Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Portret czarny


Wykułem w nocy jej portret
zaciśnięta pięścią w twardej stali
karminowej, płonącej na węglach
waliłem odurzony w żelazo
aż sczerniało


zawiesiła go między płótnami
nie słyszała żadnego z uderzeń
mych dłoni
ogniem zranionych
dla niej


patrzy na płótna
podziwia mistrzów kolory
już nie boli
zmysły me
leżą zabite

Opublikowano

Uważam, że to niebanalna opowieść, starczy tylko posłuchać "uderzeń".

Pierwsza strofa, jak skomentowała Natalia, twarda. Autor potwierdza: wykuta. Można podziwiać nie tylko produkt, który wyszedł spod ręki kowala/ rzeźbiarza/artysty, ale również wsłuchać się w rytm uderzeń (onomatopeiczne nagromadzenie specyficznych głosek).

Niestety druga część nie do końca współgra z początkiem. Chodzi mi o te płótna, może zamienić je na obrazy i wtedy te z trzeciej części mogą zostać. W przeciwnym razie pojawia się pierwsze skojarzenie półcien-prześcieradeł rozwieszonych na sznurach pod wiatr.

I jeszcze to, że "zabite zmysły" zabijają poezję.

Prosze o wybaczenie i przemyślenie. A.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @FaLcorN   Czy Ty uważasz Kornel, że ja komentuję bezrefleksyjnie ?

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • wraz ze wzrostem temperatury kąt postrzegania rozszerza się i w oku, co jest jak kula gorącej tkaniny, zostaje wytworzony obraz. wojny. stawiam czoła trudnym do zdefiniowania wrogom, daję odpór. nagle przyplątuje się przerażony chudoadiutant, krzyczy z przerażeniem, że markietankę zabiło, markietankę zabiło! lecę cały w nerwach. leży. krew na chlebie i w nim, czerwień wżarta głęboko w świetliste bochny. okruchy w odłamkach, paznokcie i włosy na skórce. z zamkniętymi oczami wskakuję w głąb leju. próbuję nie myśleć o tym, co jem. następny obraz: supermarket, dział mięsny. nie wiem, co brała pracownica, jaki drag wywołał u niej niepowstrzymywalne chichotki. śmiech jest perlisty, odchlastane tasakiem palce – niczym (tak mi się, głupio skojarzyły)... niedopałki papierosów, które jakiś maniak palenia wciągnął w głąb płuc. i wykasłał. podbiegam do nie kontaktującej zdragowczyni, próbuję dokleić, wcisnąć jej utracone fragmenty ciała. nie trafiam we właściwe miejsca. palce w nozdrzach, jeden w uchu, dwa pod wargami. straszne wizje. próba opisania bólu, jaki jest moim udziałem, gdy próbuję scalić na siłę, po szczeniacku i bez wyczucia. wybaczaj mi te nieudolne próby. tak bardzo cię kocham, Dostarczycielko.
    • @Migrena dział  Fraszki i miniatury poetyckie
    • @Poet Ka   a gdzie te miniatury znaleźć?
    • @Migrena i Twoje wiersze są inne od naszych, czyli wyróżniają się formą, metaforą, tematem i długością

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      @Migrena a jak się jeden mój wiersz wyróżnił, przeczytaj na miniaturach "Fajrant z pawiem":)
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...