde pokolenie,
Polek i Polaków. Czy słusznie? To właściwie teraz już nieważne!
Ale zdarzały się wśród Was postaci. Wybitne. Poważne.
Na zgodę stawiające. Tak, że nieraz nawet my, ateiści,
Przyznawaliśmy im otwarcie rację. Niechaj im się ziści,
Niejeden raz, przypominam sobie, w duchu tak myślałem,
Jak dawno to było? Już prawie tych lat odległych zapomniałem!

 

A macie teraz, przecież, wzór prawego Pasterza,
Który nienawiścią w nikogo i nigdy nie uderza,
Który nie wrzeszczy, że świat się kończy! Który nie uważa,
Że na katolików poluje jakaś straszna, pomarańczowa, zaraza.
Z jego ust płyną słowa szczere, pełne życzliwości,
A w swoich komnatach każdego człowieka on gości,
Przytula emigrantów, ludzi ciężko doświadczonych
Cierpieniem wojen, z krajów potwornie wyniszczonych
Szaleństwem ścierających się tam ideologii,
Które toną w oceanach straszliwych patologii.


Serdecznie przytula on lesbijkę. I przytula geja.
Bo wie, że tylko w prawdziwej miłości jest jeszcze nadzieja,
Na zwalczenie konfliktów. I ludzi się pogodzenie.
A także na bliźniego, życzliwe i wzajemne, głębokie zrozumienie.

Ten Pasterz nie chodzi, jak jego poprzednicy, w piórka wystrojony,
I nie twierdzi, że rodzina jest niczym, gdy nie ma w niej żony,
I męża, co tę żonę nierzadko po mszy niedzielnej okłada,
Czym popadnie. By pokazać jej i dzieciom, że to mąż rządzi. I włada.

 

Nie widzę, byście, jak kiedyś, po ulicach w sutannach chodzili,
Czyżbyście się tak bardzo, tego co robicie, przed ludźmi wstydzili?
Czy państwo polskie, co was bezustannie srebrnikami obsypuje,
Jak niegdyś kapłani Judaszowe, tak teraz wasze sumienia kupuje?
Ba! No to dobrze tej władzy to idzie. Bo się jak dziwki sprzedajecie,
I w brudną politykę coraz bardziej i głębiej, bezmyślnie grzęźniecie.

PissKupie! Czy nienawiść, chciwość i głupota tak Wami zawładnęła,
Że Wam umiejętność racjonalnego myślenia całkiem odjęła?
Bo przecież przyjdzie Wam kiedyś zapłacić za takie działanie,
Choć nie będzie to, jak za Kościuszki, Was na latarniach wieszanie.

Wiernych swoich do głosowania na swoją partię namawiacie,
A przez to dzielicie społeczeństwo. Bo przecież nie naprawiacie,
I siejecie nienawiść, jakbyście nie wiedzieli,
Że tak się każdy wyśpi, jak sobie pościeli!
I że zbiera burzę kto wiatr historii sieje
A dowodzą tego spisane nasze ludzkie dzieje.

 

Zaprawdę powiadam Wam tutaj, jeśli wierzycie w swojego Pana,
Nie słuchajcie słów o miłości. Z ust TAKIEGO kapłana!
Twierdzicie od wielu wieków, żeście są Pana Apostołami,
Ale czy Jezus zwracał się do kogoś z takimi obelgami?
Czy w nienawiści wykrzywiał twarz całą? I mrużył swe oczy?
Tak, jak wściekła zwierzyna, którą wirus nienawiści toczy?

Przecież on swoich oprawców nazywał swymi braćmi,
I wszystkim im wybaczył. Chociaż doznał kaźni
I, jak nauczacie, w celu wszystkich bliźnich odkupienia
Zgodził się na potworne i długie cierpienia.

 

Zastanawiam się nieraz, czy jest w Was jakaś wola na pokajanie,
Na mienia zagrabionego przez biskupów Polsce, narodowi oddanie?
Wątpię. Bo nigdy takiej woli ja u Was nie odczuwałem,
Chociaż jak mogłem, tak starannie się Wam przyglądałem.
Owszem, słyszałem i czytałem, że ten czy ów z waszej paczki
Wyrażał smutek, a nawet rozpacz. Lecz chyba dla niepoznaki?
Bo gdyby za tym słowami stała szczerość, prawda, i Bogu oddanie,
To leżałby teraz krzyżem na zimnej posadzce. W swojej sutannie.
I nie czekałby z taką pokutą ani jednej chwili,
Boście nie tylko naszą Polskę, ale swego Boga też – zdradzili!

