Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano (edytowane)

 

Gdybym się stała moją kociczką,
która mi codzień mruczanki śpiewa,
to bym od jutra rzuciła pracę 
i pozwiedzała przydrożne drzewa.

 

I bez pośpiechu poszłabym w pole,
odwiedzić wszystkie jesienne myszki,
niech się nie boją czarno-białawej
Marysininej sprytnej kociczki.

 

A te kocury, co tu się kręcą
ostrym pazurem wszystkie przegonię,
no, ... na jednego przychylnie spojrzę,
bo jest wesoły, z dużym humorem.

 

W kuchni mam miejsce jedno najlepsze
między doniczki na parapecie,
tam lubię przysiąść lub się położyć,
patrzeć przez szybę: co tam na świecie?

 

Gdybym się stała moją koteczką,
którą uwielbiam brać na kolana,
to kto by wtedy mnie czule głaskał,
karmił, przytulał z samego rana?

 

 

21.11.2018r.

 

 

 

 

 

Edytowane przez Maria_M (wyświetl historię edycji)
Opublikowano (edytowane)

gdybyś się stała swoją kociczką

kocurem byłbym na twoim dachu

myszy zaganiał rodzinkę liczną

albo po jednej znosił dla smaku

lecz gdybyś stała się jakimś kotem

zabrałbym to z powrotem

PS

                               0

lub przy    40     (w cieniu)

na inny dach się przeniósł

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Edytowane przez jan_komułzykant (wyświetl historię edycji)
Opublikowano (edytowane)

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Kocur dżentelmen ha,ha,ha:)

Dziękuję. Zapamiętam deklarację:))

 

A gdybyś w kocura skórze

na dachu albo na murze,

siedział i myszy zaganiał,

nikt by ci tego nie wzbraniał

i nawet chętnie się zgodzę,

aby w upalnej pogodzie

(po cóż ci dachy nowe)

u mnie znajdziesz ochłodę.

 

 

Edytowane przez Maria_M (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

psy mają wierność do człowieka zapisaną w genach,

na miłość kotów (a zwłaszcza kotek ;)) trzeba zapracować :)

najlepiej deeeeeeelikaaaaaaatnym głaskaniem :))

wówczas mruczą, grzeją i wszystko, wszystko, na pewno wszystko!!

nam opowiedzą :) 

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Moja kotka teraz jest chora, byłam z nią u weterynarza, dostała dwa zastrzyki i tabletki (12) do domu, rano i wieczorem po jednej. Weterynarz mówi: rozgniecie pani i zmiesza z jedzeniem. Ok. W domu mówię do kocicy ludzkim głosem: masz, to tabletka żebyś wyzdrowiała.  A ona z ręki wzięła schrupała, popiła mlekiem, i tak rano i wieczorem.:)

Dziękuję za serduszko:)

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Ano jest, ale bardziej bałam się zalania sąsiadów, bo mieszkam na szóstym piętrze.

Jesiotry lubią zimną wodę, mocno napowietrzoną.

Któregoś roku lato było tak upalne, że temperatura wody sama się podnosiła. Mroziłam duże bryły lodu, żeby schłodzić wodę, ale za którymś razem woda doszła do czterdziestu stopni  ( akwarium nie stało przy oknie) Elektrownia miała w dodatku jakąś dłuższą awarię, filtry przestały napowietrzać wodę

Koszmar! Nie chcę więcej rybek. Chowałam je od maleńkich :(

 

 

 

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • Od autora: Scena pochodzi z mojego dokumentu w Google Dokumenty. Jest on poświęcony moim ćwiczeniom w celu kształcenia warsztatu literackiego. 

      Scena z początku miała przedstawiać spotkanie po latach w kliszowej kawiarni, ale jak widać przerodziło się w trochę innego. Zapraszam do zapoznania się z tekstem :D

       

      Tego dnia Johanne Rosales była wykończona po udzielaniu wielu korepetycji z 

      dziedziny literatury. Jedyną rzeczą, o której w tej chwili mogła myśleć, była dobra kawa, dlatego wstąpiła do miejskiej kawiarni.

      Lokal był wystrojony w ciepłe odcienie żółtego i pomarańczowego. Ozdobiony w stylu dość nowoczesnym, ale z dodatkiem lat dziewięćdziesiątych. Nie było tłoczno. Nic dziwnego – była wystarczająco późna pora, że większość wróciła do domów i zajmuje się osobistymi sprawami. Przy oknie siedziała para w podeszłym wieku. Dyskutowali o czymś zagorzale. Johanne udało się usłyszeć fragment rozmowy.

