Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano (edytowane)

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


FAJDROS. Dowiesz się, jeżeli masz czas pójść ze mną kawałek i posłuchać...

 

...SOKRATES. No więc może opowiesz?
FAJDROS. Tak, tak, Sokratesie; to właśnie coś dla ciebie do słuchania. Bo mowa, o której-
śmy rozmawiali, miała strasznie erotyczny temat.
Lizjasz opisał zabiegi miłosne około jakiejś piękności, ale nie ze strony miłośnika, i w tym
właśnie cały figiel. Bo mówi, że powinno się raczej obdarzać względami tego, który nie kocha,
niż tego, który kocha...

 

...FAJDROS. To posłuchaj!
O co mi chodzi, wiesz, i że za właściwą uważam taką rzecz pomiędzy nami, toś słyszał.
Sądzę zaś, że nie powinno mnie omijać to, czego pragnę, dlatego że właśnie zakochany w
tobie nie jestem.
Toż takiemu później żal każdej wyświadczonej przysługi, skoro tylko żądzę nasyci. A taki
jak ja nigdy nie ma okresu wyrzutów. Bo nie z musu przysługi wyświadcza, ale z dobrej woli
o drugiego dba, jak może; tak że lepiej by i około własnych spraw nie chodził.
A jeszcze ci, co kochają, notują sobie wszystkie straty materialne, jakie ponieśli przez mi-
łość, i wszystkie przysługi osobiste, a zważywszy jeszcze to, ile ich to wszystko trudów
kosztowało, uważają, że rachunki dawno wyrównane i nic się od nich więcej nie należy ukochanej
osobie. Natomiast ci, co nie kochają, nie mogą się ani tym zasłaniać, że przez to zaniedbują
interesy prywatne, ani wymawiać mogą trudy podczas zabiegów poniesione, ani się
skarżyć, że się przez to z rodziną poróżnili. Zaczem skoro tyle ujemnych stron odpada, nie
pozostaje nic, jak tylko dbać wedle najlepszej wiedzy i woli o względy drugiej strony.
A potem, jeśliby kochających cenić dlatego, że o swym afekcie najwyższym zapewniają
tych, których w danej chwili kochają, i mówią, że gotowi i słowem, i czynem poróżnić się ze
wszystkimi dla pięknych oczu osób ukochanych, łatwo poznać, jaka to prawda, skoro zawsze
wyżej cenią tych, w których się kiedyś później kochają, i gotowi się nawet źle obchodzić z
dawniejszymi przedmiotami miłości, jeśli się to późniejszym podoba. Więc któż widział
wdawać się w coś podobnego z ludźmi cierpiącymi wadę tego rodzaju, że nie brałby się do jej
leczenia nikt, kto ma doświadczenie w tych sprawach? Przecież sami przyznają, że stan ich to
choroba raczej niźli zdrowe zmysły, i choć wiedzą, że u nich w głowie źle, nie umieją zapanować
nad sobą. Toteż jak mogą, przyszedłszy do siebie, uznawać za dobre to, czego im się
chciało w tym stanie osobliwym?
I to zważ, że gdybyś chciał wybrać najlepszego spośród tych, którzy cię kochają, to niewielki
miałbyś wybór; przeciwnie, gdybyś spośród innych ludzi szukał tego, który by ci naj-
8
więcej odpowiadał, wybór masz ogromny. Przeto znacznie większe jest prawdopodobieństwo,
że właśnie gdzieś między tymi wieloma będzie człowiek godny twej przyjaźni.
A jeśli się obawiasz sądu opinii publicznej, abyś się nie skompromitował, kiedy się ludzie
o tym dowiedzą, to przecież ludzie zakochani zawsze myślą, że im cały świat zazdrości tak
jak oni jedni drugim, przeto ich język świerzbi i ambicja podnieca do przechwałek przed
wszystkimi, że ich trudy nie poszły na marne, a ci, co nie kochają, są od nich mocniejsi –
wolą to, co naprawdę dobre, niżeli sławę u ludzi.
Oprócz tego ludzie się zawsze muszą dowiedzieć i zobaczyć, jeżeli się ktoś w kimś kocha i
chodzi za nim, i robi z tego wielką rzecz, tak że jak ich tylko ktoś zobaczy rozmawiających,
zaraz myśli, że albo właśnie coś między nimi było, albo zaraz będzie. A tym, którzy się nie
kochają, nikt nawet nie myśli brać za złe schadzki, bo każdy wie, że trzeba się nieraz z drugim
zobaczyć, czy to z przyjaźni, czy dla jakiejś innej przyjemności.
I jeszcze jedno: jeżeli się obawiasz zbliżeń osobistych, bo uważasz, że trudno o przyjaźń
trwałą, i niech tylko zajdzie jakieś nieporozumienie, to nieszczęście dla obu stron, a tyś dał,
co masz najdroższego, więc i tracisz ogromnie wiele – w takim razie więcej się obawiać powinien
byś tych, którzy kochają. Ich przecież każdy drobiazg w rozpacz wprawia i wszystko
się dzieje, zdaniem ich, tylko na ich nieszczęście.
Więc też uniemożliwiają ukochanym osobom wszelkie stosunki z ludźmi, bo się boją ludzi
zamożnych, aby ich nie przewyższyli majątkiem, a ludzi wykształconych także, aby nie przy-
ćmili poziomem umysłowym. Albo jeśli kto jaką inną zaletę posiada, każdego pilnują, czy
