Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano (edytowane)

Anomalie

 

Miało być pięknie
wyszło jak zwykle
choć tylko raz 
takie sto lat
i trzeba Panie 
mieć coś z umysłem 
by w takie święto
za łby się brać. 

 

Miało być pięknie 
lecz snem wariata 
nie wyśnił tego 
by wcześniej że 
faszystom jeszcze 
kiedyś Warszawa 
pozwoli marszem
przez siebie przejść. 

 

Zła przecież było 

tu z tego tyle
wstydem napawa 
mnie strasznym to
że ramię w ramię 
depczą stolicę 
brunatna rzesza
i polski rząd. 
 

Edytowane przez Czarek Płatak (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Niezmiernie mi z tego powodu przyjemnie :) A ja telewizor mam, ale nie używam do oglądania telewizji, której z kolei nie mam, a do filmów i wideoklipów w większym formacie. Plus jak potrzebuję się odstresować strzelam do nazistów w grach wideo :D -  żarcik. Wolę ponure zamczyska i monstra jakoweś :))

A zahaczając o treść wiersza martwię się, gdy potwory wychodzą na ulice...

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Wspomniałeś o ponurych zamczyskach, toż to moje klimaty, uwielbiam stare zamki i szykuję najazd na Szkocję. Pasjonuję się również historią Anglii.

Opublikowano

a tak zapytam z ciekawości Czarku, byłeś na marszu w Warszawie? Pewnie nie, piszesz jednak, że telewizji też nie oglądasz, skąd w takim razie te wiadomości o faszystach? Bo chyba nie po relacjach i dyskusjach telewizyjnych polskich "partyjotów" takie wnioski?

Modny w Unii pan Guy Verhofstadt opowiadał jakiś czas temu o stu tysiącach maszerujących faszystów w Polsce. Do niedawna na całym świecie mówiono o polskich obozach koncentracyjnych, o polskich antysemitach, podczas, gdy w Niemczech i innych "cywilizowanych" landach co i rusz płoną hotele, głównie rasistowskich pobudek.

Naprawdę, nie zauważasz tego, co się dzieje w Szwecji, Finlandii, Francji. Ślepo wierzysz w takie rzeczy?

 

Po wielu latach pierwszy raz byłem na marszu, głównie ze względu na tę właśnie rocznicę i jestem naprawdę miło zaskoczony. Nie było "przebierańców" rzucających w tłum petardami, nie spalono żadnej budy. Ani nie skatowano (przynajmniej w obrębie, gdzie przechodziłem) żadnego uczestnika marszu. Ale fakt, spalono flagę unijną, jednak traktuję to jak głupi wybryk. Obok mnie szły całe rodziny, kobiety z dziećmi w wózkach i nie działo się nic, co zawsze działo się wcześniej. Poza tym jednym incydentem z flagą - żadnych prowokacji.

 

A co do wiersza, no niestety, po raz pierwszy jestem zawiedziony, przykro mi, ale nie zgadza się to z prawdą, z jaką zetknąłem się w rzeczywistości.

Pozdrawiam.

 

Opublikowano

Nie posiadam anteny telewizyjnej i nie oglądam żadnej telewizji z reklamami, prezenterami, programami. Co nie znaczy, że nie korzystam z internetu. Powiadasz faszystów nie było, czyli wspaniali chłopcy i niebieskookie słowianki z  ONR, czy  Młodzieży Wszechpolskiej to nic innego tylko kwiat polskiego patriotyzmu. Wybacz, ale dla mnie to krypto, o ile nie najzupełniej oficjalnie faszyści, którzy jedną ręką hajlując (tak, tak wiem - salut rzymski. Był, dawno temu, nie teraz) drugą machają biało-czerwoną flagą. No, ale przecież to zjawisko marginalne i nie powinno rzutować na postrzeganie całości. Jak bardzo marginalne może pokazać ilość zielonych flag, banerów M.W. krzyżów celtyckich, krzyżtoporów, falang, mieczy Chrobrego, czy wymyślnych i na wszystkie możliwe sposoby fikuśnych wersji swastyki (tak, tak wiem - symbol solarny. Był, kiedyś), a nawet fasioli z włoskiego Forza Nuova. Mi niestety to 'marginalne' zjawisko rzutuje. Rzutuje to, że w kraju jakim jest Polska, ze wszystkim co w swojej historii przeszła nie powinno być w ogóle miejsca dla jakichkolwiek organizacji, wobec których istnieje choćby cień podejrzenia o skrajny nacjonalizm, a tym bardziej nie powinno być tego miejsca w upamiętniającym stulecie odzyskania niepodległości marszu ulicami stolicy, która spłynęła krwią setek tysięcy ofiar ideologii podobnych do tych głoszonych przez ten wspaniały kwiat młodzieży polskiej. 

