Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Tak.., i nie koniecznie "złą" prawdą, bo i piękno może być tak jaskrawe i oślepiające, że zasłania swoja własną głębię... Ja osobiście szukam dlatego piękna nieco przygaszonego, skromnego - zapraszającego do swojego środka. Skromny, ale ciekawy, "zapraszający" do swojej głębi wiersz :) Pozdrawiam

Opublikowano

Mocny. Bardzo do mnie przemawia - pewnie dlatego, że mam właśnie "oczy okaleczone prawdą" i używam obecnie już nie tylko firanek, ale nawet zasłon... Można też dopatrywać się pewnej przewrotności - firanki mogą być narzędziem służącym owijaniu w bawełnę.

 

Muszę jeszcze dodać, że wiersz mnie zaskoczył, bo gdy przeczytałam tytuł, pomyślałam, że chodzi o... ślub... :)

 

Pozdrawiam

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

WarszawiAnko, rozumiem Cię bardzo dobrze z tymi zasłonami...

A z tym ślubem...wyobraź sobie, że dopiero po napisaniu wiersza gdzieś tam w tle wyobraźni pojawiła mi się też suknia ślubna.. ona też przesłania...pożądanie, ból, śmierć... etc.

Również pozdrawiam

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Witaj Iwonaroma,

Wiersz do mnie bardzo przemawia. Rozumiem, że często nie chcemy o czymś wiedzieć, bo prawda bywa bolesna, ale również często bawimy się z nią w chowanego - biegamy we mgle, by ją znaleźć. Mądry tekst, naprawdę mi się podoba. W moim życiu częściej biegam we mgle,  nocą w parku - by tę prawdę znaleźć. Jest to prawda o mnie samym, a także o życiu ( realiach) i innych ludziach. Dodam, że też na tym portalu jest trochę biegania w mroku i mgłach, by poznać ludzi, którzy z różnych przyczyn się tutaj pojawili. Jeszcze raz gratuluję wiersza. Pozdrawiam :).

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

       

      Maniuś

       

      Urodziłem się tuż po pierwszej wojnie światowej w Poniatach – rodzinnym gnieździe Poniatowskich herbu Ciołek. Dzisiaj, kiedy nie ma mnie już na tym świecie od niemal czterdziestu lat, moja wnuczka może łatwo sprawdzić w internecie i przeczytać mądrości, że to wcale „nie z tych” Poniatowskich. Ale jak to nie z tych? Skoro z Poniatowskich herbu Ciołek, to przecież, że z tych! Ziemia Zakroczymska była w czasach szlacheckich ważnym ośrodkiem, miejscem kontaktów z władzami królewskimi. Było tam wielu królewskich urzędników.

       

      Jako malec zupełnie się nad tym nie zastanawiałem. A gdy podrosłem, „zostałem” mieszczaninem i robotnikiem. Czasy powojenne były łaskawsze dla chłopów i ludzi pracy. Wtedy niechętnie mówiło się głośno o tym, że przodkowie mieli jakiś herb albo walczyli w narodowych powstaniach. Takie tajemnice lepiej było trzymać w domu.

       

      Gdy byłem jeszcze chłopcem, przenieśliśmy się ze wsi do miasta. Położone było nad piękną, szeroką rzeką, która swoje źródło miała daleko na Kresach. Zamieszkaliśmy na terenach podmiejskich. Ich urok polegał na tym, że na niewielkim kawałku ziemi można było prowadzić własne, tycie gospodarstwo.

       

      Mieliśmy tam wszystko: trochę pola, konie, krowy, owce, kury, indyki i kaczki. Mama i tata nie opływali w luksusy, ale byliśmy samowystarczalni. Żyliśmy z płodów ziemi i z tego, co sami wyhodowaliśmy. Tatuś dodatkowo zarabiał na handlu końmi, a mamusia wkładała całe serce i czas w hodowlę drobiu. To był nasz bezpieczny świat.

       

      Do szkoły nawet lubiłem chodzić. Najbardziej ciekawiła mnie historia oraz polska literatura. Często jednak wygrywało we mnie zwykłe, chłopięce lenistwo. Zdarzało mi się rzucić tornister za przydrożny płot i uciec z kolegami z klasy na wagary. Mówiło się wtedy, że bumelujemy. Całe dnie spędzaliśmy na kąpielach w rzece i zabawie w gęstym lesie.

       

      Mimo tych ucieczek, sporo ze szkoły zapamiętałem na całe życie. Miałem dobrą pamięć do wierszy i piosenek. Uwielbiałem recytować „Powrót taty” Mickiewicza albo bajkę „O Janku, co psom szył buty”. W dorosłym życiu chętnie śpiewałem stare melodie: „Jarzębinę czerwoną”, „W pielgrzymiej szacie”, „Malowany wózek” czy "Czarną morową".

       

      W głębi duszy byłem jednak samotnikiem. Największą radość sprawiało mi... siedzenie na dachu przydomowej szopy. Mogłem tam spędzać godziny, wpatrując się w niebo i obserwując krążące nad domem gołębie.

      Wszystko zmieniło się, kiedy poznałem Klarę. Bardzo zbliżyliśmy się do siebie i od tamtej pory staliśmy się już na zawsze niemal nierozłączni.

       

      Edytowane przez Poet Ka
      wstawienie ilustracji (wyświetl historię edycji)
  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...