Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano (edytowane)

Owinięta czarną woalką mroku, pod schodami jest mało widoczna. Smuga cichej jasności wysyłana przez Księżyc, cierpliwie czeka w odrobinkach fruwającego kurzu, na dalszy rozwój wypadków. Część szarego ciała, schowana w granicach cienia, drga niespokojnie, a skołatane myśli drażnią ścianki instynktu. Dzisiaj musi zapolować. Dzieci bardzo głodne. Pragną pokarmu. Zresztą sama też odczuwa brak. Większa niż inne, potrzebuje więcej.

 

W słabej poświacie rzucanej przez blade światło, dostrzega biały, dziwny strzępek. Niespiesznie podchodzi. Obwąchuje ze wszystkich stron. Nie pachnie śmiercią, lecz czymś niezwykłym. Dla niej to zapach nieznany. Nigdy czegoś takiego nie widziała i nie czuła. Pewna tylko jednego: można to zjeść. Podejmuje szybką decyzję. Pożera całość do ostatniej okruszynki. Zyskuje dzięki temu przydatną moc, lecz jeszcze o tym nie wie. Nie zdaje sobie sprawy, że zapomniała o swoich dzieciach.

 

Chłopca nagle coś budzi w środku nocy. Nie bardzo wie, czy to dalsza część snu, czy prawdziwa rzeczywistość. Po jakimś czasie, słyszy tajemnicze odgłosy. Jakby dziwne chrobotanie. Leży w łóżku, nie mogąc się ruszyć ze strachu. Jeszcze nigdy nie odczuwał takiego lęku. Impulsywność dźwięków, rośnie z każdą sekundą. Nocna lampka, nakryta wirującym abażurem, rzuca słaby cień na białą pościel. Światła jest bardzo mało. Dostrzega jedynie sunący kształt na podłodze. Zamyka oczy. Nie chce widzieć tego, co stoi przy nim. Ostre krawędzie rozdzierają prześcieradło. To coś wspina się na łóżko. Pazury tylnych łap, drapią podłogę.

 

Czuje obrzydliwy smród, a po chwili ciężar, który go przytłacza. Trudno o normalny oddech. Miarowe tykanie zegara, odmierza czas do tego, co za chwilę nastąpi. Mimo, że trzecia w nocy, kukułka kuka tylko raz.

 

Rodzice jak zwykle dyskutują przed snem. Uchylone drzwi, przepuszczają snop białego światła. Zapomnieli zgasić, chociaż zazwyczaj to czynią. Co jakiś czas słyszą z oddali wściekłe popiskiwania. Ciche, lecz intensywne. Mają wrażenie, że jakieś tajemnicze stworki, tęsknią za pożywieniem. Nie mogą spokojnie rozmawiać. Wychodzą na korytarz. Pusto.

 

W przytulnym pokoiku słodko urządzonym, śpi ich mała córeczka. Wie, że jest śliczną księżniczką: Nusią. Mamusi, tatusia i kochanego braciszka. Buzię ma uśmiechniętą. Wierzy, że jest szczęśliwa i bezpieczna w swoim śnie. W śnie na pewno.

 

Chłopczyk otwiera oczy. Nie może tak trwać w ciemności. To jeszcze gorsze. W pierwszej chwili nie wie, co widzi. Dopiero po kilku sekundach uświadamia sobie, na co patrzy. Obydwie pary oczu są blisko siebie. Tego czegoś i jego. Dostrzega drgające wąsy i czubek uniesionego ogona, wystającego zza grzbietu, na tle zegara, wiszącego na przeciwległej ścianie. Błyszczące ślepia świdrują go intensywnie. Zwierzę otwiera pysk. Tak samo jak jego wielki cień na ścianie. Chłopiec widzi ostre żółte zęby. Coś obrzydliwego jest do nich przyklejone.

 

Przerażenie schowane w lęku, ma odciętą drogę ucieczki. Następuje wzajemne wykluczenie. Przestaje odczuwać cokolwiek. Z tego wszystkiego zapomina jak to jest. Dziwna więź zaczyna go łączyć z tym straszydłem. Nagle słychać dziwny odgłos. To nocna lampka spada na podłogę, zmieciona śliskim, pomarszczonym ogonem. Kolorowy, wesoły szczurek, przestaje wirować.