jakiego wpływu nie wywiera. I tak cię od wszelkich stosunków z ludźmi odwiodą, że bę-
dziesz sam wśród ludzi jak palec, a nie będziesz miał przyjaciela. A jeśli zechcesz swego dobra
patrzeć i być mądrzejszym niż oni, nieporozumienie będziesz miał gotowe.
A jeśli ktoś wcale nie kochał, ale jako dzielny mąż tak postąpił, jak mu było potrzeba, ten
nie będzie zazdrosny o towarzyskie zbliżenia; przeciwnie: niechętnie by patrzył na tych, któ-
rzy by cię unikali; uważałby, że się chyba krzywią na ciebie, a stosunki towarzyskie to rzecz
pożyteczna. Toteż znacznie większe prawdopodobieństwo, że się stosunek z takim człowiekiem
w przyjaźń rozwinie niż w nienawiść.
A oprócz tego niejeden kocha dlatego, że mu się ciało jakieś podobało prędzej, nim charakter
czyjś poznał i stosunki domowe, przeto bardzo niepewna to rzecz, czy taki zechce być
przyjacielem jeszcze i wtedy, kiedy przestanie pragnąć. Ale jeśli się jacyś ludzie nie kochali
nigdy, ale żyjąc z sobą od dawna w przyjaźni zbliżają się do siebie, to niepodobna, żeby ich
przyjaźń umniejszyć miało to, co im przyjemność daje obopólną; nie – to będą dla nich trwałe
pamiątki na przyszłość.
A oprócz tego z pewnością lepszym się staniesz, jeżeli mnie posłuchasz raczej niż zakochanego
w tobie. Bo taki najniesłuszniej w świecie będzie chwalił wszystko, co tylko powiesz
czy zrobisz, bo z jednej strony boi się twojej niechęci, a potem sam gorzej widzi, tak go żądza
zaślepia. Bo takie rzeczy miłość z ludźmi wyprawia: nieszczęśliwym każe się gryźć rzeczami,
którymi by się nikt inny nie martwił, a szczęśliwym chwalić każe i takie rzeczy, którymi się
cieszyć nie warto. Toteż raczej żałować należy ludzi kochanych niżeli im zazdrościć. Ale jeśli
mnie posłuchasz, będę z tobą obcował nie dla chwilowej rozkoszy, ale i na przyszłość będzie
z tego pożytek, i nie miłość nade mną będzie panowała, ale ja sam nad sobą, ani o drobnostki
między nami awantur nie będzie i nienawiści, tylko o wielkie rzeczy pomaleńku, po troszku
się kiedyś pogniewamy, bo ci mimowolne uchybienia przebaczę, a umyślne będę się starał
odsuwać. To jest jedyny probierz przyjaźni, która ma trwać długo.
A jeśli ci to przed oczyma stoi, że nie może się silna przyjaźń zawiązać tam, gdzie miłości
nie ma, to zastanów się, że w takim razie anibyśmy synów nie powinni kochać, ani ojców, ani
matek, anibyśmy wiernych przyjaciół pozyskać nie mogli, bo te stosunki nie wyrastają z żą-
dzy tego rodzaju, tylko na całkiem innym tle. Poza tym, jeśliby należało zawsze tym ustępować, którzy nas potrzebują najwięcej, toby potrzeba i w innych sprawach uwzględniać nie ludzi najlepszych, ale najbardziej potrzebują-
cych. Tacy będą najwdzięczniejsi, bośmy im najprzykrzejszy brak usunęli. A więc i na przyjęcia
do domu własnego nie najbliższych przyjaciół zapraszać należy, ale tych, co się wpraszają
i chcą się napchać do syta. Tacy cię będą kochać i chodzić za tobą, i pod same drzwi
przyjdą, i cieszyć się będą najwięcej, i ogromnie będą wdzięczni, i wszystkiego najlepszego ci
będą życzyli.
Więc uwzględniać może należy nie tych, którzy nas potrzebują najwięcej, ale tych, którzy
się najlepiej odwdzięczyć potrafią.
I nie tych, którzy tylko kochają, ale tych, którzy są nas najgodniejsi.
I nie takich, którzy się wdziękami twymi nasycą, ale którzy się i chlebem z tobą podzielić
zechcą, kiedy się postarzejesz.
I nie takich, którzy się potem chwalić będą przed ludźmi, ale takich, którzy o wszystkim
przyzwoicie przed ludźmi zamilczą.
I nie tych, którzy się krótki czas nami interesują, ale tych, którzy przyjaciółmi zostaną
przez całe życie.
I nie tych, którzy gdy ich żądza odejdzie, szukać będą pozoru do zwady, ale takich, którzy
gdy ich piękność opadnie, dopiero w całym blasku dzielności wystąpią.
Więc pamiętaj o tym, co mówię, a i to zważ, że i przyjaciele zakochanym nieraz czynią
uwagi, że się źle prowadzą, a takiemu, który nie kocha, nikt z bliskich nigdy nie czynił wyrzutów,
jakoby się przez to źle urządzał.
Ale może chcesz mnie zapytać, czy ci radzę względami obdarzać wszystkich, którzy cię
nie kochają? Ja myślę, że nawet zakochany w tobie nie chciałby, żebyś się tak odnosił do
wszystkich, którzy cię kochają. Bo ani to wypada ze względu na drugiego, ani się to udać
może, jeśli chcesz, żeby ludzie o tym nie wiedzieli. A trzeba, żeby stąd żadna nie wynikała
szkoda, ale pożytek dla obu stron.
Zdaje mi się, że dość tego, co powiedziałem; a jeśli jeszcze czego pragniesz i myślisz, żem
pominął, to się pytaj!

