Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Jedna para butów na wystawie przykuła moją uwagę. Były to letnie buciki na niskiej szpilce. Z przodu paseczki. Były wyjątkowo zgrabne i pomyślałam, że pasowałyby do mojej ulubionej spódniczki, z tej powiewnej tkaniny, której nazwy nawet nie znam. Nigdy mnie to nie interesowało. Wiedziałam to tylko, że bawełna, len i wełna, te naturalne tkaniny, to to, co chcę mieć. Tyle, że wzbogacone czymś, żeby się nie gniotło. Jak kupowałam patrzyłam tylko na naszywkę, ile procent naturalnej tkaniny. Jak mały, odrzucałam. W każdej dziedzinie życia to, co najbliżej natury jest dla mnie najmilsze. Oczywiście, kocham postęp w różnych dziedzinach życia.Tyle, że pewnych rzeczy nie da się zastąpić, jak tylko wziąć żywcem z natury, albo wzbogacić. Ale fajne buty, przerwałam swoje rozmyślania i weszłam do sklepu. Sprzedawczyni spojrzała na mnie z handlowym błyskiem w oku, po czym odprowadziła mnie, już po wstępnej ocenie, typowym, zobojętniałym spojrzeniem. Nie wiedziałam, czemu zawdzięczm to oszacowanie. Byłam porządnie ubrana, młoda. Musiałam mieć też trochę emocji w oczach, a chęć nabycia dodawała mi urody. Oczy lśniły bardziej niż zwykle. Twarz rozjaśniona. Dlaczego więc nie okazałam się łakomym kąskiem dla tej starej wygi, pomyślałam już trochę złośliwie. Na pewno nie zna się na elegancji i tylko szacuje po pierścieniach i branzoletach, pomyślałam. Taka stara wydra, zupełnie już zaczęłam folgować sobie “w środku”. Myślałam nawet, że właściwie szkoda, że tego nie słyszy, ta dama zza lady. Sama ubrana jak kucharka. Jakaś wzorzysta sukienka, przyciasna już trochę, bo rozchodziła się na biuście. Kto by tam jeszcze zaglądał, pomyślałam znów złośliwie. Biust obwisły i płaski, nawet w staniku, bo widać było kawałek ramiączka przy dekolcie. I taki babsztyl będzie mnie szacował, że nie stać mnie na parę butów, które przecież w tym sklepie nie mogą kosztować majątek. To nie sklep Trampa, do cholery! Zaczęłam się już całkiem poważnie denerwować. I jeszcze to, że wodziła za mną wzrokiem, jakbym zaraz miała porwać parę butów i uciec dolewało oliwy do ognia. Czułam na plecach jej badawcze spojrzenie, czujne i pilnujące. Miałam ochotę odwrócić się i zmierzyć ją takim wzrokiem, jakiego jeszcze nie doświadczyła w całym swoim życiu, ale właśnie zbliżyłam się do upatrzonej pary. Były piękne. Dwieście złotych. No, wcale niemało. Ale mnie stać przecież, w przeciwieństwie do tego co sobie myśli ta stara ropucha! Chyba nigdy nie nosiła butów na szpilce. Kto z takimi słupami telegraficznymi ubrałby się w szpilki? Nogi ma grube jak słoń. Patrzyła na mnie uporczywym wzrokiem. Wzięłam buty do ręki . Były leciutkie. Szpileczki małe i zgrabne. Dla szczupłej nogi, cudo! Paseczki delikatne, marzenie. Zaczęłam się zastanawiać nad kupnem. Były ze skórki, naturalne, pycha! Już miałam je w rękach, aż tu nagle podchodzi do mnie ten babstyl, bo czuję jej oddech na szyi.
-Ależ pani podobna jest do mojej córki! Ta sama figura. I tak samo elegancka. Też ma tak delikatną urodę. Tak mnie to rozczuliło, gdy poruszała się pani po sklepie. Zupełnie jak ona. I zawsze lubiła ładne buty…A te są wyjątkowo piękne. Czy bierze pani?

