Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Bolimów, miasto położone w połowie drogi między Łodzią i Warszawą, lokowane pod koniec czternastego wieku przez księcia Siemowita III z mazowieckiej linii Piastów, ma w swojej historii chlubną kartę z okresu powstania styczniowego.

 

Epizod powstańczy w okolicach Bolimowa trwał niewiele ponad dwa tygodnie, ale pamięć o nim przetrwała do czasów współczesnych. Po wybuchu insurekcji na terenie miasteczka swobodnie operowały patrole powstańcze, a na bolimowskim rynku ćwiczono rekrutów chętnych do walki. Z własnych funduszy, oddział powstańczy utworzył miejscowy ziemianin hrabia Władysław Stroynowski. W jego skład wchodziła młodzież warszawska ukrywająca się przed branką oraz miejscowi ochotnicy. Jeszcze przed powstaniem Stroynowski był czynnym działaczem stronnictwa Czerwonych, na konspiracyjne zebrania udostępniał swój dworek w majątku Głuchówek.

 

Mimo krótkiego okresu istnienia oddziału, powstańcy odnieśli kilka spektakularnych sukcesów militarnych. Między innymi zakłócili ruch kolejowy na trasie warszawsko – wiedeńskiej na odcinku Skierniewice – Radziwiłłów, wysadzając most na rzece Rawce. Brali do niewoli oficerów i żołnierzy rosyjskich, prowadzili akcje ekspropriacyjne, w celu zdobycia materiałów i funduszy na działalność, uwalniali polskich jeńców. Do najgłośniejszych należała akcja pod Strzybogą, podczas której udało się wyswobodzić kilkudziesięciu rekrutów przymusowo wcielonych do armii carskiej. Na bolimowskim rynku hrabia Stroynowski odczytał mieszkańcom manifest Rządu Narodowego.

 

Bolimów był zapleczem finansowym i materialnym oddziału. Centrum powstańczego sztabu była plebania kościoła świętej Anny, w której naczelnik cywilny ksiądz wikary Wincenty Kuderko przyjmował przysięgi od ochotników, zbierał darowizny na rzecz powstania, spowiadał umierających oraz przekazywał rozkazy. To tutaj udzielano pomocy medycznej rannym powstańcom, gromadzono broń, odzież i żywność.

 

Dwudziestosześcioletni kapłan bardzo dużo zrobił dla sprawy powstania. Zanim trafił do kościoła św. Anny wcześniej pracował na parafiach w Jeżowie i Skierniewicach. W Bolimowie posługiwał od kwietnia 1862 roku. Gdy prowadził procesję przez miasto została ona zawrócona przez wojska carskie. Miał wesołe usposobienie, ale jednocześnie był bardzo rygorystyczny.

 

Uzbrojenie oddziału nie przedstawiało się najlepiej, w posiadaniu żołnierzy było zaledwie kilkadziesiąt strzelb myśliwskich zarekwirowanych z pobliskiego pałacu w Nieborowie. Reszta powstańców dysponowała kosami, siekierami lub rewolwerami.

 

Obóz mieścił się na skraju Puszczy Bolimowskiej w okolicy wioski, która dzisiaj nosi nazwę Joachimów – Mogiły. Nie było to, jak podaje wiele źródeł, w pobliżu Bud Bolimowskich (obecnych Bartnik), które są oddalone nieco dalej na południowy – wschód od Bolimowa. Naturalną ochronę zapewniały: z jednej strony rzeka Rawka, z drugiej gęsty lat.

 

Partia powstańcza składała się najprawdopodobniej z około 150 ludzi, jednakże po okolicy kolportowano informacje, że jest o wiele bardziej liczna. Nic dziwnego, że zaniepokojeni takimi informacjami Rosjanie uruchomili znaczne siły pacyfikacyjne, które wyruszyły koncentrycznie z kilku kierunków na raz.

 

Wysłano batalion strzelców z Łowicza, sześciuset gwardzistów z Warszawy oraz kilka sotni kozackich ze Skierniewic, Wiskitek i Łowicza. Szczęśliwym dla powstańców zbiegiem okoliczności formacje te nie zdołały zsynchronizować ataku. 7 lutego doszło do bitwy. Rosjanie zajęli Bolimów, gdzie brutalnie przesłuchano miejscową ludność siejąc terror.

 

Jak podają „Wiadomości z pola bitwy”: „kolonista niemiecki ze wsi Franciszkowa znający dobrze miejscowość, przebrany za kozaka, z kilkoma kozakami podszedł pod same placówki powstańców, lecz zdążył umknąć. Nazajutrz przed południem na krawędzi lasu pokazały się wyżej wymienione siły moskiewskie”.