Też mam prawo kochać Polskę i dlatego nie mogę spokojnie milczeć, gdy ze stolicy mojej pięknej Ojczyzny robi się stolicę europejskiego nacjonalizmu. Wierzę, że więcej w tym marszu było normalnych, nie skażonych nienawiścią do wszystkiego co inne ludzi, ale tych zakażonych rakiem ksenofobii też było niemało, a bynajmniej kpiną byłoby nazywać tą ilość marginalną. 

I jako Polakowi jest mi za to wstyd.

 

Nieodmiennie z pozdrowieniem

 

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Muszę chyba coś wyjaśnić - to nie jest wiersz przeciwko patriotycznemu marszowi, czy patriotyzmowi w ogóle. To wiersz przeciwko kryptofaszyzmowi ukrywającemu się pod płaszczykiem patriotyzmu. Przeciwko jego obecności w takim wydarzeniu przy jednoczesnej pełnej akceptacji rządzących, a nierzadko części społeczeństwa. Smutne to... 

Opublikowano

 

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

A mnie jest wstyd za niektórych polskich parlamentarzystów w Brukseli, którzy na równi z panem Verhofstadt'em fałszują świadomie nieprawdziwy obraz naszego kraju. Ciekawe, kogo w takim razie, w tym parlamencie reprezentują, skoro niektórzy z nich w przeszłości współpracowali z UBecją? Polityka to najpaskudniejsze z zajęć, więc może lepiej zakończmy temat. Ty masz swoje zdanie, ja mam swoje - ważne, żeby na siebie prymitywnie nie warczeć, tylko umieć pogadać. :)

I piszę o tym celowo, bo też jestem mocno przerażony podziałem, jaki dokonał się w naszym kraju. Najgorsze, że wcale nie za sprawą niepodległości, czy innych wyższych wartości. A o tym to pewnie wiesz.

  Kłaniam się.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Osobiście jestem eurosympatykiem i nie wypowiadam się o tym jaki obraz przedstawiają w Brukseli polscy europarlamentarzyści. Jednocześnie jestem przekonany, że to bardzo dobrze, iż polskiemu rządowi bacznie patrzy na ręce ktoś więcej niż opozycja w kraju. Rządowi, w którego szeregach nota bene nie brakuje aparatczyków byłego ustroju piastujących obecnie wysokie funkcje państwowe. Masz rację co do tego, że polityka to jedno z najpodlejszych zajęć przesiąknięte mniej lub bardziej zakłamaniem. Podzielam Twoje obawy co do stworzonego w Polsce rozłamu jaki podzielił społeczeństwo tak jak jeszcze nigdy podzielone nie było. Mam nadzieję, że winni tego stanu rzeczy zań odpokutują, ale na pewno za ich obłudę, perfidię, prywatę i głupotę zapłaci cała Polska i wszyscy Polacy. Ale to znów politykowanie, a i tym się z Tobą zgodzę, że lepiej będzie  ten dyskurs zakończyć.

Odkłaniam

Opublikowano

Już miałam wątpliwą przyjemność ten tekst przeczytać i skomentować:

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Niestety nie byłam w stanie odpowiedzieć na ostatnie niezadowalające, a mnie uwłaczające wyjaśnienie, ponieważ zaczęły się osobliwe kłopoty z serwerem.

Wykorzystując obecną możliwość, odpowiem wierszem:

 

Swoje wiedzą: w wózkach niemo-

wlaki - faszyści; brunatni to

emeryci, ciemnolicy - czarni.