 

Tak. Jestem ateistą. Lecz ja Jezusa z Nazaretu szanuję,
I jestem pewny, że mocniej się w jego słowa wsłuchuję,
Niż ci Wasi biskupi, którzy pierwsi rwą się do rzucania kamieniami,
Lub ci z Was, co belki w swoim oku dostrzec nie są sami.

 

Zastanawiam się nieraz, Drogi KacMarku, PissKupie
Ile kasy brał Pan Jezus za swoje nauczanie, całkiem niegłupie?
Bo wiem ile biorą Wasi Pasterze, ciągnąc kasę z państwa niemałą
Za swe posługi dla urzędów. I z ludu. Ale to im ciągle mało…

I tak ja, ateista, zanoszę przez Ciebie PissKupie, do Waszego Pana, błaganie:
Spraw, by Twoje sługi miłość i prawdę głosiły, o Panie!
By się wyzbyły nienawiści do swoich sióstr i braci w Jezusie,
By żyli uczciwie, pośród swego ludu, w skromności, nie w luksusie,
By nie grabiły majątku narodowego. Bo do wszystkich należy,
I aby jak nauczają, tak sami żyli. W co… już chyba nikt wierzy.

 

Spraw też o Panie, by wszystkie Twoje dzieci, białe, kolorowe,
I geje, lesbijki, i trans… Mogły dumnie nosić głowę,
Z tej tylko racji, że to Ty je takimi stworzyłeś,
I pokaż, że żadnego ze swych dzieci nie upokorzyłeś,
Duszę jego w kolorowym ciele umieściwszy,
Żeś jest Bogiem wierzącego, poganina, ateisty!


Bo jeśli, jak twierdzi Pismo, z Ciebie wszystko się wywodzi
I na modłę i podobieństwo Twoje po tej ziemi chodzi,
To proszę i błagam, rozwiej moje wątpliwości,
Co do sług Twoich. Bo czy mogą sobie rościć
Prawo do głoszenie takiego Twojego słowa
W którym tyle nienawiści i pogardy się chowa?
Czy to Ty na nich zesłałeś takie powołanie?
Jeśli tak…? No cóż... Ateistą nadal… ja - pozostanę!


Bo jeśli Wasz Bóg na swoje sługi takie powołuje szuje
To ja bardzo, a bardzo za takiego Boga, dziękuję. „

 

- Nie wiem, doprawdy, kochani, co wy tym myślicie?
Ja się stąd zabieram. Czas na jedzonko… No i jakieś picie

A czemu nazwał mnie KacMarkiem? Nie całkiem pojmuję…?
Z drugiej strony… Hmmm… Nawet mi to dziwnie… Pasuje!

Wasz oddany PissKup KacMarek70225382_2677746102256294_4180650629678497792_o.jpg?_nc_cat=108&_nc_sid=ca434c&_nc_ohc=57zMLaCLMwAAX82Ceu4&_nc_ht=scontent.fwaw8-1.fna&_nc_tp=7&oh=a9f8022d1d786a470568ab1de5e006ef&oe=5EF7AB04

 
Opublikowano

Mocne. KK dał się wmanewrować w bieżącą politykę po jednej ze stron, co moim zdaniem, jest wielkim błędem, utratą autorytetu i wiarygodności. Poza tym służba mamonie, jest dokładnie  tym, przed czym przestrzega biblia. 

Pozdrawiam.

Opublikowano

@Lach Pustelnik Odważnie poruszyłeś trudne, a nawet kontrowersyjne tematy. I masz dużo racji. Ja tylko dodam, że dzisiaj sam katolicyzm z pewnych względów jest w Europie passe...

Pozdrawiam :)

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • @dwa123

       

       

      Nocą to miasto również tętniło życiem, a powrót do domu był chwilą radości przed nadchodzącą nostalgią. Wychodząc z pracy, każdej nocy mijałem Caffè Reggio. W powietrzu można było poczuć zapach świeżo mielonej kawy o północy. Często widywałem tam studentów, artystów i nocnych marków, a wystrój kawiarni przyprawiał mnie o dreszcze- uwielbiałem takie klimaty.