 

Rodzice stoją na korytarzu. Popiskiwania nagle ucichły. Mimo tego zaglądają do królestwa kochanej księżniczki. Śpi słodko, oddychając uroczo. Nie idą na piętro, do pokoju syna. Powiedział , że ćwiczyć odwagę. Spełniają prośbę.

 

Z pyska stwora sączy się zielonkawa mgła. Dziecko odrzuca kołderkę, lecz strach go paraliżuje. Nie może uciec. Gęsta, zimna zieloność, zwiększa moc. Ciało zaczyna porastać szara sierść. W ustach wyrastają ostre, żółtawe zęby. Palce zakończone pazurami, drapią wściekle pościel. Przemiana następuje bardzo szybko. Wygląda inaczej a myśli ma zupełnie inne, niż te, które miał przed zaśnięciem. Ma też mniejsze ciało.

 

Na chwile zasypia dziwnym snem.

 

Dostrzega rząd metalowych, ostrych zębów. Nagle spadają w dół. Słyszy pisk i trzask złamanej kości. Jednocześnie w jego głowie pojawiają się słowa: to oni zabili mojego opiekuna – dbał o mnie – jest ojcem moich dzieci – musimy się zemścić – na dole leży smaczny kąsek, którego uwielbiają – bardziej niż kochali ciebie – musisz to zrobić sam, bez mojej pomocy – dostaniesz nagrodę w postaci smacznego ciałka – resztę zjedzą moje głodne dzieci – szkoda, że się z nimi nie podzieliłam, mogłabym zyskać więcej pomocników – podprowadzę cię do jej pokoju - a później wrócę do moich małych ukochanych – powiem im, że szykuje się uczta.

 

W korytarzu nie słychać żadnych dźwięków. Rodzice posnęli w błogim przekonaniu, że wszystko w najlepszym porządku. Nagle ciszę zagłusza tupot małych i dużych pazurów. Ich właściciele schodzą ze schodów. Duży sztywny ogon obija się o stopnie, w miarowym stukocie. Lampka zamieszczona blisko podłogi wydłuża niekształtne cienie. Mniejszy zostaje przed drzwiami. Większy wchodzi do pokoju księżniczki.

 

Czeka przed drzwiami. Jest zadowolona. Umysł dał się uformować, zgodnie z jej życzeniem. Nie tylko umysł. Nie była pewna, czy przemiana, dojdzie do skutku. Póki co, wszystko idzie zgodnie z planem. Da mu czas. Może wejdzie na gotowe. Kiedy będzie po wszystkim. Czas się schować. Słyszy jak ktoś biegnie. Lub biegną.

 

Zajmuje prawie połowę łóżeczka. Buzują w nim mordercze emocje. Czuje zapach młodego świeżego ciałka. Podchodzi bliżej twarzy. Myśli tylko o tym, by rozszarpać to delikatne, miękkie gardło. Jeść mięso, popijając krwią. Wyrywać wnętrzności. Spijać krew. Nagle na obrzeżach umysłu, jak za mgłą, dostrzega obraz: że on zna to miejsce, że ta twarzyczka jest mu znajoma i nie obojętna. Ma wrażenie, że myśli w głowie, płoną żywym ogniem, a on nie wie, jak je ugasić. Nagle dziewczynka otwiera oczy.

 

Rodziców budzi przeraźliwy wrzask. Nie mają wątpliwości skąd dochodzi. Biegną ukochanej córeczki. Po chwili stoją w progu i nie wiedzą co robić. Na łóżeczku ich słodkiej ukochanej księżniczki, siedzi ogromny szary stwór. Dziewczynka przestaje krzyczeć. Jest przerażona. Nie może wydobyć z siebie głosu. Obrzydliwy pysk dotyka delikatnych, dziecięcych policzków. Ostre pazury ranią rękę. Widać krew. W kompletnej ciszy, która zaległa, słychać jedynie, nerwowe uderzenia ogona o pościel. Bestia odwraca pysk w ich kierunku. Jedynie ślepia nie pasują do całości.