Biało-czerwoni są nienor-

malni jak Polska...

 

Pisz, Czaruś, pisz! Może okrzykną cię jakim Majakowskim?

 

 

Opublikowano (edytowane)

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Zatem według Pani befany di campi na marszu upamiętniającym stulecie odzyskania niepodległości przez Polskę w Warszawie wszystko było cacy i wszystko było pięknie. Rosnące w liczbę i siłę popierające totalitaryzm środowiska nacjonalistyczne to kwiat i przyszłość Polski. Jeśli tak to czarno tą przyszłość widzę, ale Pani befana wie lepiej, bo pewnie czuje się bardziej Polką ode mnie i niejednego Polaka, który waży się nie zgadzać z teraźniejszą sytuacją społeczno-polityczną w kraju. 

I wypraszam sobie jakieś insynuacje o komunistyczne sympatie. Nie jestem ni z prawej, ni z lewej, a ze strony przeciwnej głupocie, obłudzie i patoidiotom.

Edytowane przez Czarek Płatak (wyświetl historię edycji)

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Proszalny - dziękuję - 
    • Kobieta „nowoczesna” chce być niezależna ale/i zdobywana. To akceptowalne i cudowne w przypadku żon, a akceptacja sprzeczności to akceptacja kobiecości, której pozostaję fanem.
    • Marcin miał osiemnaście lat, blond grzywkę i metr dziewięćdziesiąt wzrostu, co czyniło go filarem szkolnej drużyny koszykówki. Był lubiany przez dziewczyny. Niestety, wrodzona nieśmiałość sprawiała, że żadnej nie zaczepił — nie wiedziałby, o czym z nią rozmawiać.        Pierwszy dzień wakacji rozpoczął się chmurami i deszczem. Z wyjazdu nad jezioro nici, trzeba było czas spędzić inaczej. Do południa czytał "Powrót z Gwiazd", a kiedy znudziła go samotność Hala Bregga, wyszedł na miasto.  Ulice żyły zwykłym rytmem. W szybach witryn widział własną, znudzoną twarz — zwykłe oblicze dnia. Głosy w głowie powoli cichły. Znowu był sam, jak Bregg, tyle, że on nie wrócił z gwiazd, a całe życie spędził na ziemi. Co za porażka.        Wejściowa brama do małego kina oblepiona była fotosami scen miłosnych podbojów, wojen i przygód zwykłych ludzi o rysach Jamesa Bonda. To jednak go nie interesowało. Dziś był seans studyjny. Grali stary, polski film “Pociąg”. Na studyjne seanse przychodziły największe friki z miasta, a Marcin z wyglądem playboya, zwyczajnie tu nie pasował. Film miał iść o osiemnastej. Zostało mu jeszcze trochę czasu. Odwrócił się do wyjścia i zderzył z dziewczyną. — Przepraszam — oblał się identycznym rumieńcem co ona. Podobała mu się ta dziewczyna. Zresztą podobały mu się wszystkie, chyba że gruba i obgryza paznokcie - taka to nie. Zadarty nos wskazywał na silny charakter i to było cool. Z taką można rowerem na koniec świata. A jej zielone oczy... ale ich jeszcze nie rozpoznał. Nie spojrzał w nie uważnie. Cisza trwała na tyle długo, by zdążył zorientować się, że trzeba natychmiast coś powiedzieć, żeby nie wyjść na głupka. — Yyy, ty też na film? Był ubrany w szare sztruksy, trampki i białą koszulkę z pacyfką, z której wyrastał atomowy grzyb. Przy pomocy żelazka i kalki ją aplikował. Żaden market, tylko hand made. Nie da się ukryć, że zerknął na jej ciuchy. Nosiła rozdarte w kolanach dżinsy. Koszulka z palącą papierosa Mią Wallace nadawała spotkaniu charakteru trójkąta. — Co grają? — zapytała obojętnie. — Pociąg, wiesz, kino studyjne z Niemczykiem — zrobił taką minę, jaką widywał u czarnobrodych frików w kawiarni literackiej. — Mam