Patryk Robacha Opublikowano 17 Lutego 2019 Zgłoś Opublikowano 17 Lutego 2019 Hej umieszczam część I rozdziału swojej książki. Czy wzbudza on wasze zainteresowanie? Ulica Legionów w Łodzi, to jeden z wielu miejskich rarytasów, dzięki którym przylgnął do tego miasta status „miasta meneli”. Brukowana kocimi łbami, wąska jednopasmówka, środkiem której biegną pokrzywione tory tramwajowe, a po obydwu stronach, w ciasnych rzędach, stoją dziewiętnastowieczne kamienice – szare i odrapane, upstrzone niewyszukanymi inwektywami i wulgarnymi piłkarskimi sloganami w stylu „Nowak faja” czy „Żydzew to kurwy”. Gdzieniegdzie rzucają się w oczy częściowo wyremontowane fasady obskurnych domów, których dolne kondygnacje zagospodarowano pod solaria, apteki i salony kosmetyczne. Ten kontrast pogłębia jedynie ponure wrażenie, jakie wywiera ulica, której nazwą zwykło się określać całą okolicę wraz z sąsiednimi zakamarkami. Kolorytu scenerii dopełniają jej mieszkańcy: bramni poeci, Kochankowie z Legionów[1] – kobiety w starych pomiętych kieckach i mężczyźni ciągle w tych samych postrzępionych, przydużych jeansach i dziurawych butach. Ich wyłącznym życiowym powołaniem wydaje się być rola stójkowych, polegająca na sterczeniu od świtu do zmierzchu w bramach i obserwowanie ulicznego ruchu przekrwionymi ślepiami, ziejącymi z oszczędnie uzębionych, czerwonych, spuchniętych gęb. W przeważającej mierze to życiowi wykolejeńcy: długotrwale bezrobotni alkoholicy, emerytowani złodzieje, ćpuny, tanie kurewki i inni, niezaklasyfikowani do żadnej z grup buntownicy, tworzący wzorcowy margines społeczny postindustrialnego miasta, które lata swej roboczej świetności dawno ma już za sobą, a orzeźwiająca bryza kapitalizmu nie wszystkim powiała tą samą świeżością, chociaż niektórym wiała prosto w oczy. W takiej okolicy postanowił zamieszkać Julian Ozimski, jak tylko zadecydował, że wyprowadza się od matki i babki. Wcale nie dlatego, że wkrótce miał skończyć trzydzieści lat, w związku z czym odczuł palącą potrzebę usamodzielnienia się – „pójścia na swoje”, jak zwykli mawiać ludzie starszej generacji. Od takich wniosków był daleki. Nigdy nie poddawał się żadnym społecznym naciskom: że coś trzeba, że już czas, bo tak. Zawsze traktował je z dystansem, wręcz nimi pogardzał, uważając je za egzystencjalny kicz, utartą formę, słowem: schemat, któremu ludzie jego pokroju nigdy nie powinni ulegać. Do tej decyzji popchnęły go chroniczny alkoholizm matki, ciągłe awantury, interwencje policji, rozpacz bezradnej babci i permanentny lęk, towarzyszące mu od dzieciństwa. I coś jeszcze. Coś, co bulgotało w nim od kilku lat, nie mogąc się ostatecznie wykipieć. Tym czymś było nieokiełznane pragnienie życia, jakie Julian określał mianem „wszystkoczucia”, rozumiejąc pod tym pojęciem wszelakie możliwe doświadczenia, absolutnie wykraczające poza jakiekolwiek granice ludzkich wyobrażeń o normalności. Przeprowadzka z peryferyjnego osiedla z wielkiej płyty do obskurnego łódzkiego śródmieścia z jednej strony była ucieczką od przygniatającej teraźniejszości, a z drugiej niczym innym jak realizacją marzeń o podniecającej podróży do nieznanych czeluści ludzkiej egzystencji. Podróży w oparach wódki, kobiet, przygodnego seksu, literatury, muzyki, sztuki i tego, co Julian nazywał „poezją życia”, akcentując tym samym swój pejoratywny stosunek do jego epickiego wariantu – codzienności szarej masy ludzkiej, którą szczerze i konsekwentnie nienawidził za umyślne trwanie w błędnym przekonaniu o sensie i celowości istnienia. Julian mawiał, że jeden raz to żaden raz, że jeden raz się nie liczy. I w tym krótkim twierdzeniu zamknął sens tego, w co wierzył i co stało się fundamentem jego istnienia. Życie, w którym nie ma żadnej powtarzalności, w którym