 

Przecież te istoty już kiedyś widział. Wie, że oglądał je wiele razy. Tylko kim one są? Chociaż z drugiej strony, chętnie by im skoczył do gardeł. Spostrzega, że coś szepcą między sobą. Po chwili jedna z nich wychodzi. Skacze na podłogę jak ciemny obraz, na tle kolorowych zabawek. Zdaję sobie sprawę, że będąc tak blisko pokarmu, mógłby nie wytrzymać. W mózgu wirują skołatane myśli. Jego świadomość jest bliska odkrycia prawdy, lecz podświadomość, nadal jest pełna, głodnych, zabójczych instynktów. Widzi, że istota wraca do pokoju. Trzyma w ręce łopatę. Wie, co teraz nastąpi. Nie zdąży się dowiedzieć, co to za jedni. Nie ucieka. Bo i po co? Wie o swoich morderczych zapędach. Mógłby zrobić komuś krzywdę.

 

Matka na ułamek sekundy ma wrażenie, że widzi łzy i jakiś żal, w tych… dziwnych, smutnych oczach. Wmawia sobie szybko, że to tylko przewidzenie, lecz częścią matczynego umysłu, nie jest o tym przekonana.

 

Chwilę przed pierwszym uderzeniem, prawie ich rozpoznaje. Zabrakło kilku sekund.

 

Ojciec zadaje pierwszy cios. To coś kwiczy jak zarzynana świnia.

 

Dziewczynka zaczyna płakać. Krzyczy, żeby tatuś go nie zabijał, bo ona wie, kim on jest.

 

Nie przestaje uderzać. Niech kwiczy. Chciał zabić moją księżniczkę. Następne uderzenie. I jeszcze następne. Żona wrzeszczy do niego, żeby przestał. Przecież to jest martwe. Matka bierze córkę na ręce i wybiega z pokoju. Ojca jakby coś opętało. Za każdym uderzeniem, myśli o córce. Przecież mogła być rozszarpana, przez tą paskudną bestię. Uderza jeszcze wielokrotnie. Z coraz większą siłą. Aż w końcu po podłodze walają się osobne części szarego ciała. Zabawki na dywanie, opryskane brudną krwią, zmieniły swój dziecięcy wygląd. Są już bardzo dorosłe. Za bardzo. Odcięty ogon, leży na wilgotnej, poplamionej kartce. Widać na niej obrazek a pod nim koślawe słowa, jakby odwzorowane od czegoś, trochę dziwne jak na małe dziecko:

                                                                                                                               

                                                                                                                              

                 po drugiej stronie łzy

                   radości trochę jest

         schowane w cennych chwilach

                nie zwlekaj tylko bierz

                                

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

                                                                        

 Kochanemu Braciszkowi od kochającej Siostry

        

     

Wychodzi z pokoju po wiadro i szmatę. Trzeba zrobić tu porządek. Pozbyć się cholernego ścierwa.

                 

Po chwili wraca i doznaje prawdziwego szoku. Nawet krzyczeć nie może. Na podłodze leży rozczłonkowane ciało. Martwe oczy w odciętej głowie, spoglądają na pluszowego misia. Poznaje te oczy i twarz. Wśród kości, krwi i mięsa, siedzi to paskudne coś. Patrzy prosto na niego. Skacze w kierunku twarzy. Rani ją paskudnie. Nie czuje bólu. Krew kapie na podłogę. Jest zupełnie otumaniony. Szczurzyca ucieka z pokoju. Spełniła swoją misję. Wszystko zadziałało w nim jak trzeba. Eksperyment się udał. Odruchy prawidłowe.

                  

                

Ojciec klęka na podłodze. Jest w głębokim szoku. Zgarnia wszystko rękami. Pragnie na nowo złożyć syna w jedną całość. Dopasować kawałek do kawałka. Szuka przez chwilę obrazka. Wzoru. Nie znajduje.

Jakby układał puzzle.

 

*

           

Nastał kolejny słoneczny dzień. Miasto budzi się ze snu.

