Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Wszystko zaczęło się od tego, że nasza ukochana babcia,

mająca obecnie słuszny wiek, zapragnęła pojeździć na hulajnodze napędzanej przez dziadka.

Nie koniecznie naszego. Miewała już różne pomysły, więc nie byliśmy zdziwieni.

 

*###*****###*

 

Pamiętam, że kiedyś poszła do dzwonnicy i schowała się w dzwon.

Jak tam wlazła, nikt nie widział.

Dopiero jak zaczęto dzwonić na mszę, to się obudziła i spadła. Oczywiście nic się jej nie stało.

Była trochę przygłucha. Żaden hałas nie był jej wstanie zaszkodzić.

Otrzepała się tylko, wyrzuciła mysz, która wzięła jej warkocz za kłosy zboża i poszła do kościoła.

Mysz poszła do dziury, lecząc obolałe rany kawałkami sera. Babcia była rezolutna.

Uprzedziła dziadka, że pójdzie na noc do bimbadła, więc nie był zdziwiony.

 

*###*****###*

 

Zresztą dziadek przestał się czemukolwiek dziwić w dniu wesela,

kiedy to jego przyszła małżonka napluła mu do ucha, twierdząc uparcie, że jest za suche.

Tłumaczyła, że przez to jej polecenia, nie ślizgają się odpowiednio szybko po małżowinie,

a przez to dziadek dokładnie nie słyszy, co ona mu każe.

 

*###*****###*

 

Noc poślubną dziadek miał pracowitą. A to z tej przyczyny,

że musiał odwijać… odwijać… odwijać… swoją żonę… żonę… żonę…

bo zapragnęła być… być… być...jego najukochańszym… najukochańszym... kłębkiem wełny.

Kiedy ją wreszcie odwinął do gołej nitki, to był taki zmęczony i skołowany,

że tylko machnął ręką. Babcia miała nadzieję, że machnie czymś innym

{na przykład kwiatami jako podziękowanie za to, że się dała się odwinąć} ale on tylko usnął.

 

*###*****###*

 

Pamiętam, że kiedyś babcia, chciała dziadkowi zrobić dobrze.

Specjalnie dla niego, upiekła placek ze śliwkami. Oczywiście zrobiła to po swojemu.

Zaczęła obrzucać śliwę ciastem, a następnie rozpaliła pod nią ognisko.

Gdy zjawił się dziadek, to tylko ręce załamał i trochę gałęzi, żeby chociaż troszeczkę zjeść.

Albo chociaż próbować. Sąsiedzi się nawet nie śmiali. Dla nich to była normalka. Nic takiego.

Jeden tylko, taki zawistny, żeby nie być gorszym, zasypał cukrem kupę słomy i podpalił.

Później wszystkich zapraszał na pieczoną trzcinę cukrową.

Strażacy przyjechali bez zaproszenia, bo się trochę chałupy zajęło.

Sytuacja została opanowana, także za pomocą babci, która zamaszyście pluła na płomienie.

Miała wprawę.

 

*###*****###*

 

Podobno ktoś w sąsiedniej wiosce, rzucał kapustą na gołębie.

Nie wiadomo, czy tak naprawdę było. Brakowało świadków.

A z gruchania gołębi, trudno było coś wywnioskować.

Gruchały niewyraźnie. Może miały zatkane dzioby… kapustą?

Kiedyś dziadek, pozazdrościł swojej żonie jej głupich pomysłów.

Postanowił, że też zrobi coś głupiego.

Już od dawna posiadali konia na biegunach, dla swoich przyszłych dzieci.

Miały mieć uroczy charakter, odziedziczony po matce.

No więc dziadek pojechał do miasta i kupił cztery żółwie.

Kiedy jego żona była zajęta w kuchni, przyrządzaniem normalnego obiadu,

to on cichutko w krzakach przed domem, poprzyczepiał zwierzaki – po dwa na biegun.

Następnie postawił owe dziwo na trawie i poszedł do kuchni.

Podprowadził żonę do okna, mówiąc smutno:

 

– Popatrz kochanie. Nasz konik na biegunach odchodzi. Widocznie nas nie lubi.

 

Myślał, że wywoła u żony zdziwienie. Ale gdzie tam.

