Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

przez przypadek
zaprzyjaźnieni
rozmowy o genetyce
ICQ
kodem DNA zachwyceni
długie weekendy
by poniedziałki mierzyć
e-mailami

czyżby miłość?

lot do Paryża
z bijącym sercem
czekając
i nagle pomyłka
jego szczęście
jej strach
powrót życia

jedna krótka noc
u stóp wieży Eiffla
mąż w kraju nad projektami
zmęczona tygodniami
milczeniem każe oddychać..
odpowiedzialność
jego imieniem nazwała

Opublikowano

Rozmowa
przestaje wystarczać
staje się taka zaoczna....
Zniekształcona pośpiechem

Zaczynają wyłaniać się
ukryte znaczenia myśli
jeszcze odziane bezpiecznie

zamyślania zamieniają się
w żywe obrazy wizje
zdania mają podwójne dno

horyzont kurczy się nagle
maleje dystans
rodzi się pewność

Nieobecność
domaga się bliskości
pogłaskanej po głowie
dlatego tyle zdziwienia

nie wiemy jeszcze co będzie lepsze
co nie zostawi znaków
co uspokoić może co poruszyć
.....................................................

Jolu....deja vu....

lojalność to ważna sprawa..bardzo
ale czasem tak mocno boli
bardzo
wiem to...

to też moj wiersz....ten twój....
może nie było rozmów..o genetyce..tylko o żabach i krzyżach pokutnych...
i o jakieś 100 bliżej....
ale... huh.gif ..
piekny i bardzo bliski
pozdrawiam..
Mirka

Opublikowano
CYTAT (Agnieszka_Gruszko @ Aug 29 2003, 09:11 PM)
hmmm... "Pod slonce" J. Burnes'a?

polski autor
choć nie mieszka obecnie w Polsce
i chyba rzeczywiście nie bardzo znany
wydal tez jakis czas temu zbiór opowiadan
( poniekąd bardzo kobiecych wink.gif )

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   Klaustrofobia podziemi rosła, im bardziej puste okazywały się kolejne pomieszczenia, nagie i ascetyczne w swoich małych pokutach. Brakowało jednego przejścia, aby cały poziom tworzył jeden spójny cykl, krąg piekieł, albo aureolę na głowie kościoła przemysłu. 

        Zderzony z ostatnią ścianą, Karol odwrócił się, żeby spojrzeć na ślady butów wybite w zalegającym prochu. Nie martwiąc się o pobrudzone spodnie, usiadł na ziemi i, aby nie musieć zamykać oczu, wyłączył latarkę. Rozczarowanie. Nienasycenie. Karol był zawiedziony - nawet nie fabryką, lecz samym sobą. Ciemność trzymała go w serdecznym uścisku, ale nadal dało się wyczuć drżenia przestrzeni z każdym przejeżdżającym samochodem, a spomiędzy zawieszonej pleśni przebijał się zapach płynu do prania. Może właśnie o to chodziło? Centrum zniewolenia jesteśmy my sami, próbujemy uciekać w egzotyczne kraje lub kariery, a mimo tego i tak nie możemy nigdzie znaleźć miejsca brutalnie prawdziwego, brudnego absolutu istnienia. Człowieka chowa się czystego, a dopiero jego zadaniem jest samogwałt - wyrwanie ze swoich trzewi czegoś, czym faktycznie można by powiedzieć, że się jest (bo przecież chyba nie ,,piątoklasistą”?). Mały chłopczyk zastanowił się nad zdjęciem z siebie wszystkich ubrań (o zgrozo - ubrań ,,do szkoły”), nad pozbyciem się fetoru higieny. Nie, to nie to, to byłoby głupie - myśli chłopaka wróciły z powrotem pod ziemię.

        Strużki wody zostawiały rude ścieżki spływając powoli po ścianach. Kiedy Karol z rodzicami mieszkali jeszcze w biedzie, w nędznym domku pod miastem, całe dnie upływały mu w jego ,,bazie” - wciśniętej pomiędzy rosnące na działce drzewa a siatkę ogrodzenia. Ze wstydem wspominał do dzisiaj dzień, kiedy grupka dzieci w jego wieku, w czystych ubraniach, na kolorowych rowerach, zapuściła się w jego ulicę (co było na tyle niezwykłą rzadkością, że jest to jedyna taka sytuacja, jaką Karol pamiętał), aż spotkali go, skulonego w swojej kryjówce. Z dziecinną ochotą próbowali z nim zacząć rozmowę, lecz on, jak nieoswojony dzikus, nie był nawet w stanie spojrzeć im w oczy. Speszeni, ruszyli dalej błotnistą drogą, która prowadziła chyba tylko do jakiejś żwirowni (sam Karol nigdy nie zagłębił się w tę uliczkę dalej niż koniec jego działki), najpewniej zapominając o dziwaku już w następnej minucie. Lecz Karol pamiętał to do dzisiaj. Pamiętał, jak po długiej minucie wreszcie dotarł do niego sens sytuacji, rzucił się on wtedy biegiem przez działkę, wyskakując spomiędzy krzaków na otwarte pole, biegł przez wysoką trawę z nadzieją zobaczenia jeszcze błysku ich plecaków, lecz przywarł wreszcie policzkiem do ogrodzenia, a na uliczce panowała absolutna cisza. Karol-dzikus wyrywał się z jakiegoś rezerwatu, wracając teraz na powierzchnię świadomości chłopca, jakby między rurami piwnicznej kotłowni odnalazł komfort zapomnianej bazy. 

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...