 

Edytowane przez Dekaos Dondi (wyświetl historię edycji)

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • Piszę te wersy dla Was
      Każdy jest najlepszy ale paradoks życia sprawia, że tyle samo zła co dobra w nas. 
      Zapamietasz Nas, pokolenie wysłuchało co podświadomości lodowa góra ukryła pod powierzchnią fal morza.
      Zimna pustynia arktyki i podróż w stronę horyzontu, banita opusza stada brać by na samobójczej misji zamienić lód na kosmicznej próżni jeszcze większy chłód i brak gwiazd wokół które życiodajne ciepło chcą nam dać i w kolory ubrać dla Nas świat.
      To dla Was wszystko, to tylko moje litery, ułożone spółgłoskami w słowa, które w szaleństwie nazwanym dnem przyszło mi bezczelnie i niestety Wam podarować, mieć anioła, który brał co diabeł opętany w wersów kilka ubrał i w nieświadomości nawet nie przemyśłał, dziw brał ale uszy zatkał na własne krzyki skrzeczącego głosu z gardła które mu służy chyba jedynie tylko by łykać flaszka i flaszka mocne twarde trunki aż do dna za ostatni hajs, nie zapracowany ze swojego tronu który dostał by złorzeczyczyć temu który na srebrnej tacy podał mu widelec którym najpierw karmił a potem ostry nóż którym zabił brać i braci jakimi ich chciał mieć jak kosz pomarańczy mu podarowanych których na stole nie zauważył w złotym czepku który mu spadł na oczy i zamknął wzrok tak że tylko własny nos tam widział z czubkiem którym się stawał z kolejną flaszką za pieniądz wyżebrany lub ukradziony bo nie ma w nim kołaczy do pracy. Niezrozumiał nic z życia, którym szedł jak w ciemny las z tą czapką którą niewiadomo czemu urodzony Bóg go wybrał na los jak banany są tacy wiecie dziecie które ma lepiej a niewdzięcznie umie tylko być dla siebie bez wdzięczności i pokory wobec chamów którymi ich nazwał a życie mu z górki obaj w miłości dla jego jestejstwa przyszło stworzyć. 
      Ludzie są chorzy niby wszyscy tylko niezdiagnozowani, chcieliby każdego dziś leczyć tabletkami psychiatrzy byśmy byli posłusznie na smyczy w kagańcach posłusznie poddani.
      Nowy porządek świata. Oni mogą samolotami latać dla nas zielony ład i ograniczenie w cenie diesla i benzyny. Bunt zabity przez ich (Ich z dużej litery bo to nazwa własna tych iluminantów winnych nam spokój i miłość raj na ziemi i wymiatanie ludzi tego świata (światu ale wyrzygana mi w mgle licencja poetica pozwala mi przekręcić słowo albo słowa zmyślać (osobowość ksobna może to nie moja osoba zadedykowana tam nie wiem już sam (dziś nic nie wiem) (czwarty nawias liczę tym razem po piątym zamknę choć nie mam pomysłu co w nim wpisać podpowiedź by się przydała ale w samotności sięgam dna jak dna flaszki i dna jak upadam (według demokratycznego osądu ludzkości ale jednak się przydało to szaleństwo czasem nawet jako bandaż (ha mam piąty nawias myślę i się dzielę tym i piszę w szóstym niestety (może koniec tych w nawiasach dygresji) (po siódmym miałem skończyć bo to blisko Boskości w matematycznej interpretacji Biblijnej narracji) (ale skońćze po ósmym który nie wiem jak się interpretuje jak cztery któtre znaczy śmierć jak u Wieszcza cztery i cztery bo dwa razy zabije) (i zabiłem) (wiem dziewięć) (i dziesieść będzie bo jeszcze myślę że interpunkcję miałem w dupie i nie zamykałęm nawiasów otwieranych a może tak się nie robi nie wiem) (grafomani we mnie wiem piszę by pisać wyżyję się na tle białego tła na forum w internetach ściana tekstu żaden ze mnie pisarz żaden dziś poeta po prostu klikam te litery jak małpa i powstają teksty jak ta ściana która przeraża która oznacza szaleństwo, miałem nie robić tego więcej ale skasowany ef be i insta nic nie dał znalazłęm fora jak socjal media gdzie się piszą wiersze z prawdziwego zdarzenia a nie moje rymowane bardziej lub mniej teksty do czego się jutro nie będe chciał sam przed sobą przyznać i wstydem się spalę żem to wysłał w świat) (ale o czym to ja, jaka była główna myśl, trzeba wrócić myśle sobie przed pierwszzy nawias i nie wiem sam czy po tym chyba dwunastym już do zamknięcia chaosu