Edytowane przez 8fun (wyświetl historię edycji)

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • nieomal poczułem to wykluwanie, ale przyszło porównanie, ziemia się podobnie wykluwa, pęka kontynent, ciekawe co to będzie? :))
    • trochę tajemnicze wersy można nazwać grypsem poetycznym, dla nielicznych, którym zazdroszczę bo nie cierpię niewiedzy :))
    • @Alicja_WysockaTe głowy to ciekawe instrumenty wiemy, że współdziałają z podświadomością, gdyby działały jeszcze z nadświadomością, to odpowiedzi zadowoliłyby naszą ciekawość i wrażliwość :), a wszystko dzięki kawie???:))) @NatuskaaZadajesz pytanie, które nie potrzebuje odpowiedzi albo się proszą o nie. Najlepszymi są te sprzeczne odpowiedzi, stawiasz na górnolotność i wpływ, na przeciw stanąć może rozsądek tłumiący, czyli np. niemożliwość wzlotu albo upadek jako rodzaj bierności. Wolę jednak podobnie, wpływać, niż biernie opływać ten stan rzeczy obok :)) Dziękuję za zainteresowanie bo daje mi to sygnał do dalszych eksperymentów poezyjnie filozoficznych :))
    • – Hej, słyszysz to? W korytarzu – mówi nerwowym szeptem. – Tak… To musiało wrócić… – Musimy się stąd wydostać, tylko trzeba znaleźć cichy sposób…   Wspomniany rytmiczny stukot wydaje być się szybszy i głośniejszy — Musi być zniecierpliwione…   – Wiem! Rzucę butelką, ono zainteresuje się nią, a my wybiegniemy z domu – niepewnie stwierdza. – Nie wydaje mi się, że damy tak radę… To jest o wiele silniejsze od nas… A wiesz, co się stanie, jak nas złapie, prawda? – Masz racje, z pewnością będzie chciało to zrobić… Jakiś inny pomysł? – Myślę, że musimy wyjść przez okno. Jest to najbezpieczniejsza rzecz, jaką możemy zrobić. – Tak, to jest to. Dobrze, że pod nim jest dach. Będzie mniejsza szansa, że spadniemy…   Lekko skradają się do parapetu i uchylają szybę. Stukot gasi się. Teraz słychać tylko tykanie zegara. W korytarzu rozbrzmiewa ledwo zauważalny głos: „Już czas” Wyłącza się tam światło.   – Cholera! Trzeba uciekać! – Dziewczyna wyskakuje przez okno na kafelkowy daszek. – Poczekaj na mnie! – Próbuje wdrapać na podokiennik, jednak nie potrafi.   Rozlega się dźwięk otwieranych drzwi. Przez kilka sekund jest cicho — jakby każdy oczekiwał, aż to nadejdzie. Nagle histeryczny krzyk chłopca, który łączy się z płaczem przyćmiewa wszystko. Nasila się i nasila i… Zmienia się na śmiech. Jego śmiech. Dziewka zeskakuje i biegnie, ratując życie.
    • @Poezja to życie, dziękuję :)
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...