 

Bitwa trwała około półtorej godziny. Na miejscu zginęło czternastu Polaków. Rosjanie zdołali pojmać dwudziestu jeden jeńców, w tym kilku rannych. Jeden z nich zmarł w miasteczku. Obrona musiała być bardzo skuteczna, o czym świadczą wysokie straty po stronie rosyjskiej. Według sporządzonego później raportu dowódcy polskiego oddziału zginęło około stu żołnierzy carskich. Większości powstańców udało wycofać się do lasu i umknąć przed pościgiem.

Tak opisuje przebieg tego wydarzenia gazeta powstańcza: „Nieprzyjaciel 10 razy silniejszy, z lepszą bronią (…) mógł ich tam więc zgnieść zupełnie. Dzielność i męstwo ocaliło naszych. Odważnie rzucili się na nieprzyjaciela powstańcy, strzelcy mocno Moskali zza krzaków prażyli posiłkowani przez kosynierów. Poczem widząc dowódca niepodobieństwo przemożenia ogromnych sił, cofnął sie w las, straciwszy kilku ludzi. Niewielka garstka rejterująca na lewo, na przestrzeni kilku morgów gruntu rzadko porosłego, ściganą była przez nieprzyjaciela (…). Rannych i zdrowych gwardia carska obdarła do naga, i tak ich tłukąc kolbami pędziła do więzień. Moskale idąc do Bolimowa, złapali czterech chłopów, i powiązawszy ich, kazali się prowadzić. W czasie bitwy tych swoich przewodników zastrzelili, dwóch na miejscu życie zakończyło, dwóch ocalało udawszy zabitych. Nasi po tem dziarskim boju, w którym młody nasz żołnierz nauczył się patrzeć w oczy nieprzyjacielowi, zebrali się za Skierniewicami i poszli do Rawy, w której ogłosiwszy Rząd Narodowy i odebrawszy przysięgę od ludności na wierność jemu, pomaszerowali dalej. Moskale po ich wyjściu posłali wojska do tego miasta”.

 

Bitwa pod Bolimowem była jedną z pierwszych zbrojnych potyczek stoczonych na Mazowszu z oddziałami armii carskiej. Stroynowski ponownie zebrał odział, ale zrezygnował z dowództwa i wyjechał za granicę. Część powstańców przyłączyła się do innych grup. Rosjanie ukarali mieszkańców Bolimowa kontrybucją, a miasto utraciło wkrótce prawa miejskie.

 

Ksiądz Kuderko w marcu 1864 roku został przeniesiony do parafii w Stanisławowie w powiecie nowomińskim guberni warszawskiej, ale był przez Rosjan inwigilowany. Zachowały się rozkazy gubernatora zalecające, aby przenieść go do innej parafii ze względu na to, że jest jednostką politycznie niebezpieczną. Zmarł w Derdach w 1908 roku w wieku 71 lat.

 

Pamięć o bitwie stoczonej w puszczy przetrwała wśród miejscowej ludności do dnia dzisiejszego. Na skraju lasu stoi kamienny postument z tablicą pamiątkową. Powstał w 1917 roku z inicjatywy miejscowej ludności. Corocznie odprawiane są w tym miejscu msze święte za dusze poległych powstańców oraz obchodzone uroczystości rocznicowe z udziałem władz, mieszkańców oraz młodzieży szkolnej. Atrakcją są pokazy grup rekonstrukcyjnych inscenizujących przebieg bitwy oraz wspólny posiłek. Miejsce to nosi nazwę Uroczyska Stroynowskiego.

 

Na jednym z drzew w pobliżu miejsca bitwy do 1917 roku widniał wycięty napis: Gloria Victis, który jednak zatarł się z upływem lat. Obecnie mieści się w tym miejscu tablica informacyjna.

 

 

 

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Maciej Szwengielski Widzi Pan, ja z Panem rozmawiam z szacunkiem,  poświęcam czas by Wyjaśnić  Panu rzeczy elementarne, a Pan zaczyna ironizować. Ja też tak potrafię, czasem mi nawet płacą, ale nie mam takiej potrzeby. Daje Pan dyla z rozmowy, bo się zorientował, że żadne brednie mnie nie przekonają.  Zresztą wie Pan, ja to wszystko już po sto razy słyszałem i czytałem. I jak czytam Pańską korespondencję do mnie, to się tylko uśmiecham. Pana w seminarium przygotowali do urabiania biednych, zaharowanych  ludzi. Ale w dyskusji z intelektualistami Pan jest bezbronny. Dlatego salwuje się ucieczką.   Pan pisze publicznie. Dlatego dbając o zdrowe poglądy Polaków, jeśli będzie trzeba, będę wchodził w polemikę. 