dygresji nie do przełknięcia oczyma przez czytelnika którego wiem że tu ni ma i nie będzie bo skazany na zapomnienie jak w wizji mistycznej na substancji otwirajającej świat na ten niematerialny na codzień schowany gdzie został mi los pokazany grubasa klikającego w klawiaturę przez życie przechodzącego bez ruchu i bez rozejrzenia się by umrzeć w ogniu słońca bez sensu żył i niezauważony znikł samsara go wyrzuca ale to kara a nie nagorda na ciemnej materii zimnej drodze skończy się jego los tam a to ja bo to moja głowa i na własnych oczach to zobaczyłem a wszystko co widzę dotyczy mnie a wszystko co słyszę mnie dotyczy a świat jakim jest jakim się go widzi to tylko ty w tym to tylko ja widzę świat który goni hajs i pogrąża się w dramatach jak widzi smutek i zło, rój szerszeni zauważam w cywilizacjach jak nasza a to w senniku oznacza wroga (chyba) (i chyba był to trzynbasty nawiast a ten jest czternasty wracam do tego co mówił dwunasty a potem czas wrócić na początek gdzie otworzyłem pierwsze nawiasy (pierwszy nawias ale do ryma myśla mi się tak układać przyszła więc ryma żem ja napisał nie w myśl języka którym żem zaczął władać od rodziców nauczon gdziem urodzon jako Polak za co wdzięczni powinni być czytający wierszów wersów przekaz metafor mgłów rozwiewających umięjący poeci i interpretatorzy bo to język najlepszy do skłądania w rymy metaforów i przekazów dla pokoleń zapowiedzianych przez wieszczów bytów podróżnych wbrew linii śmiertelnych niewybranych dla 27 skrzydlatych z armii Boskiej Trójcy dających możliwości wbrew uczynkom ich i ich podłości piękność nad piękności (a za to co uczynił niech szczerznie w bezimmienym grobie no może z tabliczką tu spoczywa pojeb) (i przestałęm liczyć nawiasy i tylko pamiętam że miałęm wrócić z zapowiedzianych słow do tego co przed pierwszym a potem przed dwunastym ale chuj z tym) (niby ludzie inteligentni mają skłonność do używania przekleństw ale mi się wydaje (a tam mi się to może wydawać a to pewno nieprawda ja kłamca najgorszy zły dla Ciebie CIebie i świata byt) że jednak inteligentniejsze jest powstrzymać się od rzucania kurew i chujów pojebanych popierdolców ze słów nawet w przypadkach najgorszych napotkanych przeszkód zazwyczaj z ludzkich słów myśli i czynów wobec nas)))))))))))))) (to za mało nawiasów ale kto wie ile ich było może ktoś policzy ale nie ma tu odbiorców dla moich szaleńćzych słów wieć cóż wracam do tego co na początku)
      To dla Was
      Pamiętając o paradoksie naszego miasta wiedz że mieszka w nas anioł ale na wadze stojąc równoważy go ciężar diabła na szali 
      Wiem to szaleństwo ale tramwaje i autobusy jeżdżą tu jak chaos bez rozkładu jednocześnie przywożąc pasażerów na miejsce na czas i na miejsce (że się powtórze ale obiecuje jednej nawias i wracam do tego co dla Was)
      Spokój w oku cyklony choć w około wszystko lata jak chaos ponad definicję chaosu
      To jest w nas
      Słońce które daje życie, ciepłem promieni osiem minut drogi stąd w największej prędkości znanej w cyfrach ludzkośći na dziś i w odwrotnej drodze by zabrać życie i kolory które pryzmatem rozbitego w granicy atmosfery naszej Planet Ziemi Matki (nie jedynej wbrew przeszłości która dopiero niby ma być dla pewnych, n ie jedynej matki za co wybacz mi która była przy mnie zanim pierwszy oddech przyszedł, karmiącej i trwającej mi spokojem oceanicznej jedności zanim pierwszy krzyk i płacz i męki dla jej poświęcenia która wciąż jest przy mnie co nie jest dla mnie wbrew czynom i braku słowa Kocham którego się boje moim bez znaczenia (kończę nawias i wracam do Was)
      Gai której odległość od gwiazdy w centrum układu siedmiu czy tam ośmiu planet w tej Galaktyce na Drodze Mlekiem (i miodem oby Wam płynącej) usłanej 
      Gai której czas i miejsce we wszechświecie zauważ dało wyjątek wobec tego co wiemy o kosmosie, wyjątek cudem zauważ jest jakim jest człowiek
      Was pozdrawiam ludzie w tym momencie i zachwyciłbym się życiem gdybym nie był kim jestem kto je niszczył strachem i złem