       

      Maszerując w stronę stacji, sprawdziłem kieszenie starego płaszcza. Z zapałem przeszukałem je w nadziei, iż znajdę tam jakieś banknoty, aby zapłacić za bilet. Zamiast tego znalazłem stary bilet do metra. Zerknąłem na niego, sprawdzając datę i godzinę. Próbowałem wrócić myślami do tamtego dnia.

       

      Przypomniało mi się spotkanie z nią. Piękną Alice. Miała rude kręcone włosy, zielone oczy, kilka piegów na nosie, bladą cerę, której tak nienawidziła. Natomiast ja czułem szaleńczą miłość, ilekroć mogłem ją zobaczyć. Podziwiałem jej uśmiech, dołeczki i te iskry w oczach, gdy w jej głowie powstawał co rusz jakiś nowy pomysł.

       

      Moje marzenie o Alice przerwały schody na dół do metra, bo prawie zleciałbym i złamał nogę. Gdy mój umysł już wrócił na ziemię, powędrowałem w stronę peronu, z którego miało odjeżdżać metro. Gdy dotarłem tam, akurat mogłem do niego wsiąść. Wsiadłem do środka i szybko zacząłem szukać miejsca, aby usiąść. W Nowym Jorku znalezienie miejsca w metrze i to jeszcze siedzącego graniczyło z cudem. To tak jakby wygrać szóstkę w lotto, prawie niemożliwe.

       

      Wreszcie, gdy je znalazłem, otworzyłem czarno-skórzany plecak w poszukiwaniu książki. Zadowolony z  szybkiego znaleziska, przystąpiłem do lektury. Była nią książka The Great Gatsby. Zakochałem się w niej, bo przypominała mi moją historię miłosną z Alice.

       

      Kiedy znów w mojej głowie kłębiły się myśli, postanowiłem zaprzestać z tym tragizmem, zacząłem przyglądać się ludziom w metrze. Przede mną siedziała starsza pani, która rozmawiała ze swoim wypchanym kotem oraz dziergała sweterek na drutach. Obok mnie była lekko przerażająca postać punka z różowym irokezem, mnóstwem tatuaży z czaszkami i nazwą kapeli Guns N' Roses

      Kilka stacji później wsiadł mężczyzna przebrany za tygrysa, a za nim cztery dziewczyny niosące ciężką czerwona sofę. Pomyślałem sobie, że już nic mnie nie zdziwi, przecież tyle razy jeździłem metrem, bywały jeszcze gorsze widoki. Wreszcie nadeszła moja stacja, drzwi automatycznie się otworzyły.

       

      Kierowałem się ku wyjściu, ale w bardzo powolnym tempie, aby spowolnić moją mękę, która miała za chwilę się zacząć. Powolnym spacerem, obserwując detale miasta, dotarłem pod drzwi domu. Były zielone, jak oczy kobiety, którą kiedyś kochałem. Gdy w końcu je otworzyłem i zatrzasnąłem za sobą, nastała głucha cisza. Niegdyś mogłem tu usłyszeć śmiech Alice, dźwięk pianina, na którym lubiła grać Światło księżyca. Teraz nastał smutek oraz pustka, w której od dawna tkwię.