akurat dwa bilety, mój kumpel nie przyszedł. Łgał jak z nut, bo kiedy mu na czymś zależało, budził się w nim ten drugi ktoś. Mama nazywała tego drugiego diabłem, on wolał nazywać Marcinkiem. Skłamałbym, gdybym powiedział, że tłum pod kinem gęstniał. Na kameralne seanse przychodzili desperaci lub ludzie z łapanki. Chłopaki o niebieskich oczach i wampy z Mia Wallace na koszulce omijały podobny crap z daleka. – Jestem Marcin. – To było naprawdę odważne! Uścisk dłoni, niczym młodzieńcza, wczesnoporanna erekcja. Cud porównywalny do lądowania na Księżycu. Z tym, że kosmonautom pomagał sztab ludzi, a Marcin był sam w obliczu dwu zielonych gwiazd. Nie wypuścił jej dłoni. Nie był aż takim głupcem. Pociągnął dziewczynę za sobą, bo czytał, że baby lubią takie zagrania, jak się je porywa. Niby są twarde, ale w każdej tkwi księżniczka, która ze szczytu Szklanej Góry wypatruje rycerza. Szklana Góra jest tu metaforą oczekiwań księżniczki. Żaden kandydat im nie podołał.        Na sali nie było nikogo. No kto by się spodziewał! Dziewczyna była zdumiewająca, a może zapomniała o splecionych dłoniach? Zdarzają się roztargnione, ale oczy Anki były wyjątkowo bystre. Marcin natomiast był łatwy i na efekty nie trzeba było długo czekać. Zakochał się natychmiast. Nie żeby od pierwszego spojrzenia – raczej od ręki. Gdy pociąg dowiózł ich do ostatniej stacji, stojący na peronie Marcin uśmiechnął się jak chłopiec z plakatu, reklamujący zdrowy tryb życia w Hitlerjugend. – Fantastyczny film. Może skoczymy pociągiem na Hel? Mam wujka rybaka i spanie za darmo. – Czy to był naprawdę on? – Świetny pomysł. Pojedziemy w wagonie sypialnym? – Mia wypuściła błękitny obłok dymu. W wagonie sypialnym? W kieszeni miał dychę, zazwyczaj jeździł zamknięty w ubikacji. No, ale z dziewczyną nie wypadało. Ania kochała widok zielonych wzgórz, a kibel nie zapewniał podobnych atrakcji. – Zwariowałaś? Pojedziemy jak Jack London. Nigdy nie płacił za bilet. Nawet napisał książkę o życiu trampa. Może też coś razem napiszemy? – Ciekawe, czy czytała książki i czy odróżniała trampa od trampek. To zresztą nieważne, usta miała na pewno słodkie. Czego chcieć więcej od życia? Słodkie usta i oczy, w których można się przejrzeć. – Ale najpierw skoczymy na działki. Mój stary ma niedaleko ogródek. Nazbieramy truskawek i jabłek na drogę. Grunt to witaminy. Jestem weganem. Zielonym, miejskim partyzantem. Może nie był partyzantem, ale kłamać to potrafił.        Do działek mieli trzy kroki, bo nikt nie lubi przewlekłej fabuły. Kiedy minęli płot, znaleźli się w innej krainie. Uliczkę ozdabiały mrugające oczka kałuż. Marcin lubił wyobrażać sobie, że kałuże nie mają dna i omijał je tak, jakby to było prawdą. – Ostrożnie Aniu, kałuże nie mają dna. – Właśnie zarobił punkty za opiekuńczość. – Jeśli w nie wpadniesz, znajdziesz się w innym, nieznanym świecie. – Kolejne punkty, tym razem za fantazję. Działkowa altana była idealnym miejscem dla zbiegów, którzy postanowili ukryć się przed światem. Anka jeszcze nie znała tego planu, ale Marcin był pewien, że chciałby z nią ukryć się przed światem.  Na tarasie stał prosty stół i dwie ławy z oparciami, wyglądającymi na niezwykle wygodne. Poza tarasem, dziewczęce oczy zieleniły truskawkowe pola w nieskończoność.         