@Sylwester_Lasota ten świat jest jakby za ale też równolegle.Czasami udaje się mu przebić na tę stronę
@Annna2 dziękuję. Nic nie dodam
@Marek.zak1 :)))))
@Berenika97
Nika.
Twój wiersz to niezwykle precyzyjne studium osamotnienia.
ten gosć o zapachu spalonego papieru to nikt inny jak Twój własny monolog wewnętrzny, ktory przychodzi by wypełnić lęk przed ciszą .
piękna elegancja, z jaką ujęłaś tę surową prawdę o człowieku .
tak, czasem to my sami jesteśmy dla siebie najbardziej wymagającymi rozmowcami.
masz w sobie niezwykłą wrażliwość Nika.
piszesz o rzeczach trudnych z taką lekkością i filozoficznym spokojem, że nie czuje się lęku, a raczej wspólnotę doswiadczenia.
piękny wiersz:)
ps.
spojrzałem na swoje dłonie:)
niby przypadkiem ale wzrok się zatrzymał:)
@Migrena
współczesne dzieła pokazują
Erosa i Tanatosa
zarówno jako siły przeciwstawne, jak i towarzyszące sobie, choć może rzadziej...
w sytuacjach granicznych
tu Eros wpisuje się w eschatologię, czyli łączy z Tanatosem
o czym to mówi? Że miłość silniejsza jest, niż śmierć...
nawet jeśli ją, tę pierwszą, przeklinamy...
@Migrena
no i tu oczywiście na styku
może się pojawić niezdgodność tego, co chciał powiedzieć autor z tym, co czyta odbiorca
bo może też chodzić o to
że umierając mamy potrzebę integralności
albo o toksyczne uczucie
znużenie wspólnym życiem do tego stopnia, że tam chce się być bez niej/niego
jeśli interpretowałabym dla siebie- to ta pierwsza wersja byłaby adekwatna
oceniając jednak z perspektywy tego, co pisałeś wczesniej- prawdopodobnie chodzi o toksyczne relacje, które ciążyć nam mogą jeszcze na łożu śmierci
obecna w kimś obcość chyba jest nie do zniesienie, nie nieść do ziemi - to interesując fraza może oznaczać środowisko, które się chce chronić lub w którym się będzie oraz szacunek do ziemi, taka fraza od grobu po sam kosmos.
wapno wgryza się w stawy
jak cudze imiona - niewołane
twardnieją
przechodzi przez kości
bez śladu
język pęcznieje
knebel z mięsa - nie do wyplucia
głód żywi się echem
które nie wraca
noc puchnie od środka
tkanki biorą ją na własność
serce w skrzepie
mieli własny rytm
krtań - zgorzel
powietrze po tobie
ma ostre krawędzie
kaleczy płuca przy każdym oddechu
słowa wracają pod język
już raz przetrawione
cisza pracuje szczęką
dzień mieli na miał
ciało idzie dalej
przesyłka ciężaru - bez nadawcy
drzwi nie domykają się
jakby ktoś został w zawiasach
w kuchni stygnie herbata
stoi
nie ma już "na zewnątrz”
ściany rosną do środka
ktoś mówi: wszystko będzie dobrze -
w ustach zaczyna krwawić
wykrztusić siebie do czysta -
wyrwać z płuc każdy twój szept
żeby nie nieść do ziemi
czegoś, co oddycha zamiast mnie