      @dwa123 opowiadanie jest świetne 

      Edytowane przez Poet Ka (wyświetl historię edycji)
  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Poet Ka @Poet Ka @Poet Kadziękuję! Jak za smutne, to na odtrutkę;   Lata Miłości • 1962 Walc no. 104 (Paukenschlag) W pierwszej  wersji mego walca Jestem sam, lecz ty uśmiechasz się W tej perwersji tego walca Jesteś sama, lecz już dostrzegłem cię A Paryż sam nam rytm walca wybija  Paryż przygląda się i mierzy nam puls Paryż walcowi w takt bębenek podbija  Szepcze, szepcze mi obelg chlust, W ucha głąb, refren ten  jak z ust spust; To walc to trzy-takt Który wciąż sobie daje czas Który wciąż czas dla mas  Na boku lecz daje w gaz (fact!) By z drogi zboczyć ciut, Zebrać miłości miód,  Zboczyć z miłości w brud... I czaru mu nie brak Posuwny cztero suw i takt Gdy tańczyć go Abschmack Choć tańczyć go trudno tak Ma świetny gust, choć z niego Schmack  Jest jak ów trojga pakt Ten walec z czterech-pak  A potem walc, ten Pięcio-ksiąg, Który bynajmniej  nie powiem mnie wciągł I walc, co ma dwudziestki smak, Dziwny niepokoj w sobie ma,  Verfremdung oraz Angst, Ale o wiele lepiej życie zna  Niż walc Osi wszystkich państw  I czaru mu nie brak Posuwny cztero suw i szlak Gdy tańczyć go Abschmakt Choć tańczyć go trudno tak Ma świetny gust, choć schmuck Jest jak ów trojga pakt Ten walec z czterech-pak Walc, co na lat dwadzieścia brzmi Walc, co z dwudziestu rur grzmi A teraz walc dla sto-nóg  Walc pał uderzeń stu, co w stuletni puka próg  Walc tu letni nieco już I na koniec sam zostawiłem wam walc z tysiąca nóc, czystą przyjemność dla ócz Ten walc tysiąca stóp  On tkwi na skrzyżowaniu dróg W Paryżu, sam jak słup Wiosną, gdy ciągnie chłód Ten walc nie jest wciąż kaput  Choć w tysiące idzie trup  Ten walc tysiąca stóp Walc tysiąc razy Verruckt! I na koniec  sam zostawiłem wam walc z tysiąca nóc, czystą przyjemność dla ócz Walc, com go chciał tysiąc razy stłuc  Czekalem czasu szmat Lecz w końcu masz dwadzieścia lat I ja też niejeden wziąłem bat  Walc jak szkoła - jedna na tysiąc lat Walc snuty z tysiąca rad Walc na tysiąc rat  Tylko zakochanym daje się wczuć (Trzysta trzydzieści trzy to pół Z sześćset sześćdziesiąt sześć, jak wół) W życie z rozspisem ról  Walc ci prawdę powi: chcesz zgarniać koła pół Bycie wierszopisem rzuć! Zakończenie La lala la, la lala Lala la la lala... La la la la, la la la la la la la... Skończyłem  
    • Przeźroczysty duch  Spółka  Brytwanna    Nie    Topisz się    Wleciało    Może to ptak a może ciało   
    • Umoczyć skrzydła białe, ociężałe Wiotkie Balustrady chłodne stopnie, marmur blady pod stopą topnie  Nieprzytomnym ostrym okiem  Ujrzeć - to trup, zabity orzeł  Tłumok zdechł samotnie Leży wygodnie Pośród porośniętej świetlnej trawy  Pośród jakiś strzępów, ruin ludzkiej sprawy  Niedokończonych marzeń, ambicyj  Przepadniętych planów, zmordowanej  Iskry! Więc tak zagra   Kręć, kręć skrzydła białe, stopy białe wiotkie, nagie  Przebrnęły kółko po zimnym betonie szarym  Przemknęły przez schody - cóż widzę, sale?  Sale puste, zapomniane…  Jeden człowiek stoi  I mówi, wciąż plącze słowa, dumnie się wystroi  Jakby mu się udało zatrzymać  Nagły zryw zaciśniętych ogromnych sal  Wyjrzyj tam - puste sale wielkich fal  Fale się odbiły, w gładkiej sali na fali Fale….. i wciąż ogrom fal Niedokończonych marzeń, ambicyj  Przepadniętych planów, zmordowanej  Iskry! Gnają! Będą wbijać na pal, wrogów na pal!  Pali się serce, w głowie sto myśli gna Czy to czystość tych zapałów, czy to brud Tej piekielnej broni odzew, krew bratnia się przelała! Nie ostatnia się przeleje….  Jakiś szmer, dygotanie serca zmienia się  W bas! Wali! Wali! Każdy strzał Basem wali każdy szmer  Urwał się sali sen Zerwał pajęczej nadziei sen, powstańca  Wymazali państwo - zostawili wygnańca  Jak psa! Lecz znów….  