nie zachodzi jakikolwiek cykliczny związek skutków i przyczyn, nie rodzi również konsekwencji, bo te – nie będąc powtarzalnymi – zdarzają się jedynie raz, a jeden raz to żaden raz, jeden raz przecież się nie liczy. Czy przy takim rozumowaniu Julian mógł mieć wątpliwości, że ludzka egzystencja zmierza w kierunku innym, aniżeli donikąd? Gdy go poznałem nie miał ich wcale, ale zamiast niego ja je miałem. Julian dużo czytał. Literatura była, w pewnym sensie, jego modus vivendi, chociaż on sam mawiał, że czytanie książek to jedynie strata czasu i nie warto poświęcać temu zbyt wiele czasu, bo wszystko to, co w nich opisane należy przeżyć samemu, a czytanie traktował jako zamiennik prawdziwego życia – określał to mianem „ersatz”, co oznacza ułudę. Czytał, bo sam chciał pisać. Natomiast to, o czym wyczytał i co miało posłużyć jako materiał budowlany pod jego twórczość wdrażał w swoim codziennym bytowaniu z zupełną niefrasobliwością, jak gdyby jutra miało nie być. W życiu Juliana nie było jutra. Było za to nigdy niekończące się dzisiaj. [1] Nawiązanie do piosenki Agnieszki Osieckiej, Kochankowie z ulicy Kamiennej 7
wjola Opublikowano 17 Lutego 2019 Zgłoś Opublikowano 17 Lutego 2019 wciąga i chce się czytać dalej ;) wzorcowy margines społeczny - zapamiętam :)
Don_Kebabbo Opublikowano 17 Lutego 2019 Zgłoś Opublikowano 17 Lutego 2019 Dobre. Umiesz dobierać słowa, jest wyraziście [sic!]. "ślepiami" tylko trochę zraziło - jest zbyt oceniające na mój gust, ale to Twoja twórczość/wrażliwość i masz prawo do używek ;) Pozdrawiam. 1
Patryk Robacha Opublikowano 18 Lutego 2019 Autor Zgłoś Opublikowano 18 Lutego 2019 Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość. W dalszej części książki nie ma tego typu arogancji. Może kiedyś tu powrócę z szerszym kontekstem tej pozycji.
Deonix_ Opublikowano 18 Lutego 2019 Zgłoś Opublikowano 18 Lutego 2019 Dobre, a nawet więcej :) Moje klimaty, lubiany przeze mnie styl wypowiedzi (pisywałam podobnie), Julian w dużej mierze mi bliski :) Z przyjemnością :) Kłaniam się i pozdrawiam :))))))))))) 1
8fun Opublikowano 18 Lutego 2019 Zgłoś Opublikowano 18 Lutego 2019 Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość. Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.
Patryk Robacha Opublikowano 18 Lutego 2019 Autor Zgłoś Opublikowano 18 Lutego 2019 Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość. Dziękuję, Deonix
Patryk Robacha Opublikowano 18 Lutego 2019 Autor Zgłoś Opublikowano 18 Lutego 2019 Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość. Numer 53 to mój numer.
8fun Opublikowano 18 Lutego 2019 Zgłoś Opublikowano 18 Lutego 2019 Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość. dużo się nie pomyliłem - dobry opis :)
Bączek_Bączyński Opublikowano 19 Lutego 2019 Zgłoś Opublikowano 19 Lutego 2019 Przeczytałbym chętnie jakiś miejski przewodnik od Ciebie. Może być nawet Piotrkowska tam i z powrotem.
Patryk Robacha Opublikowano 21 Lutego 2019 Autor Zgłoś Opublikowano 21 Lutego 2019 Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość. Dziękuję, korekta to wyłapie. Ja choćbym razy sto czytał, to nie rzucają mi się już w oczy te niemądre powtórzenia
inna.68 Opublikowano 30 Maja 2019 Zgłoś Opublikowano 30 Maja 2019 Moim zdaniem bardzo dobry tekst. Wyczuwam jednak jakąś osobistą "euforię" w prześmiewczym opisywaniu wzorcowego marginesu.... Tak. Arogancja o której wspomniałaś jest tu uderzająca. Życzę udanej kontynuacji Pozdrawiam:)
Rekomendowane odpowiedzi
Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto
Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.
Zarejestruj nowe konto
Załóż nowe konto. To bardzo proste!
Zarejestruj sięZaloguj się
Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.
Zaloguj się