Pięć minut zrywania to był rozsądny czas, by zrobić przerwę. Marcin przysiadł i zamyślił się wśród grządek, bo pomimo łotrostwa tkwiła w nim marzycielska natura. Liście truskawek tworzyły jeden organizm. Gdzie wzrokiem sięgnąć, rozciągało się morze czerwonych koralowców i zielonych ukwiałów. Anka wśród nich była tak mała, jak mała chwila zadumy. Zachód słońca był także czerwony, przypominał okrągłą szybkę w drzwiach kaflowego pieca. Kiedy piec zgasł, horyzont przecięły błyskawice. Pojawił się wiatr, niczym woziwoda przynoszący zapowiedź deszczu. Gdy dobiegli do drzwi altany, którą Ania nazwała uroczo „chatką”, lunął rzęsisty strumień wody, z rzęs kapały krople. — Jesteś królową letnich burz. Napiszę o tobie wiersz. — Tekst był tani, ale nie dbał o to. Czerwone świece harmonizowały z talerzem truskawek. Zewsząd zleciały się ćmy, świecidełka, które nie mogły zasnąć trawione ogniem. — Spójrz, Anka — lubił tak do niej mówić; nadawało mu to pozory luzu. — Ćmy przypominają nas. Lecimy do ognia. Nie boisz się spłonąć? — Z tobą się nie boję — otarła zadarty nos. To mówiła ona, czy Mia Wallace? — Albo napiszę o nas piosenkę, taką deszczową. — Biedak nie wiedział, że to oklepany temat.        Świeczki pełgały, czuć było swąd palonych skrzydeł. Ćmy oddawały życie za klimat i miłość. Trwaj chwilo, jesteś piękna. Chwila trwała i nie posunęła się dalej. Marcin nie sięgnął chwili pod koszulkę, by sprawdzić czy nie ma tam koronek i haftek, które mógłby rozpiąć. Nie było tasiemki z czerwonej sukienki, rozwiązłej niczym kociak z krzyżówki. Nie ta ekspresja. Na to było za wcześnie. Nie chciał wyjść na łatwego, żeby nie pomyślała o nim złych rzeczy. Kto lubi łatwych chłopców? Chyba tylko oni, sami siebie, siebie sami. To zestawienie dwóch słów sprawiało mu mnóstwo frajdy i mógłby tak godzinami. Jednak nie o tym jest ta historia. Anna była tuż obok. — Świetnie całujesz — skwitował i przytulił ją całym sobą, a był naprawdę duży. Tak duży, że starczyło nie tylko dla Ani. Mia też była zadowolona. Taki duży, a taki głupi. Na niebie błysnęło fajerwerkiem, a on poczuł, że musi coś jeszcze dodać, coś równie błyskotliwego. — Chciałbym, żebyś została moją dziewczyną. — Prawie mnie nie znasz Marcinie, ale to bez znaczenia. Karmisz truskawkami i chcesz o mnie pisać wiersze. Powiedziała tak, czy powiedziała nie? Chętne ramiona i smak truskawek wskazywały, że tak. Dziewczyny są dziwne. Na wszelki wypadek dodał: — No i zabiorę cię na Hel.        Noc spędzili pod niezbyt zakurzonym kocem. Starą wersalkę i grzyb na ścianach, nie zamieniliby na apartament w hotelu. Marcina zbudził śpiew ptaków. Delikatnie, by nie obudzić Anki, zabrał się za gotowanie jajek. W nastroju był delikatnym. W radio ktoś śpiewał, że boi się miłości. Głupi tekst, ale piosenka fajna. Obudzić ją pocałunkiem? Jeszcze pomyśli, że jest romantyczną łajzą. Natura przemogła, więc cmoknął Ankę w policzek. Już chciał powiedzieć: wstawaj mała, ale ugryzł się w język. W książkach nikt tak nie mówił do swoich dziewczyn. — Obudź się, Aniu. Mam jaja na twardo.  
    • @Migrena Dziękuję — to połączenie Epikura i sumienia rzeczywiście bardzo trafnie oddaje to, co między zmysłowością a uważnością próbowałam uchwycić. Miłego

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • @Nata_Kruk   no nie :)   tu czułość nie ma skóry najpierw rośnie dopiero potem dotyka   pozdrawiam Nata :)  
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...