Jakiś szmer, pali się serce, sto myśli gna Serce się palić nie chciało… lecz zimne  I prosto!  I uporem!  I pragmatycznie!  I nie zachwiało!  Zerwało sukno obcej ręki wrzask i trzask, kłódka zerwana!  A druga się zamknęła,  Acz o niej mówić nie będą, zbyt mocno schowana   Pod stopami czysta trawa  Trwa zabawa pełnego lata Zabrali broń, czysta jest już skroń  Słońce jednak ciepły puch zabrało Skryte w zimnym błękicie szarym, smęt  Będą nam zwłoki innych zwierząt pod stopami stać!  Zauważywszy głowę trać!  W nogę dać!    Skrzydeł nie było, ciężkich czy lekkich  Tych bujnych, majętnych, przepychem wypchanych Nie było skrzydeł białych, tych mętnych  Ledwie zarysowanych, smętnych  Nie było nawet zimnej balustrady….  Był ryk i grom! I spadły żagary  I nic poza tym…. przepadły zamiary Bo kłódka zamknięta, ta mała schowana Na dnie mego serca rozgorączkowanego wybrzmiała  Jako wielka skrzynia złota, tajemna  Klucz do niej mam, czuj duch!  Duchem opamiętam braci wszystkich serca
    • @dwa123     Nocą to miasto również tętniło życiem, a powrót do domu był chwilą radości przed nadchodzącą nostalgią. Wychodząc z pracy, każdej nocy mijałem Caffè Reggio. W powietrzu można było poczuć zapach świeżo mielonej kawy o północy. Często widywałem tam studentów, artystów i nocnych marków, a wystrój kawiarni przyprawiał mnie o dreszcze- uwielbiałem takie klimaty.   Maszerując w stronę stacji, sprawdziłem kieszenie starego płaszcza. Z zapałem przeszukałem je w nadziei, iż znajdę tam jakieś banknoty, aby zapłacić za bilet. Zamiast tego znalazłem stary bilet do metra. Zerknąłem na niego, sprawdzając datę i godzinę. Próbowałem wrócić myślami do tamtego dnia.   Przypomniało mi się spotkanie z nią. Piękną Alice. Miała rude kręcone włosy, zielone oczy, kilka piegów na nosie, bladą cerę, której tak nienawidziła. Natomiast ja czułem szaleńczą miłość, ilekroć mogłem ją zobaczyć. Podziwiałem jej uśmiech, dołeczki i te iskry w oczach, gdy w jej głowie powstawał co rusz jakiś nowy pomysł.   Moje marzenie o Alice przerwały schody na dół do metra, bo prawie zleciałbym i złamał nogę. Gdy mój umysł już wrócił na ziemię, powędrowałem w stronę peronu, z którego miało odjeżdżać metro. Gdy dotarłem tam, akurat mogłem do niego wsiąść. Wsiadłem do środka i szybko zacząłem szukać miejsca, aby usiąść. W Nowym Jorku znalezienie miejsca w metrze i to jeszcze siedzącego graniczyło z cudem. To tak jakby wygrać szóstkę w lotto, prawie niemożliwe.   Wreszcie, gdy je znalazłem, otworzyłem czarno-skórzany plecak w poszukiwaniu książki. Zadowolony z  szybkiego znaleziska, przystąpiłem do lektury. Była nią książka The Great Gatsby. Zakochałem się w niej, bo przypominała mi moją historię miłosną z Alice.   Kiedy znów w mojej głowie kłębiły się myśli, postanowiłem zaprzestać z tym tragizmem, zacząłem przyglądać się ludziom w metrze. Przede mną siedziała starsza pani, która rozmawiała ze swoim wypchanym kotem oraz dziergała sweterek na drutach. Obok mnie była lekko przerażająca postać punka z różowym irokezem, mnóstwem tatuaży z czaszkami i nazwą kapeli Guns N' Roses Kilka stacji później wsiadł mężczyzna przebrany za tygrysa, a za nim cztery dziewczyny niosące ciężką czerwona sofę. Pomyślałem sobie, że już nic mnie nie zdziwi, przecież tyle razy jeździłem metrem, bywały jeszcze gorsze widoki. Wreszcie nadeszła moja stacja, drzwi automatycznie się otworzyły.   Kierowałem się ku wyjściu, ale w bardzo powolnym tempie, aby spowolnić moją mękę, która miała za chwilę się zacząć. Powolnym spacerem, obserwując detale miasta, dotarłem pod drzwi domu. Były zielone, jak oczy kobiety, którą kiedyś kochałem. Gdy w końcu je otworzyłem i zatrzasnąłem za sobą, nastała głucha cisza. Niegdyś mogłem tu usłyszeć śmiech Alice, dźwięk pianina, na którym lubiła grać Światło księżyca. Teraz nastał smutek oraz pustka, w której od dawna tkwię. @dwa123 opowiadanie jest świetne 