      – Ja tam go lubię. Wydaje się porządnym gościem – powiedziała z pełnym przekonaniem.

      – Kochanie, ale on jest – urwał.

      – Proszę cię, co z tego, że jest z innego kraju i o innym odcieniu skóry, niż my?

      Johanne poszła dalej, minęła dwójkę osób machających do pozostałych gości. 

      – Już idziemy! Nathaniel, pośpiesz się! – wykrzyknęła dziewczyna o młodzieńczej twarzy, z piegami i zielonymi okularami na nosie.

      – Boże, Sophia. Nie dramatyzuj – odparł. 

      Korepetytorka ruszyła dalej, próbując znaleźć odpowiedni i najlepszy stolik. Wreszcie, gdy dostrzegła go poczuła jak przez jej ciało przepływa dziwna radość. Johanne nie sądziła, że widok takiej prostej rzeczy, jakim jest stół w kawiarni może wzbudzić taką emocję. 

      Usiadła przy nim i poczekała aż kelnerka przyniesie jej menu kawiarni. Kobieta rozejrzała się po sali i dostrzegła, że para która toczyła energiczną rozmowę opuściła lokal. Grupa przyjaciół zaczęli o coś się kłócić. Młoda blondynka rzuciła kawałkiem ciasta w chłopaka, siedzącego naprzeciwko ją i wybiegła z kawiarni. W całej przestrzeni zawiesiła się nieprzyjemna atmosfera. W końcu pozostali wyszli, a Johanne została sama. 

      Kelnerka wyszła zza lady i podeszła do kobiety. Przywitała ją miłym uśmiechem i regułką powtarzaną każdemu gościowi. Osoba, stojąca przy ladzie zwróciła się do kelnerki.

      – Violet, chodź! Twoja mama dzwoni – krzyknęła inna dziewczyna w fartuchu. Machała zielonym telefonem w ich kierunku.

      – Przepraszam, zaraz wrócę do pani. Proszę, oto karta. – Wręczyła jej czarną kartę, która oczywiście zawierała menu kawiarni. Kelnerka zniknęła za czarnymi drzwiami. Podeszła natomiast do niej ta druga pracownica. Wydawała się ją znać. Jej spojrzenie było badawcze, jakby szukała w odmętach pamięci skąd kojarzy Johanne.

      – Dobry wieczór, mogłabym się o coś pani spytać? – zaczęła dosyć słabo, jakby niepewnie.

      – Jasne. 

      – Czy pani nazywa się Johanne Rosales? – spytała, siadając na drewnianym krześle.

      Johanne spojrzała na dziewczynę z lekkim zaskoczeniem w oczach i wykrzywiła jedną brew. Jej wzrok podróżował na ladę, sprawdzając czy nikt nie usłyszał pytania.

      – Tak, to ja. Skąd takie pytanie? Ja pani nie znam.

      – Jejciu, Johanne! Kojarzysz Alexandra Moon?

      Johanne zdawała się odszukać go w pamięci, ale za nic nie potrafiła się go odnaleźć.

      – Niestety, ale nie.

      – W sumie nic dziwnego. Przecież chodziliście ze sobą aż kilka dni. To zaskakujące ze strony Alexa. On to co ledwo miał dziewczynę maks dwa tygodnie. – Kelnerka przyłożyła palec do ust, zdając się być głęboko pogrążona w myślach. – Jestem jego siostrą – dodała chwilę później.

      – A twój brat ma takie bujne, czarne loki?

      – Tak!

      – To chyba zaczynam go kojarzyć. Czemu o niego pytasz? Coś się stało?

      – Nie! – zaczęła wymachiwać rękoma, jakby o coś ją oskarżono – Wczoraj przeglądałam jego galerię w telefonie i natknęłam się na wasze wspólne zdjęcie z imprezy studenckiej. Podpisał je “Moja Johanne”, więc pomyślałam, że może miał poważne plany wobec ciebie.

      – To miło usłyszeć, że był mną oczarowany.

      Ktoś otworzył hukiem drzwi za ladą. Była to Violet. Podbiegła do naszego stolika i zaczęła się szybko kłaniać. 

      – Przepraszam! Nie spodziewałam się, że moja rozmowa z mamą tyle potrwa. Mam nadzieję, że pani się nie gniewa.

      – A skądże! Poproszę jedno espresso. – Szybkie spojrzenie rzuciła na dziewczynę, siedzącą z nią – Nie, poproszę jednak dwie. – Uśmiechnęła się w jej kierunku.

      – Jestem Caroline.

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...