Pogłaskała go tylko pyzą, mówiąc całkiem poważnie:

 

– Gdyby nas rzeczywiście nie lubił, to by uciekał szybciej.

 

Tak się sprawa zakończyła. Dziadek poszedł smutny do ogródka, pogadać z pasikonikiem,

a babcia dalej miętosiła biedne pyzy.

 

*###*****###*

 

Pamiętam, że dwa lata po ich ślubie,

babcia pomalowała się do połowy na czerwono i weszła na maszt.

Wrzeszczała, że jest flagą państwową

i należy się do niej odnosić, z należytym szacunkiem.

Przyjechał sołtys, straż pożarna a orkiestra odegrała do połowy hymn,

zanim się zorientowano, w czym rzecz.

 

*###*****###*

 

A wracając do hulajnogi, to dziadek przyczepił metalowy pręt

do tylnej części babci i tym przedłużeniem babcię pchał.

Pchały też inne dziadki, bo babcia chociaż dzika, była ogólnie lubianą i szanowaną osobą.

 

*###*****###*

 

Lecz w końcu naszemu dziadkowi się sprzykrzyło i chociaż raz

{w ciągu całego pożycia małżeńskiego] – było mu dane przeżyć pełną satysfakcję.

 

Podłączył babcię na hulajnodze do drutów i babcia była trolejbusem.

Co prawda… trochę zaiskrzyło w ich małżeństwie… ale później to już żyli długo i szczęśliwie.

 

*###*****###*

 

W międzyczasie, babcia została – matką chrzestną nowego dzwonu.

 
Opublikowano

Haha :-) tak jak już wczesniej wspomniałam jestem Twoją fanką :-) jak tak dalej będziesz cudnie pisał to wstawię przedrostek "psycho"

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Andrzej P. Zajączkowski dziękuję bardzo

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

       
    • @Andrzej P. Zajączkowskidziękuję

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

       
    • @Mel666 piszesz o transgresji, doświadczeniu granicznym wybijającym z codzienności   bardzo trafny jest tu dobór kruka - totemu towarzyszącemu nagłym wydarzeniom wybijających ze zwykłości, z poczucia bezpieczeństwa   to że kruk pragnie pomóc, jest odzwierciedleniem szoku percepcyjnego    ciekawe jest spostrzeżenie Bereniki, a ta Mroczna natura z ptakiem dobrze odzwierciedla szok i traumę  bardzo sugestywne, włosy dęba stają, gęsia skórka na karku!
    • @Mel666-Classy - a propos bata... ;)   Zaczarowana dorożka (z nutą erotyzmu egzystencjonalnego)   Bogdanie! użyj bata hrabina rzecze Bo dorożka twa się wlecze Bat któtki i wiotki Na pieski i kotki Ściągnę konia, bo uzda się zapiecze.  
    • Sen radości mi nie daje, Pamięć nigdy się nie zmienia, W mej duszy nieszczęście nie ustaje I westchnienia.   Sen spoczynku mi nie daje,  W dzień ich skrywa słońca zorza, Nocą krąg umarłych cieni staje Wokół łoża.   Sen nadziei mi nie daje, Budzi mnie odgłos ich kroków, A ich żałosny widok dodaje Więcej mroku.   Sen mi wcale sił nie daje, Ochoty by popłynąć w dal; Tylko morze dzikszym się wydaje, Wśród czarnych fal.   Sen przyjaźni mi nie daje, By mnie czułością otaczać; Ich spojrzenie pogardę oddaje I rozpaczam.   Sen nie daje mi pragnienia, By zszyć znękane serce me, Oczekuję tylko zapomnienia W śmiertelnym śnie.   I Jane (1837, listopad - jasne, że nie maj...)    Sleep brings no joy to me, Remembrance never dies, My soul is given to misery, And lives in sighs.   Sleep brings no rest to me; The shadows of the dead, My waking eyes may never see, Surround my bed.   Sleep brings no hope to me, In soundest sleep they come, And with their doleful imagery Deepen the gloom.   Sleep brings no strength to me, No power renewed to brave; I only sail a wilder sea, A darker wave.   Sleep brings no friend to me To soothe and aid to bear; They all gaze on how scornfully, And I despair.   Sleep brings no wish to fret My harassed heart beneath, My only wish is to forget In the sleep of death.
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...