    • @dwa123   Zgodnie z prośbą, proponuję poprawę. Myślę, że nie piszę lepiej, ale zawsze jest nam trudniej poprawiać własne prace. Wolimy, żeby zrobił to ktoś inny.   Nocą to miasto,(?) (interpunkcja) również tętniło życiem, a powrót do domu był chwilą radości, (interpunkcja) przed nadchodzącym koszmarem. Wychodząc z pracy, każdej nocy mijałem Caffé Reggio. W powietrzu można było poczuć zapach świeżo mielonej kawy o północy. Często widywałem tam studentów, artystów i nocne marki, a wystrój kawiarni przyprawiał mnie o dreszcze- uwielbiałem takie klimaty.   Maszerując w stronę stacji, sprawdziłem kieszenie starego płaszcza. Z zapałem przeszukałem kieszenie z nadzieją (w nadziei), iż znajdę tam jakieś banknoty, aby zapłacić za bilet. W zamian (zamiast tego) znalazłem stary bilet do metra. Zerknąłem na niego, sprawdzając datę i godzinę. Próbowałem wrócić myślami do tamtego dnia.   Przypomniało mi się spotkanie z nią. Piękną Alice. Miała rude kręcone włosy, zielone oczy, kilka piegów na nosie, bladą cerę, której tak bardzo nienawidziła. Natomiast ja tak bardzo czułem szaleńczą miłość, ilekroć mogłem ją zobaczyć. Podziwiałem jej uśmiech, dołeczki i te iskry w oczach, gdy w jej głowie powstawał co rusz jakiś nowy pomysł.   Moje marzenie o Alice przerwały schody,(?) na dół do metra, bo prawie zleciałbym i złamał nogę. Gdy mój umysł już wrócił na ziemię, powędrowałem w stronę peronu (przecinek) z którego miało odjeżdżać metro. Gdy dotarłem na peron, akurat mogłem do niego wsiąść. Wsiadłem do środka i szybko zacząłem poszukiwać miejsca aby usiąść. W Nowym Yorku znalezienie miejsca w metrze i to jeszcze siedzącego graniczyło z cudem. To tak jakby wygrać szóstkę w lotto, prawie niemożliwe. Wreszcie, gdy znalazłem miejsce siedzące, otworzyłem swój czarno-skórzany plecak w poszukiwaniu książki.   Zadowolony swoim (ze swojego) szybkim znaleziskiem, przystąpiłem do lektury. Była nią (książka) The Great Gatsby (cudzysłów lub kursywa) Zakochałem się w tej książce, bo przypominała mi moją historię miłosną z Alice.   Gdy znowu do mojej głowy nabiegały (wszelakie?) myśli, postanowiłem zaprzestać temu tragizmowi (z tym tragizmem), zacząłem przyglądać się ludziom w metrze. Przede mną siedziała starsza pani, która rozmawiała ze swoim wypchanym kotem, oraz dziergała sweterek na drutach. Obok mnie była lekko przerażająca mnie (powtórzenie) postać,(bez przecinka) punka z różowym irokezem , mnóstwem tatuaży w czaszki i nazwa kapeli Guns and Roses (kursywa).   Kilka stacji później, do metra wsiadł mężczyzna przebrany za tygrysa, a za nim cztery dziewczyny niosące ciężką czerwona sofę. Pomyślałem sobie, że już nic mnie nie zdziwi, przecież tyle razy jeździłem metrem, były jeszcze dziwniejsze widoki. Wreszcie nadeszła moja stacja, więc wstałem, podszedłem do drzwi, a one automatycznie się otworzyły (to warto przeredagować).   Po wyjściu z metra kierowałem się ku wyjściu, ale w bardzo powolnym tempie, aby spowolnić moją mękę, która ma (miała) za chwilę się zacząć. Powolnym spacerem, rozkoszując się urokami miasta, dotarłem pod drzwi domu. Były zielone, jak oczy kobiety którą kiedyś kochałem.   Gdy w końcu otworzyłem drzwi domu i zatrzasnąłem je za sobą, nastała głucha cisza. Niegdyś w tym domu mogłem usłyszeć śmiech Alice, dźwięk pianina, na którym lubiła grać światło księżyca (wstawić prawidłowo tytuł). Teraz nastała pustka, smutek a ja w niej od lat tak tkwię (nastał smutek oraz pustka, w której od dawna tkwię).
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...