-No…nie wiem, bo..zabrakło mi tchu. Wzięłam. Zapłaciłam, wyszłam ze sklepu. I nagle buty stały się dla mnie bardzo ciężkie. Nawet już mnie nie cieszyły. Ale pozory mylą, pomyślałam. Przy kasie powiedziała mi jeszcze, że córka jest już za granicą od dwudziestu lat i jeszcze się nie widziały. To bardzo smutne. Miała łzy w oczach.

Opublikowano

Wiedziałam to tylko = tylko to

Ale fajne buty, przerwałam swoje rozmyślania i weszłam do sklepu. = no to tak wyglądać nie może, w cudzysłów mi te fajne buty albo coś

czemu zawdzięczm = czam

chęć nabycia dodawała mi urody = nabycia czego? powinno to być w zdaniu mimo, że wiadomo, iż butów.

nie mogą kosztować majątek. = ....majątku

-No…nie wiem, bo..zabrakło mi tchu. Wzięłam. = a gdzie tu się kończy kwestia mówiona?
..............

pisanie o kimś tak złośliwie.. nie powiem, początkowo wywołujące ironiczny uśmieszek, przy komentarzu nóg stało się niesmaczne i przestałam lubić bohaterkę, uważając ją za panienkę, która pozjadała rozumy i brak jej faceta. Niby pozory mylą, bo się gryzła, ale ja wiem...
a czytało się nieźle, początek był bardziej obiecujący, niż ukazała reszta.

Opublikowano

Dzięki za komentarze. O ile pamiętam, jest taki zwrot, że coś-"nie może kosztować majątek"a nie majątku, stąd to. Rzeczywiście, trochę nie miła panienka, lecz kto ją zna? Bardzo złośliwa w sytuacji, gdy krytykowana. Widać ma duże mniemanie o sobie i trochę wulgarna, a jednocześnie wrażliwa. No, tak reaguje czasem. I to, co się zdarzyło uświadamia jej, że nie postąpiła słusznie, choć nie uczyniła właściwie nic. Lecz już ma lekcję na przyszłość.
Trochę przejaskrawione. Myślę, że zmienię ją na trochę mniej wulgarną. Chyba będzie lepiej.
Do Natalii-dzięki za poprawki, niektóre to przeoczenia.
Widzę, że opowiadanie budzi mieszane uczucia.
Do asher-w końcu musiałam napisać coś babskiego, po tych "pańskich" gadkach. Nie jestem tak wulgarna, jak ta ze sklepu. Właściwie to miała być tylko poirytowana. Trochę przesadziłam. Chyba ją zrobię łagodniejszą. Pisząc to miałam podobne wrażenie, co Natalia. Niesmak. Pozdrawiam wszystkich komentatorów.

Opublikowano

Dziekuję. Dokonałam poprawek według Twoich naprawdę cennych wskazówek. Zrezygnowałam w tekście z niektórych brzydkich myśli tej panienki, bo i dla mnie było to trochę przesadzone, co uświadomił mi także Twój komentarz. Myślę, że jest lepiej. I dziewczyna wydaje się być subtelniejsza. Powiedzmy, że była tylko w złym humorze. Pozdrawiam.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • Wszechświat

       

      Nikt nie wie czy istnieje jeden wielki wszechświat, czy może też istnieją jakieś wszechświaty równoległe. Ten widzialny wszechświat jest jeden: miliardy galaktyk, tryliony gwiazd... . A wiele gwiazd ma własne układy planet. Czy zatem jest możliwe to, iż jeszcze gdzieś istnieje życie podobne w formie do tego, jakie znamy? Jeden z pierwszych badaczy wszechświata już w okresie renesansu rzucił oficjalnie taką myśl, że Bóg mógł stworzyć życie w innym układzie gwiezdno – planetarnym, a był głównie filozofem religii. Obserwował słońce i planety naszego układu gwiezdnego. Był wnikliwym badaczem „nieba”, nieboskłonu czy firmamentu. Od tego wydarzenia upłynęło już sporo czasu i doszło do znacznej ilości odkryć astronomicznych, a jednak wciąż czekamy na „wiadomość” od istniejącego gdzieś tam w kosmosie życia. Jak dotąd nie pojawiły się żadne dane na ten temat, a jedynie niejasne intuicje, domysły, hipotezy oparte o naszą nieokiełznaną fantazję.

