Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

" WOŁYŃ "

w lipcowym słońcu dojrzewają
słoneczniki , wiśnie , maliny
od wsi do wsi się przemieszczają
krzycząc " sława , sława ukrainy "

mundury mieszają się z soroczkami
pistolety z cepami i motykami
na oślep , w amoku , z okrzykami
czas zacząć żniwa ...z Lachami

za dnia ?!   dobry , pomocny sąsiad
w nocy ?!   przybierał postać śmierci
w dzień ?!   pożyczał kosę , wspólny obiad
po zmroku ?!   szlachtował nią dzieci

uśmiechał się do naszych kobiet
by potem gwałcić i zabijać
tak nie robił nawet sowiet
gdy kark przyszło przed nim zginać

nikogo i niczego nie szczędzono
na śmierć kobiety , starców , dzieci
przez wsie , jary , pola pędzono
NIE MA ICH ...módlcie się święci

krzyk nocy lipcowych , oniemiał
słów brakło , krwią pomazanych
niejeden płot w ogniu poczerniał
od nagich ciał żywcem spalanych

grobami się stały kościoły
chaty , złotą strzechą kryte
nienawiść i żądze w popioły ,
zmieniły te miejsca , ręce umyte

mówmy GŁOŚNO , prawda nie może boleć
tylko łzy czasem gorzkie wyżynać
bo za chwilę przyjdzie ...ZAPOMNIEĆ
o naszych braciach z WOŁYNIA !

   dariusz trzeciak "constantine"

 

Opublikowano (edytowane)

A co zrobiła KG AK, żeby chronić Polaków na Wołyniu? Czy wysłała odddziały największej armii podziemnego państwa? Czy UPA miała samoloty i czołgi? Czy była lepiej uzbrojona od AK? Nie, wysłała obserwatora a oddziałom AK kazała skupiać się wyłącznie na walce z Niemcami. A nie, jeszcze sformowała Brygadę Wołyńską AK i wyprowadziła ją z Wołynia, pozostawiając Polaków bez obrony.  O tym w książce P. Zychowicza: Obłęd '44. 

Edytowane przez Marek.zak1 (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

Interesuje mnie tylko pamięć tamtych dni , jeśli będziemy pamiętać to będziemy i wiedzieć co tam się stało .

Jeśli zapomnimy , to przestaniemy istnieć jako naród a wtedy zapomnimy o innych rzeczach , równie ważnych , a może i ważniejszych 

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   Klaustrofobia podziemi rosła, im bardziej puste okazywały się kolejne pomieszczenia, nagie i ascetyczne w swoich małych pokutach. Brakowało jednego przejścia, aby cały poziom tworzył jeden spójny cykl, krąg piekieł, albo aureolę na głowie kościoła przemysłu. 

        Zderzony z ostatnią ścianą, Karol odwrócił się, żeby spojrzeć na ślady butów wybite w zalegającym prochu. Nie martwiąc się o pobrudzone spodnie, usiadł na ziemi i, aby nie musieć zamykać oczu, wyłączył latarkę. Rozczarowanie. Nienasycenie. Karol był zawiedziony - nawet nie fabryką, lecz samym sobą. Ciemność trzymała go w serdecznym uścisku, ale nadal dało się wyczuć drżenia przestrzeni z każdym przejeżdżającym samochodem, a spomiędzy zawieszonej pleśni przebijał się zapach płynu do prania. Może właśnie o to chodziło? Centrum zniewolenia jesteśmy my sami, próbujemy uciekać w egzotyczne kraje lub kariery, a mimo tego i tak nie możemy nigdzie znaleźć miejsca brutalnie prawdziwego, brudnego absolutu istnienia. Człowieka chowa się czystego, a dopiero jego zadaniem jest samogwałt - wyrwanie ze swoich trzewi czegoś, czym faktycznie można by powiedzieć, że się jest (bo przecież chyba nie ,,piątoklasistą”?). Mały chłopczyk zastanowił się nad zdjęciem z siebie wszystkich ubrań (o zgrozo - ubrań ,,do szkoły”), nad pozbyciem się fetoru higieny. Nie, to nie to, to byłoby głupie - myśli chłopaka wróciły z powrotem pod ziemię.

        Strużki wody zostawiały rude ścieżki spływając powoli po ścianach. Kiedy Karol z rodzicami mieszkali jeszcze w biedzie, w nędznym domku pod miastem, całe dnie upływały mu w jego ,,bazie” - wciśniętej pomiędzy rosnące na działce drzewa a siatkę ogrodzenia. Ze wstydem wspominał do dzisiaj dzień, kiedy grupka dzieci w jego wieku, w czystych ubraniach, na kolorowych rowerach, zapuściła się w jego ulicę (co było na tyle niezwykłą rzadkością, że jest to jedyna taka sytuacja, jaką Karol pamiętał), aż spotkali go, skulonego w swojej kryjówce. Z dziecinną ochotą próbowali z nim zacząć rozmowę, lecz on, jak nieoswojony dzikus, nie był nawet w stanie spojrzeć im w oczy. Speszeni, ruszyli dalej błotnistą drogą, która prowadziła chyba tylko do jakiejś żwirowni (sam Karol nigdy nie zagłębił się w tę uliczkę dalej niż koniec jego działki), najpewniej zapominając o dziwaku już w następnej minucie. Lecz Karol pamiętał to do dzisiaj. Pamiętał, jak po długiej minucie wreszcie dotarł do niego sens sytuacji, rzucił się on wtedy biegiem przez działkę, wyskakując spomiędzy krzaków na otwarte pole, biegł przez wysoką trawę z nadzieją zobaczenia jeszcze błysku ich plecaków, lecz przywarł wreszcie policzkiem do ogrodzenia, a na uliczce panowała absolutna cisza. Karol-dzikus wyrywał się z jakiegoś rezerwatu, wracając teraz na powierzchnię świadomości chłopca, jakby między rurami piwnicznej kotłowni odnalazł komfort zapomnianej bazy. 

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...