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • @Zbigniew Polit nie wiem, wątpię , trzeba raczej dopłacać :)
    • @Rinimod Ikcyżuk Głównym założeniem mojej literatury grozy jest to szczególne odwrócenie symetrii i ról. To przestrzeń i głęboko zepsuty, makabryczny realizm świata są głównym bohaterem a sam bohater jest tylko bezwolną marionetką zależną od ruchów tej przestrzeni. To atmosfera i przestrzeń jest bytem myślącym i przebiegłym a człowiek jest niewolnikiem nie mającym wolnej woli ani możliwości wyjścia innego niż zostało zaplanowane niezależnie od jego woli. Elementy samej grozy czy nadprzyrodzonej fantastyki są nie zakłóceniem a nierozerwalną częścią tego systemu. Czytelnik nie myśli w sposób - przecież to niemożliwe. Myśli raczej - wszystko wokół wskazywało na to, że tak to się skończy. Nazywam to realizmem ontologicznie odpornym gdzie świat jest skonstruowany tak solidnie, że element fantastyczny nie działa jak „zakłócenie”, tylko jak kolejny fakt tego samego porządku rzeczywistości. Hipnotycznie powtarzane wersy i frazy. Oddziaływanie na wszystkie zmysły czytelnika. Utrzymywanie go w ciągłym poczuciu zagrożenia. Jak sam zauważyłeś to czytelnik ma być nitką i musi podążać ustaloną z góry ścieżką do makabrycznego często finału. W moich historiach łącze świat takich pisarzy jak Lovecraft, Grabiński, Schulz z elementami dekadentyzmu, nihilizmu czy nawet greckiego fatum. U mnie nie straszą potwory  a psychologia nadszarpniętej natury ludzkiej i pozorne lub nie szaleństwo zmysłów. A jest to bardziej przerażające niż największy nawet potwór.    Co do wersów to staram się zachowywać wyważone tempo i akcentować wybrane fragmenty. Tutaj dodaje się to bardzo różnie a mi nigdy nie chcę się tego edytować.   Bardzo dziękuję za naprawdę konstruktywny i rzetelny komentarz.
    • Waldku, poruszasz kolejny raz bardzo ważne tematy. Dziękuję, bo dzięki temu, ja nie muszę :-) Napisałeś wiersz ważny i ciekawie zrealizowany. Co do tematu. Bez naszej woli realizuje się "logika świata". Większy wpływ mamy na bliskie otoczenie, największy na samoświadomość. Łączy nas powszechna potrzeba szukania odpowiedzi na pytanie o sens, której nie dała nam nauka, którą proponuje religia, jeżeli rozumiemy ją jako kulturowo i historycznie skodyfikowany zbiór intuicji i objawień. Religia i filozofia, a w niej teologia są równie uprawnionymi, bo archetypicznymi systemami poznawczymi. Obie odpowiadają na postulat szukania prawdy. Dlatego nie są sprzeczne, ale uzupełniają się. Idee oświeceniowe były równie anarchistyczne, jak polityczne i przypominają niszczycielskim zapałem współczesną ideologię "cancel culture", której życzę równie szybkiego skonania, bo jest wroga człowiekowi.  Drogą do poznania Boga/ Nieba najczęściej jest religia, bo daje usystematyzowane narzędzie poznania ważnej sfery świadomości człowieka. Podobnie: rodzina jest sposobem na najpełniejszą  realizację życia człowieka.   Oczywiście korporacje kapłańskie nie są kościołami, religiami i posiadają wady wszystkich innych korporacji. Mam takie powiedzenie: "niezależnie od kwalifikacji księdza, każda msza jest święta. Bo rzemieślnicy też są różni w tym zawodzie. Cel poznania religijnego jest osiągalny w naszym życiu wyłącznie indywidualnie, poprzez codzienną "społeczność z Bogiem". Ja ją odnalazłem w Ewangelii IHS i nie utraciłem nigdy, pomimo poznania religii i systemów filozoficznych oraz studiowania różnych metod poznania pozazmysłowego. Studia socjologiczne i kulturoznawcze niczego mi w tym nie zmieniły, ale pozwoliły zrozumieć pełniej poznawczą naturę człowieka.   Dziękuję Ci za piękne dotknięcie tego tematu za pomocą narzędzia poetyckiego. Pozdrawiam Cię.
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...