      Anioł na przeciwwadze diabła może zrezygnować i zostawić miejsce dla kogoś kogo nazwiesz osobą jaka jest podła
      Jesteś miastem w którym rządzi paradoks pamiętaj
      Wszystko ma swój początek w jednym miejscu 
      Jak od jednego słowa 
      Jak od jednej liczby 
      Jak jedność która jest w Trzech Osobach która mogła zachwycić się Sobą i na tym pozostać a jednak postanowiła wykorzystać moc i tchnąć wszystko byś się znalazł, byśmy się znaleźli tu i teraz
      Jest jeden punkt wyjścia dla wszystko co na przeciwnych stronach 
      Dobro i zło wyszło z jednego miejsca więc tworzy jedność jak Yin i Yang tylko bardziej bo czerń i biel zanim powstały były jednym kolorem 
      Dla nas niezrozumiałym
      Jak miłość i strach które pozornie są sobie obce tworzyły jedną całość co może być niezrozumiałe jak jest dla mnie
      Jak czas który nie istniał a potem zaczął zmierzać ku granicom nieskończonym
      A musiałobyć coś wcześniej przecież
      I ten byt jest nie do pomyślenia dla nas jak coś może trwać bez początku i końca i jeszcze się rozszerzać
      Wpadnij w zachwyt pod kopułą nieba 
      Pod opieką słońca
      Pod okiem księżyca i odległych gwiazd ułożonych w horoskopy 
      Pod opieką się miej samego siebie
      I miej innych za tych którzy opieką obdarzeni przez Ciebie będzie Ci oddane w szczęściu niepoznanym jeszcze
      O czym ja pieprze
      Bluźnię
      Mieszam Boga z Diabłem
      Chcę by drugie przyjście Syna na świat ten skońćzyło się porozumieniem z piekłem na chwałę ludzkich dusz na chwałę życia 
      By nie było walki Jezusa z Szatanem
      Tylko (potocznie ale wybacz rym to rym rymowanie mi dziś na zgubę przyszło choć nie wyszło) żeby zbili sztamę
      By zapowiedziane ponowne przyjście na świat Syna było ku porozumieniu i zjednoczeniu ponownym piekieł z niebiosem
      szatanie zrozum proszę że i Tobie będzie lepiej że i Ciebie Bóg wysłucha w modlitwie choćby najprostszymi słowami to Ci się dotrzeć uda do Jego czekającego ucha
      Wiem że Bóg może wszystko i chce dla swoich istot i dla swojego stworzenia spokoju i szczęścia
      szatanie wróć do nieba
      Nie graj fałszywej nuty na skrzypkach
      Nie nieś sztucznego światła gdzie zimna lampa nie daje ciepła
      Zgaś czarny płomień ogniska
      I zobacz ogień Ducha który rozpala w Nas gdy na słowa hymnu odpowiada czynem nam


      KONIEC
      BARDZO PROSIŁEM BY TAK SIĘ STAŁO

      BY TEN TEKST PRZESTAŁ SIĘ PISAĆ

      I SIĘ UDAŁO

      POSTAWIŁEM SŁOWO KONIEC I OTO

      BARDZO PROSZĘ JAK KOŃCZĘ TO 

      NA ZGUBĘ ZACZĄŁEM POST TEN

      MOŻE GDY SKOŃĆZĘ TO...

       

      PS

      TO MIAŁO BYĆ DLA WAS A JEDYNIE BYŁO DLA MNIE 
      I TO JEDYNIE W TRAKCIE BO POTEM I MI TO NIE DANE BĘDZIE

      CHCIAŁEM BYĆ WSZĘDZIE

      JESTEM NIGDZIE
      NISZCZĘ I ZNIKNĘ JAK ZAPADNĘ SIĘ SAM W SOBIE

      ZABRANE ŚWIATŁO ODDANE TOBIE

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...