Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano (edytowane)

Wszystko byłoby okej, gdyby nie te przeklęte ruchy frykcyjne

 

ludzie na ogół wiążą się w pary

moment zespolenia nazywając 

stosunkiem płciowym, podczas

stosunku mężczyźni wykonują

ruchy, to moment głębokiego 

zapamiętania, osoba zaskoczona

w tym stanie jest całkowicie 

bezbronna

 

a on leży

leży z nożem w plecach

troszeczkę na dywanie

bardziej na podłodze

nieme zdziwienie

gasnących jego oczu 

zdradza, tak zdradza

że coś tu zaszło

za daleko 

i utkwiło 

za głęboko

 

w nocy zachciało mi się siusiu

a sypialnia rodziców jest

po drodze do łazienki

zobaczyłem tatę jak 

śmiesznie podrygiwał 

leżąc na mamusi

 

gdy leżeliśmy na łyżeczkę

on zawsze zaczynał

wykonywać te przeklęte

ruchy frykcyjne 

 

 

Edytowane przez Lahaj (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

@Lahaj Trochę jak pustynny wiersz króla jaszczurów JM. Lahaj, puenta daje do myślenia, ale nie wchodzę głębiej. Pozdrawiam

Opublikowano

Swoją drogą ciekawe jak podążają ścieżki interpretacyjne:-) kto kogo zabił i dlaczego?

Trochę cytuje tutaj morderstwo Swietlickiego 

szukam jak powiedziałem różnych narracji 

jest sucha 

jest dziecięca zaciekawiona lub przerażona?

jest kobieca zniesmaczona 

tak czy siak kopulacja to rzeczywiście moment największego oddania. Można stracić łeb. U zwierząt wyżej rozwiniętych obserwuje się zachowania deprywacyjne wynikające z wczesnego oddzielenia dzieci od rodziców. Krótko mówiąc technicznie nie dają rady i nie wiedzą o co kaman. Bardzo to zajmujące.

 

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   Klaustrofobia podziemi rosła, im bardziej puste okazywały się kolejne pomieszczenia, nagie i ascetyczne w swoich małych pokutach. Brakowało jednego przejścia, aby cały poziom tworzył jeden spójny cykl, krąg piekieł, albo aureolę na głowie kościoła przemysłu. 

        Zderzony z ostatnią ścianą, Karol odwrócił się, żeby spojrzeć na ślady butów wybite w zalegającym prochu. Nie martwiąc się o pobrudzone spodnie, usiadł na ziemi i, aby nie musieć zamykać oczu, wyłączył latarkę. Rozczarowanie. Nienasycenie. Karol był zawiedziony - nawet nie fabryką, lecz samym sobą. Ciemność trzymała go w serdecznym uścisku, ale nadal dało się wyczuć drżenia przestrzeni z każdym przejeżdżającym samochodem, a spomiędzy zawieszonej pleśni przebijał się zapach płynu do prania. Może właśnie o to chodziło? Centrum zniewolenia jesteśmy my sami, próbujemy uciekać w egzotyczne kraje lub kariery, a mimo tego i tak nie możemy nigdzie znaleźć miejsca brutalnie prawdziwego, brudnego absolutu istnienia. Człowieka chowa się czystego, a dopiero jego zadaniem jest samogwałt - wyrwanie ze swoich trzewi czegoś, czym faktycznie można by powiedzieć, że się jest (bo przecież chyba nie ,,piątoklasistą”?). Mały chłopczyk zastanowił się nad zdjęciem z siebie wszystkich ubrań (o zgrozo - ubrań ,,do szkoły”), nad pozbyciem się fetoru higieny. Nie, to nie to, to byłoby głupie - myśli chłopaka wróciły z powrotem pod ziemię.

        Strużki wody zostawiały rude ścieżki spływając powoli po ścianach. Kiedy Karol z rodzicami mieszkali jeszcze w biedzie, w nędznym domku pod miastem, całe dnie upływały mu w jego ,,bazie” - wciśniętej pomiędzy rosnące na działce drzewa a siatkę ogrodzenia. Ze wstydem wspominał do dzisiaj dzień, kiedy grupka dzieci w jego wieku, w czystych ubraniach, na kolorowych rowerach, zapuściła się w jego ulicę (co było na tyle niezwykłą rzadkością, że jest to jedyna taka sytuacja, jaką Karol pamiętał), aż spotkali go, skulonego w swojej kryjówce. Z dziecinną ochotą próbowali z nim zacząć rozmowę, lecz on, jak nieoswojony dzikus, nie był nawet w stanie spojrzeć im w oczy. Speszeni, ruszyli dalej błotnistą drogą, która prowadziła chyba tylko do jakiejś żwirowni (sam Karol nigdy nie zagłębił się w tę uliczkę dalej niż koniec jego działki), najpewniej zapominając o dziwaku już w następnej minucie. Lecz Karol pamiętał to do dzisiaj. Pamiętał, jak po długiej minucie wreszcie dotarł do niego sens sytuacji, rzucił się on wtedy biegiem przez działkę, wyskakując spomiędzy krzaków na otwarte pole, biegł przez wysoką trawę z nadzieją zobaczenia jeszcze błysku ich plecaków, lecz przywarł wreszcie policzkiem do ogrodzenia, a na uliczce panowała absolutna cisza. Karol-dzikus wyrywał się z jakiegoś rezerwatu, wracając teraz na powierzchnię świadomości chłopca, jakby między rurami piwnicznej kotłowni odnalazł komfort zapomnianej bazy. 

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...