       

      Liczące się grono naukowców wysuwa hipotezę, że wszechświat powstał około 13,5 miliarda lat temu skutkiem „wielkiego wybuchu” materii. Podobno od tego momentu stale się rozszerza, aby później się kurczyć. Jeszcze inna hipoteza głosi, iż wszechświat wcale się nie rozszerza i nie kurczy tylko jest stabilny choć w swojej postaci stale zmienny, zmienny pozornie. Alternatywną teorią jest ta mówiąca, że wszechświat powstał na pewnej przestrzeni czasu wynoszącej nie miliardy, nie miliony ale tysiące lat. Może świadczyć o tym nasza planeta, ziemia i inteligentne życie, które na niej powstało. Wszechświat nic o sobie nie wie, natomiast my, ludzie, zamieszkujący planetę wiemy o wszechświecie więcej niż on sam o sobie. Gdyby nie „zasada antropiczna” w ogóle nie byłoby mowy o wszechświecie. Istniałby sobie nie ujęty w żadną dyscyplinę naukową. Zatem gdyby nie istniała stała grawitacja, stała prędkość światła w próżni i tzw. „stała Plancka”, wszechświat by nie istniał, czyli nie istniałaby świadomość o wszechświecie we wszechświecie. I w ten oto sposób myślenia mamy wszechświat godny podziwu, ogromny, wspaniały. Prawdopodobnie dzieło „inteligentnego projektanta”. Warto spojrzeć jeszcze na układ planetarny naszej gwiazdy, słońca i na krążące wokół niego planety różnych rozmiarów i rozmaitej materii. Choć tak bardzo różniące się od siebie planety, każda odgrywa ważką rolę w układzie planetarnym.

       

      Na przykład Jowisz, który pełni m. in. rolę „pochłaniacza” wszelkich, kosmicznych „śmieci” jest największą kulą gazową i to z tego powodu jego siła przyciągania jest tak wielka. Ma liczne księżyce; na jednym z nich podobno jest woda. Czy to przypadek, że pełni on rolę takiego „odkurzacza” i pozwala ziemi na spokojne trwanie, nie niepokojone przez komety, planetoidy i inne „śmieci” kosmiczne. Ziemia... jedyna planeta pełna życia, położona niezbyt blisko słońca i nie za daleko: czyżby też przypadkiem? Czy można policzyć ile gwiazd ma własne układy planetarne, a ile ich nie ma w ogóle? W galaktyce są tryliony gwiazd, a galaktyk mamy trudną do policzenia ilość. Naukowcy skonstruowali nawet specjalne urządzenia emitujące sygnały informacyjne w kosmos, w nadziei, że jakaś inteligentna, obca cywilizacja odpowie na nasze sygnały wysyłane z ziemi. Jak dotąd panuje „grobowa cisza”. Wszelkie znaki na niebie i ziemi wskazują na to, że jesteśmy sami w tym ogromnym wszechświecie: żadnych kosmitów ni widu ni słychu. Niektórzy spekulanci popularnonaukowi wysnuwali teorie na temat piramid egipskich czy Płaskowyżu Nasca, tajemniczych „kręgów w zbożu”. I co? I nic... . Nadal ziemia krąży po orbicie samotnie. Jednak wszystko wydaje się mieć jakiś cel, cel ukryty, nieoczywisty, nasuwający się człowiekowi myślącemu. Człowiek, skoro został obdarzony rozumem musi mieć jakiś cel swojej egzystencji we wszechświecie, musi znaleźć odpowiedź na dręczące jego pytanie: po co istnieje? Gdyby życie na ziemi było bezcelowe nie posiadałoby przecież umysłu tak uporczywie domagającego się odpowiedzi na to pytanie.

       

       

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...